Polska - No Future? (Cz. II)

Obrazek użytkownika DoktorNo
Kraj

Czasami zadawanie pytań jest istotniejsze od udzielenia odpowiedzi. Spróbujmy zatem tak zrobić.

  • Jak to było możliwe, że nie sformułowano strategicznej polityki przemysłowej naszego kraju, czego efektem jest np. postawienie stoczni w Gdańsku w stan faktycznej likwidacji, nie mówiąc o innych strategicznych sektorach naszej gospodarki, min. "zbrojeniówki"?
  • Jak to jest możliwe, że tylko za rządów Kaczyńskiego i Buzka myślano o dywersyfikacji źródeł energii? Dlaczego lekką ręką skasowano budowe elektrowni atomowej w Żarnowcu (pisałem o tym ostatnio)?
  • Dlaczego przez lata nie myślano o stworzeniu instytutów badań strategicznych z prawdziwego zdarzenia, które by badały opcje naszej polityki zagranicznej przez pryzmat racji stanu i realizmu?
  • Jak to było możliwe, że posłaliśmy do Iraku żołnierzy, zyskując na tym mniej, niż np. Turcja, która wojsk tam nie posłała?
  • Jak to jest możliwe, że po świecie krążą kłamliwe mity na temat naszej historii, np. "polskie obozy koncentracyjne", które potem są wykorzystywane do deprecjonowania naszego kraju i psucia mu opinii, nie mówiąc o tym, że Niemcy w ostatnim okresie w sposób niepokojący dążą do rewizji historii, i ugruntowania siebie jako ofiar II Wojny Światowej.
  • Inne kraje i narody tworzą swoje ekspozytury w przesyconym świecie mediów, tworząc między innymi stacje TV i radiowe obliczone na publiczność zagraniczną. Przykłady można mnożyć, np. BBC World, Deutsche Welle, France 24 itd. Do walki o media ruszą też ciała międzynarodowe i niepaństwowe, np. katarska Al-Dżazira, czy EuroNews, nie mówiąc o propagadowej telewizji Hezbollahu, Al-Manar. W tym krajobrazie medialnym ewidentnie brakuje polskiego udziału. Dlaczego?

I tak dalej, i tak dalej...

My Polacy, a dokładniej nasze elity przez zbyt długi czas tkwiły w mentalności postkolonialnej, tak jak to opisałem poprzednio. Spór o lustracje itp. to tylko odpryski walki o wyjście z tego sposobu rozumowania. Plotki chodzą, że Kwaśniewskiemu się raz wymsknęło "kiedyś Moskwa, dziś Bruksela" (Czy to prawda? Proszę o komentarze!).

"Korporacja Geremka" obecna w MSZ po dziś dzień to też dobry przejaw myślenia kategoriami postkolonialnymi. Od sprawy "polskich obozów zagłady" po negocjacje unijne - wszędzie litemotiv Polski mało asertywnej i biernej, posłusznej "metropoli", traktującej rodzimą kulture i doświadczenie historyczne itp. jako nic nie warte siedlisko "ciemnogrodu". Nie na darmo przywołałem poprzednio przypadek Czech, kraju który radykalnie zerwał z przeszłością min. poprzez lustracje i "aksamitną rewolucje". Tam podziały polityczne w zakresie wizji polityki zagranicznej są faktycznie klasyczne, mam tu na myśli idealizm Havla i realizm Klausa.

W Polsce po okresie dostosowania się do wymogów UE zapanowała pustka, po dziś dzień skutecznie nie zapełniona. Mieliśmy próby zdefiniowania asertywnej politryki zagranicznej, czy to poprzez hasło "Nicea albo śmierć" czy forsowanie systemu glosowania w Radzie UE opartego na algorytmie pierwiastkowym.

Niestety, efekty tych działań są ciągle połowiczne, między innymi dlatego, że - jak wspominałem wcześniej - straciliśmy zbyt dużo czasu na bezrefleksyjność.

Spójrzmy raz jeszcze na naszych południowych sąsiadów. Czesi mają element tarczy antyrakietowej? Mają. Czesi poparli wojne w Iraku? Poparli. Wysłali tam żołnierzy? Tak, wysłali, ale tylko do Kuwejtu. Mają intratne kontrakty w tym kraju? Mają. Mają gaz z Rosji? Mają. Dywersyfikują zródła energii? Tak. Mają elektrownie atomową? Mają. Są członkami UE i NATO? Są.

To dlaczego, do jasnej cholery, my tak też nie możemy????

