Wdowy smoleńskie, fragment 11: Ewa Kochanowska

Obrazek użytkownika Redakcja
Kraj
Zapraszamy do lektury kolejnej części wydanej przez wydawnictwo Rafael pod patronatem Niepoprawnych książki "Wdowy smoleńskie". Dziś trzecia część rozmowy z Ewą Kochanowską.

Zginąć na barykadzie wzorem powstańców

Osoby rozczarowane wyjaśnianiem tragedii smoleńskiej liczyły, że te wybory doprowadzą do władzy Prawo i Sprawiedliwość i tym samym sprawa dochodzenia do prawdy nabierze tempa.
Ja na to nie liczyłam. Podchodziłam do zwycięstwa PiS-u z rezerwą. Po prostu uważam, że trzeba dać PO szansę wypicia tego piwa, które naważyło przez ostatnie cztery lata
Przed wyborami pytano mnie w jednym z wywiadów, jak widziałabym sprawę smoleńską w sytuacji, gdyby PiS wygrał wybory. Powiedziałam wtedy, że nie powinniśmy się zastanawiać, co będzie, jak wygra PiS; powinniśmy myśleć o tym, co będzie, jak przegra, i co trzeba robić, jak zwycięży Platforma Obywatelska po raz kolejny. Prawdy o Smoleńsku nie da się ukryć, chociaż obecnie jesteśmy w sytuacji dużo trudniejszej niż zaraz po katastrofie. Realizowana jest jedna z najgorszych opcji. Wszystko zostało zakłamane, zniszczone. Społeczeństwo zmęczono zupełnie marginalnymi sprawami. Choćby sprawą krzyża na Krakowskim Przedmieściu, którą trikami propagandowymi rozdęto do monstrualnych rozmiarów. Media forsują teorię o braku społecznego zainteresowania i presji na wyjaśnienie przyczyn tej katastrofy. Sugeruje się, że jest to sprawa osobista rodzin i to też tylko niektórych.
Bardzo żałuję, że pani Zuzanna Kurtynowa nie dostała się do Senatu. Wierzyłam w jej energię i determinację. To jest zdumiewające! Jej kontrkandydat, człowiek, który jest już drugi raz senatorem, zupełnie nic nie zrobił dla tej części Krakowa, gdzie startował. Sprawdziłam to dokładnie. Tymczasem wygrał z przewagą 17 tysięcy głosów. Oczywiście każdy ma jakieś teorie na ten temat. Ja też. Spojrzałam na mapę, którą z taką satysfakcją publikowały prorządowe portale internetowe, gdzie była podana procentowa liczba głosów, jakie otrzymało PiS i PO. Tu, gdzie zdecydowanie wygrał PiS, czyli na wschodzie i południu Polski, to jest rdzenna Rzeczpospolita. To nie są przesiedleńcy, to nie są ludzie wykorzenieni, tak jak ziemie zachodnie, gdzie przewagę miało PO
Mówimy o Krakowie, gdzie startowała pani Kurtykowa, ale ja się zdumiewam Gdańskiem. Przecież ludzie, którzy tam mieszkają, stracili prace, stocznie, wszystko tam sprzedano i oni teraz są tak optymistycznie nastawieni.
Myślę, że ten okręg, który miała pani Kurtyka, był trudny, bo nie ma tam rdzennych Polaków,, takich, którzy z dziada pradziada znają swoją tożsamość. Natomiast część napływowa, która przyszła do Nowej Huty, zakorzeniła się tam jakoś płyciutko i chce, żeby tak zostało.

Nowej Huty nie oceniałbym tak surowo. Ludzie, którzy tam mieszkają, niejednokrotnie udowodnili, że są związani mocno z Polską przez silne przywiązanie do Boga. Poza tym co z mieszkańcami Kresów, którzy po wojnie musieli osiedlić się na ziemiach zachodnich Polski, i co z Mazowszem w centrum Rzeczpospolitej. Czy im także można zarzucić, że nie są rdzennymi Polakami?
Ale najwyraźniej okazało się, że byli w mniejszości.

