Żyję w związku partnerskim - i co mi zrobicie?

Obrazek użytkownika AgataCz
Kraj

Żyję w związku partnerskim, tzn. mam partnera i z nim żyję. Nie posiadam na to odpowiedniego dokumentu, więc musicie wierzyć mi na słowo. Jeśli chodzi o przyszłość moją i mojego konkubenta (notabene uwielbiam to słowo), to mamy przed sobą trzy możliwości – rozstanie, ślub albo zachowanie statusu quo.
Zatrzymajmy się więc na chwilę przy tej ostatniej, najmodniejszej ostatnio alternatywie. Jeśli zdecydujemy się na to, aby żyć w niesformalizowanym związku, to co to właściwie dla nas oznacza? Dyskryminację ze strony państwa? Społeczny ostracyzm? Bycie obywatelem drugiej (albo i trzeciej) kategorii? Chyba nie. „Chyba”, bo może ktoś mnie już jawnie dyskryminuje, a ja jeszcze tego nie zauważyłam. Ale nawet biorąc pod uwagę tę drugą możliwość, nie jest jednak tak tragicznie, skoro ewentualne reperkusje nie są nadto zauważalne.
Tak więc ja i mój chłopak nie znajdujemy się w dużo gorszej sytuacji aniżeli małżeństwa. Może czeka nas co najwyżej wypełnianie więcej świstków papieru, w rodzaju rozmaitych upoważnień et cetera, ale we wszechogarniającej nas biurokracji nie jest to nic nadzwyczajnego. Może mamy również gorszą zdolność kredytową niż małżeństwa, ale czy w tym miejscu ustawa o związkach partnerskich wiele by zmieniła? Dla banku - nie sądzę.
Możemy odwiedzać siebie w szpitalu (po uprzednim wyrażeniu zgody), odbierać listy z poczty, dziedziczyć po sobie po wcześniejszym załatwieniu formalności. Jakbyśmy się uparli i zaparli, że żadnego ślubu nigdy nie będzie, to przecież nie przeszkodzi nam to w codziennej egzystencji. Możemy sobie kupić razem mieszkanie, mieć piątkę dzieci, kota i psa, a nawet mówić do siebie per „mężu” czy „żono”, czy nosić na palcach obrączki. Prawo daje nam tę możliwość. Albo inaczej – na pewno nam jej nie odbiera.
Oczywiście, sytuacja niesformalizowanych związków hetero i homoseksualnych różni się nieco od siebie, bo my możemy wziąć ślub, a oni nie. Ale jeśli dobrze rozumiem, nikt jeszcze nie walczy w Polsce o małżeństwa dla gejów i lesbijek, a „jedynie” o związki partnerskie, w których i tak mogą żyć, i nikt ich za to represjonował nie będzie.
Oczywiście dla młodych, wykształconych z wielkich ośrodków to, że w Polsce nie można jeszcze sformalizować nieformalnego związku (co już samo w sobie stanowi absurd), jest dowodem na polski ciemnogród, rydzykowskie macki oplatające społeczeństwo i polityków, oraz jest potwierdzeniem tego, że Polaczki są zacofane i skrajnie nietolerancyjne, i zaraz poleciałyby bić pedała albo katować bękarta samotnej matki. No cóż, jak ktoś żyje w matriksie, to nie ma takiej siły, żeby go z niego wyciągnąć, pod warunkiem że sam będzie tego chciał. Ale co jest faktycznie tak straszliwego w tym, że w Polsce nie można (przynajmniej na razie) żyć legalnie na kocią łapę (i znowu oksymoron; że też lewica nie zastanowi się dłużej nad tym co wygaduje)? Chcecie formalizacji to weźcie ślub, choćby tylko cywilny. Jak nie, to przestańcie zawracać ludziom głowy. Najbardziej śmieszą mnie te utyskiwania rzekomo dyskryminowanych i ciemiężonych konkubin i konkubentów, którzy nie wierzą w żadne papierki, bo ich miłości nie da się ubrać w prawnicze ramy, ale jednocześnie tej samą miłością nie mogą się cieszyć bez spisania jej u notariusza (czy kto to tam ma za to odpowiadać).
I tu wracamy do problemu związków homoseksualnych, o ile taki problem faktycznie istnieje. Jak już napisałam – jeśli dwóch gejów lub para lesbijek żyje ze sobą, może nawet wychowuje dzieci, to ten złowrogi, polski zaścianek, choćby i bardzo tego pragnął, im w tym nie przeszkodzi. Natomiast, jeśli geje czy lesbijki chcieliby wziąć ślub, to faktycznie pojawiłby się tutaj problem. Ciekawa jestem tylko, ilu gejów faktycznie zdecydowałoby się na zalegalizowanie swojego związku. Sądzę, że niewielu, bo homoseksualistów żyjących w stabilnych, „długodystansowych” relacjach (dodam jeszcze - monogamicznych), można policzyć na palcach jednej ręki. Jak ktoś mi nie wierzy, to niech wkręci się w „środowisko” i przekona się na własne oczy, jak to naprawdę jest z tą wielką miłością, wiernością i statecznością wśród homoseksualistów. Nie twierdzę oczywiście, że heteroseksualiści są wolni od zdrady, przygodnych związków itp. ale dysproporcje między tymi dwoma grupami są widoczne już na pierwszy rzut oka.
No dobrze, ale póki co, nie ma jeszcze postulatu o ustanowienie homoseksualnych małżeństw, więc o co chodzi z tym całym jazgotem i wstydem na cały świat? Czy takie larum podnosi się nie dlatego, że ktoś jest rzeczywiście dyskryminowany, a dlatego, że ma być to pierwszy stopień do całkowitego zrównania związku kobiety i mężczyzny ze związkiem homoseksualnym? Nikt jeszcze oficjalnie o tym nie mówi, biorąc przykład z dokonań społeczności LGBT na Zachodzie. Najpierw związki partnerskie, żeby ułatwić tym biednym ludziom życie codzienne. Później małżeństwa. Potem adopcje. Na końcu mamy zmuszanie księży do udzielania ślubów homoseksualistom, zamykanie „nietolerancyjnych” w gettach i dyskryminację rodzin heteroseksualnych przy adopcji dzieci, po to właśnie, żeby nie dać sobie przykleić łatki homofoba?
Nie gdzie tam, to przecież w ogóle nie o to chodzi. Przynajmniej na pewno nie w Polsce.
Chyba że komuś znowu się coś uleje, jak np. Palikotowi z koniecznością wyrzekania się polskości. Ale na wszystko przyjdzie jeszcze czas. Niestety.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

