Po prostu lubi się spoufalać. Kilka słów o kryzysie w PiS

Obrazek użytkownika gw1990
Kraj

Janusz Palikot musi się skompromitować parę razy w tygodniu, bo raz to za mało. Zatęskniliśmy za Lepperem i jego głupimi dowcipami typu: "Jak można prostytutkę zgwałcić?!"? Nic się nie stało - w Sejmie mamy dużo gorszego pajaca. Ileż to razy Palikot przegiął pałę? Teraz również pozostanie bezkarny za kretyński "rachunek sumienia" i esemesy do dziennikarek "Rzeczpospolitej".

W swoim blogu, poseł PO rzekomo wyjawia listę swoich grzechów. Jego notka nie ma żadnego związku z prawdziwym rachunkiem sumienia. W sumie - nie wiem, co to ma być?! Czy to lista wypocin, aby zwiększyć oglądalność i popularność strony, czy po prostu ośmieszenie pewnych wartości katolika. Odbierać możemy różnie, natomiast tylko głupi i naiwny (powiedzmy sobie otwarcie) będzie wierzył w szczerość intencji tego "inteligentnego i mądrego" posła. Rozbrajająca jest wylewność Palikota - zaczyna od win do przyjaciół i kumpli, a potem jeździ po Jarosławie Kaczyńskim i Elżbiecie Kruk. Parodia.

"Wobec Kaczyńskich. Nadmiernie atakowałem Lecha, a to przecież Jarosław jest siewcą  zła i jego trzeba by więcej napiętnować. Szczególnie, że łatwiej jest atakować słabszego, a nie przynosi to wcale honoru." 

Palikot "siewcą zła" określił już wcześniej o. Rydzyka. I tu mam dowód na to, dlaczego poseł uprawia parodię świąt, rachunku sumienia i ośmiesza katolickie wartości. Nie dlatego, że jestem fanem Kaczyńskich czy PiS. Do miana "fana" jeszcze mi daleko. Wydaje mi się, że Palikot już dawno temu honor stracił, a teraz to tylko potwierdza. Wiedziałem, że tuż przed świętami po prostu nie wytrzyma.

To też ciekawe:

"Wobec pewnej starszej kobiety. Przyszła do biura i chciała koniecznie, abym odkupił od niej biżuterię, bo nie ma za co żyć. Upokorzyłem ją, dając pieniądze, a nie biorąc biżuterii: nie miałem dość siły, by kupić brzydką biżuterię ani dość siły, by odesłać ją z niczym, choć oba rozwiązania byłyby lepsze."

Zastanawiam się teraz, po ilu tanich winach musiał być poseł, żeby napisać taki gniot. Wzruszająca historia o wspaniałomyślnym Palikocie. Na pewno kobieta przyszła do posła, zamiast do jubilera. Widać, poseł byłby naprawdę niezłym bajkopisarzem. Musiałby tylko nabrać większego szacunku do dzieci, jak do wyborców. Rozczulające jest jego pieprzenie o grzechach obżarstwa, opilstwie (ciekawe, bo zawsze myślałem, że to nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu), zupełnie przyziemnych sprawach, a zapomniał przeprosić dziennikarki "Rz" - Elizę Olczyk i Bernadetę Waszkielewicz. 

Otóż wylewny Palikot dał swego rodzaju ultimatum, że kobiety mają przyjść na rozmowę z nim bez ubrania. W esemesie do nich napisał wprost: „Ale nago i po dwu butelkach wina” . Tego typu teksty raczej nie mieszczą się w relacjach koleżanka - kolega, co dopiero polityk-dziennikarz. Zachowanie Palikota było doprawdy obleśne i powinien zostać z PO wyrzucony. Podobnie jak lista grzechów, rozbawiły mnie do łez tłumaczenia Antoniego Mężydło:

"Po prostu lubi się spoufalać" 

Jeżeli koledzy partyjni nie pamiętają wybryków posła, który kompromituje Sejm, niech zajrzą na mój blog i salon24. Zachowanie Palikota nie mieści się w żadnych standardach i to tym większa hańba dla partii rządzącej, że trzyma tego chama w swoich szeregach. Parafrazując słowa Mężydły:

Po prostu - jaka partia, taki Palikot.

