Fukushima: Dlaczego w Polsce fałszuje się dane o skażeniu ?

Obrazek użytkownika Realista777
Świat

Media i politycy, tak na na świecie, jak i u nas - w Polsce, od samego początku ukrywali prawdziwą skalę katastrofy w Fukushimie, której właśnie teraz przyznano stopień 7, najwyższy w skali INES. Fukushima, zgodnie z naszymi przewidywaniami, okazała się dużo gorsza od Czarnobyla. Alternatywne media (w tym także my), tak informując o prawdziwej skali samej tragedii, jak i podając informacje o rozprzestrzenianiu się skażenia na świat, miały przez cały ten czas rację. Dopiero teraz, pośrednio to przyznano. W sprawie tej katastrofy, jak i jej skutków, kłamano więc i fałszowano dane od samego początku. Podobnie czyniono i czyni się aktualnie w Polsce - media wciąż celowo bagatelizują temat, a w międzyczasie, dane CLOR zostały po cichu zafałszowane (zaniżone) ! Jak wielka jest skala kłamstwa i manipulacji i co jeszcze się ukrywa przed nami ? O kłamstwach medialnych w sprawie awarii w elektrowni atomowej Fukushima-Daichi już pisaliśmy (link). Władze japońskie kłamały i wciąż kłamią na ten temat, najprawdopodobniej po to, aby uniknąć paniki w swoim kraju. Być może obawiają się także różnego rodzaju reperkusji finansowych w świecie. Powodów może być oczywiście więcej. ONZ i ich agentura IAEA (International Atomic Energy Agency) może kłamać z wielu powodów: na przykład aby ratować rozwijający się trend na dochodową dla wielkich koncernów energię atomową, jako alternatywę dla węgla i aby utrzymać bazę produkcyjną dla przemysłu zbrojeniowego (produkcja materiału dla bomb atomowych), co raczej nie jest chętnie podawane do publicznej wiadomości. Nas jednak zastanawia, dlaczego polskie władze i polscy naukowcy je reprezentujący nas okłamują. Nie tylko kłamią, ale też fałszują dane o skażeniu (patrz niżej). Robią wszystko co możliwe, aby zbagatelizować temat zagrożenia skażeniem w Polsce, jak i skalę samej awarii w Fukushimie. Jednym z powodów takiego zachowania może być fakt, iż Pan Premier Tusk jest zdecydowany do roku 2020 uruchomić elektrownię atomową w Polsce. To jest poważny, wielomiliardowy kontrakt, mający swoje ekonomiczne i polityczne implikacje. Czy to jest jednak jedyny powód ? O bagatelizowaniu zdarzeń w Japonii przez polskie media już pisaliśmy. Od momentu wielkiego trzęsienia ziemi w dniu 11 marca, polskie media co kilka dni podawały informacje, że Japonię znów nawiedziło jakieś tam trzęsienie ziemi. Sprawiało to wrażenie jakoby trzęsień tych nie było zbyt wiele, a sam temat był coraz mniej godny uwagi. Okazuje się jednak, że ziemia w Japonii, przez 2 kolejne tygodnie trzęsła się z ogromną siłą po kilkadziesiąt razy dziennie ! Tym co jeszcze nie mieli okazji zobaczyć tego przerażającego spektaklu polecamy oglądniecie specjalnej prezentacji, przygotowanej przez nowozelandzkiego inżyniera, a która w niesamowity sposób pokazuje, jak dalece mylące były doniesienia polskich mediów: http://www.japanquakemap.com/. Niech o skali problemu zaświadczy tylko fakt, iż w przeciągu 3 tygodni, w Japonii odnotowano ponad 900 trzęsień ziemi, z czego prawie polowa miała siłę pomiędzy 4,5 a 6,5 stopnia w skali Richtera. Czemu tak wyraźnie bagatelizowano ten fakt ? W tym samym czasie, polskie media pełne były bzdurnych sensacyjek, plotek i drobnych skandali. Trudno jest uwierzyć, że taka potężna seria silnych trzęsień ziemi nie była godna ich uwagi ? Od samego początku bagatelizowano też skalę zdarzenia w Fukshimie, nadając jej zaniżone wartości w skali INES. Doskonale zdawano sobie sprawę z faktu, iż awarii uległy 4 reaktory (w Czarnobylu jeden), z czego co najmniej 2 uległy częściowemu stopieniu a w jednym odbywa się niekontrolowana reakcja nuklearna, na co istnieją twarde dowody (link). Wiedziano też, iż do atmosfery i oceanu były i wciąż są uwalniane potężne ilości skażenia radioaktywnego, pochodzącego nie tylko z