postać w istocie równie obrzydliwa, jak Magdalena Środa, cieszący się wielką popularnością także w Polsce, przeżył 30 lat w konkubinacie z Evą Gabrielsson. W Szwecji konkubent nazywa się sambo.
Pośmiertnie został nasz komunista multimilionerem.
A pani Eva parę lat później napisała książkę o swoich przygodach w walce o spadek po człowieku, z którym spędziła większą część życia.
Żyli jak małżeństwo, ale nie mieli papieru.
I jak pan komunista umarł nagle, to okazało się, że spadek należy się najbliższej rodzinie, ojcu i bratu, a nie Evie.
Oni nawet łaskawie chcieli jej dać najpierw dwa, potem chyba nawet dwadzieścia milionów koron na odczepnego, ale ona nie chciała, choć też komunistka. Dla nich była reszta, czyli ponad 100 milionów koron. Kwota ta ciągle rośnie, bo pozbawione dobrego smaku bałwany na całym świecie kupują to politycznie poprawne badziewie.
Rzecz dzieje się w postępowej Szwecji.
I ta pani bardzo żałuje tego życia na kocią łapę.
Wiem, wiem...on mógł sporządzić testament. Ale wiem też, że testament można zakwestionować i różnie się takie sprawy sądowe kończą.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#326355

Zastanawia mnie jedno - skoro pani jest taką ideową komunistką i tak ideowo nie brała ślubu, bo przecież papierek nie jest dowodem miłości, to czemu nagle tak żarliwie zaczęła się bić o pieniądze? Czyżby nagle wyceniła swą miłość i oddanie na miliony koron? Nieładnie...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#326364

Ruscy komuniści handlują teraz ropą za miliardy, nasi też sobie nie szkodują, czego państwo Kwaśniewscy są dobrym przykładem, to czemu ci szwedzcy mieliby inaczej funkcjonować?

