Cień Jörga Haidera (aktualizacja nr.2)

Obrazek użytkownika DoktorNo
Świat

Jak wiadomo, ponad tydzień temu lider kontrowersyjnej parti BZÖ zginął w wypadku samochodowym.

W 2000 roku cała Europa objęła Austrie anatemą z powodu zwycięstwa FPÖ, parii której Haider był poprzednim szefem. Zrobiła się nieprzytomna afera, pełna groteskowych wypadków; objęto Austrie sankcjami, ambasador Izraela opuścił ten kraj, odwołano festiwal mozartowski, a do tego jeden z dyktatorów mody zaprojektował serie antyheiderowskich spódnic.

Tymczasem ani Austria nie stała się mniej demokratyczna, ani też nie doszło do jakiś naruszeń praw człowieka, czystek etnicznych itp. itp. uzasadniających tego typu postępowanie ze strony reszty Europy. Poza tym osiągnięto efekt odwrotny od zamierzonego; przecież skoro Haider i jego partia samookreślili się przeciw centrum i lewicy, to tym bardziej ostrzał ze strony środowisk o tej orientacji, i to jeszcze z poza kraju, umocnij jego pozycje wśród elektoratu, gdyż przecież o to FPÖ chodziło, aby być przeciw, o czym jeszcze powiem za chwile.

Cały ten "faszyzm" Haidera to było kilka wrednych hasełek, wspomniane wyżej dziwne znajomości, min. poklepywanie się z Saddamem Husajnem, kompromitujące i nie do przyjęcia wypowiedzi wskazujące na ciągotki w kierunku neonazistów, np. nazywanie eks-esesmanów "porządnymi ludźmi" itp. Na marginesie, pozwolę sobie zauważyć że ludzie lewicy mieli równie kompromitujące epizody w swoim życiu politycznym, min. Ken Livingstone (burmistrz Londynu) publicznie spotykał się z Josefem Al-Quardawim, ultraortodoksyjnym duchownym muzułmańskim, a nie było tak wielkiej histerii na tym punkcie. Bez wątpienia rehabilitowanie funkcjonariuszy skompromitowanego totalitaryzmu jest nie do przyjęcia, ale pewna uczciwość nakazywała by równoznaczne potępienie symboliki i gestów związanych z komunizmem, np. koszulek z Che.

Niestety, fakt nadużywania słowa "faszyzm" jest bardzo smutnym przykładem na trywializacje języka politycznego, które to zjawisko stało się stałym elementem naszego krajobrazu politycznego. Haider bez wątpienia był szowinistą i ultranacjonalistą - faszyzm zaś był totalitarną ideologią przenikającą wszystkie dziedziny życia, w celu zorganizowania społeczeństwa według zasady korporacjonalistycznej, wywyższającej państwo ponad jednostke, wraz ze wszystkimi tego konsekwencjami (min. afirmacja wojny, imperializmu, tłumienie pluralizmu światopoglądowego itp.).

Minęłą prawie dekada, i o to widzimy wyraźnie kryzys zaufania do instytucji Unii Europejskiej wśród obywateli Europy, kompromitacje multikulturowości, trzeszczenie europejskiego modelu społecznego, widmo kryzysu gospodarczego, demograficzną implozje Zachodniej Europy, postępującą islamizacje...

Londyn, rządzony przez lata przez lewicowego burmistrza realizującego polityke multi-kulti, jest bardziej zróżnicowany etnicznie od Nowego Yorku i obecnie przypomina wrzący kocioł etniczy, a w/g Europolu jest centralą terroryzmu islamskiego w Europie. Francją wstrząsneły zamieszki w jesieni 2005 roku, i Francuzi, w tym nawet emigranci z Basenu Morza Śródziemnego o dłuższym stażu, zagłosowali na Sarkozego, bo mieli dosyć pobłażliwej polityki władz wobec etnicznych gett, objawiającej się w absurdalnych sytuacjach, np. poprzez oddawanie hołdu dzieciakom, co zginęły porażone prądem, chowając się przed policją w transformatorze.

Na czym polega ten tytułowy cień Haidera? Na tym, popularność tego typu polityków jest żywym dowodem na oderwanie się elit od społeczeństw zachodnioeuropejskich. Społeczeńtwo, przywiązane do swojego dobrobytu i stabilizacji, czuje się zagrożone w obliczu migracji i bezrobocia. W obliczu globalizacji i starzenia się społeczeństwa nie da się utrzymać dłużej modelu państwa dobrobytu, ale z drugiej strony trudno jest oczekiwać że społeczeństwo przyzwyczajone do "socjału" łatwo pójdzie na reformy. Populiści, będąc na anty, obiecując gruszki na wierzbie i pokazując proste wizje rozwiązania problemów, znakomicie wstrzeliwują się w oczekiwania zaniepokojonego społeczeństwa.

