Jak zginął rotmistrz Pilecki?

Obrazek użytkownika woj.slawek
Historia

Dostałem informacje od starszej pani o błędzie na tablicy pamiątkowej która znajduje się na murach gimnazjum 31 na Warszawskiej Pradze Uzbrojony w aparat fotograficzny wybrałem się tam. Na miejscu przeczytałem treść tablicy kilka razy i właściwie wszystko to co było na niej napisane to prawda. Zastanawiam się może to ten skrót MBP? Dla mnie nie stanowi tajemnicy , Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego. Całość napisu robi nie za ciekawe wrażenie. Człowieka z taki życiorysem można ciekawiej opisać. Tym bardziej że to patron tej szkoły. Z tego co mi wiadomo były interwencje do władz lokalnych nie wiem czego konkretnie dotyczyły.
Przytoczył bym tylko kilka fragmentów jego życiorysu z nich można by było sklecić owiele ciekawszy tekst.

Jesienią 1918 r. Witold Pilecki powrócił do Wilna, by kontynuować przerwaną naukę tym razem w gimnazjum im. Joachima Lelewela. Na wieść o wycofywaniu się Niemców z miasta i zbliżaniu się wojsk bolszewickich, ochotnicy pod komendą gen. Władysława Wejtki, przystąpili do organizowania oddziałów samoobrony. W skład tych oddziałów weszła grupa starszych harcerzy, w której był Witold. Na przełomie 1918 i 1919 r. oddziały gen. W. Wejtki przejęły władzę w mieście. Nadciągające wojska bolszewickie były jednak o wiele silniejsze i zmusiły obrońców do opuszczenia miasta. 5 stycznia 1919 r. Witold Pilecki wraz z obrońcami Wilna, klucząc między niemieckimi pozycjami przedostali się przez Białystok do Łap, gdzie spotkali zorganizowany oddział Wojska Polskiego dowodzony przez braci Władysława i Jerzego Dąmbrowskich. W tym oddziale ułanów dowodzonym przez słynnego Jerzego Dąmbrowskiego „Łupaszkę” Witold walczył do jesieni 1919 r., a po ustabilizowaniu się frontu został zdemobilizowany i wrócił do nauki w wileńskim gimnazjum. Na wieść o polsko-bolszewickiej wojnie w lipcu 1920 r. ponownie wstąpił w szeregi wojska polskiego. W sierpniu 1920 r. pod komendą rtm. Jerzego Dąmbrowskiego walczył na przedmieściu Warszawy, później został skierowany do oddziałów gen. Lucjana Żeligowskiego.

Witold Pilecki i żołnierze mjr. Jana Włodarkiewicza po dotarciu do okupowanej stolicy utworzyli organizację wojskową – Tajną Armię Polską przyjmując 9 listopada 1939 r. za początek jej działalności. W tym okresie działały już inne podziemne organizacje wojskowe, z których najstarszą, powstałą 26 września 1939 r. była Służba Zwycięstwu Polski przemianowana na Związek Walki Zbrojnej. Na czele TAP stanął mjr Włodarkiewicz ps. „Drawicz”. Witold Pilecki z wielkim zaangażowaniem włączył się w pracę TAP: pełnił rolę inspektora organizacyjnego, szefa Sztabu Głównego, szefa zaopatrzenia, szefa oddziału organizacyjno-mobilizacyjnego, szefa zaopatrzenia i służb specjalnych. Tajna Armia Polska obejmowała swoim zasięgiem Warszawę, Siedlce, Lublin, Radom i Kraków. W początkowym okresie TAP działała samodzielnie, równolegle do innych działających organizacji podziemnych. Po upadku Francji, gdy polskie władze wojskowe na emigracji poprzez swoich emisariuszy zachęcały i wzywały podziemne organizacje wojskowe do scalania, dowództwo TAP podjęło współpracę ze Związkiem Walki Zbrojnej, a w 1941 r. całkowicie się jej podporządkowało. 