uszkodzonych reaktorów, ale także z ogromnych, wielokrotnie większych niż w Czarnobylu, zapasów zużytego i świeżego paliwa nuklearnego (w tym bardzo niebezpiecznego paliwa MOX). Już wtedy było wiadomo, że awaria ta jest dużo groźniejsza od tej z Czarnobyla w 1986 roku, ale mimo to ukrywano ten fakt jak najdłużej było to możliwe i podtrzymywano jej znaczenie jako tylko lokalne. Proszę zauważyć, iż to najpierw alternatywne media na świecie upubliczniały, bagatelizowane lub też nawet wyśmiewane przez "oficjalne media" materiały dotyczące rozprzestrzeniania się skażenia, istnienia super-groźnego paliwa MOX i faktów dot. powagi awarii w Fukushimie, zanim po dłuższym czasie informacje te dostawały się wreszcie do mediów korporacyjnych. One były w nich, z opóźnieniem, w ostrożny sposób publikowane, ale tylko z jednego powodu - ponieważ materiały i fakty te nie były już możliwe do ukrycia. Politycy mają swoje służby i są na pewno całkiem dobrze, na bieżąco poinformowani. Dziennikarze także są inteligentnymi ludźmi, mają swoje kontakty i wiedzą jak zdobywać informacje. Jeżeli pewne wydarzenia są bagatelizowane, informacje opóźniane lub nawet fałszowane, to NIGDY nie dzieje się to przypadkiem ! Dopiero teraz zdecydowano się zakomunikować światu, iż katastrofa nuklearna w Fukushimie jest większa niż ta w Czarnobylu, a może się jeszcze okazać, iż Czarnobyl był przy niej małą lokalną awarią. Alternatywne media informowały o tym już od wielu dni, poniewaz fakt też był znany i wielu specjalistów zdążyło się już na ten temat w międzyczasie definitywnie wypowiedzieć. Czemu więc zwlekano ? Niektórzy twierdzą, że zwlekano po to, aby społeczeństwa świata dowiedziały się o tym fakcie dopiero w takim momencie, kiedy będzie już za późno na jakiekolwiek przeciwdziałania... Cóż, dopóki ktoś nie zaproponuje lepszego, logicznego wyjaśnienia, tłumaczenie takie, jakkolwiek przerażające w swojej wymowie, wydaje się wielce prawdopodobne. Portal Onet, w swojej dzisiejszej, jak zwykle lakonicznej notce informuje (link): "TEPCO wyraziła dziś obawę, że emisja substancji radioaktywnych może przewyższyć emisję z elektrowni w Czarnobylu w 1986 r. a władze postanowiły podnieść stopień poziomu zagrożenia z powodu awarii w elektrowni atomowej Fukushima I z obecnego 5 stopnia do najwyższego stopnia 7, co stawia ją na równi z katastrofą w Czarnobylu." Zacznijmy jednak od początku: Zaczęło się od nieszczęsnych mapek ukazujących rozprzestrzenianie na świat się skażenia radioaktywnego. ONZ i Agencja IAEA, a za nimi także polskie media, ostrzegały iż mapki te nie są prawdziwe, wręcz wyśmiewały możliwość tak dużego rozprzestrzeniania się skażenia. Pan dr. Latek - rzecznik Państwowej Agencji Atomistyki, był całkowicie pewien, że skażenie do Polski nie dotrze i łagodnie, ale stanowczo, z miną wszystko wiedzącego uspokajał polskie społeczeństwo. Przyznał się do "błędu", ale dopiero po fakcie. Okazało się, że lekceważone wcześniej mapki były jednak prawdziwe, a skażenie już po tygodniu, dotarło także do Polski. Wtedy rozpoczął się drugi etap medialnych kłamstw: nie można już było ukryć faktu, iż skażenie radioaktywne w Polsce ma miejsce, rozpoczęto więc kampanię bagatelizowania wpływu skażenia na ludzi i środowisko. Najpierw twierdzono, iż dawki skażenia są minimalne i nie mają żadnego wpływu na zdrowie ludzi. Okazało się jednak, że wielkość skażenia rośnie w Polsce w zastraszająco szybkim tempie i w niektórych miejscach przekracza ono już dopuszczalne normy, czyniąc je potencjalnie niebezpiecznymi dla niektórych, w szczególności młodych Polaków (link). Wtedy znów na scenę wkroczył dr. Latek z oficjalnym komunikatem o "pięćdziesięciokrotnym wzroście promieniowania", a który okazał się wierutnym kłamstwem, poniewaz wzrosło ono o kilka tysięcy razy ! (link) Tym razem nie było już mowy o pomyłce. To była zaplanowana akcja medialna ! W międzyczasie, temat