Wybory prezydenckie 2010

Obrazek użytkownika tonymld
Kraj

Choć do wyborów jest jeszcze dużo czasu, to jednak baczny obserwator polskiej sceny musi przyznać, iż pomimo wielu sejmowych dyskusji i sporów, coraz częściej w kontekście jest walka o prezydenturę. Nie dziwi więc fakt, że na tej scenie ścierają się dwie największe partie, które rzecz jasna mają swoich kandydatów i dla których tak walczą ze sobą wzajemnie. Tylko w Polsce, jest tak, że prawica walczy z prawicą! Bynajmniej jesteśmy ciekawym krajem, niewątpliwie.

O ile jasne jest, że naturalnym kandydatem lansowanym przez PiS jest obecny prezydent, o tyle PO unika jasnej i stanowczej odpowiedzi na to pytanie. Choć raczej każdy o tym wie, że chodzi o Tuska, to jednak nikt głośno o tym nie mówi. Co należy rzecz jasna, poczytać peowcom, jako bardzo przemyślane i mądre zagranie strategiczne. Poprzez pokazywanie jak to Tusk bardzo sie Polską zajmuje i jest gotów poświęcić, w pewien sposób, nieoficjalnie, mamy do czynienia z kampanią prezydencką!

Biorąc pod uwagę, z mojej perspektywy, dość nieudolną pracę w Kancelarii Prezydenta, raczej w chwili obecnej, nawet bez zaglądania w sondarze, Tusk ma obecnie przewagę. Jednak nigdy nie przesądza to o wyniku wyborów. Ta polaryzacja, także w kwestii sukcesji o najwyższy urząd RP, niesie ze sobą zagrożenia także wewnątz ww. partii.

W PO jest kilku kandydatów, którzy byli by równie dobrymi (o ile nie lepszymi) od Tuska. Weźmy np. takiego Sikorskiego, znany w świecie, zna języki, ma doświadczenie, wymieniany jako ew. przewodniczący NATO. Jest to poważny kontrkandydat dla Tuska. Obecny styl rządzenia tego gabinetu, sprawia jednak, że większość ministrów jest spychana na bok, i mamy wrażenie, że Donald gra pierwsze skrzypce. Na niekorzyść Donka, przemawia jednak brak znajomości języków obcych, co znacznie obniża jego prestiż. Wobec krytyki braci Kaczyńskich, którym również się zarzuca brak znajomości języków obcych, stawia to zarówno Kaczyńskich jak i Tuska, na tym samym poziomie (oczywiście, pod względem tej kwestii).

Jako kolejny istotny (na chwilę obecną) kontrkandydat dla Donka, to obecny (?) marszałek Komorowski. Jednak w mojej opinii, Sikorski to realny przeciwnik i zagrożenie, a Bronek, to raczej opcja. Wszystko zależy jak PO wypadnie w wyborach do PE, i ile ważnych figur “odparuje” do Brukselki. Także decydujące będą losy koalicji liberalno - chłopskiej, oraz sondarze. Jeśli donkowi, będzie się dobrze wiodło, jako premierowi, nie ma sensu rezygnować. Jednak z drugiej strony, gdy mówi o prezydenturze, widać tą nutkę zazdrości i smutku w mimice jego twarzy - jednak jest to ludzkie, i wcale mnie to nie dziwi. Może warto dodać, że dobrze by było, gdyby prezydent miał minimum tytuł Doktora, to by świadczyło może o pewnym poziomie. W każdym razie, taki “dodatek” jest bardzo pomocny - moim zdaniem Lech Kaczyński, nie zostałby prezydentem, gdyby nie fakt, że jest profesorem.

W wypadku PiS, pojawiają się, jak na razie nieoficjalnie głosy, że prezez partii, jest gotów poświęcić PiS dla prezydentury brata. Jest to poważne oskarżenie, i nie może być bagatelizowane. Tymbardziej partia jest w opozycji, co faktycznie jest filtrem wierności dla prezesa. W mojej ocenie wielkim błędem, jest zrównanie polityki opozycji z polityką pałacu prezydenckiego. Nawet lepiej by było, aby pisowcy, w wersji light, w jakiś sposób się oddzielili od macieży (Polska21?) i podebrali głosy platformowcom. Byłoby to conajmniej ciekawe, z politologicznego punktu widzenia. Poza Prezesem i Ziobrą, nie widzę jakichś specjalnych talentów na prezydenta. Nie twierdzę, że wogóle nie ma tam ludzi utalentowanych, ale jakoś nieznajduję odpowiedniego (poza nimi) kandydata.