Populizm i jego popularność jest efektem nieufności społeczeństwa wobec elit i vice versa; ostatnia sprawa referendum w sp. traktatu z Lizbony - bądź co bądź bardzo ważnego aktu prawnego decydującego o politycznych losach całego kontynentu - znakomicie pokazuje ten proces. Tworzy się zaklęte koło, bo elity w obawie przed niezrozumieniem i odrzuceniem swoich pomysłów nie chcą poddawać istotnych decyzji pod referenudm czy debadę, a z drugiej strony społeczeństwo w ten sposób potraktowane zaczyna oglądać się w stronę radykałów i populistów, choćby po to, aby ukarać establishment w wyborach, gdyż scena polityczna - formalnie pluralistyczna - wygląda na monotoniczną i pozbawioną alternatyw. Z kolei samo istnienie tego typu ugrupowań daje elitom pretekst do dalszego pryncypialnego traktowania społeczeństwa. Oczywiście po dojściu do władzy rzadko, o ile w ogóle, populiści mają coś konstruktywnego do zaoferowania.

Podsumowując, populizm w Europie jest, tak jak gorączka, zewnętrznym objawem choroby toczącej życie polityczne naszego kontynentu. W związku z tym energie trzeba by raczej na diagnoze przyczyn, niż walkę z objawami.

UPDATE: Jak donosi "Dziennik", Haider był biseksualistą, a wielu członków parti płci męskiej mogło liczyć na stanowiska w zamian za przysługi sekusalne. Wskazuje to na fakt, iż Haider, obok bycia radykałem, był skrajnym ekscentrykiem, którego radykalne poglądy szły w parze z totalną "jazdą bez trzymanki".

Trudno pokusić się o inną analizę, w sytuacji, gdy wychodzą szczegół na temat jego ostatnich chwil życia. Tylko osoba bez pewnych zahamowań mogła usiąść za kierownicą samochodu po wypiciu butelki wódki, poprzednio całą noc zabawiając się na imprezach zakrapianych alkoholem w klubach (także gejowskich).

Bycie "na anty" nigdy nie zastąpi konstruktywnego projektu politycznego, gdyż łatwo jest wylać dziecko z kąpielą czy po prostu zamknąć sobie drogi do szerokiego poparcia. Poza tym trzeba sobie jasno stwierdzić: dlaczego krytykujemy np.multikulurowość? Ja osobiście jestem krytycznie nastawiony do tej idei właśnie dlatego, iż wbrew swoim obietnicom nie prowadzi do harmonijnego społeczeństwa, a do czegoś kompletnie odmiennego, dając pole do popisu religijnym i etnicznym radykałom.

Na marginesie: krytycy multikulturalizmu i islamizmu powinni mieć się na baczności. Z uwagi fakt iż sprawa dotyczy migrantów z innego kręgu kulturowego, pod najprzeróżniejsze konferencje antyislamizacyjne próbują się podpiąć autentyczni rasiści i neonaziści, co ostatnio zauważył Greet Wilders (autor filmu "Fitna") mówiąc wprost, że "organizacje rasistowskie nie mają wstępu" do jego działalności.

UPDATE2: Po południu poszperałem jeszcze trochę, i przekonałem się że Haider był nawet jeszcze bardziej pokręcony, niż mi się wydawało (jak by sam szowinizm i ultranacjonalizm to było jeszcze mało). Jako gubernator Karyntii robił Słoweńcom na złość, odmawiając postawienia dwujęzycznych drogowskazów, robiąc przy tym upozowane, dramatyczne gesty porównywania siebie do Chrystusa, w czasie przesuwania drogowskazów, przy okazji ściągając na siebie krytykę duchowieństwa.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Jak na moje oko to te teksty o biseksualizmie i gejowskiej imprezie są zwykłą lewacką propagandą. Myślę, że ma to pośmiertnie oczernić Haidera, aby nie stał się o ikoną dla austriackich nacjonalistów. Lewactwo dobrze wie, że ludzie po śmierci mogą być bardziej niebezpieczni aniżeli za życia, i że trzeba takich zawczasu uczynić nieszkodliwymi. Ze swoich zaś rzecz jasna czynią obiekty kultu (exemplum: Leninu, Che etc.).

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#6846

Akurat pogłoski o tym rozpowszechniają członkowie jego partii.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#6849

Jeśli tak to może faktycznie. Ja to bardzo unikam szczegółowego komentowania "Zagranicy" ponieważ wiem jak mocno sytuacja jest skomplikowana w Polsce i bez głębszej analizy można się mylić, po prostu.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#6850

Tak to jest. A nawet gorzej.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#6861

Najbardziej mnie niepokoi to, że na miejsce Haidera mogą przyjść bardziej radykalni. Już słyszałem o jednym takim w Austrii, co chce cofnięcia zakazu symboli nazistowskich...

Przypomina mi się opowiadanie Ziemkiewicza "Czerwone dywany Odmierzony Krok". Ono jest wręcz prorocze...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#6863