Fugazi znaczy "wszystko spieprzone"

Obrazek użytkownika Budyń78
Kraj

Nie tak dawno pisałem o odwołanym rzeszowskim festiwalu HCP, a dziś okazuje się, że podobna historia ma miejsce w Warszawie. Tym razem zamiast organizatora-ściemniacza ważną rolę odgrywają nasze ulubione władze miasta.

Zacznijmy od początku. 20 lat temu w Warszawie ruszył pierwszy w III RP prywatny klub rockowy Fugazi. W dawnym kinie WZ odbyła się cała seria koncertów, która dla większości warszawskich fanów różnych gatunków rocka była świętem, a dla osób z mojego pokolenia często początkiem „dorosłego” życia koncertowego. Niestety, inicjatywa dość szybko upadła, jednak zdążyła na trwałe zapisać się w rockowej historii Polski.

Minęło 20 lat i pojawił się plan reaktywacji. Tym razem Fugazi miało wrócić jako najdłuższy w historii świata festiwal rockowy na wolnym powietrzu, z ambicją pokazania wielu gwiazd i młodych zespołów i wpisania imprezy do księgi Guinnessa. Ponieważ i mój zespół się tam zgłosił, miałem okazję dość szybko nabrać dystansu do całej imprezy, oglądając dość niejasne kryteria zapraszania na festiwalową scenę kapel bez statusu gwiazd. Potem pojawiła się historia z kapelą, którą przyjęto, a następnie skreślono z listy w sposób dość obcesowy. Cóż, i to się zdarza. Do grania szykowało się kilkadziesiąt innych zespołów, a na koncerty pewnie kilkadziesiąt tysięcy widzów.

Dziś rano na pewno bardzo ucieszyło ich wszystkich oświadczenie organizatora o odwołaniu imprezy. Cóż się stało? Otóż nagle ze współpracy wycofały się wszystkie instytucje miejskie, które nagle zorientowały się, że może być hałas. W ślad za miastem wycofali się niektórzy sponsorzy. Podjęto próby ratowania imprezy, jednak według organizatora za późno. I tu coś mi nie gra, ponieważ tak naprawdę nie widzę w całym długaśnym oświadczeniu uzasadnienia dla wycofania się z imprezy, w którą, jak sam pisze, włożono tyle pracy i która wcale nie musiała być wtopą finansową. Cóż, pewnie się nie dowiemy.

Miasto Warszawa lubi wycofywać się z różnych imprez w ostatniej chwili. Tutaj namieszało sporo, choć ostatecznie zaproponowało inną lokalizację. Jednak pomysłodawca postanowił się obrazić, zaś winą za wszystko obarczyć władze miasta. Te zaś na pewno zadania mu nie ułatwiły i mają swoje za uszami. Sprawa ma też wymiar polityczny. Bo choć wśród komentujących na FB trafiła się pani, która pyta, czy tak samo miasto zabroniłoby opery o Smoleńsku (skąd się biorą tacy ludzie…?), jednak większość zapowiada, że podziękuje za odwołanie imprezy przy urnach 13 października. I choć nie jestem pewien, czy w tym jednym przypadku lista winnych nie jest mocno niekompletna, to jednak wskazuje to, że mimo wszystkich wizerunkowych sztuczek ekipie HGW nadal wiatr wieje w oczy. Chociaż nie przyniesie muzyki z Cypla Czerniakowskiego, przywieje na referendum kilku świeżych wku… oburzonych na ekipę z ratusza. Wtedy zobaczymy, czy nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

oświadczenie organizatora festiwalu: https://www.facebook.com/FugaziFestiwal/posts/427461507370737

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

A Twojej muzyki co jakiś czas słucham, gdy jestem u dzieci.
pzdr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
-1

antysalon

#377741

dzięki :)
my sobie dajemy radę, natomiast jak widać organizatorzy większych imprez niestety są skazani na współpracę z samorządami. Czasami (jak bardzo fajny Rock na Bagnie, o którym też pisałem) wychodzą na tym dobrze, czasami - fatalnie. Pozdrawiam!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
-1
#377782