Uważa Pani, że ludzie interesują się jeszcze Smoleńskiem? Na YouTube film Pogarda, ostatnie dzieło duetu reżyserskiego Joanny Lichockiej i Marii Dłużewskiej, obejrzało do tej pory ponad 13 tysięcy osób i liczba ta stale wzrasta. Wcześniej jednak Mgłę oglądnęło bodajże 5 milionów widzów.
Jest gorzej niż pan myśli. W internecie film ten umieszczono w dwóch wersjach: w całości albo podzielony na cztery części. Oglądałam ten czteroczęściowy. I co zobaczyłam? Zaczynała go oglądać znaczna ilość osób, bodajże 6 tysięcy. Ostatni odcinek obejrzało już tylko 1500 osób. Gdzieś w którymś momencie widzowie tracą zainteresowanie. Nie potrafię tego wytłumaczyć.
Byłam pełna niepokoju, jaki to film powstanie. Kilka godzin spędziłam z reżyserkami, odpowiadając na różne pytania. Kiedy zobaczyłam zmontowany materiał, byłam zachwycona. Wydawało mi się, że jest to taka kwintesencja, że film jest bardzo prawdziwy i w skondensowany sposób pokazuje istotę manipulacji sprawą smoleńską.
Ponieważ jestem z tym filmem osobiście związana, chciałam go rozpropagować, pokazać jak największej ilości osób za granicą. I cóż się okazało? Polacy, którzy mieszkają za granicą od dłuższego czasu, stara emigracja, ludzie znający język polski na tyle, że rozumieją go, nie rozumieją filmu. Pytają mnie na przykład, kim jest ten człowiek, który urąga wdowom. Mówię, że to jest poseł Stefan Niesiołowski, wicemarszałek sejmu. Tracę wtedy wiarygodność, ponieważ nikt nie chce uwierzyć w to, że wicemarszałek sejmu może się tak wyrażać o wdowach i osobach, które straciły bliskich w katastrofie. Nawet nie wspomnę o panu Januszu Palikocie. Ludzie pytają, czy to jest jakiś chamski filozof, jakiś „nawiedzony margines”. Coś gada, gada, ale u podstaw jest fałsz, samo zło i podłość. Muszę tłumaczyć, że to obecnie jest, można powiedzieć, bardzo znaczący polityk. Coś takiego ludziom się w głowach nie mieści.
Publicznie mówiono jedynie o kradzieży zmarłym kart kredytowych, ale zginęły nie tylko karty. Wiele rodzin nie odzyskało zegarków, zwłaszcza złotych, biżuterii, obrączek i innych wartościowych rzeczy, które mieli przy sobie nasi bliscy. W tej sytuacji wystąpienie rzecznika Pawła Grasia i przepraszanie Rosjan, jeszcze w ich języku, jest zupełnie niepojęte. Rosjanie doskonale zrozumieli, kiedy rzecznik Graś mówił po polsku o okradaniu zwłok. Tak samo zrozumieliby, gdyby powiedział: „Wycofuję się z tego, co wcześniej mówiłem. Kradzieży dokonała nie ta jednostka, którą wcześniej o to posądzano”. Ta uniżoność, którą wykazał się rzecznik polskiego rządu, budzi pogardę. Jak można w tak służalczy sposób się zachowywać?!
Okoliczności towarzyszące tej katastrofie są w innych krajach, także dla Polaków tam mieszkających, zupełnie niezrozumiałe. Czyli my, w Polsce, żyjemy w jakimś cudacznym świecie, który poza naszym krajem jest niepojęty. Wielokrotnie wszyscy powtarzają, że jakby zginął prezydent jakiegokolwiek innego kraju, rząd by się tak nie zachowywał.
Słynna jest odzywka Amerykanina, którego pytano, jak jego rząd by się zachował, gdyby w katastrofie lotniczej zginął jego prezydent. Ten odpowiedział: „Nasz Prezydent nigdy by nie zginął w katastrofie”. Im się w głowie nie mieści, że coś takiego jest możliwe. Takie są zabezpieczenia. Mieliśmy możliwość to zobaczyć podczas wizyty prezydenta Stanów Zjednoczonych Baracka Obamy w Warszawie i przy okazji trochę powyśmiewać się z amerykańskiej obsesji bezpieczeństwa. Ale takie zachowania ochrony głowy państwa są na świecie powszechne. Tymczasem u nas stwierdzono: „No cóż, wypadki chodzą po ludziach”. No coż, może chodzą po ludziach, ale po prezydencie kraju?