Chociaż Witold Pilecki ze względu na pracę w organizacji „NIE” nie powinien się włączyć czynnie do walk powstańczych, nie pozostał biernym świadkiem. Początkowo walczył jako szeregowy żołnierz w Zgrupowaniu „Chrobry II” starając się zachować anonimowość. Jednak w miarę upływu czasu, gdy coraz bardziej potrzebni byli oficerowie ujawnił swój stopień wojskowy. W pierwszych dniach powstania walczył w 1 kompanii „Warszawianka” w budynku Wojskowego Instytutu Geograficznego. W miarę toczonych walk powstańczych został zastępcą, a następnie dowódcą 2 kompanii I batalionu broniącej rejonu ulic Towarowej i Srebrnej ze składami Hartwiga. Podczas walk nawiązał przyjaźń z kapelanem Zgrupowania „Chrobry II” ks. kpt. Antonim Czajkowskim ps. „Badur”. Spotkał też towarzysza ucieczki z Auschwitz – Edwarda Ciesielskiego ps. „Beton”. Od niego dowiedział się o śmierci Jana Redzeja przy zdobywaniu WIG.

Po 63 dniach walki Powstanie Warszawskie upadło. Powstańcy musieli złożyć broń i udać się do niewoli. 5 października 1944 r. rtm. Witold Pilecki wraz z żołnierzami Zgrupowania „Chrobry II” wyruszył do Ożarowa, skąd po kilku dniach pojechał do Lamsdorf, a 19 października skierowano go do Murnau. Tam przebywał do wyzwolenia opiekując się młodymi powstańcami, za co otrzymał wdzięczne miano „Taty”. 9 lipca 1945 roku Witold Pilecki wyjechał z obozu w Murnau do II Korpusu Polskich Sił Zbrojnych we Włoszech, gdzie oficjalny przydział do służby otrzymał równocześnie z urlopem, który miał wykorzystać na przygotowanie się do powrotu do Polski

Po powrocie do kraju Witold Pilecki podobnie jak i cały naród był przekonany, że „polscy” (pełniący obowiązki Polaków) komuniści są agentami wrogiego mocarstwa. Stąd wierność złożonej przysiędze nakazywała mu służyć prawowitemu rządowi Rzeczypospolitej Polskiej i jej dowództwu wojskowemu. Zaczął nawiązywać kontakty organizacji „NIE”, która jednak faktycznie nie rozwinęła działalności. Poza tym została ujawniona jej struktura działania w czasie moskiewskiego procesu 16 przywódców Polski Podziemnej w kwietniu 1945 r. Gen. Władysław Anders 15 kwietnia 1945 r. rozwiązał organizację „NIE”.

Witolda Pileckiego zatrzymano 8 maja 1947 r., a od 6 do 22 maja 1947 r. uwięziono 23 osoby, z których tylko 7 zostało uznanych za niewinne i zwolniono. Od 9 maja Pilecki znajdował się w X Pawilonie więzienia mokotowskiego w całkowitej izolacji. Śledztwo przeciwko niemu nadzorował płk R. Romkowski i na protokołach przesłuchań znajdują się dopiski i polecenia pisane jego ręką (dokumenty ze śledztwa są zgromadzone w Archiwum Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciw Narodowi Pilskiemu, Instytucie Pamięci Narodowej