Tak na marginesie, to główny bohater napisał kiedyś testament. Przed wyjazdem dziennikarskim na jakąś wojnę. Przeznaczył w nim wszystko lokalnemu oddziałowi trockistowskiej frakcji szwedzkiej partii komunistycznej. Prawdziwy idiota jednym słowem.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#326376

 A ja mam takie tendencyjne pytanie. Widział ktoś kiedyś prawdziwego, żywego  komunistę.? Może być w telewizorze, ale "live". Zaryzykuję tezę że od lat 80-tych najpóżniej komunistów nie ma, przynajmniej u nas. Są/byli tylko oportuniści, karierowicze, takżei idioci moze trochę idealistów .

Czy największa obecnie KPCh jest partią komunistyczną ?

 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#326523

Wziąć wspólny kredyt z niewielkimi problemami.

A teraz zyski.

Dziecko "samotnej" matki dostanie łatwiej miejsce w przedszkolu. Podobnie jak zasiłek czy dofinansowanie (pensję matki dzielimy na dwa, a nie dwie pensje na trzy).

___________________________
spodziewaj się wszystkiego.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

___________________________
spodziewaj się wszystkiego.

#326356

No i kolejny dowód na "dyskryminację". Swoją drogą, ciekawe kiedy rodzinom puszczą nerwy i się zbuntują, bo tak naprawdę to one są teraz jedną z najbardziej dyskryminowanych grup.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#326362

zapraszam na marsze
___________________________
spodziewaj się wszystkiego.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

___________________________
spodziewaj się wszystkiego.

#326368

W tym roku Ogólnopolski Marsz dla Życia i Rodziny
ustalono na dzień 26 maja,a więc w Dniu Matki.
Swój udział zadeklarowało już ponad 70 miast naszej Ojczyzny.

Zapraszam i ja.
dratwa3

http://www.marsz.org/

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#326399

" ...Najpierw związki partnerskie, żeby ułatwić tym biednym ludziom życie codzienne. Później małżeństwa."

- ... a wybiegajac w przyszlosc ( bo chyba jest juz to `zaklepane` ) - mnie ciekawi to w jaki sposob urzednik USC rozpozna homoseksualizm dwoch stojacych przed nim osobnikow !  

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

veri

#326384

Haha nigdy się nad tym nie zastanawiałam, a to faktycznie bardzo dobre pytanie!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#326396

 do badania per rectum.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#326467

A jak oni preferują oral?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#326509

rzeczowa i mądra notka

poZdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#326395

sformalizować nieformalny związek - czyż to nie cudowne?
**********************************
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, áldd meg a magyart

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

********************************** Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, áldd meg a magyart

#326414

Pomimo tego,że kończysz 18 lat i odbierasz dowód osobisty,nie znaczy to wcale,ze jesteś w pełni świadomą i dojrzałą osobą.Udane małżeństwo to sztuka kompromisu.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

"Ar­mia ba­ranów, której prze­wodzi lew, jest sil­niej­sza od ar­mii lwów pro­wadzo­nej przez barana."

#326450

 który nagle poczuje miłość homo do innego faceta i zechce założyć z nim związek "partnerski", popełnia poligamię? Czy będzie można być tu hetero, a tam homo? A co w ogóle z biseksami, którzy lubią raz tak, raz siak, zależnie od fazy księżyca? A co z shemale'ami? Same zagadki...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#326469

zwiazek malzenski, bedac caly czas w innym zwiazku malzenskim.
Wcale tu nie chodzi o sprawy moralne tylko o prawne,gdyz ze zwiazkiem malzenskim wiaza sie rozne prawa i bigamisci sa scigani prawnie, jako przestepcy.Zreszta bigamizm czesto laczyl sie z przestepstwem,oszusci matrymonialni posiadali falszywe dokumenty naciogali swoja malzonke na duza kase po czym znikali.
Kiedys bylo tak ze malzestwo bylo zawierane tylko w kosciele
i tylko tam byly dokumenty zawarcia tego zwiazku no i swiadkowie.Osoby mogly wtedy duzo latwiej popelniac bigamie
poprzez przeniesienie sie w odlegle miejce gdzie nikt go nie znal. Latwiejszym krokiem byla zmiana wiary np.gen.Anders poslubil swoja druga zone artystke Bogdanska, ktora byla w wieku jego corki Hanny z pierwszego malzestwa,przechodzac na katolicyzm, z prawoslawia.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#326529

Dziękuję za świetny tekst, natomiast od siebie mogę dodać, że źródłem problemów jest pomieszanie pojęć na skutek wieloznaczności słowa "małżeństwo": z jednej strony jest to pojęcie związku w sensie religijnym, z drugiej zaś - formalno-prawnym.