Ludzie, którzy są obecnie przy władzy, działali wcześniej w opozycji antykomunistycznej, mocno wyrażając swój sprzeciw wobec poddańczej postawy polskich komunistów względem wschodniego protektora. Nie zastanawia się Pani, dlaczego teraz podobnie postępują?
Zwykle z rewolucjonistów wyrastają oportuniści. Rzadko który do śmierci pozostaje rewolucjonistą. Takie jest życie. Władza deprawuje.

Uważa Pani, że społeczeństwo zostało zmęczone tematem Smoleńska?
Na pewno. Ważny jest także przekaz, który mamy na co dzień w mediach. Ja już od dawna nie oglądam telewizji. Ciekawe informacje znajduję w internecie, głównie na niezależnych portalach. Od czasu do czasu sprawdzam, co słychać na Onecie. Ostatnio każdy tytuł wiadomości tam zamieszczanych jest dramatyczny. Straszne rzeczy dzieją się wszędzie na świecie: zamieszki, strzelaniny, napady, mordowanie katolików, bankructwa, powodzie, katastrofy. Wszystko służy temu, żeby przykryć rzeczywiste zagrożenia, które są w Polsce, pominąć nasze osuwanie się w ramiona Niemców i Rosjan, a z tego niedźwiedziego uścisku nie wiadomo kiedy wyjdziemy. Tymczasem to nikomu nie przeszkadza. Następuje jakieś takie rozmiękczenie, zawoalowanie, ukrywanie problemów i straszenie, że gdzie indziej jest gorzej.
Przypomina mi to moje młode lata, gdy wmawiano nam, że wszystko się wspaniale rozwija. Mając 19 lat, pojechałam pierwszy raz na zachód do Republiki Federalnej Niemiec i tam jakbym ogonem ryby w twarz dostała. Zdumienie i odkrycie kłamstwa, które ciekło w PRL zewsząd. Teraz mam wrażenie, że jest tak samo. Zakłamuje się rzeczywistość w Polsce przy różnych okazjach. Jak to kiedyś pęknie, to będzie dramatycznie.

Rafał Ziemkiewicz w „Uważam Rze” tłumaczy porażkę PiS tym, że ludzie boją się tematu smoleńskiego. Obawiają się ujawnienia prawdy mówiącej o udziale Rosjan w katastrofie samolotu czy też zaniedbań, jakich się dopuścili. Co Pani myśli o tym, że ludzie boją się stanowczej reakcji oskarżanej Rosji?
Z Ziemkiewiczem zgadzam się nie tylko w tej konstatacji. Rosja nie jest łatwym przeciwnikiem. Zawsze, jak pokazuje historia, liczy się jedynie jej własny interes, którym ostatnio jest surowcowe uzależnienie Europy
Sądzę również, że ludzie w równym stopniu boją się szantażu ekonomicznego. Wielu rolników, przedsiębiorców handluje na Wschodzie. A co Rosja może zrobić bez oglądania się na dobro swoich obywateli? Nałożyć embargo na towary z Polski i wtedy duże grupy producentów, którzy mają tam rynek zbytu, będą miały trudności. To też jest jakaś forma ochrony własnych interesów. Oni chcą handlować, a nie dochodzić prawdy.

