Harlequin po polsku

Obrazek użytkownika kryska
Blog

Salon III RP postkomunistycznej w ekstazie.
Wreszcie!
Wreszcie salnowcy mają swoją Danielle Steel.
Była prezydentowa nagle chwyciła w rękę pióro i z kury domowwej stała się wybitną pisarką.
Trudno się Danuśce dziwić.
Dziatwa wyfrunęła spod strzechy, Bolek jak nie w Egipcie demokrację wprowadza, to na Jamajce snuje opowieści o tym, jak to mur przeskoczył, którego w rzeczywistości nie było.
Kiedy umęczony tym bajaniem w progi domu zawita to zaraz do kompa zasiada, by opieprzyć oszołomów, zbluzgać Kaczyńskiego i nawet ś.p.Lecha opluje.
A cóż ma Bolek robić, kiedy jak już dawno oznajmił wszem i wobec, że swój warsztat pracy na strych odstawił.
Oj, biedna ta Danka, biedna.
Do seks szopu nie chodzi, bo przecież Bolek Matkie Boskie w klapie nosi, a pod klapą Danki fotkie.
Tym bardziej agencja towarzyska w rachubę nie wchodzi.
I tak sobie siedzą, Bolek klepie idiotyzmy na klawiaturze, a Danuśka harlequina napisała.

Książka Danuśki to wiekopomne dzieło dla salonu IIIRP, któremu Bolek TAKE Polskie wywalczył i który uczynił michnikowszczyznę i postkomunistów właścicielami tej Polski.
Wiekopomne dzieło Danuśki wprawiło w ekstazę salon III RP.
W piątek 25 listopada br. w gdańskim Dworze Artusa odbyła się promocja książki "Marzenia i tajemnice" Danuty Wałęsy. Spotkanie z żoną byłego prezydenta Lecha Wałęsy poprowadził lew salonu, dowódca niemieckich bojówkarzy w dniu 11 listopada Jacek Żakowski.

Jacek Wójcicki dla niej śpiewał, a nawet z nią przez chwilę tańczył.

A wszystkiemu przyglądał się z nieodgadnioną miną sam Sławomir Mrożek, obecny na tej promocji. W piątek wieczorem, gdański Dwór Artusa wypełniony był do ostatniego siedzącego, a nawet stojącego miejsca.
Większość gości to stali bywalcy urodzinowych i imieninowych fet, jakie się odbywały w domu Wałęsów przy ulicy Polanki.
Obok byłych i obecnych polityków jak Katarzyna Hall, Sławomir Rybicki czy Tadeusz Fiszbach byli też prezydenci Paweł Adamowicz i Jacek Karnowski. Na promocję przyszedł dawny kapelan belwederski ks. Alfred Franciszek Cybula oraz dwoje dzieci pani prezydentowej Magda i Bogdan.
Nie mogło zabraknąć ykony salonu Heni od Krzywonosa.

- Jeżeli ktoś jest na sali, kto ma więcej dzieci, niż pani Danuta, niech krzyczy. Po chwili ciszy odezwał się głos - ja mam więcej dzieci. Okazało się, że to była Henryka Krzywonos-Strycharska.

Sala wybuchła śmiechem.

Propagandziści twierdzą, ze ten cymes, to arcydzieło rozchodzi się niczym gorące bułeczki.
Tym sposobem harleguin Danki trafi pod każdą strzechę obok portretu miłościwie nam panującego stróża żyrandoli.

Czego Danuśka tam nie napisała!

Opisuje np. jak kiedyś wyszła do sklepu, a dziecko zrobiło w pieluchę kupę:
- Mąż nie wytarł mu pupy, a jedynie brudną pieluchę wyciągnął, podłożył nową, brudząc w ten sposób i tę nową. Na tym polegało przewijanie dziecka w jego wykonaniu -
Straszne!
A gdzie mydło, woda i oliwka, hę?
Bałwan z tego Bolka był i zresztą jest nadal.

Pisarka Danuśka bluznęła na Jarosława Kaczyńskiego i nie zapomniała dzgnąć nieżyjącego prezydenta.

Danuta Wałęsa w swojej książce "Marzenia i tajemnice" nie oszczędza nawet braci Kaczyńskich. Żona byłego prezydenta przyznała, że Lech i Jarosław nigdy nie byli jej przyjaciółmi. Stwierdziła, że zmarły prezydent był niemotą, a jego brat bliźniak wodzem.

- Poznałam pana Leszka. Nieładnie określę, ale dla mnie był taką niemotą. Był osobą potrzebującą zachęty, a nawet popchnięcia do działania. Takie sprawiał wrażenie. Nie mogłam zrozumieć, gdzie tkwi przyczyna jego zachowania -

Kiedy poznała Jarosława Kaczyńskiego zdała sobie sprawę, że jeden bliźniak dominuje nad drugim. - Zrozumiałam, że wodzem zawsze był pan Jarosław, a poza tym obaj byli w silnym związku emocjonalnym z matką. Później pan Leszek ożenił się z panią starszą od siebie - przyznała Danuta Wałęsa.

- Jego (Jarosława - przyp. red.) oczy są niczym szkło, zimne i bezwzględne - dodała.

Byłej prezdentowej jest żal Lecha Kaczyńskiego, bo brat i współpracownicy "wypychali go na prezydenta".

Więcej
http://www.se.pl/wydarzenia/kraj/danuta-walesa-o-braciach-kaczynskich-le...