awarii w Fukushimie, w polskich mediach praktycznie zanikł. Podawane co niekiedy informacje są lakoniczne i wciąż sprawiają wrażenie odległego, lokalnego problemu. Polskie stacje pomiarów skażenia radioaktywnego wciąż pokazuje utrzymywanie się pewnego poziomu skażenia w powietrzu. Za każdym razem nie jest ono na tyle duże, aby mogło od nowa budzić niepokój. Czy dane te mogą być fałszowane ? Myśl ta wydaje się w pierwszym momencie niedorzeczna. Od razu nasuwają się podstawowe pytania: po co ? w jakim celu ? Po dokładnym przyjrzeniu się raportom CLOR (Centralne Laboratorium Ochrony Radiologicznej w Warszawie) okazuje się, ze dane w nim zawarte, są po czasie celowo zaniżane ! Przypatrzcie się sami. poniżej prezentujemy 2 różne raporty z tego samego dnia, kiedy to skażenie w Polsce było najsilniejsze. Jeden z nich to oryginalny raport badan opublikowany tamtego dnia "na gorąco", a drugi - poprawiony - pochodzi z aktualnie dostępnego archiwum. Różnice są ogromne. Raport oryginalny zawierał wartości przekraczające normy, co bulwersowało opinie publiczna i powodowało niepokój społeczny (link). W aktualnej wersji tego samego raportu obniżono te wartości, najprawdopodobniej próbując w ten sposób zamknąć problem. Oto raport oryginalny, opublikowany w dniu 30 marca 2011r. Zwróćcie specjalną uwagę na dane dot. miasta Łodzi: A oto raport z tego samego dnia, aktualnie dostępny w archiwum, gdzie dane są poprawione (mocno zaniżone). Nigdzie w raporcie nie ma nawet wzmianki o dokonanych poprawkach: Dlaczego tak postąpiono ? Otóż nikt, ani Pan Latek, ani też inni specjaliści z PAA, nam nie objaśniają, że pomiary dokonuje się co kilka dni, a czasami codziennie - w powietrzu, które przechodzi przez odpowiednio spreparowane filtry. Jeżeli po kliku dniach wciąż odnotowywany jest podobny poziom skażenia w powietrzu, oznacza to, że napłynęła nowa fala skażenia z Japonii, poniewaz skażenie wcześniej mierzone, pochodziło z cząsteczek które w międzyczasie zdążyły opaść na ziemię, lub zostały poniesione prądami powietrza dalej ! Gdyby nowe fale skażenia nie napływały, mierzone wartości z dnia na dzień by malały, ponieważ coraz mniejsze ilości cząsteczek radioaktywnych utrzymywały by się w powietrzu. Tak się jednak nie dzieje, o czym możemy się przekonać, przeglądając raporty z CLOR (nawet jeżeli są niezbyt rzetelne). Dlaczego się o tym wszystkim nie mówi, a wręcz bagatelizuje temat ? Jedna chmura radioaktywna z tak małą ilością cząsteczek radioaktywnych na metr sześcienny powietrza, może i nie jest tak groźna, lecz napływające jedna za drugą chmury radioaktywne, to już przecież inna sprawa. Fakt ten oznacza, iż już od ponad trzech tygodni, skażenie radioaktywne z Japonii nieustannie do nas napływa, co jest przecież logiczne, biorąc pod uwagę fakt, iż przez cały ten czas, w Fukushimie uwalniane są potężne ilości materiału radioaktywnego do atmosfery. Nie mówi się też o tym, że może to trwać jeszcze przez wiele tygodni, a nawet lat. A cząsteczki radioaktywne będą przez cały ten czas osiadać i się kumulować, co prędzej czy później doprowadzi do silnego skażenia radioaktywnego naszego środowiska. Napływające chmury cząstek radioaktywnych nawarstwiają się, osiadając na roślinach, przedmiotach i będąc wciąż od nowa przez nas wszystkich wdychane. Nie bez znaczenia jest świadomość, iż wartości tych najbardziej długoterminowo szkodliwych pierwiastków, jak różne odmiany radioaktywnego Cezu i Telluru, w międzyczasie silnie wzrosły. Ich okres połowicznego rozpadu to np. 30 lat ! Nie prowadzi się jednak, lub przynajmniej nie upublicznia badań skażenia radioaktywnego środowiska naturalnego. Dopiero takie - rzetelne badania, mogły by ukazać nam prawdziwą skalę problemu, z jakim mamy naprawdę do czynienia. Czy nie jest już najwyższy czas, aby jasno i wyraźnie zaprotestować przeciwko polityce ogłupiania i oszukiwania polskiego społeczeństwa ?