Były jednak przypadki, że tematyka smoleńska nie zaszkodziła kandydatowi. Antoni Macierewicz, który w kampanii wyborczej mówił o Smoleńsku, zwyciężył w swoim okręgu, zyskał duże poparcie.
Jeżdżę dosyć sporo po Polsce. Replik słynnej tablicy, którą miał pan okazję montować na miejscu katastrofy w Smoleńsku, jest już 60 czy nawet 70. Są one w różnych miejscach fundowane przez różne społeczności. Często uczestniczę w uroczystościach ich odsłonięcia. Rozumiem, że te środowiska mogły z entuzjazmem głosować na posła Macierewicza. I to jest jakaś nadzieja. Ja, jak już upadam na duchu, to idę na jakieś kolejne spotkanie w sprawie Smoleńska i tam pojawia się Anita Czerwińska z grupą ludzi z plakatami i od razu jest mi lepiej.
Sprawa smoleńska bardzo spolaryzuje społeczeństwo. Są osoby, którym się w głowie nie mieści, że można tak łatwo sprzedać prezydenta, że można tak łatwo przejść do porządku dziennego nad jego śmiercią. Coraz więcej osób uświadamia sobie ogromną spolegliwość tego rządu na arenie międzynarodowej. Trzeba było mieć trochę odwagi, żeby poprowadzić sprawę w sposób właściwy. Można się było powoływać na międzynarodowe procedury, które wszystkie zostały złamane. Wtedy po naszej stronie miałoby się opinię całego świata, zwłaszcza Europę, która tak lubi procedury w każdej dziedzinie.
Nawet osławiony załącznik trzynasty, nad którego zastosowaniem debatowano bez końca, dawał stronie polskiej szerokie możliwości. Jeśli postępowalibyśmy zgodnie z jego literą, akredytowany Klich mógłby powołać międzynarodową komisję i każdego eksperta. Mógł zrobić zamieszanie na cały świat. Nie trzeba było się godzić na wszystko, potakiwać.
Potem przyjmujemy z pokorą raport MAK bazujący nie bardzo wiadomo na czym i puszczający w świat najhaniebniejszą dla Polski wersję katastrofy o pijanym generale NATO za sterami samolotu.
Kilka miesięcy później dostaliśmy znaczną część protokołów sekcji zwłok. Z moich badań wynika, że 98 procent z nich jest fałszywych. To ja mam pytanie, jakim cudem akurat sekcja zwłok gen. Błasika była właściwa, wiarygodna? W przekazanych nam dokumentach sekcyjnych zgadzają się jedynie podstawowe dane, a i to nie zawsze. Opis: mężczyzna średniego wzrostu, średniego wieku, nie miał żadnych schorzeń. Wygląda, jakby dopasowywano te dane do zwłok w ramach losowania. Żaden z tych protokołów nie jest prawidłowy, bez zastrzeżeń. Wydaje mi się, że Rosjanie celowo nie przysyłali nam tych dokumentów. One przyszły we wrześniu, grubo po opublikowaniu raportu MAK. Tu też nikomu do głowy nie przychodzi, żeby zaprotestować. To po prostu banda chłystków, która nie nadaje się ani do rządzenia krajem, ani w chwilach dziejowych się nie sprawdza. Czy przedstawionych w filmie Jacka Kurskiego Nocna zmiana paru pętaków mogło wyrosnąć na mężów stanu? Wątpię. I mam na to dowody.

(...)

Pani prowadzi swoje śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej?
Mam bardzo jasny zamysł, co należałoby zrobić. Wiele kancelarii prawniczych odmówiło mi zajęcia się tą sprawą, mówiąc że mają konflikt interesu, bo obsługują takie czy inne instytucje rządowe. Masa adwokacka słabo rozumie, o co chodzi, jej poziom jest bardzo niski. Mój mąż zawsze ubolewał nad tym niskim poziomem prawa w Polsce. Był perfekcjonistą. Chciał, żeby wszystko było doskonałe.

Smoleńsk dla prawnika jest trudną sprawą?
Nie jest to trudna sprawa. Po pierwsze, państwo polskie dopuściło się skandalicznego złamania prawa w stosunku do swoich obywateli i powinno być pozwane do sądu. Tu adwokaci się boją. Ja mam przygotowany zespół, który przedstawi to przed międzynarodowym trybunałem praw człowieka, ale muszą być wcześniej dopełnione pewne procedury w kraju. Musi taka skarga przejść przez wszystkie instancje, żeby można odwołać się do międzynarodowego trybunału. Są tu potrzebni specjaliści. W Polsce mało kto się w tym specjalizuje. Ci, którzy się tym zajmują, są dosyć ostrożni. Taki dobrze przygotowany wniosek miałby szansę zwrócić uwagę opinii publicznej, może nawet wywrzeć pewne naciski. Tak tej sprawy nie możemy zostawić.
Mam to przygotowane, ale sama tego nie zrobię, bo nie jestem prawnikiem. Moja córka zajmuje się międzynarodowym prawem handlowym, a syn jest specjalistą od prawa europejskiego. Mógłby być pomocny w tym względzie.