Danka ma rację.
IIIRP postkomunistyczna zasługuje tylko na prezydenta kapusia SB po 6 klasach szkoły podstawowej, no ewentualnie z maturą i basta.
Dlatego salon IIIRP postkomunistycznej ma taką właśnie pisarkę i takiego harlequina.
Na swoją miarę.
Czas na kolejną salonową noblistke, zastąpi godnie piewczynię komunizmu.
Ta tez ma na swoim koncie wiekopomne dzieła.
Napisała m.in. utwór zachęcający młodych, by wstępowali do PZPR, która "rozgarnia mrok". Szymborska tak przedstawia wstępną rozmowę z kandydatem:
"Pytania brzmią ostro,
ale tak właśnie trzeba
bo wybrałeś życie komunisty
i przyszłość czeka
twoich zwycięstw".

Noblistka zapewnia też, że:

"Partia. Należeć do niej.
Z nią działać. Z nią marzyć. Z nią w planach nieulękłych.
Z nią w trosce bezsennej. Wierz mi to najpiękniejsze
co się może zdarzyć".

W tym samym wierszu, chwaląc Stalina, Szymborska pisała:
"Oto Partia - ludzkości wzrok
Oto Partia siła ludów i sumienie?
Nic nie pójdzie z jego życia w zapomnienie".

Szymborska to ikona salonu.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Nie wiedziałam że z Szymborskiej taka "bolszewicka poetka".

#219671

To jeszcze nic. Pisała lepsze rzeczy. W latach 50-60-tych żeby młoda (wtedy) poetka była w wypisach szkolnych (do polskiego) musiała być niezłą ... (czytający może tu wstawić co chce). A ona w wypisach była.

W czasach stalinowskich kiedy w Krakowie toczył się głośny wtedy proces polityczny (m.in. biskupa Kaczmarka) Szymborska była sygnatariuszką listu opowiadającego się za jak najsurowszym potraktowaniem "zdrajców". Co też nastąpiło, zapadły wyroki śmierci, poprzedzone oczywiście torturami podczas przesłuchań. Więcej o tym liście jest w książce Bohdana Urbankowskiego zatytułowanj, o ile się nie mylę, "Czerwona msza". Jest tam m.in. o literatach, którzy się ... (znowu można wstawić co kto uważa za stosowne).

#219682

Cieszę się, że przypomniałaś o tzw. procesie krakowskim i poparciu udzielonym przez "zacne" grono intelektualistów 3 wyrokom śmierci, które tam zapadły. Ale muszę sprostować: pokazowy proces krakowskich duchownych (4 księży kurii krakowskiej i 3 osób świeckich) z końca stycznia 1953 nie był procesem biskupa kieleckiego Kaczmarka. Bp. Czesław Kaczmarek "doczekał się" procesu nieco póżniej, we wrześniu tegoż roku. Dostał 12 lat. Oczywiście obydwa te procesy i wiele innych faktów (jeszcze póżniejsze aresztowanie Stefana Prymasa Wyszyńskiego) byly elementami jednej i tej samej akcji.

List, o którym wspominasz, z początku lutego 1953, podpisał także S. Mrożek, B. Miecugow (ojciec "naszego" gwiazdora), Jan Błoński, Władysław Machejek i wielu innych, w tym paru pisarzy obdarzanych przymiotnikiem "katoliccy".

Pozdrawiam.

#219696

Możliwe, że się pomyliłam i za mocno połączyłam obie sprawy, dziękuję za sprostowanie.

Tak, "zacnych" sygnatariuszy tego listu trochę tam było.

Kręci się nosem na Carla Orffa, który napisał muzykę do Carmina Burana. Bo spodobała się Hitlerowi. I ma się mu to za złe. A co, miał w głównej gazecie napisać: nie życzę sobie, żeby temu panu moja muzyka się nie podobała? Pozostał bierny - straszne!!!

Tymczasem nasza noblistka i paru innych poetów pisali czołobitne wiersze o Stalinie z różnych okazji (np. rocznica urodzin, śmierć) - i jakoś nic. A kto szemra - ten nienawistnik i oszołom.

#219707

Szczerze mówiąc, stalinowskie wierszydła Szacownej Noblistki zasługują bardziej na śmiech niż potępienie. Artyści tworzący "pod" Mecenasa znani są już od starożytności. Artystom jestem skłonny wybaczyć nawet brak etyki...w życiu prywatnym i zawodowym. Ale jednoznaczne deklaracje polityczne z złej sprawie? Tyle lat bez żadnej publicznej skruchy? Czy opera omnia Szymborskiej odkupią ten jeden podpis? Nie sądzę. W tym przypadku bierność to minimum przyzwoitości.

Pozdrawiam.

PS. O ile mnie pamięć nie zawodzi, to na temat procesu bp. Kaczmarka wypowiadał się wówczas - między innymi - nasz drogi premier Mazowiecki, wtedy licencjonowany katolik. Cóż, verba volant, scripta manent. Dlatego mimo wszystko nie lubię internetu - tu słowa i pisma potrafią wyparować bez śladu ;-)

#219711

Masz rację, z tego, co wiem, wypowiadał się. I o ile się nie mylę - też podjudzał. Czytałam gdzieś o tym, chyba m.in. u Urbankowskiego, ale też w jakiś periodyku - w Warszawskiej czy gdzie indziej.

 

#219725