Polska polityka zagraniczna

Obrazek użytkownika tonymld
Kraj

Nie wiem jak Państwo, ale ja mam wrażenie, że coś takiego jak polityka zagraniczna Polski nie istnieje. Może jednym z powodów jest tzw. „europeizacja”, która sprawiła iż pewne kwestie nie są rozstrzygane już przy pomocy ministra spraw zagranicznych a na poziomie konkretnych ministerstw (rada unii europejskiej) czy regionow. Inny aspekt stanowi znacząca zmiana kierunku przez Radosława Sikorskiego jak i zmiany na świecie. Ale może tak po kolei.

Skoro już jesteśmy przy Polsce, to warto wspomnieć iż mamy (czy może lepiej mieliśmy) swój udział przy powołaniu Partnerstwa Wschodniego (wspólnie ze Szwecją). Tamta idea czy też oś polityki znacząco ucierpiała po zmianach na Ukrainie jak i ogólnym stosunku do Rosji. W imię polepszenia stosunków (za wszelką cenę?), obecna ekipa jakby „sprzedała” wcześniejsze cele polityki zagranicznej na wschodzie i wydała się na śmieszność. Z takim partnetem nikt nie będzie chciał rozmawiać.

Kolejna kwestia, to mało pro-aktywna a bardziej poddańcza polityka względem większych. Idelanym przykładem wydaje się oddanie „pałeczki” Niemcom, bez jakiejkolwiek refleksji. Oczywiście Niemcy są potęgą gospodarczą, naszym największym partnerem w handlu. Nie zmienia to jednak faktu, aby nie wykorzystywać (rzekomych) dobrych relacji na linii Tusk – Merkel, aby także i polski głos byłby słyszalny. W tej konstelacji i Niemcy mogły by dużo zyskać ukazując, że wspólnie szukają rozwiązań, m.in. licząc się ze spojrzeniem nowych krajów członkowskich.

Z drugiej strony Rosja pokazuje swój kunszt i doświadczenie. Tusk i Sikorski zostali rozegrani jak małe dzieci. Nawet pomijając kwestie winy itp. dla Rosji jest na rękę niestabilna sytuacja w Polsce. Bez Rosji nikt ze strony polskiej materiałów potrzebnych do śledztwa smoleńskiego nie dostanie. Z drugiej strony ranga mocarstwa wydaje się być podkreślana. Bo jeśli ktoś z byłych republik wierzy w zamach, to wie jak Putin i jego ekipa są silni. W kwesti Jamału 2 dziwi, że nawet premier nic nie wiedział. To wręcz śmieszne! Biorąc pod uwagę cały bagaż doświadczeń z Rosją a także sytuację sektora energetycznego w Polsce, nie znajduję żadnego zrozumienia. Najprościej powiedzieć, że to zwyczajnie nie działa.

Także reset USA – Rosja sprawia, że Polska stała się troche na własne życzenie chłopcem do bicia. Oberwało nam się dużo od Rosji za tarczę antyrakietową, której nie ma i nie będzie w takiej formie, jak we wstępnych założeniach. Z drugiej strony przystąpiliśmy do „coalition of the willing”, ponosząc w moim odczuciu duże straty (ekonomiczne i polityczne – vide więzienia CIA) a nie pamiętam, abyśmy jakiś intratny kontrakt w Iraku czy w Afganistanie otrzymali. To są ewidentne błędy MSZ, które powinno artykułować interesy i oczekiwania.

Nie możemy być źli na Obame. Ale z polskiej strony nie podjęliśmy żanych stosownych kroków, aby na te zmiany odpowiednio zareagować. Lepiej i łatwiej było zająć się sprawami europejskimi i wytykać USA, że są źródłem kryzysu. I za to jestem zły na ministra Sikorskiego, który jak mało który polityk polski powinien mieć „łatwiejszy” dostęp do amerykańskiej administracji. Dziwi też, że przez tyle lat nie powstało żadne polskie lobby w USA, dbające o nasze interesy, czego potwierdzeniem wydaje się do tej pory tylko jedna wizyta prezydenta USA w Polsce, która jest wynikiem słabej pozycji Polski po resecie. Nie zrobiono wiele, aby to zmienić.

Następnie kwestia likwidacji polskich placówek dyplomatycznych. Nie wiem, czy wszystkie wypada likwidować wg. „klucza Sikorskiego”. Jednak mam wrażenie, że to jazda na ślepo z uwzględnieniem tylko sytuacji bieżącej. Podczas, gdy Chiny prowadzą „kolonizację” Afryki, my się wycofujemy. Zdaję sobie sprawę, że Pani Ashton prowadzi europejską służbę zagraniczną, jednak na obecnym momencie trzeba być kompletnym ignorantem i naiwniakiem, aby nie zabiegać o interesy własnego kraju, dbając o sieć ambasad w istotnych z naszego punktu widzenia państwach.

Można stwierdzić, że kryzys finansowy jak i kryzys samej strefy EURO ukazał, jak krucha może być europejska integracia. W świetle tego, stawianie tylko na nią, okazuje się zakładem hazardzisty a nie męża stanu. Nato, choć wielokrotnie krytykowane, zapemnia jak by nie było zabezpieczenie naszych interesów.

Jednak ja osobiście doszukiwałbym się innych rozwiązań. Nawiązanie bliskiej współpracy z Izraelem w dziedzinie nowych technologii i militarnych. Drugą perspektywę otwiera nam Turcja, która z pewnych względów ma do nas sentyment (i my do niej). Trzeci element to kontynuacja polityki wschodniej. Czwarty zacieśnianie współpracy w ramach Grupy Wyszechradzkiej i Państw Bałtyckich na ramach równych partnerów.

Jestem głęboko przekonany, że rozszerzając nasze sojusze gospodarczo – polityczno – militarne z Izraelem czy Turcją, będziemy mogli sobie także pozwolić na większą „niezależność” i bardziej liczący głos w ramach UE. Stosunki z USA powinny być naszym priorytetem ze względów oczywistych – nie dysponujemy bronią atomową, a możemy za to dużo się od nich nauczyć w kwestiach militarnych czy gospodarczych. Co do aktywności w naszym regionie, jest rzeczą oczywistą, iż nasi sąsiedzi borykają się z podobnymi problemami a jednocześnie zdają sobie sprawę, że sami w nowej, rozszerzonej unii niewiele mogą. Stąd racjonalne wydaje się zacieśnienie współpracy i w miarę możliwości, wypracowywanie wspólnych stanowisk w kwestiach europejskich. Razem możemy więcej.

Zdaję sobie sprawę, że tylko oskarżam, ale to powinno wzbudzić debatę. Sytuacja obecna nie napawa mnie optymizmem, stąd teza postawiona na początku.

Ocena wpisu: 
Brak głosów