W tym momencie już tylko prokuratura wojskowa zajmuje się tą sprawą.
Tak. Komisja Jerzego Millera skończyła prace.

Państwo, jako rodziny poszkodowane, które straciły swoich bliskich, zwracaliście się z prośbą o możliwość zapoznania się z raportem Millera przed jego upublicznieniem?
U nas takie coś, jak dobry obyczaj, nie istnieje, nigdzie nie jest to zapisane. Na przykład w niepisanym prawie brytyjskim, na którym znam się najlepiej, czy francuskim rodziny bez cienia wątpliwości są tymi, którzy powinni w pierwszej kolejności zapoznać się z dochodzeniem prowadzonym w sprawie śmierci ich bliskich.
W Wielkiej Brytanii komisji, która by się taką sprawą zajmowała, do głowy by nie przyszło, że można upublicznić raport bez wcześniejszego zaprezentowania go rodzinom i to w sposób niezwykle dokładny i przystępny, bo mało kto z pokrzywdzonych zna się na technicznych szczegółach. Opowiada im się więc, co się zdarzyło, jak doszło do tragedii.
Można nawet nie życzyć sobie ujawnienia wrażliwych z punktu widzenia rodzin informacji.. Tak na przykład zrobiły rodziny ofiar katastrofy, która się zdarzyła nad Atlantykiem na trasie Rio De Janeiro–Paryż. Wyłowiono szczątki ludzkie, zostały zidentyfikowane, ale rodziny nie życzyły sobie, by opublikowano, kto to był. I nie opublikowano. To jest podejście humanitarne. A u nas media otwarcie dziwiły się takiej „herezji”. A po cóż rodzinom takie przywileje?
Na ostatnim spotkaniu z premierem właściwie padły zapewnienia Millera, że jak będzie ten raport, to zostanie przedstawiony rodzinom. To była ta konferencja w grudniu, która została rozdęta do nadnaturalnych rozmiarów po tym, jak zapytałam o bezpieczeństwo mojej córki. Zostałam wtedy zaatakowana przez rzecznika rządu, który zarzucił mi kłamstwo.
Bardziej jeszcze dotknęły mnie głosy atakujących mnie dziennikarek, a żadna nawet nie zdecydowała się zadzwonić i zapytać, jak naprawdę było. Żadna nie zadała sobie trudu obejrzenia audycji w Polsacie, gdzie mówiłam, jak się odbyło spotkanie z premierem i co ja rzeczywiście powiedziałam. Niektóre stacje były na wysłuchaniu w Brukseli i one miały nagrany cały materiał. Niezrozumiałe dla mnie jest to, że nikt go nie puścił.
Mam do siebie wielkie pretensje. Oni, rządzący, nie rozumieją nic po dobroci. Polityka miłości jest im potrzebna jedynie wizerunkowo. Myślą, że jesteśmy słabe wdowy i można nam wejść na głowy, a tu trzeba walić na odlew. Powinnam była pociągnąć Grasia do odpowiedzialności za szkalowanie mnie. Przedstawić w sądzie materiały. Zażądać wysokiego odszkodowania na rzecz na przykład fundacji wspomagającej dzieci chore na nowotwory, która jest mi szczególnie bliska od kilkunastu lat. Powinnam zakończyć tę sprawę w ten sposób. A my ciągle ustępujemy. Dlaczego pani Ewa Błasik nie wystąpi do sądu?

Czy teraz Pani będzie w ten sposób działać?
Jestem jak Hiob. Doznałam tylu nieszczęść, że nie mogę już tego udźwignąć.

Premier przed ujawnieniem raportu Millera, który miał być przełomowy w dochodzeniu do prawdy o katastrofie prezydenckiego samolotu.
I jeszcze gorszy niż raport MAK-u.

