Koszt zmian w OFE - i pewne "ale"

Obrazek użytkownika roland
Kraj

Trybunał Konstytucyjny, ustami prof. Rzeplińskiego pyta ekipę Tuska o koszt wycofania reformy OFE. To tak jakby pytać złodzieja na ile wycenia możliwość odpracowania wyrządzonej szkody. Tego typu logika towarzyszyła pracom nad reformą OFE od początku - w jaki sposób była ona prezentowana w merdiach? Właśnie tak:
- minister finansów wlicza do przyszłorocznego budżetu pieniądze z OFE, mimo że nie ma ustawy, która to reguluje, no ale przecież ustawa będzie,
- prezydent zatwierdza budżet, bo byłby problem (dla PO), gdyby nie było budżetu na czas,
- prezydent kieruje do TK ustawę, bo wątpliwości trzeba wyjaśniać,
- trybunał pyta rząd ile kosztuje cofnięcie reformy, bo jeśli koszta są za duże (a rząd sam wycenia koszta, więc może je dość dowolnie kształtować) to lepiej niczego nie ruszać.
Czy jeszcze ktoś myśli, że dzięki "szerokiemu spojrzeniu" sędziów TK, uwzględniającemu tło społeczne, potrzebę spokoju w kraju itd, rząd będzie musiał wycofać się z tego szwindlu? Ja nie mam wątpliwości: szwindel będzie klepnięty.

Kim jest Rostowski w tym wszystkim? Okazuje się, że mógł wpisać wirtualne pieniądze do budżetu - i nikt się temu nie sprzeciwił, ani premier, ani prezydent ani TK - bo utrzymanie władzy jest cenniejsze niż emerytury obywateli.

Ocena wpisu: 
Brak głosów