 

Polecam  całość na  http://www.globalnaswiadomosc.com/fukushimaklamstwa2.htm

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Żeby pokazać oddanie CCCP ,też takie same uczone jak teraz występują w tvn- ach z powodu różnych zdarzeń.Wtedy wmawiali w tym sensie  że nażłopiesz się jodyny i możesz się nie przejmować.Ci najmądrzejszy proponowali nawet wycieczki w samo centrum. pzdr.                                                                                                       Teraz kłamią bo prawda storpedowałaby budowę elektrowni atomowych.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

staryk

#151525

Niepokoi mnie bardzo sytuacja elektrowni japońskich, niepokoi mnie to, że druga elektrownia jądrowa w Polsce ma stanąć 50km od mojego domu, niepokoi mnie to, że energia elektryczna pochodząca z energii jądrowej jest droga (wygaszanie elektrowni trwa 160 lat) i bardzo daleka od ekologii (teren elektrowni nigdy nie może być poddany rekultywacji) ale nie popadajmy w paranoję!

Pierwszy z zamieszczonych protokołów pomiarów to pomiary chwilowe, wstępne (krótki czas i bez czyszczenia filtrów), drugi protokół to pomiary dokładne (dłuższe czasy i dokładny pomiar zawartości filtrów). Różnice pomiarów wcale nie są olbrzymie, w niektórych przypadkach ten drugi pomiar jest wyższy od pierwszego. Nie ma żadnego uzasadnienia umieszczanie w archiwum wstępnych, niedokładnych pomiarów - stąd pierwszy protokół znikający ze strony. Wyciągając katastroficzne wnioski z danych, które takimi nie są dajemy argumenty naszym przeciwnikom.

Pomiary nie są wykonywane co kilka dni jak piszesz, ale są wykonywane w sposób ciągły. Sam posiadam sprzęt umożliwiający pomiary promieniowania, monitoruję poziom praktycznie codziennie i na razie nie ma żadnych przesłanek (przynajmniej w okolicach Poznania) do katastroficznych wizji ani paniki.

Rozumiem Twój niepokój i w pełni go popieram ale pisząc takie teksty w rzeczywistości szkodzisz sprawie. Aby coś wygrać trzeba być rzeczowym i dokładnie wiedzieć co i o czym się pisze.

Pozdrawiam

rezom

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pozdrawiam

rezom

#151538

jeśli na tzw. świeczniku mamy teraz profesorów typu

Joanna Senyszyn , Jerzy Buzek , pseudoprofesor bratoszewski itd

to jakich jeszcze nałęczopodobnych indywiduów można się spodziewać -

zwłaszcza gdy na dodatek widzimy kogo platfusy zrobiły ministrem nauki =

panią "profesor"  Kudrycką , która w oświadczeniu majątkowym pisze , że

pieniądze trzyma na >>kącie<<

?

 

 

>>bez światłocienia<<

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

&nbsp;
=
&gt;&gt;bez światłocienia&lt;&lt;

#164332