[recenzja] Warsaw Dolls - demo

Obrazek użytkownika Budyń78
Kultura

Płyta demo Warsaw Dolls została zaopatrzona w trzy okładki do wyboru, w rewanżu postanowiłem napisać trzy recenzje.

1. Żyjemy w czasach, gdy za muzyką nie idzie promowanie żadnych tradycyjnych wartości, a jedynie kult wiecznej imprezy i wszechobecnego nihilizmu. Niestety płyta zespołu Warsaw Dolls wpisuje się we wszechobecny upadek wartości. Afirmacja zabawy, alkoholizmu, swobodnego podejścia do seksu, pornografii wreszcie to jedyne, co ma nam do zaoferowania zespół ze stolicy, jako dodatek do swoich prostych, by nie rzecz, prostackich kompozycji. Gdy wokalista śpiewa "wolę upić się, niż myśleć" wydaje mu się, że jest krytyczny wobec opisywanego zjawiska, niestety, wpisuje się w nie. Jedyne, co możemy powiedzieć o poglądach zespołu po wysłuchaniu płyty to to, że nie lubią księży i znaku krzyża - jakie to przewidywalne...

2. Debiutanckie demo Warsaw Dolls, choć jedna z okładek w stylistyce nawiązuje do anarchopunkowego Crass, nie zawiera żadnego ideologicznego przekazu. łatwo jest nie zauważać zła współczesnego, post-kapitalistycznego świata skupiając się na bezmyślnej wegetacji pod pozorem "powrotu na ulice". Ta płyta, z kawałkami o chlaniu (większość) i seksie (jedna, afirmująca jednak mizoginiczny przemysł pornograficzny) mogłaby być ilustracją do niedawnego, tak przecież fałszującego rzeczywistość, programu Ewy Drzyzgi o współczesnych punkach.

3. Od dawna nie słyszałem równie szczerej, bezczelnej a przy tym inteligentnej - choć utrzymanej w ortodoksyjnie punkowej stylistyce - płyty. Co kawałek, to przebój i potencjalny hymn. I choć prawie wszystkie teksty traktują o anarchicznym miejskim lub pociągowym imprezowaniu, nie słyszę w tym tak częstego dla polskiego streetpunka schematu. W pijackich tekstach chowają się inteligentne, a czasem nawet błyskotliwe linijki. Programowy nihilizm jest radosny i mrugający okiem. Czasami zespół jest po prostu bezczelny. Nie każdy porwałby się na przerobienie legendarnego "Warhead" UK Subs na numer o pijackiej wyprawie na festiwal o tej samej nazwie. Nie każdy wymyśliłby i zaśpiewał, opatrzony w dobry, hardrockowy riff, numer o tym, jak to w knajpianej bijatyce zęby i instrument stracił Romuald Lipko z Budki Suflera. Na szczęście WD się na to wszystko porwali i wyszli z tej próby zwycięsko. Chwała nam i naszym kolegom!

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (1 głos)