Nawiązując jeszcze do wątku Gazety Wyborczej, trzeba pamiętać, że gazeta ta, zrezaszająca środowisko lewicowo-liberalnych intelektualistów, pod moralną kuratelą Adama Michnika, dołożyła się do wykazywania że polska historia i tożsamość to jeden wielki syf, ze szczególnym uwzględnieniem antysemityzmu. "GW" z uwagi na autorytet osób w niej piszących, oraz faktyczną hegemonię (plus razem z "Polityką") w polskich mediach przez bite 15 lat kształtowała debatę publiczną na swoją modłę. Ogólnym litemotivem było dążenie do zmitologizowanej "Europy", do której mamy się bezwzględnie dostosować, nie mówiąc o tym, że traktowano brak rzeczywistego przełomu 89 roku jako stan optymalny i najbardziej korzystny.

W ten sposób usunięto z pola widzenia wszelkie możliwości budowy tożsamości i samookreślenia się według zasad wspólnoty narodowej, a przynajmniej zapobieżono sformułowaniu tego w realistyczny plan polityczny, realizowany przez elity - tak jak w każdym, normalnym kraju europejskim. Największe nieporozumienie w tej materii polegało na tym, że nie było (i nie ma) żadnej brutalnej alternatywy "'ciemnogród' albo 'Europa'" - bo to właśnie centroprawica w Polsce w latach 90-tych była zwolennikiem integracji z strukturami zachodnimi na zasadach dla nas korzystnych.

Lewicowych intelektualistów tymczasem ogarnął swoisty lęk przed narodem. W związku z tym opcje polityczne na prawo od centrum trzeba było traktować podejrzliwie, jako siedlisko potencjalnego zagrożenia dla demokracji, praworządności, praw człowieka itp. Dlatego właśnie GW tak obsesyjnie tępi PiS, a PO daje kredyt zaufania na tak długo, doputy, dopuki trzyma Kaczory z dala od rządzenia.

Nawiasem mówiąc, nie jest to tylko problem polski. Na Węgrzech tamtejsza centroprawica, w przeciwieństwie to postkomunistycznych elit rządzących, jest świadoma historycznych doświedczeń swego kraju, przez co formułuje postulaty odgrywania odpowiednio większej roli na arenie międzynarodowej. A na Słowacji socjaldemokraci spod znaku Roberta Fico już dawno postanowili sobie, że ich kraj ma podporządkować się nurtowi europejskiej integracji bez większych zastrzeżeń.

 

Ostatni skandal z prezydentem Klausem pouczanym przez eurokratów w swoim pałacu prezydenckim nt. traktatu lizbońskiego, wybitnie pokazuje, kto "porwał" projekt integracji europejskiej. Brutalną rzeczywistością UE jest faktyczna hegemonia duetu francusko-niemieckiego, równowarzonego ledwie przez Wielką Brytanię (która pod rządami Lejburzystów nie stawia sie głównemu nurtowi, jak  dawniej pani Thatcher) i procedury podejmowania decyzji w lonie instytucji unijnych. Jest faktem potwierdzonym, że socialdemokracji i socjaliści z różnych krajów UE znajdują między sobą wspólny język lepiej niż z pozostałe opcje.

Wynikiem tego jest brak równowagi z strony przeciwnej. Zresztą niby dlaczego eurokracji z Komisji mieli by traktować poważnie kogoś, kto daje żółtą kartkę procesowi dalszej integracji, skoro ich pozycja zależy właśnie od instytucji unijnych?

Niechęć eurokratów do demokracji przypomina coraz bardziej komiksowego Sędziego Dredda. Idealizm jednoczenia kontynentu powoli wkracza w niebezpieczną fazę zaślepienia i autorytaryzmu.

W takiej sytuacji Vaclav Klaus i lud Irlandii wydają się być wzorem do naśladowania. Nieprzypadkowo opisałem postawę środowiska "GazWybu" jako "lęku przed narodem", który owocuje pryncypialnym traktowaniem reszty społeczeństwa przez kaste intelektualistów. Ten sam proces widać na skale kontynentalną właśnie w UE; mamy tu jednak do czynienia z "lękiem przed demosem", którego brak entuzjazmu wobec integracji kontynentu jest traktowany jako niesubordynacja wobec "wielkiej idei".

Europa XXI wieku będzie bardzo burzliwym kontynentem, który wcale a wcale nie nie zaznał "końca historii". Między państwami wciąż trwa siłowanie się, tym razem przeprowadzone drogami gospodarczymi, dyplomatycznymi i instytucjonalnymi (np. poprzez wpływanie i kokietowanie instytucji unijnych). W następnych dekadach czeka nas presja imigracyjna, starzenie się społeczeństwa, kryzys kultury itp. Instytucje unijne są instrumentem najpotężniejszych państw członkowskich, grup interesów itp. Trudno mieć do nich pretensje, bo sam uważam że jest rzeczą normalną, że każdy stara się dbać o własne interesy. Nienormalną jest natomiast brak równowagi, i brak troski o nasze interesy. Co więcej, w otoczeniu pozaeuropejskim szykują się poważne zmiany w układzie sił. Świat wieku XXI będzie ekonomicznie i demograficznie zdominowany przez Azję, ze szczególnym uwzględnieniem Chin. Od południa Europa będzie graniczyła z światem islamu, gdzie będą rozkwitały idee islamistyczne.