Proszę zwrócić uwagę, że nikt nie broni dwojgu osób poprzysiąc sobie dozgonnej wzajemnej obecności, miłości czy też noszenia na rękach (albo też obiecania sobie, że wytrzymają ze sobą pięć lat lub też do końca wakacji albo cokolwiek innego). Jak się uprą, to mogą sobie zawrzeć umowę notarialnie albo zgoła przysposobić się nawzajem. Tylko czy to musi mieć cokolwiek wspólnego z "małżeństwem" w sensie religijnym?

Ostatecznie Państwo, rozumiane jako powołana przez wspólnotę administracja zarządcza, pełni rolę "strażnika umów", jeżeli jakaś umowa nie jest przez wspólnotę zakazana (czyli nie jest zakazana prawem), to jaka by nie była podlegać powinna ochronie, czyli w sytuacji jej naruszenia strony mogą odwołać się do Państwa o rozstrzygnięcie. Zarejestrowanie takiej umowy (bez względu czy u notariusza czy USC) ułatwi egzekwowanie wynikających z niej zobowiązań. I tylko tyle, i aż tyle.

Natomiast adopcja to poważniejszy problem, gdyż nie tyle dotyczy on osób ubiegających się o adopcję, ile osób adoptowanych. Zazwyczaj są to sieroty lub dzieci porzucone. O ile zaś co do dowolnego przysposabiania osób dorosłych i świadomych nie ma żadnego problemu nawet dzisiaj, jest to akt woli i tyle, to względem osób niedorosłych i niedojrzałych opiekunem jest wspólnota (reprezentowana przez Państwo), która - jako opiekun - musi mieć na względzie zarówno zdanie rodziców dziecka jak i jego dobro. Pierwszym zaś i nadrzędnym zadaniem opiekuna jest powstrzymanie się od takich działań, które są sprzeczne z domniemaną wolą rodziców (a z założenia domniemywać należy, że wolą rodziców jest wychowanie dziecka w rodzinie mogącej mieć własne dzieci - chyba że jest wyraźnie wyrażona wola rodziców, aby takie zastrzeżenie nie miało miejsca), zaś z drugiej strony działań które mogą w efekcie okazać się sprzeczne z wolą samego dziecka, wyrażoną po osiągnięciu pełnoletności, np. w formie roszczeń odszkodowawczych wobec wspólnoty (Państwa).

Dopóki "małżeństwo" było instytucją religijną (bez względu na religię w jakiej było zawarte), tak długo jak tylko jego zawarcie było dobrowolnym aktem obydwu stronPaństwo chroniło te umowy w ramach ograniczeń w jakich były zawarte. Niestety, Napoleon wprowadził "Kodeks Napoleona", ustawodawstwo w którym to Państwo zaczęło określać warunki takich umów oraz sposoby ich rejestracji, no i zaczęło się.

Ale, na litość Boską, przestańmy używać określenia "małżeństwo" dla cywilno-prawnej umowy zawartej w ustawowych ramach - nawet jeżeli rejestracja tej umowy nastąpiła na skutek zawarcia małżeństwa jako instytucji religijnej. Ta rejestracja umowy nie tworzy małżeństwa - ona co najwyżej potwierdza jego istnienie, o ile wcześniej zostało zawarte w sensie religijnym. A i tak swoją funkcję "strażnika umów" pełni w sposób karygodnie lekceważący ich istotę: jeżeli bowiem małżeństwo sakramentalne jest zawierane w Kościele Katolickim, gdzie jest ono związkiem dożywotnim, to Państwo nie może usankcjonować rozwiązania tej umowy (rozwody), chyba że właściwa władza religijna stwierdza nieważność małżeństwa (ale i wtedy na gruncie Państwa nie mamy rozwodu tylko orzeczenie nieważności umowy od początku - zupełnie inne zagadnienie.