Kilka słów o PiSie:

Z racji tego, że jest to partia najbliższa moim poglądom, nie mógłbym nie zabrać głosu w sprawie kryzysu PiSu. Zgadzam się, że coś w nim nie tak, coś zgrzyta. Do końca wyrokować, tak jak to czynią Łukasz Warzecha czy Rafał Ziemkiewicz, nie mogę. Z prostego powodu - nie wierzę, iż gdyby Ludwik Dorn czy Paweł Zalewski o problemach w PiS i swojej wizji nie mówili publicznie, to zostali by z partii wyrzuceni. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że nazywanie Kaczyńskiego wodzem, to tylko krok o nazywania jego partii wodzowską, a w gruncie rzeczy - faszystowską. I tak Kaczyński, nawet przez (wydaje się) obiektywnych dziennikarzy jest przedstawiany jako monstrum, wódz, dyktator, z którym nie da się pogadać w cztery oczy, doradzić, przedstawić swojej wizji i kierunku, za jakim należy podążać. Prezes partii opozycyjnej być może sprawia takie wrażenie, o jakim pisze Warzecha, a to wynika z prostego powodu - jako jeden z nielicznych polityków, odczuwa (nazwijmy w ten sposób) misję i cel do spełnienia. W tym momencie można go porównać nawet do Adama Michnika, z którym toczy zażarte boje. On również zdaje się wodzem, guru, dyktatorem. W swojej polityce i linii postępowania kieruje się zupełnie przeciwnymi racjami i to różni go od JarKacza. Cel i sposób sprawowania niejako władzy zwierzchniej - identyczny. 

Oczywiście - PiS, a w tym Jarosław Kaczyński popełnia wiele głupich błędów, wiedząc o mechanizmie działania mediów, sprzyjających w większości partii rządzącej. Jacek Kurski powinien wiedzieć, że szybka jazda samochodem zakończy się nie tyle nagonką na niego, co na partię. To samo z wybrykami posłów na Cyprze, czy podziałami. Co do samego Kaczyńskiego - zgoda, czasami używa języka, który na pewno przyjaciół mu nie dodaje. Tyle, że trudno zarzucać mu kłamstwa i gadania 3 po 3, jak w przypadku innych posłów, gdy np. wyszedł niedawno na mównicę sejmową i dał do zrozumienia, że Niesiołowski sypał w przeszłości swoich kolegów (a nawet narzeczoną) Służbie Bezpieczeństwa. Ma to zresztą odzwierciedlenie w książce o historii "Ruchu" i dokumentach IPN. Kaczyński chyba nie przewidział, że jego wystąpienie nie zwróci aż takiej uwagi na problem w przypadku działalności w latach 60. Niesiołowskiego, co na "język" i styl. Nad tym prezes musi popracować.

Ten rok dla PiSu jest stracony także z tego powodu, że Jarosław Kaczyński zwyczajnie stracił werwę. Kiedyś, nawet kontrowersyjne słowa "My jesteśmy tu gdzie wtedy, oni tam, gdzie stało ZOMO" podobały się zwolennikom partii, bo chociaż mocne (może i za), to jednak w pewien sposób obrazowały wydarzenia i stanowisko PiSu. Ostatnie takie wyraziste wystąpienie Kaczyńskiego, to sprzed 3 tygodni w sprawie Niesiołowskiego. Wydaje się, że szefostwo Prawa i Sprawiedliwości musi stworzyć nowy program, który przyciągnie wyborców - przede wszystkim nowych. Wbrew sondażom, jestem przekonany, że największa partia opozycyjna oscyluje w granicach 30 procent poparcia. Kluczem do sukcesu w przyszłym roku będzie przyciągnięcie części elektoratu PO, który jest niezadowolony z rządów, a raczej z ich braku. Zobaczymy, jak to Kaczyński rozegra.

Jeśli PiSowi w 2009r. się uda, znów wszystkim szczęki opadną w wyborach prezydenckich, jak i parlamentarnych. Dlatego przyszły rok będzie kluczowy. Także i dla mnie - jeśli Kaczyńskiemu się nie powiedzie, nie będę miał na kogo głosować. Bo nie ma drugiej, mocnej partii centroprawicowej, która mogłaby w Polsce zaistnieć, zagrozić liberałom i lewakom. A głos na konserwatywnych liberałów Korwina Mikkego będzie głosem, tak naprawdę, na PO. 

P.S.

Mimo, że atmosfera świąteczna - skarcić Palikota musiałem. Życzenia i wyłączenie się od spraw politycznych obiecuję od jutra :).

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (1 głos)

Komentarze

I to jaki - taki co mu nie słoma a gnój z butów wystaje!
Pozdrawiam

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#9816

Cham jak cham, ale on jest jak Dżoker z filmów o Batmanie; złośliwy bandzior, ubierający swe działania w "żartobliwą" otoczke.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#9849

Z jego gadki - o tym jak pięknie się rzekomo zachował wobec kobiety chcącej sprzedać biżuterię wynika, że przyszła nie do biznesmena i posła, ale do szmacianego, szemranego cinkciarza. Tylko idiota może nie zdawać sobie sprawy z tego faktu. Tylko idiota totalny (co mnie nie dziwi) może pisać o tym na swoim blogu.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#9850