W tej sytuacji permanentny brak gotowości naszego kraju do sprostania wyzwaniom nowego świata jest coraz bardziej irytujący i niebezpieczny.

Do poczytania:

http://www.fronda.pl/news/czytaj/skandal_w_pradze

http://niepoprawni.pl/blog/23/dal-nam-przyklad-vaclav-klaus-jak-zwycieza...

http://niepoprawni.pl/blog/181/panie-bielan-do-dtaka-dyplomacja

http://niepoprawni.pl/blog/23/kiedy-mozna-tropic-agentow

http://niepoprawni.pl/blog/197/kolejny-beznadziejny-pomysl-rzadu

http://doktorno.boo.pl/content/polska-no-future

http://niepoprawni.pl/blog/2/atom-dla-polski-pilnie-potrzebny

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Pierwsza rzecz to zadbać o zewnętrzne bezpieczeństwo, więc potrzebna jest silna dobrze uzbrojona armia, aby nikt nam nie wlazł, czy z jednej czy z drugiej strony. Liczebność - to tak z pół miliona, plus pobór. W sytuacji geopolitycznej w jakiej się znajdujemy, a jesteśmy, jakby nie patrzeć, między Scyllą a Charybdą, to jest wręcz konieczne, aby w razie perturbacji utrzymać byt niepodległego państwa.

Druga rzecz to zmniejszyć uzależnienie od Matuszki Rassiji. Korzystać ze swoich złóż surowców, energetykę oprzeć na atomie i geotermii, dawną węglową przestawić na wyrabianie paliwa z użyciem syntezy Fischera-Tropscha.

Trzecia rzecz, to państwo musi się zajmować rzeczami naprawdę istotnymi. Tu należy ustalić, jakie dziedziny są naprawdę strategiczne. To tak:
- sektor zbrojeniowy,
- sektor energetyczno-surowcowy,
- dwa największe banki.
Interwencjonizm gospodarczy winno się ograniczyć do minimum, właśnie w tych dziedzinach, jakie wyżej wymieniłem. Oprócz wyżej wymienionych państwo powinno budować jeszcze połączenia między największymi miastami. I to tego na tyle. Koncesji to tak powinno być koło 10, a nie koło 300. Podatki. Ja myślę, że państwo powinno 10% VAT-u pobierać, a samorządy niech nakładają jakieś niewielkie pogłówne (typu 100 zł na kwartał) czy jakieś nieznaczne akcyzy. Poza tym powinno być tylko kilka ministerstw: obrony narodowej, spraw zagranicznych, bezpieczeństwa wewnętrznego (z połączenia MSWiA i MS), środowiska i gospodarki (z połączenia Ministerstwa Skarbu i Ministerstwa Finansów, Ministerstwa Infrastruktury). No bo po co więcej?

A Unię Europejską. Tego socjalistycznego molocha należy olać i jak najszybciej powiedzieć mu "papa", żeby nie narzucał nam prawnych absurdów - typu zakaz palenia w knajpach, krzywizna ogórka, zakaz uboju prosiaka na swój użytek, tysiąc norm, jakie musi spełnić każdy produkt itd.

A stocznie? Stocznia przeznaczona na cele militarne jako część przemysłu zbrojeniowego powinna być państwowa. Nie rozumiem, dlaczego państwo ma budować statki pasażerskie żeglugi morskiej? Niech buduje krążowniki, fregaty, okręty podwodne, łodzie latające (warto by ten ciekawy przedwojenny pomysł odświeżyć).

Ale cóż, w demokracji to wszystko nie przejdzie, bo ludzie nie będą chcieli, żeby cały socjal zwinięto, a interwencjonizm ograniczyć do tego, co naprawdę ważne. To musi być jakaś forma autorytaryzmu.

pozdrawiam

Kirker prawicowy ekstremista

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Kirker prawicowy ekstremista

#9121

Piszac takie teksty, Bratem mi jestes!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#9126

No cóż, mam conieco doświadczeń w tj dziedzinie, mimo młodego wieku. :)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#9127

Do Czechów mam sympatie za to, że kiedy pisałem prae dyplomową, to w do swojej ambsady w Berlinie przyjeli mnie bez problemu, i poświęcili prawie godzine. A z ambasad Węgier i Słowacji normalnie spławili...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#9129