Premier powiedział, że ujawnione zostaną fakty, które po stronie polskiej przyczyniły się do nadużyć, zaniedbań, co w konsekwencji miało skutek tragiczny. Wydawało się, że po ujawnieniu tego raportu po stronie polskiej polecą głowy. Spodziewała się Pani rozliczeń i dymisji?
Osoby, które były odpowiedzialne za niewłaściwe przygotowanie lotu prezydenta, są awansowane. To jest postawione na głowie. To, co nas tak oburzało od samego początku, to, że jest się sędzią we własnej sprawie, dotyczyło to zarówno MAK, jak i komisji Millera, któremu podlegały różnego rodzaju instytucje odpowiedzialne za bezpieczeństwo państwa.
To, co oficjalnie podaje się społeczeństwu, jest kamuflażem działań, podczas gdy w rzeczywistości za wszelką cenę osłania się własne błędy i nieudolność, Wszystkiemu się zaprzecza, nawet oczywistościom takim jak niszczenie wraku, co wszyscy widzieli, oprócz pana Jerzego Millera, który mówi, że nic o tym nie wie. Zaprzecza się wszystkiemu, dopóki nie zostaną przedstawione dowody, a i te później są ignorowane.
Miną wkrótce dwa lata od tej strasznej katastrofy. Jestem żoną państwowca, człowieka, z którym byłam przez blisko czterdzieści lat i widziałam jego – tak to teraz oceniam – beznadziejne zabiegi o państwo praworządne, sprawne, jego instytucje służące dobru obywateli. Czynił to z wielką pasją i odpowiedzialnością. Myślę, że on by zawału serca dostał, jakby widział, co się teraz dzieje. Dla mnie to potworne, obnażające słabość tego rządu, co przekłada się na słabość państwa. Zastanawiam się, w jakiej kondycji jest ten kraj, skoro rządzą nim tak nieudolni, tchórzliwi ludzie.

W Polsce już chyba mało kto wierzy, że brzoza, która stanęła tupolewowi na drodze, była powodem katastrofy?
Ogół społeczeństwa traktuje katastrofę jako prywatną sprawę rodzin. Nie przekłada się tego na żadne uogólnienie.
Kiedyś stałam pod kancelarią premiera z Andrzejem Melakiem, bratem Stefana Melaka, który zginął w Smoleńsku. Pomagam mu w różnych przedsięwzięciach. Powiedziałam do niego: „Andrzeju, tutaj nawet jak się podpalisz na znak protestu, nie odniesie to żadnego skutku, nic nie będzie. Oni to zaklajstrują”. Na nieszczęście, kilka tygodni później człowiek się tam podpalił. I co? I nic. Sprawa została wyciszona. Mówiono, że to desperat, który był na granicy wariactwa. Nawet kogoś doprowadzonego do tak potwornego stanu nie traktuje się poważnie. Okazuje się, że najstraszniejszy akt protestu nie ma dla władzy żadnego znaczenia. Nikt się tym nie przejął.

