Kultura wiejska, chamstwo miejskie

Obrazek użytkownika Krzysztof J. Wojtas
Blog

Zapewne wielu Czytelników, i to nie tylko „wykształconych, z dużych miast” (nie tylko młodych) odczuje niechęć do mnie i tezy zawartej w notce.
Niestety racja jest po mojej stronie, co chyba nie trudno zaobserwować. Wszak kultura nie polega tylko na tym, aby było „widać, słychać i czuć”. Bo wystarczy postawić w trochę odmiennych warunkach tych, których „widać, słychać i czuć”, aby rzeczywiście „poczuć” ich poziom kulturowy.

Niedawno próbowałem dołączyć kilka rzeczowych uwag w dyskusji na temat widocznych po zimie psich kup. „Miastowi” nawet tego problemu nie umieją rozwiązać, a gospodarz blaga, niejaki Rymasz użył wobec mnie chamskich określeń; po chrześcijańsku wybaczam, bo nawet trudno poważnie traktować osobnika żyjącego pośród gówien i oczekiwać kulturalnych zachowań.

Problem jest daleko poważniejszy i wymagający głębszych rozważań.
Przede wszystkim – należy określić zakres dyskursu – czyli określić, czym jest kultura.

Definicji jest wiele – bo to i kultura materialna, społeczna, fizyczna i polityczna; jednym słowem prawie wszystko można zaliczyć do kultury.
Czym zatem kultura jest – tak na powszechny użytek znaczenia tego słowa?

Dumając nad tematem określiłem, może niezbyt precyzyjnie, moje rozumienie tego terminu:

Kultura jest wytworzonym zbiorem relacji międzyludzkich ułatwiających trwanie.

Trwanie – patrz sformowane kiedyś przeze mnie Prawo Trwania, jako prawo wyższego rzędu od Prawa Naturalnego, jest podstawowym dla utrzymania istnienia (także innych form życia).

Czyż zatem sposoby zachowań ludzi względem siebie nie są wynikiem takich relacji? Każdy ma swoje osobnicze przyzwyczajenia i zachowania – są one bądź pozytywnie, bądź negatywnie odbierane przez otoczenie. Ważne, aby wypracować taki zestaw zachowań, aby był dopuszczalny we wzajemnych stosunkach. Czyli kultura zachowań.

Jeśli rozważamy kulturę materialną – twory rąk ludzkich naszego otoczenia, to poprzez nie przekazywane są sygnały wartościujące – ulice, budynki, sprzęty warunkują sposób ich wykorzystania i wynikające stąd relacje.

Także twory niematerialne – sztuka , budują przestrzeń spójności kulturowej.

Wracając do tematu notki: czy miasta w obecnych warunkach stanowią czynnik integrujący społeczeństwo w tak określonym sensie - kulturowym?
Przeciwnie. Jeśli do tego dodać politykę tak zwanej multikulturowości, to staje się zauważalne, że miasta są akulturowe. Są czynnikiem degenerującym naturalne relacje międzyludzkie. Sprzyjają patologiom wszelkiego typu.

Czy „człowieka z miasta” może ze spokojnym sumieniem określić jako człowieka kulturalnego?
To wielce wątpliwe. Raczej można mówić o pogłębiającym się wulgaryzowaniu relacji skutkujących już zwykłym prostactwem i chamstwem.
Pierwszym przejawem degeneracji są zjawiska występujące w tzw. kulturze wysokiej. To tu zaczynają występować patologiczne zdarzenia jak znane „instalacje’” – „gówno w Orońsku”, czy „genitalia na krzyżu”.
To nie są przypadkowe „eventy” – to jednoznacznie ukierunkowanie drogi rozwoju, której przejawy w „sztuce” są spektakularne, ale dotyczą wszystkich dziedzin relacji międzyludzkich. Może jedynie tych bieżących, codziennych, staramy się nie dostrzegać – pomijać i traktować jako dotyczących innych, a nie nas i najbliższego otoczenia.