Proces Szymona Jamontta-Krzywickiego, Maksymiliana Kauckiego, Jerzego Nowakowskiego, Witolda Różyckiego i Makarego Sieradzkiego rozpoczął się 3 marca 1948 r. w siedzibie warszawskiego Rejonowego Sądu Wojewódzkiego przy ul. Nowowiejskiej. Na ten „jawny” proces wpuszczono za specjalnymi biletami część najbliższej rodziny oraz ludzi z resortu. Sądowemu składowi przewodniczył mgr ppłk Jan Hryckowian, a członkami składu byli: sędzia wojskowy mgr kpt. Józef Badecki, ławnik kpt. Stefan Nowacki i protokolant por. Ryszard Czarkowski. Oskarżycielem „Witolda” był wiceprokurator Naczelnej Prokuratury Wojska Polskiego mjr Czesław Łapiński. Oskarżał go o posiadanie broni, którą Pilecki po upadku powstania – podobnie jak większość powstańców – ukrył w skrytce i nie używał. Kolejne oskarżenie dotyczyło przygotowywania zamachów zbrojnych na prominentów reżimu, ale częściowo je utajniono, gdyż opierało się na materiale pozostałym po nieudanej prowokacji. Ostatnim zarzutem było oskarżenie o posługiwanie się fałszywymi dokumentami wystawionymi na nazwisko Romana Jezierskiego. Podczas rozprawy prokurator nie dopuścił do przesłuchania świadków oskarżenia

15 marca 1948 r. w południe ogłoszono wyrok: W. Pilecki, M. Szelągowska i T. Płużański zostali skazani na karę śmierci, M. Sieradzki na dożywocie, a pozostali na kilkanaście lat więzienia. W uzasadnieniu wyroków śmierci sąd wojskowy podał: „dopuścili się najcięższej zbrodni stanu i zdrady narodu, cechowało ich wyjątkowe napięcie złej woli, przejawiali nienawiść do Polski Ludowej i reform społecznych, zaprzedali się obcemu wywiadowi i wykazali szczególną gorliwość w akcji szpiegowskiej”. Można zauważyć, że to uzasadnienie potwierdza polityczny i propagandowy charakter procesu u wyroku.

25 maja 1948 r. o godz. 21.30 w obecności Wiceprokuratora Naczelnej Prokuratury Wojska Polskiego mjr S. Cypryszewskiego, Naczelnika więzienia Mokotowskiego – por. Ryszarda Mońko, lekarza por. dr lek. Kazimierza Jezierskiego, duchownego – ks. kpt. Wincentego Martusiewicza rozstrzelano Witolda Pileckiego, a ciało potajemnie pogrzebano prawdopodobnie na tzw. „Łączce” dziś kwatera „Ł” cmentarza Powązkowskiego.
Dopiero we wrześniu 1990 r. Sąd Najwyższy uniewinnił rotmistrza i jego towarzyszy, ukazał niesprawiedliwy charakter wydanych wyroków, uwypuklił patriotyczną postawę skazanych w tym procesie.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (1 głos)

Komentarze

To nie było rozstrzelanie tylko egzekucja, wyrok wykonano poprzez strzał z pistoletu w tył głowy. Rozstrzelanie polega na tym, że skazanego stawia się przed plutonem egzekucyjnym i na komendę pal strzela się do niego salwą, taka śmierć przysługuje w czasie wojny wojskowym oraz m. in. szpiegom działającym dla obcego wywiadu i zdrajcom.

Natomiast to, co zrobiło żydostwo i komuniści polscy z rotmistrzem Pileckim, to był mord polityczny. Przyczyną tego mordu było, to o czym wiedział Pilecki o pewnych ludziach ze szczytów ówczesnych władz Polski Ludowej i o ich kolaboracji z Niemcami, której te osoby się dopuszczały będąc więźniami obozu w Oświęcimiu.

Myślę, jednak, że nie będziemy o to słowo kruszyli między sobą kopii, mam na myśli słowo rozstrzelać.

Pozdrawiam

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0
#158330

Całkowicie się z panem zgadzam, w tym fragmencie urzyłem cytatu z innego opracowania i całkiem nieświadomie pomyliłem pojecia. Bardziej chodziło mi na zwrócenie uwagi na treść na tablicy np. słowo stracony, muśle, że użyte dość niefortunnie.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0
#158337

 chciało by się czytać o takich postawach częściej. Oby więcej szkół nosiło Jego imię. Czy ta generacja bohaterów już się nie powtórzy? Obecnie panujący liberalizm nie ma pojęcia o patriotyzmie. Młodzi ludzie nie wiedzą do czego on może być przydatny. Liczą się tylko plastikowi celebryci, którzy w polityce też przodują. Strach patrzeć w przyszłość. Tym bardziej godne przypominania są wybitne osobistości podobne zapatrywaniu na życie i honorowe jak  rtm Witold Pilecki - terka

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

 - terka

#158338

Przecież chyba mamy jeszcze jakiś wpływ na swoich wnuczków albo na swoje własne dzieci? Kto niby odpowiada za ich propolskie patriotyczne wychowanie, jak nie my sami?

