Feusette: Słupki wysokiego napięcia

Obrazek użytkownika Rzeczy Wspólne
Humor i satyra
Sondaż sondażem, ale poparcie jest po naszej stronie – zdają się mówić polscy politycy po każdych świeżo opublikowanych słupkach poparcia. W okolicach wyborów tendencja naginania, rozciągania i lepienia faktów przybiera cechy szaleństwa.
 
Problem jednak w tym, czy to rzeczywiście są fakty. Czy możliwe jest, by firma X przeprowadziła rzetelne badania opinii publicznej i wyszło jej, że na partię Bum Bum chce głosować 47 proc. wyborców, a na partię Hop Hop – 17 proc., a w tym samym czasie firma Y ogłaszała, że na podstawie identycznie przeprowadzonych sondaży może stwierdzić, również z całą pewnością, że na Bum Bum – 33 proc., a na Hop Hop – 31 proc.
Głupie pytanie. Wiadomo, że to możliwe, skoro dzieje się tak u nas za każdym razem, gdy nadchodzą wybory, obojętnie – do Sejmu i Senatu, na urząd prezydenta czy do samorządów. A kiedy Państwowa Komisja Wyborcza kończy zliczać głosy i okazuje się, że 90 proc. sondaży bardziej nadawało się na podpałkę do kominka niż jako temat do poważnych, politologicznych, socjologicznych i publicystycznych analiz, jest już, jak mawiają łowcy kaczek – po ptokach.
 
Absurd goni absurd
Ale jeden sondaż przytoczę. Data: koniec sierpnia 2011, firma badająca: Gemius. Lejdys end dżentelmen, achtung, achtung: „Gdyby wybory parlamentarne odbywały się pod koniec sierpnia, na Platformę Obywatelską zagłosowałoby 39 proc. badanych – oznacza to, że w porównaniu z ostatnim badaniem poparcie dla PO zwiększyło się o cztery punkty procentowe. Z kolei na Prawo i Sprawiedliwość głos oddałoby tylko 15 proc. respondentów. To spadek o 3 punkty procentowe w porównaniu z ostatnim badaniem. (...) Powyższe dane dotyczą ogółu społeczeństwa”. Dlaczego wp.pl za Gemiusem zaznacza, że badano ogół? Bo w rękawie ma jeszcze jednego prorządowego asa – badanie „społeczności Internautów”. I oto czytamy: „W społeczności Internautów Platformę wybiera 30 proc. ankietowanych (wzrost o 1 proc.). Na PiS chce zaś głosować 14 proc. użytkowników Internetu (spadek o 2 proc.)”. To wyniki, które powinny zachwiać opinią publiczną, bo wynikało z nich, że PO, która zawsze „rządziła” w Internecie i miała tam słupki jeszcze wyższe niż w „realu”, nagle zaczęła tracić w sieci poparcie. Powinny, ale nie wstrząsnęły, bo nikt, łącznie z samymi politykami, nie traktuje już takich sondaży poważnie. Owszem, prorządowe media poskakały chwilę z radości, ale i tam szybko przyszła refleksja, że ktoś tu chyba „przefajnował” z propagandą. 39 do 15? Wolne żarty.
A następnego dnia konkurencja Wirtualnej Polski, czyli Onet.pl, urządził swój sondaż – dla „społeczności Internautów”. Wzięło w nim udział blisko 200 tysięcy osób, albo – jak kto woli: 200 tysięcy adresów IP. Oto wyniki: 41 procent dla PO (w wp.pl – 30), 25 procent dla PiS (w wp.pl – 14), do tego nagle 8 procent dla Palikota (w wp.pl miał 4). Absurd goniący absurd.
Ale dajmy spokój sondażom, bo jeszcze śmieszniejsze są reakcje na nie, zwłaszcza tych, którym słupki się kurczą. Jednym z najbardziej bulwersujących stronę rządową (a wraz z nią jej nadwornych dziennikarzy, komentatorów i „ekspertów”) sondaży był ten z połowy września, gdy nagle, jak grom z jasnego nieba, na władzę spadła wiadomość, że w grupie najmłodszych wyborców (od 18. do 24. roku życia) więcej jest zwolenników PiS niż PO. Głos oddany w wyborach na pierwszą z tych partii zadeklarowało 24 procent młodzieży, na drugą 22. A przecież wiadomo było, że zwycięstwo w 2007 roku Platforma zawdzięczała właśnie ludziom młodym. Szmer niezadowolenia przeszedł przez salony, a wraz z nim syk gniewu i pomruk niezrozumienia. Czas reakcji: kilka godzin. Uradzili, co następuje. Po pierwsze sondaże... nie są wiarygodne. Po drugie: młodzież jest głupia i tępa. Po trzecie: PiS nie jest młodzieżowy. Ireneusz Krzemiński mówił: „Przyznam, że trochę nie dowierzam tym sondażom”. Ale kontynuował, jakby dowierzał. „Te sondaże pokazują całkowite polityczne zagubienie młodych ludzi. Myślę, że winna jest tu szkoła, która nie wyposaża uczniów w wiedzę obywatelską na właściwym poziomie. Wśród studentów notorycznie spotykam się z sytuacją, że prawie w ogóle nie oglądają wiadomości, nie śledzą debat, które toczą się w mediach. Są w zasadzie kompletnymi ignorantami w świecie polityki. Łatwo więc do nich trafić, korzystając z demagogicznych haseł”. Proste, prawda? Młodzi byli fajni, gdy głosowali na pupili Krzemińskiego, a skoro już nie chcą, znak to niechybny, że im się w d... poprzewracało. Stąd już tylko krok do hasła: oddaj babci dowód, bo wnuczka jest jeszcze gorsza.
 