PiS także nie mówił o tej strasznej tragedii. Ten człowiek i jego rodzina pozostali samotni.
On, biedny, chciał zwrócić uwagę swoją męczeńską śmiercią na nieprawidłowości, których był świadkiem.
Wracając do brzozy. Kretyństwo pomysłu, że mogła mieć decydujący wpływ na katastrofę już dawno wyszło na jaw. I co? I NIC!
Cóż tu można jeszcze powiedzieć? Mogę sobie jedynie na ten temat porozmawiać z rodzinami. Natomiast znajomi albo w ogóle ze mną nie rozmawiają, albo tematu Smoleńska i okoliczności katastrofy unikają.
Pani Hanna Gronkiewicz-Waltz, słynna prezydent naszego stołecznego miasta, była studentką mojego męża. Pominę to, że nie złożyła mi nigdy kondolencji. Utrzymywaliśmy stosunki może nie bardzo bliskie, ale jesteśmy po imieniu. Ten brak empatii mnie przeraża. Tak trudno sobie wyobrazić tę tragedię? Nie życzę jej tego, co my przeżyliśmy, ale łatwo to sobie wyobrazić, że na przykład to jej córka ginie w katastrofie, zięć ma załamanie nerwowe, a wnuczka musi być prowadzona przez psychoterapeutę, bo nie daje sobie rady ze stratą matki. A takie sytuacje były po katastrofie nierzadkie. Czy ona jest tak zaślepiona? Widzi tylko tego prezydenta, którego nie znosiła, który był jej konkurentem. Ona gotowa jest położyć się w poprzek Krakowskiego Przedmieścia, żeby tylko nie stanął tam pomnik ku czci ofiar katastrofy smoleńskiej. Trzeba nie mieć wyobraźni. Przecież to każdego mogło spotkać.
Mnie się wydaje, że ludzie nie personalizują sobie tego. Ilekroć rozmawiam z kimś, proszę, by spróbował sobie to wyobrazić. Do moich starszych znajomych, którzy są przywiązani do swoich żon, mówię: „Ona wychodzi i nie wraca. Ginie. Jesteś bezsilny. Nie wiesz, co robić, jak dalej żyć”.
U nas bardzo ciężko tę tragedię przeżyli mężczyźni, którzy byli w związkach kilka lub kilkadziesiąt lat. Są zagubieni, nie dają sobie rady. Jest masa drobnych tragedii. Można powiedzieć, że każdy to ma. Ale czy nie można chociaż tego pomnika wybudować dla pamięci tych młodych dziewczyn, które zginęły, czy dla pamięci tych rodzin katyńskich, które bez końca w kolejnych pokoleniach dochodzą prawdy? Czy nie można ich jakoś uhonorować, upamiętnić? Okazuje się, że u nas nie można.
Spotkałam się niedawno z moją szkolną przyjaciółką, która jest rusofilką. Była wtedy razem ze swoimi rosyjskimi gośćmi. Oczywiście nie dyskutujemy na temat, czy ktoś kogoś zabił, ale od tej ludzkiej strony, czy rozumieją. Jakże oni inaczej odczuwają. Oni mówią: „Te młode dziewczyny, które zginęły, nic w życiu jeszcze nie doznały. Te małe dzieci, które zostały bez ojca albo matki, będą miały teraz ciężko. Jak wy, biedacy, prawdy dojdziecie”. Użalają się nad nimi. Zupełnie inna wrażliwość. Nasze społeczeństwo jakby tego nie miało. My jesteśmy tacy, jakby nas pozbawiono empatii w stosunku do drugiego człowieka

fragment 2: Ewa Błasik
fragment 3: Ewa Błasik
fragment 4: Ewa Błasik
fragment 5: Beata Gosiewska
fragment 6: Beata Gosiewska
fragment 7: Beata Gosiewska
fragment 8: Beata Gosiewska
fragment 9: Ewa Kochanowska
fragment 10: Ewa Kochanowska
przygotowanie: B78
tu zamówisz książkę

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Nieszczęścia Hioba to nie koniec jego historii, Pani Ewo. Proszę się trzymać. Podziwiam Panią, Panią Ewę i Zuzannę. Nie jesteście słabe, macie charyzmę i wierzcie w powodzenie. Znowu liczne porównania ze Starego Testamentu się przypominają, gdy słabe z pozoru jednostki, także kobiety, zwyciężały w nierównej walce.

"Beze mnie nic nie możecie uczynić"...Proście Ojca, a stanie się, o cokolwiek poprosicie.

Bardzo liczyłem na Pani Męża, że kiedyś będzie kandydatem na Prezydenta i że zwycięży w wyborach. Był moim typem od chwili, kiedy go po raz pierwszy zobaczyłem w telewizji.

Jeszcze nadejdzie przełom, może jest bliżej, niż nam się wydaje? 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#253086

Szanowna Pani Ewo! Niema dnia żebym nie myślała o tej strasznej tragedii jaka spotkała Panią i wszystkie rodziny ,jak również ogromną częśc Polaków ..Ciągle szukam nowych wiadomości ,które przybliżą do prawdy .Wiem jak rodziny są traktowane przez obecną władzę i proszę Dobrego Boga o siłę i zdrowie dla Was w tym trudnym  czasie .Mówi Pani, że czuje się jak Hiob i trudno jest to wszystko udzwignąc.Ale na  końcu Bóg dał Hiobowi nowe życie i czas ukojenia po ciężkich próbach.Mam nadzieję że modlitwy które płyną do Stwórcy każdego dnia od ludzi dobrej woli przywrócą nadzieję rodzinom i nam wszystkim.Serdecznie Panią pozdrawiam.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

jagoda

#253234