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#158341

Myśle że własne dzieci wychowałem na potriotów. Mnie szkolił były oficer AK spędził 11 lat na syberii, jestem mu za to wdzieczny. Może każdy z nas wyszkolił by kilka osób oni nastepnych i .... pomarze za kilkadziesiat lat sami polscy patrioci

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#158344

"Sądowemu składowi przewodniczył mgr ppłk Jan Hryckowian, a członkami składu byli: sędzia wojskowy mgr kpt. Józef Badecki, ławnik kpt. Stefan Nowacki i protokolant por. Ryszard Czarkowski. Oskarżycielem „Witolda” był wiceprokurator Naczelnej Prokuratury Wojska Polskiego mjr Czesław Łapiński." Może jeszcze dowódcą plutonu egzekucyjnego był wówczas porucznik kiszczak ? Jeśli tak to byłby dopiero chichot historii. Drodzy niepoprawni, może zna ktoś adres stronki (jesli takowa istnieje), gdzie można znaleźć tych wszystkich wówczas najsprawiedliwszych pracujących wówczas w aparacie wymiaru "sprawiedliwości".
A jeśli nie ma to proponuję założyć taki rejestr nazwisk sędziów, prokuratorów oraz krótki opis kariery, pochodzenia oraz ich zasług. Będzie to na pewno ciekawa lektura. Taki "krajowy rejestr zasług dla PRL". Wszystkich. Ci co jeszcze zanieczyszczają Polskę swoimi odchodami i tych, którzy już zdechli jak wolańska.
Cytat z netu: "W marcu 1947 r. ten przedwojenny prawnik i były AK-owiec objął jedno z kluczowych stanowisk w stalinowskim systemie bezprawia – został szefem Wojskowego Sądu Rejonowego nr 1 w Warszawie, tym samym, w którym "sądził" Józef Badecki. Wtedy właśnie dopuścił się największej ilości zbrodni sądowych. Było ich co najmniej 16, w tym proces Witolda Pileckiego i "odpryski" od niego (w tych sprawach, utajnionych przed opinią publiczną, zapadały na ogół wyroki śmierci).

W styczniu 1949 r. Jan Hryckowian odszedł z sądownictwa wojskowego. Zmarł w chwale wybitnego warszawskiego adwokata w 1975 r. Wtedy nikt jeszcze nie mówił o rozliczaniu zbrodni stalinowskich. Nigdy nie został osądzony za zdradę ojczyzny i zbrodnie stalinowskie."

Jeśli państwo, rządy nie kwapią się do osądzenia ich działalności nawet pośmiertnie i na nawią tego draństwa po imieniu to uważam .że musimy my Polacy się o to postarać, zaczynając od tworzenia takich list rejestru zasłużonych dla prl. I tu ustawa o ochronie danych osobowych nie ma nic do rzeczy ( chyba, że powstała z myślą o ochronie komunistycznych zbrodniarzy. Z pozdrowieniami opornik45

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#158387

Szczególnie ostatni akapit. Te odznaczenie powinny zostać decyzją prezydenta RP odebrane i fakt ten powinien zostać upubliczniony we wszystkich mediach. Oczywiście zwalniam z tego obowiązku obecnie panującego prezydenta. Dla niego byłby z pewnością Bul nie do zniesienia. Poniżej przytaczam życiorys następnego bandyty. Józef Badecki urodził się 5 listopada 1908 r. w Uhnowie, województwo lwowskie. Magisterium na Wydziale Prawa Uniwersytetu im. Jana Kazimierza we Lwowie uzyskał w 1933 r. W latach 1934-39 pracował jako asesor Sądów Okręgowych w Samborze i Przemyślu. W kampanii wrześniowej dowodził plutonem w batalionie marszowym 5. Pułku Strzelców Podhalańskich. Podczas okupacji był nauczycielem i aplikantem adwokackim w Lublinie i Przemyślu.

