Wybory?

Obrazek użytkownika gw1990
Kraj

Lech Kaczyński zawetował pomostówki, co niezwykle rozwścieczyło Janusza Palikota i Zbigniewa Chlebowskiego. Póki co, Donald Tusk milczy. Widocznie szykuję się, aby przyłożyć prezydentowi.

Abstrahując od tego, czy ustawa PO mogła przybliżyć nas do Irlandii (jak pisze T. Machała), czy podzielić społeczeństwo (wedle Ryszarda Bugaja), politycy partii rządzącej o wecie wiedzieli od początku.

Wydaje się, że cała ta szopka i nerwowość (niezwykle sztuczna) rządzących skupia się na zwiększeniu poparcia. W grę wchodzi już batalia o prezydenturę. Głoszenie o ustawie przełomowej, zmieniającej naszą gospodarkę, to raczej demagogia. Nie wierzę w żadne rewolucje i polepszenie bytu poszczególnej jednostki, jeśli tak samo państwo, w sprawach emerytur, traktuje byłych funkcjonariuszy bezpieki i porządnych obywateli. Dodajmy, że esbecy otrzymują nadal wysokie świadczenia i prawdopodobnie jeszcze długi czas sytuacja nie ulegnie zmianie (kwestia odebrania emerytur esbekom, gdzie PO póki co nawaliła). W kraju nie będzie lepiej, dopóty tak dużą rolę odgrywać będzie biurokracja. Załatwianiem spraw szybko w urzędach, zredukowaniem problemów z urzędnikami miała się zająć komisja "Przyjazne państwo", pod orędownictwem Janusza Palikota.  Efektów jak na razie nie widać. Z korupcją rząd również walczy jak z wiatrakami, atmosfera po przejęciu rządów przez Platformę Obywatelską zupełnie uległa zmianie na tym polu. Wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę, że problem łapownictwa niszczy gospodarkę. Z tym problemem rząd sobie nie radzi. I nagle, jako wyrocznię dla Lecha Kaczyńskiego i jego wiarygodności stawia się sprawę emerytur pomostowych. Nie trzeba być specem od PR, aby domyślać się, że jest to gra pod wyborców. 

Ostatni sondaż był dla partii rządzącej wielce optymistyczny, chyba aż za. W polskiej demokracji, która ma prawie 20 lat, nigdy nie zdarzyło się, aby jedna partia zdobyła aż tak miażdżącą przewagę nad pozostałymi. PO może się na ewentualnych wyborach przeliczyć - wystarczy, że PiS umiejętnie (podkreślam, bo partia Kaczyńskiego od momentu przegrania wyborów zapomniała, jak walczyć skutecznie o władzę) wyciągnie sprawę Bondaryka, fałszywych zeznań i spotkań Komorowskiego w sprawie Sumlińskiego, bierność zarówno PO jak i SLD wobec śmierci Krzysztofa Olewnika i "nierząd" ministra Ćwiąkalskiego. Oprócz tego, można przypomnieć wpadkę na niedawnym szczycie unijnym Tuska, rzekomy problem z pilotem samolotu oraz uszczuplanie ustawy dot. obcięcia emerytur dla funkcjonariuszy SB, lub refundację in vitro, chamskie wystąpienia Stefana Niesiołowskiego i błazenadę Janusza Palikota. Poza tym, partia rządząca ma problem z własną tożsamością. Jarosław Gowin, zagorzały konserwatysta, jednocześnie pracuje nad ustawą de facto przyzwalającą na eutanazję, nie sprzeciwia się zagorzale refundacji przez państwo in vitro. Problem w tym, że PiS tych spraw po prostu wykorzystać nie potrafi, licząc na cud. Cuda się zdarzają, ale raczej nie w polityce.

Janusz Palikot stwierdził, że "trzeba pomyśleć o wcześniejszych wyborach". Powód wydaje się trochę śmieszny - to już (straszna ilość!) 9 zawetowana ustawa. Ponoć PO miała mieć ich pełną szafę. Wybory w przyszłym roku byłyby niekorzystne z innego względu, oprócz kolejnego pompowania pieniędzy podatnika - SLD weszłoby do parlamentu. Nie sądzę, aby PiS i SLD straciły dużo na wecie prezydenta. Natomiast sprawa wykorzystywania wizerunku Blidy do własnych celów, oraz zaniedbania w sprawie śmierci Krzysztofa Olewnika, nie zostały wyjaśnione. Podejrzewam, że te kwestie mogłyby być gwoździem do politycznej trumny lewicy. Dla Polski tylko i wyłącznie z korzyścią. Ewentualne wybory byłyby bezsensowne również z tego względu, że PO ma spokój w koalicji i w rządzeniu. Weta Lecha Kaczyńskiego nie są wyznacznikiem - co innego, gdyby każdą ustawę wyrzucał do kosza. Tych było 9, w tym dzięki Bogu - ustawa medialna, która jeszcze bardziej upolityczniałaby media. We wszystkich dotychczasowych koalicjach bardzo zgrzytało, przyzwyczailiśmy się do kłótni, sejmowych przepychanek. W związku PO - PSL tego nie mamy, dlatego szczerze dziwi mnie ten brak pomysłu na skuteczne rządzenie. 

Donald Tusk również wie, że to nieodpowiedni czas na wybory. Wyborcy mogliby się nie połapać, o co w tym wszystkim chodzi. Miała być miłość, a jest brak dialogu ze związkami zawodowymi. Miała być walka z PiS, a jest pakt o nieagresji i obietnica Palikota. Premier dużo mówił o drugiej Irlandii, a mamy kryzys finansowy, którego przez długi czas PO nie zauważała. Tego wyborcy mogą nie zrozumieć, a partia Tuska nie ma pewności, że wygra wybory tak, jak wskazują sondaże. Jeszcze większą katastrofą dla Polski byłoby umocnienie SLD, a w chwili przepychanek między PiS a PO to nie jest political fiction. Wybory w niedalekiej przyszłości? Opadną emocję i parlamentarzyści wrócą na ziemię. Do urn pójdziemy najprawdopodobniej za 2 lata, choć w polityce nigdy nie mówi się "nigdy".

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

W czasie kohabitacji z Buzkiem Kwaśniewski korzystał z prawa do weta 28 razy i nikt, poza prawicowcami nie śmiał lamentować.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#9324