Defekt Muzgó. Pijakowie kontra krętaczowie

Obrazek użytkownika Budyń78
KawiarNIA
Ten tekst nie będzie o polityce, co więcej, wbrew pozorom, nie będzie również o muzyce. Będzie natomiast o niezakończonej jeszcze historii pewnego przekrętu. Trochę kuriozalnej, trochę przygnębiającej. Ot, tragifarsa z polskiej prowincji.
Nazwę Defekt Muzgó kojarzy zapewne większość czytelników. To bardzo popularny, zwłaszcza w pierwszej połowie lat 90-tych, lecz grający od lat 80-tych zespół punk rockowy z Wałbrzycha. Zespół był gwiazdą Jarocina i pierwszych, jeszcze nie jednoznacznie mainstreamowych imprez WOŚP, często grał też pod hasłem "Sedes Muzgó" razem z zespołem Sedes, innym bardzo popularnym wówczas punkowym projektem i legendą z lat 80-tych ("Wszyscy pokutujemy, za to, że żyjemy"). Sedes z lat 90-tych uchodził wśród wtajemniczonych za byt trochę szemrany i raczej podszywający się, niż kontynuujący działalność "starego Sedesu", to jednak inna historia. Na fali popularności próbował zaistnieć poza punkową niszą, jednak kolejne płyty miały coraz mniejszy zasięg, zespół był też coraz mniej aktywny, wreszcie zniknął. O ile jednak późniejsze dokonania nie były specjalnie popularne, o tyle numery, na których Defekt wypłynął, pozostały w pewnych kręgach kultowe.

Jakiś czas temu zaczęły docierać informacje o powrocie zespołu, wzmocnionego o basistę i wokalistę Sedesu, Młodego. Niespecjalnie mnie to jednak interesowało do czasu ogłoszenia, że Sedes Muzgó zagra na największym obecnie warszawskim punkrockowym festiwalu, Brutal Sound. Postanowiłem sprawdzić na youtube, czego mogę się spodziewać, zwłaszcza, ze w sieci można było już przeczytać o tym, że muzycy potrafią pojawić się na scenie w stanie uniemożliwiającym granie... Cóż, materiał dostępny na youtube w zasadzie nie dawał zbyt wielu złudzeń. Słaba forma techniczna, wygląd, wskazujący na stałe nadużywanie alkoholu nie zaskakiwało. Ale było coś jeszcze. W filmikach, a to jako prowadzący chaotyczne i nachalne pseudowywiady, a to jako stojący na scenie, kiwający się i wpychający na pierwszy plan, pojawiał się gość, od razu przywołujący określenie "oślizgły"...Z kwerendy dowiedziałem się, że to menadżer zespołu. Jednak, choć widziałem wiele, nie spotkałem się z sytuacją, gdy menadżer na każdym koncercie nie tylko wbiega na scenę, ale też usiłuje, nie grając i nie śpiewając, skupiać na sobie najwięcej uwagi. Coś mi tu nie pasowało.

Ireneusz Jeż w koszulce Defektu

Tymczasem przyszedł koncert w Warszawie. Organizatorzy wymusili na muzykach, że zagrają trzeźwi i, o dziwo, zagrali bardzo dobry i świetnie przyjęty przez publiczność koncert. Byłem, widziałem, bawiłem się dobrze. Kilka dni później mój znajomy wrzucił na FB filmik-kuriozum, w którym wspomniany wcześniej menadżer udziela wywiadu znudzonej przeraźliwie dziennikarce i ledwo składając zdania tłumaczy, że praca muzyka jest równie ciężka, jak praca inżyniera na przykład.

