Demokracja jednak zagrożona!

Obrazek użytkownika AgataCz
Kraj

Mejnstrim się wściekł i zaczyna zjadać własny ogon – to jedyne sensowne wytłumaczenie histerii, jaka zapanowała w głównych środkach przekazu. „Prokuratura powinna zająć się PiSem”, „Trotyl? Oni musieli pójść do Bonda”, „Więźniowie Smoleńska” – to tylko kilka z 17(!) nagłówków na głównej stronie Tok FM dotyczących Kaczyńskiego, jego partii, naczelnego Rzepy i sławnej publikacji Gmyza.

Nie jest tajemnicą, że o Smoleńsku najwięcej i najbardziej kłamliwie piszą ci, którzy bez ustanku ubolewają nad grą trumnami, zbijaniem kapitału politycznego i szarganiem pamięci ofiar. Analogicznie więc, ci sami osobnicy, którzy od dwóch lat produkują smoleńskie mity, w stylu kłótni na lotnisku czy szalonego Błasika za sterami, teraz utyskują na brak etyki u dziennikarzy i pogoń za sensacją (Bóg widzi, tylko jeszcze nie grzmi).

Wodą na ich młyn stała się niewytłumaczalna reakcja Tomasza Wróblewskiego na publikację o trotylu, który ukorzył się za rzekome kłamstwa, później się z tego wycofał, a na koniec niemalże złożył rezygnację ze stanowiska. Najwyraźniej nie odrobił lekcji kolegów po fachu z Wyborczej, Wprost czy Newsweeka, którzy nie dość, że bez pardonu publikują wyssane z palca historie, oparte na świadectwach anonimowych osób, które słyszały to i owo od innych anonimowych osób, to jeszcze później, kiedy im się te kłamstwa wytknie, bez żadnego „ale” idą w zaparte i ani myślą przyznawać się do błędu.

Co jak co, ale inteligencji i sprytu rządowym dziennikarzom odmówić się nie da, bo zaraz wykorzystali chwilę słabości przeciwnika. I nagle okazało się, że oszołomskie okrzyki o nadmiernej potędze i braku odpowiedzialności „czwartej władzy”, o braku etyki i rzetelności u dziennikarzy i o publikowaniu zmyślonych przez nich historii nie są tylko sekciarskim majakiem. Potwierdza to dobitnie znawca mediów, specjalista ds. katastrof lotniczych i prokurator w jednym, profesor nauk przyrodniczych, Krzysztof Dołowy, który oświadczył: „Wszystkie media rzuciły się na temat, który na oko było widać, że jest fałszywy. Szczęście, że trwało to tylko pół dnia. A mogło trwać dwa tygodnie”.

Faktycznie, mogło trwać tyle, co wrzutka z kłótnią gen. Błasika z majorem Protasiukiem, opowiedziana dziennikarzom GW przez borowca, który słyszał to od kogoś, kto podobno był świadkiem owej scysji. Że później okazało się to bzdurą, to przecież nieważne. W końcu skoro taka, nomen omen, bomba wpadła Agnieszce Kublik i Wojciechowi Czuchnowskiemu w ręce, to nie mogli jej zataić, nicht war? Tak samo, jak super tajnych informacji o treści rozmowy braci Kaczyńskich, o Błasiku za sterami, o pijanym prezydencie nakazującym lądowanie, o oszalałych pilotach-debeściakach itp. itd. Wtedy to była dziennikarska rzetelność, teraz info o możliwości znalezienia środków wybuchowych w TU-154M, niepotwierdzone oficjalnie przez najwyższe władze (bo tylko one mają monopol na prawdę), to skandal i zagrożenie demokracji. Ciekawe tylko, że w Polsce Tuska, demokracji zagrażają jedynie opozycja i niezależne gazety, ale nad tym problemem obrońcy praw człowieka z głównych mediów jeszcze się nie zdążyli pochylić.

Ale faktycznie, coś z tym zagrożeniem i fatalną kondycją mediów jest na rzeczy. Jak stwierdził w TOK FM profesor Łuków – „Mamy problem z dziennikarstwem, (…)z trendem do stawiania się w roli mędrców, sumień narodów: wiedzą więcej, lepiej i mają dostęp do prawd objawionych".

Święta prawda, zwłaszcza jeśli ktoś oglądał wieczorne Informacje Polsatu z niezastąpionym redaktorem Gugałą, który, broń Panie Boże, nie stawia się w roli żadnego mędrca. Właściwie, to nawet rola wiejskiego głupka wydawałaby się dla niego zbyt odpowiedzialna. Otóż redaktor oświadczył, że teza o zamachu w Smoleńsku jest kolportowana TYLKO przez Jarosława Kaczyńskiego i jego partię, bo WSZYSCY eksperci i badacze mówią, że katastrofa w Smoleńsku była efektem wypadku. Co spowodowało ten wypadek, Gugała już nie powiedział. Tak samo, jak nie wspomniał o ostatniej konferencji naukowej dot. katastrofy, na której stu nie-ekspertów i nie-badaczy uznało, że brzoza i rozbicie samolotu na błocie, bez widocznego krateru, to jedna wielka bujda. Prawdziwi eksperci, zdaniem Gugały, wydali już przez NIKOGO niepodważalny werdykt, czytaj – wypłodzili raport komisji Millera, który jak wiadomo jest dokumentem niepodważalnym. O tym, że komisja pracowała bez dowodów, nie widziała nawet ciał ofiar, zdjęcia terenu ściągała sobie z Internetu i bazowała na dziurawym stenogramie, nikt już nie wspomniał. O tym, że nikt z tej komisji nie jest w stanie obronić swoich tez, też nie może być mowy, bo przecież ludzie, którzy je kwestionują, oficjalnie nie istnieją.

Nie ma człowieka, nie ma problemu, chciałoby się rzec, ale nie chcę nikomu podsuwać pomysłów, bo seryjny samobójca zdaje się dopiero rozkręcać. Ale to żadnym zagrożeniem dla demokracji oczywiście być nie może.

http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,102433,12785178,Prof__Dolowy__Demokracji_mog...

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

To ci Piasek...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#303285