Sny o potędze

Obrazek użytkownika tonymld
Kraj

My Polacy patrzymy na Świat poprzez prymat naszej obecności na nim. Lubimy wracać do chwalebnych momentów naszej historii i wspominać jaka Polska była potężna i silna. Niestety, w ciągu ostatniego wieku działo się u nas wiele, w dużej mierze złego.

Moim zdaniem poprzez brzemię ciążącej na nas historii i niemiłych doświadczeń jesteśmy bardziej świadomi niż inne społeczeństwa, jednak nie pozwala nam to wykorzystać tego stanu w praktyce, do osiągania istotnych spraw dla państwa polskiego.

Zostaliśmy sprzedani przez Zachód i stłamszeni na 45. lat przez Związek (zd)Radziecki. ZSRR i Stalin dokładnie wiedzieli, jakim jesteśmy narodem, dlatego umiejętnie, wykorzystując "swoich" przeciw swojemu narodowi (np. Jaruzelski) osiągali względny porządek. Jednak nasz naród w tych trudnych czasach nie zapomniał o swoich osiągnięciach, a także w sercu mieliśmy to, co pozwoliło nam przetrwać - naszą kulturę i tradycję, którą tak łatwo dzisiaj porzucamy i zastępujemy tolerancyjnym europejskim ateizmem i nad poprawnością polityczną. Można by powiedzieć, że to niby postęp, tak bynajmniej twierdzi wszelakie lewactwo jak i inne "elyty".

Jednak ja pragnę zwrócić uwagę na fakt, iż właśnie byliśmy wielkim i silnym narodem, wtedy gdy broniliśmy swoich symboli i mieliśmy głęboki szacunek do ojczyzny. Długo musieliśmy czekać, aby marzenie wielu pokoleń - wolna Polska - znów się spełniło. Jednak owa umownie nazwana "wolna" Polska nie jest wolna od błędów i wypaczeń. My jako blogerzy staramy się te wypaczenia i błędy trafnie wskazywać, chcąc uświadomić innym gdzie jest pies pogrzebany i czemu wszędzie się wszystko potrafi udać, tylko nie u nas (wyjątek: kryzys finansowy).

Z całą pewnością i determinacją twierdzę, że u podnóża naszych obecnych porażek leży niedokończona i nieprzemyślana transformacja systemowo - ustrojowa. Jednym z jej elementów jest przeprowadzenie uczciwej lustracji, ale nie tylko. Wmówiono naszemu społeczeństwu, że wszystko trzeba prywatyzować jak leci, bo tak trzeba. Niestety zabrakło myślenia w długiej perspektywie oraz dobrej woli. Może właśnie o to chodziło w planie Balcerowicza, aby Polska nie była samodzielna i silna?

Proszę zauważyć, że w chwili obecnej, pomimo członkostwa w NATO i EU jesteśmy nie do końca spełnieni - plany obrony specjalnie nie zmieniły się od naszej akcesji do Paktu Północnoatlantyckiego a nasza rola w zjednoczonej Europie najprawdopodobniej sprowadzi się do czerpania garściami profitów ze wspólnej kasy (bynajmniej w obecnej perspektywie finansowej) i bycia przytakiwaczami wielkich graczy Francji czy Niemiec. Czy to nas zadowala?

Podobnież jest z naszym "sojusznikiem" Stanami Zjednoczonymi Ameryki - widać wyraźnie, że poczyniono niewiele, aby wykorzystać moment impetu demokratycznego na początku lat 90. ubiegłego stulecia - wtedy za słabej Rosji można byłoby wprowadzić amerykańskie wojska, w celu unowocześnienia polskiej armii i kraju. Powiedzmy sobie szczerze, że nawet nie jesteśmy tak istotnym sojusznikiem jak Turcja... Przykre, ale prawdziwe. A najgorsze jest to, że dużo w tym naszej winy. Może dlatego to tak boli?

Dalej nasze elity polityczne nie toczą ze sobą sporów o realne problemy i rozwiązania. Nasza polityka (o ile owa działalność na tak zaszczytne słowo zasługuje) sprowadza się do wieszania na sobie psów nawzajem oraz coraz większym powiększaniu rynsztoku, tak że po kilku rundkach nie wiadomo od czego się zaczęło - np. wszelkie sprawy związane z komisją ds. hazardu. Taka rzecz jest dopuszczalna co najwyżej na demotywatorach, a nie na scenie politycznej.

Brak jest u nas działania w perspektywie długofalowej. Wzajemne zwalczanie to reguła, która rządzi. Skreślane są projekty i rozwiązania poprzedników, bo właśnie były poprzedników. To jest żałosne. Co wybory słyszymy obietnice o reformie finansów publicznych, uszczelnieniu systemu i większej sprawiedliwości. Co z tego jest robione? Niewiele. A główna rozgrywka toczy się albo o tematy zastępcze (np. aborcja), pseudo-afery (Kurski Racing) lub sondaże (prezydentura Tuska) a jak bardzo nudno się robi, to warto pokazać jakieś potknięcie prezydenta Kaczyńskiego. A jeśli to zawodzi, to warto napuszczając na siebie społeczeństwo (ci wredni lekarze, rolnicy czy górnicy) - dziel i rządź. Widać, że Premier to historyk.

I jak tu budować potęgę kraju, jeśli młodzi ludzie, średnio lub lepiej wykształceni (gdzie państwo finansowało ich edukację) emigrują, bo nie ma dla nich miejsca w Polsce? Przecież ludzie młodzi (i ci w wieku produkcyjnym) powinni być dla państwa priorytetem, bo dzięki środkom z ich podatków można finansować wydatki państwa. To jest wyrzucanie pieniędzy w błoto, przy takiej konstelacji.