Śladem tego wywiadu trafiliśmy na stronę, a tam dopiero znaleźliśmy naprawdę ciekawe rzeczy. Oto bowiem pojawiły się następujące wiadomości. Z zespołu - za pijaństwo - usunięto po jednym z ostatnich koncertów oryginalnego wokalistę, Siwego. Jako uzasadnienie wrzucono nagranie, na którym widać, że Siwy nie jest specjalnie w stanie śpiewać, a zespołowi każe przerywać zaczęte już na scenie utwory, bo musi się jeszcze piwa napić.
https://www.dropbox.com/s/qj2hn9g7qh87nu8/Truskawka%202012%20Gwiazda.mp4
Równolegle można przeczytać, że ukazała się nowa płyta pod dość dziwnym tytułem "Aniołowie. Ireneusz Jeż". I tu zaczyna się najlepsze. Ireneusz Jeż to wspomniany wcześniej menadżer, który, jak się okazuje, najpierw zaczął włazić muzykom na scenę, później określać się jako "menager i leader", ale i tego było mu mało, więc płytę zespołu nazwał swoim nazwiskiem. Na okładce płyty znajdziemy zaś zdjęcie, kto by się spodziewał, Ireneusza Jeża. Nazwa "Defekt Muzgó" pojawia się dopiero z tyłu. Może to i lepiej, gdyż muzyka na płycie z tamtym zespołem ma bardzo niewiele wspólnego. Czy to solowa płyta Ireneusza Jeża, który ze względów marketingowych podpiera się rozpoznawalną marką?

A właśnie - na stronie znajdujemy też recenzję, jedną z najzabawniejszych, jakie w życiu czytałem. Autor wymienia w niej chyba wszystkie zespoły, jakie słyszał w swojej młodości i choćby nie miały z tematem nic wspólnego, nie wiadomo po co muszą w tekście się pojawić. Musi pojawić się też nazwa "Sony", co sprawia wrażenie, ze autor ma albo kompleksy, albo jakieś inne zobowiązania. "Włączyłem CD Player Sony - połknął płytę, sprawdził i ogłosił swoją gotowość do odtwarzania. Usiadłem w głębokim fotelu i wycelowałem pilota w 1500 watowy wzmacniacz...też Sony." - urocze, a to dopiero początek. Recenzent o płycie opowiada tak, jakbyśmy mieli do czynienia z jedną z najważniejszych i najlepszych płyt w historii polskiej muzyki. Balon nadęty jest do granic wytrzymałości, a kto chciałby przeczytać to arcydzieło klakierstwa, może zajrzeć na stronę http://defektmuzgo.pl/aktualnosci.aspx?id=23 - polecam.

Tymczasem Siwy ogłasza, że z Defektu Muzgó wcale nie odchodzi, a płyta "Aniołowie" nie jest płytą zespołu, zapowiada też koncerty z Sedesem Muzgó. O Jeżu nie mówi zaś inaczej, niż "pedał" lub "ciota". Fani kibicują mu, prosząc jednak, żeby może aż tyle, zwłaszcza przed koncertami nie pił. Dołączam się do obu życzeń. Jakie wrażenia zapewni nam zaś jeszcze pan Ireneusz Jeż? Spodziewać można się wszystkiego.

Defekt Muzgó ze swoich najlepszych czasów...

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (1 głos)

Komentarze

Na skalę i miarę możliwości ; )))))

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a magyart

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a magyart

#292776

Na to wygląda :)
Pozdrawiam

PS. Jest ciąg dalszy
http://www.regionalnatv.pl/?s=category&cid=2&mid=1996
:)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#292815

Mam 33 lata. Wychowałem się na Defekcie i Sedesie i w pierwszej chwili, gdy tylko dowiedziałem się o mariażu z Jeżem od razu wyczułem, że to nie będzie zdrowa sytuacja dla zespołu. Jeż nachalnie kreował się na lidera i drugiego wokalistę, ale kompletnie brakuje mu charyzmy i słychać aż nadto, że kompletnie nie potrafi śpiewać oraz, co gorsze, pedalstwo wychodzi mu rękawami i nogawkami! Kiedy zobaczyłem oficjalne wideo z dołączenia do zespołu Młodego z Sedesu wiedziałem, że nie zagrzeje tam długo miejsca. I jak informacji jakie wyszukałem w necie widać, że miałem rację. Może punki to szmaty, ale nie kurwy i za pieniądze się nie sprzedają! Koleś myślał, że sypnie groszem i zrealizuje niespełnione marzenia z dzieciństwa. Nie każdy może być rockmenem ani menedżerem. A na pewno nie twór o nazwie Ireneusz Jeż! Smutne, że podważa korzenie zespołu wypierając się punk rocka, uśmierca pewną legendę oraz publicznie niszczy jednego z ważniejszych wokalistów rodzimego punk rocka, pomijając już sam fakt, że dziś prawdziwy lider Defektu może nie jest w jakiejkolwiek formie. Trzymaj się Siwy!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#310352