Widzicie Państwo jakie pomieszanie z poplątaniem...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Obserwator

#326506

wiem coś o tym. Nieprawda, że dziecko jest wspólne, jest matki , mężczyzna je tylko łaskawie uznaje za własne. Ten widok jak w USC z głupią miną oświadcza ,że uznaje , pamiętam po 19 latach. Kredyt na konkubenta , bo bank nie udzieli , gdy jest konkubina i dzieci (przelicza na osobę dochód), a po latach wszystko należy do niego. Z testamentem też nieprawda , rodzinie należy się zachowek i zawsze go dostaje. Są też przypadki losowe , mąż opiekuje się lub płaci alimenty , konkubent porzuca jak zepsutą lalkę opiece społecznej na koszt podatnika. A co z kobietami które znudziły się konkubentom , a nie pracowały tylko zajmowały się domem z czego utrzymają się na starość. Dlaczego podatnik ma odpowiadać za nieodpowiedzialnych chłoptasiów.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Konkubina po polsku

#326888

"Ten widok jak w USC z głupią miną oświadcza ,że uznaje, pamiętam po 19 latach."

Takie przypadki niemalze nikogo nie interesuja, za to jest wielki wrzask, ze niemoralne pedaly beda sie chcialy zenic. Los i sytuacja materialna  dzieci porzuconych przez  ojca i byla partnerka czy zona pozostawiona bez srodkow do zycia, to jest jak najbardziej moralne i nikt tu nie widzi zadnego problemu.

Czesto zdobycie alimentow dla dzieci po rozwodzie jest pieklem, kiedy wiadomo czyje sa dzieci i kto jest za nie odpowiedzialny, co tu wiec mowic o sytuacji bez zadnego formalnego zaswiadczenia o wspolzyciu i ojcostwie.

Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Lotna

 

#326893

 zawsze można wziąć ślub... Bo niby dlaczego ja mam jako podatnik utrzymywać "porzuconą" nieodpowiedzialną kobietę przez jeszcze bardziej nieodpowiedzialnego gostka, która przez 20 lat nie potrafi przekonać swego faceta do ślubu. Jeżeli żyła z nim tyle lat bez regulacji spraw wszelakich, to na starość może mieć pretensje tylko do siebie. Tak uważam. A ty sama piszesz, że konkubent porzuca jak zepsutą lalkę, ale sama przez długie lata nic nie robisz, żeby status tej lalki zmienić. A to jest proste - albo ślub, albo "bujaj się fagasie", wystarczy jedynie trochę szacunku do siebie samej. Ale jeżeli fizyczna chuć zwycięża z rozsądkiem, to potem nie ma co zwalać na niego, bo głupek zawsze jak zobaczy młodszą i bogatszą, to tam poleci, bo przecież nic go nie "trzyma". Liczenie na to, że facet wiernie jak pies będzie siedział u boku podstarzałej konkubiny, która sama dla siebie nie ma szacunku, jest grubym błędem. Kto chce, szuka sposobów, kto nie chce szuka powodów. Piszę ten wpis z żoną, która ma dokładnie takie samo zdanie jak ja. 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#326931

Ciekawe, czy wam z zona nie przyszlo do glowy, ze wiekszosci osob z dziecmi jest bardzo trudno utrzymac sie z jednej pensji, tym bardziej, gdy kobieta zarabia mniej? Opcja "bujaj sie fagasie" moze byc o wiele trudniejsza do przeprowadzenia, niz sie wam to moze wydawac, jesli wrecz nie niemozliwa. Nie rozumiem skad ten cudzyslow przy porzuconej - nigdy nie slyszeliscie o przuconych zonach i kochankach? O nieodpowiedzialnych facetach, za ktorych winy placa kobiety i dzieci?

Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Lotna

 

#327164

dlatego mój konkubinat wynikał z czekania na ślub , nie z chęci takiego życia. Zawsze konkubent kazał mi czekać , jeszcze tylko troszkę. Tłumaczył tym , że bank nie da pożyczki na założenie biznesu , więc się ulitowałam , pożyczka na samochód , pożyczka na agregat chłodniczy , zimowe opony itd... Po latach wiem już , że w konkubinacie jedno oszukuje a drugie jest naiwne.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Konkubina po polsku

#327245

wielu ludzi przeszło ten etap, dłuższy lub krótszy czasowo. Tylko przeszkoda, w braku rozwodu partnera, blokuje ten stan na dłużej. No, może też głupota. Nie liczenie się, z prawem dziecka, do nieodczuwania dyskomfortu!. Nic ci nie zrobimy, uśmiechniemy się najwyżej, z politowaniem!......

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#326906