Inna smutna sprawa, to fakt że z postawy patriotycznej zrobiono kukiełkę, w którą co rusz wbijane są kolejne szpilki. Więc jak państwo może być potężne (w miarę gospodarczych i geopolitycznych możliwości danego regionu) jeśli jego obywatele nie specjalnie czują się dumni, z przynależności do tego narodu? Wszak Polskość, to nienormalność, cytując za jednym z klasyków III. RP, a raczej burdelu któremu stara się przypisać chwalebną nazwę Rzeczypospolitej Polskiej.

Z całą stanowczością pragnę stwierdzić, iż brakuje nam i naszym rządzącym właśnie stanowczości, w podejmowaniu decyzji. Gdyby nie strach przed górnikami a może brak chęci podjęcia trudnych decyzji, to żylibyśmy dzisiaj w zupełnie innej Polsce. Bo bogactwa i potęgi nie mierzy się miarą pieniędzy czy siłą militarną. Potęga, to potencjał który pozwala maksymalizować własne zyski, przy użyciu niewielkich środków i zdyscyplinowanym dążeniu do celu. A niemal każde działanie przynosi istotne zyski dla Państwa. Przykładem mogą być Niemcy, którzy pomimo przegrania obu wojen, szybko potrafili stanąć na nogi (szkoda tylko, że za pierwszym razem tak ukształtowali swój potencjał tak, że stał się zagrożeniem dla Europy i Świata). U nas tego determinizmu brak. I to trzeba zmienić.

Po dwudziestu latach funkcjonowania niby państwa polskiego, widać wyraźnie jego poważne braki. Problem jednak tkwi również w społeczeństwie, które jest z jednej strony znudzone polityką (i nie partycypuje w wyborach), natomiast z drugiej strony oczekiwania obywateli są wielkie. A przecież pierwszy krok ku zmianom, to właśnie udział w wyborach i udzielenie mandatu zaufania. Bez tego połączenia mandat zaufania na określony czas + kontrola nie ma mowy o potędze państwa Polskiego. W ten sposób jedynie wyłania się w wyborach mniejszych i większych partaczy, którzy po swoich "rządach" (w stylu TKM) ukazują płytkość głoszonych jeszcze niedawno idei i beznadziejność sytuacji, bo nie głosuje się za kimś, tylko przeciw komuś (np. przeciw Kaczorom).

Potęgi nie zbudujemy w rok czy dwa. Nie zrobi jej jedna partia. Nie zrobi jej najlepszy prezydent czy premier. Właśnie paradoks tej sytuacji jest taki, że musimy wszyscy chcieć aby było lepiej i żądać od naszych rządzących wyższych standardów i lepszego przygotowania do wykonywanej pracy. Nasza potęga ma szansę powstać jeśli także na poziomie lokalnym i regionalnym zajdą zmiany. No i przede wszystkim nasza mentalność, musi zostać uzupełniona na tyle, abyśmy my jako obywatele nie byli traktowani jako "ciemna masa" którą można manipulować na wszelkie sposoby, a ta nawet się specjalnie nie spostrzeże.

Kolejnym punktem startowym, dla silnej Polski była, utopiona już niemalże doszczętnie, idea IV. Rzeczpospolitej, w której nad niesprawiedliwością i złem miało zapanować prawo i sprawiedliwość (nie partia a reguły), których od tak dawna oczekujemy.

Ja nie chcę, aby u nas była druga Irlandia czy gruszki na wierzbie, chcę tylko tego, abyśmy potrafili wykorzystać w pełni wszystkie szanse, które nam się nadarzają a nie budzili się z ręką w nocniku, bo za późno zaczęliśmy działać (np. metoda pierwiastka kwadratowego jako system ważenia głosów) lub co mam nadzieje się nie wydarzy - niski udział środków dla Polski w budżecie UE na lata 2014-2020.

Dla mnie jednym z zalążków polskiej potęgi jest fakt istnienia blogosfery, która pełna jest światłych ludzi, co nie przyjmują bezkrytycznie doniesień medialnych, analizują fakty i potrafią formułować własne opinie - często niekoniecznie zgodne z mainstreamem, ale zawierające więcej prawdy i logiki od rzekomo rzetelnych informacji. Jesteśmy na dobrej drodze, ale czy to wystarczy by osiągnąć zamierzone cele?

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

JEFFREY SACHS: We had these discussions with all of the Solidarity leadership, and one night David Lipton and I went to the small apartment flat of Jacek Kuron, a marvelous man, one of the most wonderful people I've ever met, a real hero of mine.
Spróbuj to wyguglic, bo link mi się zgubił.
Tam są pięknie zwierzenia Sachsa, jak w mieszkaniu Kuronia, a częściowo w GW (jeszcze w "przedszkolu") - ustalali z Michnikiem i Kuroniem póxniejszy "plan Balcerowicza" - szkielet całej dalszej sytuacji w Polsce, w tym - dość masowej emigracji.
Wszystko ma jakąś bazę. Od tego się zaczęło, a to, co mamy - jest tylko fragmentem "projektu", na skutek którego jest, jak jest.
W dobrym i złym, w sposobie myslenia też, bo ostatecznie punkt siedzenia wyznacza punkt widzenia.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

mona

#43172

http://www.pbs.org/wgbh/commandingheights/shared/pdf/int_jeffreysachs.pdf

Niestety mam obecnie sesje, ale pdf pobralem i wgryze sie w niego, i mam nadzieje ze jakis ciekawy wpis z tego wyskrobie, oczywiscie pewnie potrzebne beda dodatkowe reserche aby uzupelnic i sprawdzic pewne sprawy, ale mnie tematyka rzekomej transformacji zawsze interesowala i intrygowala.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#43401