Władza, czyli opozycja
Krzemiński nie jest politykiem, może się ośmieszać na własny rachunek. Gorzej, że poza mediami, które natychmiast postanowiły młodym przemówić do rozumu (już następnego dnia „Gazeta Wyborcza” opublikowała przecieki z wewnętrznych dokumentów PiS, w których był postulat dotarcia do młodych wyborców, a następnie go wydrwiła), głos zabrał sam marszałek Sejmu Grzegorz Schetyna. „Platforma jest partią władzy i jak każda partia władzy – przychodzi znużenie, zmęczenie. Szczególnie wyraźnie widać to w młodym pokoleniu, gdzie partia rządząca jest traktowana z dystansem. Na zasadzie przekory, na zasadzie, że to jest partia opozycyjna” – mówił człowiek nr 2 w państwie. I ani jemu przez głowę nie przeszło, ani, rzecz jasna, prowadzącej tę rozmowę Monice Olejnik, że kompromituje tymi słowami siebie i milczącą z sympatią panią redaktor.
Pewnie, że daleko jeszcze marszałkowi Schetynie do wicemarszałka Niesiołowskiego, który oponentów nazywał „psychicznie chorymi”, „idiotami” i „komunistami”, ale nerwowe drżenie łydek u opanowanego zazwyczaj I sekretarza Platformy – już po pierwszym niepokojącym władzę sondażu – było dowodem wielkiej nerwowości. A wszystko przez te, pożal się Boże, słupki.
 

Krzysztof Feusette (ur. 1971), studiował aktorstwo w warszawskiej Akademii Teatralnej oraz filologię polską na Uniwersytecie Opolskim. Dziennikarz „Rzeczpospolitej” od 1997 roku, od czterech lat jej stały felietonista („Rzut pilotem” i „Wolne żarty”). Laureat konkursów poetyckich, w ubiegłym roku – wyróżnienia w Konkursie Fundacji im. Macieja Rybińskiego – o Nagrodę Złotej Ryby. W wolnych chwilach – kibic wszystkich dyscyplin sportowych. Rozpalony do czerwoności, ale przed telewizorem. 

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Feusette jest gosciem przez duze G !

Smierdzace, perfidne  saloniarstwo (m.in. chloptas Wojewodzki) zdazylo go juz znienawidziec.

Jest naprawde godnym nastepca Macieja Rybinskiego !

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

baca.

#212092