Polityczny zawód - Marcinkiewicz hipokrytą

Obrazek użytkownika gw1990
Kraj

Wiązałem z tym politykiem ogromne nadzieje. Zaczął całkiem nieźle jako premier, później zabłądził i odszedł z polityki. Okazało się, że te błędy, to tak naprawdę czysta hipokryzja byłego premiera. Kazimierz Marcinkiewicz nie wyciągnął wniosków ze swojej naiwności, a teraz "dokłada do pieca" w sprawach prywatnych.

Polityk ten zawsze deklarował się jako zagorzały katolik, wierzący w ideały IV RP i "Taniego Państwa". Te wielkie projekty, które spotkały się ze społeczną aprobatą, sam tworzył. Były premier dał się jednak wciągnąć w gierkę Tuska i spotkał się z nim w cztery oczy na krótko przed dymisją. Był bardzo wylewny, co okazuje również w ostatnich dniach. Żalił się na traktowanie w PiS, zbyt dużą rolę prezesa, podziały w partii. Zaufał obecnemu premierowi i musiał być w szoku, gdy zobaczył, jak jego przyjaciel dzień później zrobił go w konia i rozpowiedział wszystko światu na konferencji prasowej. Nielojalność w polityce, to oprócz naiwności, najgorsza cecha. Marcinkiewicz wyleciał zasłużenie i do dziś zachowuje się, jak mężczyzna o podrażnionej dumie, choć sam sobie winien. Brata się z tymi, których nazywał cieniasami. Ci z kolei wyśmiewali jego "yes, yes, yes" i inne, PRowskie zabiegi. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że Jarosław Kaczyński dał mu możliwość startu w wyborach prezydenckich w Warszawie, to nie może mieć do nikogo pretensji, lecz tylko i wyłącznie do siebie. Przegrał z Hanną Gronkiewicz-Waltz i mimo ciągłych ataków i ripost, dziś jest bliski jej środowisku. Nie ma mowy w jego retoryce o IV RP, niszczeniu układów. Marcinkiewicz zaprzedał ideały polityczne, a dziś od dawnych wrogów otrzymuje propozycje: start do Europarlamentu, pomoc w wyborach prezydenckich dla Tuska i wejście do rządu. PO musi przecież spłacić kredyt za wsparcie byłego premiera w wyborach poprzednich.
Co gorsze, Marcinkiewicz zatracił dużo jako człowiek. Nie wierzę, by osoba deklarująca przez tyle lat, wszem i wobec, o miłości do żony i dzieci, nagle pokochała kogoś innego. Różne są losy człowieka, czasem bez wpływu religii, wyznania i ideałów. Polityk jednak sam dolewa oliwy do ognia i udając poszkodowanego przez media, jednocześnie sam pozostaje otwarty i wylewny:

"Wiele lat temu wyjechałem z Gorzowa, pracowałem najpierw w Warszawie, potem w Londynie. Zacząłem żyć w zupełnie innym świecie, do którego moja rodzina dołączyć nigdy nie chciała. Nawet wówczas, gdy byłem premierem, czy gdy w Londynie wynająłem duży dom dla całej rodziny. Pytałem nie tylko siebie: dlaczego? Dlaczego muszę być sam? To prawda, że uciekałem w pracoholizm, byłem pochłonięty pracą, zmienianiem Polski, świata. W naturalny sposób zaczęliśmy się od siebie oddalać. Rodzina domagała się, bym rzucił to wszystko, mój świat, moją pracę i moje życie i wrócił do Gorzowa. Nie potrafiłem! Nie jestem hipokrytą, staram się być uczciwym człowiekiem. Nigdy nie romansowałem, wiec w grudniu opowiedziałem wszystko, całą prawdę rodzinie i podjęliśmy z żoną decyzję o rozstaniu. Jednocześnie zagwarantowałem im pełną opiekę i wsparcie. Myślę, że żona nie była zaskoczona. Przez ostatnie lata wielokrotnie rozmawialiśmy o tym, że żyjemy w różnych światach, a nasze drogi się rozchodzą. Dla dzieci to na pewno jest szok, jednakże wiedzą, jak bardzo je kocham i że tego nic nie zmieni. Ojcem jest się całe życie, więc staram się utrzymywać z nimi stały kontakt."

Tak wypowiada się ktoś, kto jest ponoć ideałem kobiet i kochającym mężem. Życie w Polsce powoli, ale schodzi na psy - popularny polityk, bez ogródek, potrafi mówić o swoim życiu prywatnym, zaprzedając wszelkie wcześniejsze ideały. Były premier albo nie wie, czym jest miłość, albo sprytnie wykorzystywał to słowo dla swojej kariery. Tym bardziej, jeśli ma się na względzie dobro dzieci, które również cierpią. Nawet dla tych ludzi, życie prywatne nie jest tematem tabu. Marcinkiewicz jest doskonałym przykładem, jak można dużo rzeczy mówić, a potem mieć to zwyczajnie w dupie. Tym bardziej to przykre, że zapowiadał się naprawdę dobrze...

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

"Image correction" według Marcinkiewicza analizuje pani Lichocka w Rzepie. Moim zdaniem całkiem trafnie.
Pozdrawiam.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pozdrawiam
**********
Niepoprawni: "pro publico bono".

#11996

Moja analiza zaś jest taka - swojski Talleyrand!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#12000

Fakt że powiedziałeś "swojski", a to sporo tu znaczy.

Pzdrwm

triarius

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Przemoc rzadko jest odpowiedzią, ale kiedy jest, jest jedyną odpowiedzią.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pzdrwm

triarius

-----------------------------------------------------

http://bez-owijania.blogspot.com/ - mój prywatny blogasek

http://tygrys.niepoprawni.pl - Tygrysie Forum Młodych Spenglerystów

#12001

oszołom z Ciemnogrodu
A ja się dziwię, że można było z Kaziem wiązać jakiekolwiek poważne nadzieje. Toż to czysty "pijar", bliżej mu do Dody niz poważnego polityka.Nic dziwnego, ze zwachał się z platformersami - ta sama klasa polityczna - najwyżej okręgówka. Dla mnie Kaziu Zetafon to taki Boni na odwrót - najpierw zdradził kolegów a potem żonę, odwrotnie niż Boni. A teraz wraz ze swoją partią będą mogli razem zdradzać Polaków.
Jestem ciekaw czy Kaziu sam wierzy w te banialuki, które opowiada jak to on zmienia świat a ta zaściankowa ciemna rodzina mu przeszkadza wypełniac tą szczytna misję. A możę rzeczywiście Kaziu ma tajny plan zbawienia świata dotkniętego kryzysem finansowym? W końcu jest przedstawicielem środowisk międzynarodowej bankowości i finansjery.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

oszołom z Ciemnogrodu

#12007

Ligia10
W polityce nie ma zmiluj sie! Nie ma krysztalowych politykow tak jak nie ma krysztalowych biznesmenow. Jezeli chodzi o Marcinkiewicza to jest straszny hipokryta i malo kto sie o nim wypowiada. Falszywy facet w rodzinie i polityce, dlatego poszedl pracowac do banku - mysle ze dobre miejsce znalazl

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Ligia10

#96239