Po wkroczeniu Sowietów zgłosił się do LWP. Jako sędzia wojskowy piął się po szczeblach kariery, pracując najpierw w Wojskowym Sądzie Polowym 5. Dywizji Artylerii i Wojskowym Sądzie Okręgowym nr 1 w Warszawie, potem w Wojskowym Sądzie Garnizonowym w Toruniu, a w końcu w Wojskowym Sądzie Rejonowym w Kielcach. Od 30 sierpnia 1948 do 26 maja 1949 był zastępcą szefa WSR w Warszawie.

Józef Badecki uczestniczył w wielu sprawach przeciwko "wrogom ludu". Orzekł co najmniej 29 kar śmierci, co plasuje go w czołówce najbardziej krwawych stalinowskich sędziów. Podobnie jak inni, najpierw ogłaszał wyroki, a dopiero później je pisał. W dniach 3-15 listopada 1948 r. przewodniczył rozprawie przeciwko męczonemu wcześniej w śledztwie, słynnemu „Zaporze” – Hieronimowi Dekutowskiemu i siedmiu jego towarzyszom, którzy zostali skazani na karę śmierci. 9 lutego 1949 r., na niejawnym posiedzeniu warszawskiego WSR, jako sędzia-sprawozdawca, przyczynił się do przedłużenia (ex post) tymczasowego aresztowania płk. Aleksandra Krzyżanowskiego "Wilka", legendarnego dowódcy Okręgu Wileńskiego AK. Wnioskował o to dyrektor Departamentu Śledczego MBP Józef Różański. To kolejny dowód, że stalinowskie sądownictwo było podporządkowane bezpiece.

W latach 1949-1956 Badecki swoim doświadczeniem sądowym dzielił się z innymi – wykładał teorię państwa i prawa oraz procesu karnego w Oficerskiej Szkole Prawniczej, Akademii Wojskowo-Politycznej oraz na Fakultecie Wojskowo-Prawnym. W 1956 r. osiągnął szczyt kariery – został pułkownikiem, a rok później sędzią Najwyższego Sądu Wojskowego. Do stycznia 1968 r., kiedy zwolniono go z zawodowej służby wojskowej, pracował w Izbie Wojskowej Sądu Najwyższego.

Zmarł 15 lipca 1982 r. odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, Złotym Krzyżem Zasługi, Krzyżem Virtuti Militari, Srebrnym Medalem Zasłużonym na Polu Chwały, Odznaką Grunwaldzką i innymi odznaczeniami wojskowymi. Nigdy nie został osądzony za zdradę ojczyzny i popełnione zbrodnie w służbie stalinowskiej.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#158389

Prezydent A. Duda zaczął wskrzeszać pamięć bohaterów Polskich i zobacz jak czerwone świnie żydo-ubeckie POstawiły jazgot, z Bolkiem, Komorowskim i Kwaśniewskim na czele, gdy wspomniał że trzecia RP nie zdała egzaminu, chowając zbrodniarzy komunistycznych z honorami, w asyście kompani honorowej Wojska Polskiego, a przecież Komorowski na POgrzebie ruskiego generała Jaruzelskiego POwiedział "śpij kolego śpij niech ci się Polska śni".

Te czerwone świnie dbały tylko o POmniki swoich kacapskich żołnierzy i nie POzwalali by je usunąć.
A rotmistrz Pilecki to dla nich wróg, tak jak pułkownik Kukliński.

Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Jestem jakim jestem

-------------------------

"Polska zawsze z Bogiem, nigdy przeciw Bogu".

#1502606