Co zatem różni wieś od miasta w sferze kulturowej?
Przyjęło się traktować, że wieś jest prostacka i chamska, o niskim poziomie kulturowym. Tu stawiam tezę przeciwną. Czy uzasadnioną?

Jest faktem, że wieś opuszczają w pierwszej kolejności jednostki rzutkie – bardziej samodzielne, o wyższym poziomie inteligencji itp. Czy jednak o wyższej kulturze? Czy w dłuższej perspektywie będą bardziej dostosowane do przetrwania?

Czy wyżej kulturowo stoi politolog, bankier, czy profesor uniwersytetu, czy też prosty chłop z położonej na „zadupiu” wsi z wykształceniem niepełnym podstawowym?

(Ten tekst jest wstępem do uwag dotyczących totalitaryzmu – bez tu zawartych sugestii trudno będzie wyjaśnić i zrozumieć mechanizmy powstawania systemów totalnych – przynajmniej w linii mojego rozumowania).

Skąd porównanie? Cóż, zdarzyło mi się pracować naukowo, a także pracować koncepcyjnie. W latach 70-tych zaprojektowałem układ logiczny zawierający kilkaset układów scalonych SLI i MSI – wtedy jeszcze nie było procesorów.
Obecnie zajmuję się ogrodnictwem. Mogę więc powiedzieć, że mam pewne podstawy do porównań tyczących jakości i sposobu pracy. Różnic. Także w sferze psychicznej – bo te są olbrzymie.

Przede wszystkim – wiele czasu (lat) zajęło mi zrozumienie, że świat „wiejski” i „miejski”, to różne światy, o różnej mentalności.

„Miejski” to przede wszystkim świat ludzi pracy najemnej, zależnych od organizatorów „wyższego” rzędu. Praca jest bardziej intensywna, cięższa – nawet jeśli mieści się w kategoriach umysłowej. Wymaga większego skupienia i ukierunkowania. Ale brak w niej widzenia perspektywy. Bez konieczności rozważania (pełnych) konsekwencji.
W takiej pracy można się pomylić – zrobić błąd, ale można ten błąd (np. projektowy) ponownie przemyśleć, poddać kontroli i naprawić. Także przypadek choroby – przesuwa zakończenie tematu w czasie, ale nie wpływa na wynik końcowy – nie występują konsekwencje wynikające z opóźnienia, lub są kompensowane.

Tymczasem świat „wiejski” to świat pełnej odpowiedzialności. Może prostszy, ale konsekwentny. Prace muszą być wykonane w określonym czasie (jest zawsze margines, ale jego przekroczenie ma skutki niemożliwe do skompensowania). Jest czas zasiewu i zbioru. Żadna choroba, czy inne okoliczności, nie usprawiedliwiają przekroczenia terminu. Życie jest zgodne z naturą.
Mało tego. Taki niewykształcony chłop musi umieć patrzeć na swoją pracę z przewidywaniem skutków w perspektywie przynajmniej kilkunastoletniej; wie, ze źle zastosowany płodozmian będzie skutkował spadkiem przyszłych plonów, już o wyjałowieniu ziemi nie mówiąc.

Pozostaje jeszcze kwestia relacji międzyludzkich.
Na wsi ludzie bardzo pilnują wzajemnych relacji. Wiedzą, że wszczęcie konfliktu może skutkować długo trwającymi animozjami o różnych konsekwencjach. „miejscy” są nieobliczalni – dla nich liczy się chwila. Wszak mogą ukryć się w tłumie im podobnych, a ustawa o ochronie danych osobowych pozwala na uniknięcie konsekwencji wynikających z odszukania.

Podsumowując.

Jeśli traktować kulturę jako zbiór czynników umożliwiających (ułatwiających) trwanie – istnienie, to świat wiejski jest znacznie lepiej przystosowany. Świat miejski wyraźnie sprzyja patologiom i tworzeniom się konfliktów. Jest z zasady akulturowy i prowadzący do prostackiego zdegenerowania.

Ocena wpisu: 
2
Twoja ocena: Brak Średnio: 2 (1 głos)