Wielkim błędem obu partii jest to, że walcząc ze sobą stwarzają pole do “popisów” (o zgrozo, sie porobiło) innym kandydatom.

Jednym z dość popularnych i ciekawych postaci jest niewątpliwie Rafał Dutkiewicz (współtwórca Polska21). Moim zdaniem może trochę namięszać w polskiej polityce, w zależności od tego, jak dalej rozwinie się jego ruch obywatelski. Jeśli zdołałby uzyskać poparcie jednej z dużych partii, ma sukces niemalże gwarantowany!

Zdaniem naszego byłego prezydenta, Olka, czarnym koniem wyścigu do naszego pałacu prezydenckiego może się okazać, nikt inny jak Waldemar Pawlak - panie Waldku pan sie nie boi… Dla mnie jest to raczej egzotyk, ale w polityce nie można być nigdy pewnym na 100%, dlatego go umieściłem.

A teraz czas na mojego faworyta (nie chodzi tu o sympatie polityczne, a o realpolitik), niestety nie jest zgodny z ostatnimi światowymi trendami walki o prezydenturę - nie jest afro-polakiem, ani kobietą. Wyszedł z puszczy, jak mówią jego koledzy. Jest bardzo ciekawą postacią, bo zna się na polityce i sprawował istotne urzędy w RP. Na pewno ma kwalifikacje, wyczucie no i co moim zdaniem może przeważyć, nie jest ani z PO ani z PiS, czyli jest alternatywą. A idąc moim tokiem myślenia: jeśli wygra kandydat po, a pis będzie rządzić - konflikt murowany, i odwrotnie.

Natomiast jego zaletą, będzie i jest, dystans do tego wszystkiego. Ponadto jak już wcześniej wspomniałem, poprzez zajęcie większośći miejsc w parlamencie przez prawicę, znowu będzie prawdopodobna chęć “wzmocnienia lewej nogi” w polityce, co wydaje się dość prawdopodobne. Także nie powinien mieć problemów z uzyskaniem namaszczenia od Lewicy (chyba, że nie będzie kandydował). Bo jeśli doszłoby do wystawienia przez Lewicę jednego kandydata i jednoczesnej kandydatury Cimoszewicza z drugiej strony, byłby to raczej powód do podziałów na lewicy. Dodatkowe poparcie Olka, na które z pewnością może liczyć, będzie raczej dodatkiem. Jestem ciekaw, czy jego kandydatura, nie wprowadzi ponownie młodych gniewnych Lewicy do zjednoczenia - każdy wie, że jest konflikt pomiędzy Napieralskim a Olejniczakiem. Jeśli lewica sama zechce kogoś wystawić w wyborach, są to jedni z prawdopodobniejszych kandydatów, chyba że Borowski im namięsza.

Jest jeszcze jedna osoba, która z dużym prawdopodobieństwem będzie kandydować na prezydenta, jednak z równie dużym prawdopodobieństwem odniesie porażkę. Będzie nim… Andrzej Lepper, który będzie raczej kandydował nie po to, żeby wygrać, a po to aby przypomnieć nam o tym, że taka partia jak Samoobrona miała kiedyś trochę więcej do powiedzenia na polskiej scenie politycznej.

Ostatecznej rozgrywki należy więc się dopatrywać pomiędzy kandydatami z dużych polskich bloków partyjnych (nazwa mojego pomysłu - wkrótce rozwinę tę myśl). Ale jak narazie zbyt cieżko o tym przesądzać, kto wygra. W związku z tym musimy czekać, jednak obecna analiza w jakiś sposób przybliża nas do realiów wyborów prezydenckich w 2010 roku.

Ocena wpisu: 
Brak głosów