Platforma Obywatelskiej Hipokryzji

Obrazek użytkownika gw1990
Kraj

Zapewne wszyscy pamiętamy "białe miasteczko".

Pielęgniarki, które rzekomo chciały poprawić swoją sytuację finansową i zawodową, zaczęły protestować pod kancelarią Jarosława Kaczyńskiego w dniach od 19 VI do 15 VII 2007 roku. Przez ponad miesiąc, posłowie PO tumanili nas wszystkich, nawalając na PiS, rzekomo niedbające o sytuację służby zdrowia oraz oskarżając rząd Kaczyńskiego o totalitarne metody.
Wszyscy jakoś wtedy zapomnieli, że kobiety nielegalnie okupowały kancelarię premiera. I nikt wtedy nie podnosił głosu, że to strajk upolityczniony, choć nie trzeba być średnio rozwiniętym, by do takiego wniosku dojść. Przewodnicząca Zgromadzenia Cnotliwych Pielęgniarek III RP - Dorota Gardias - była działaczką postkomunistycznej SDPL. I znowu - średnio rozwinięty człowiek odkryje, że partia ta nie lubi PiS. Widocznie, elity III RP nie są zdolne do jakiegokolwiek myślenia, a warto przypomnieć, kto popierał żarliwie pielęgniarki: Jolanta Kwaśniewska, Ryszard Kalisz, Hanna Gronkiewicz-Waltz, Marek Kondrat, Ewelina Flinta, Krystyna Janda, Maria Seweryn. Kobietom słodził również i Donald Tusk. Chciałbym przypomnieć, że wojewoda mazowiecki, Jacek Sasin, uznał, iż białe miasteczko i okupowanie kancelarii było niezgodne z prawem po godzinie 15, 19 czerwca i zwrócił się do prezydent Warszawy, aby strajk rozwiązała. Hanna Gronkiewicz-Walt odmówiła, twierdząc, że przecież protest Zgromadzenia Cnotliwych Pielęgniarek III RP to nic innego, jak legalny i pokojowy wiec, przecież nikomu nie zaszkodzi. "Gazeta Wyborcza" opisywała wydarzenia z białego miasteczka w rubryce "Z życia białego miasteczka", natomiast "Krytyka Polityczna" wydawało biuletyn propagandowy - "Kurier Białego Miasteczka". Nikt, poza paroma jednostkami w świecie dziennikarskim i politycznym, nie wstawił się za Jarosławem Kaczyńskim.
Co się dzieje dzisiaj? Donald Tusk pokazuje, że jest tchórzem. Kompromituje już nie tylko siebie, co robił wielokrotnie, ale i Polskę. Popełnia błąd za błędem - nie chce dialogu z robotnikami, chociaż zapowiadał "politykę miłości i porozumienia". Wyszło szydło z worka i tylko bardzo naiwny frajerzy uwierzyli premierowi. Kiedy porównam stoczniowców do pielęgniarek, to żaden z nich nie jest w partii. Niesiołowski nazywa "S" przybudówką PiS, chociaż tylko z takiej racji, iż właśnie ta partia nie chce zostawić na lodzie polskich stoczni. Strajku pielęgniarek już poseł PO nie nazywał propagandą właściwie własnej partii, względy partyjne nie pozwalały. Premier dziś wysyła na robotników policję i nazywa ich zadymiarzami. Każdy związek zawodowy można tak traktować i na pewno jest w tym po części prawda. Wystarczy wyjść na ulicę, zrobić rozróbę i rząd ze strachu zgadza się na postulaty strajkujących. Jeżeli Donald Tusk trzyma się koncepcji twardej polityki wobec związków zawodowych, to sam sobie przeczy, rezygnując z uroczystości 4 VI w Gdańsku na rzecz Krakowa. Cel wydaje się jasny - zwalenie winy na PiS i ukazanie tej partii w jak najgorszym świetle przed wyborami. Premier ma jednak pecha, bo większość Polaków skandalicznej decyzji nie rozumie.
Czy miłość, czy tylko zakochanie, Donaldzie Tusku? Czy może hipokryzja? Łatwo było popierać Zgromadzenie Cnotliwych Pielęgniarek III RP w imię walki politycznej z partią Kaczyńskiego, ale tak trudno podjąć dialog ze związkami zawodowymi, kiedy obiecywało się miłość i porozumienie? I jeszcze jedno pytanie - gdzie tu odejście od tamtej "burzliwej" atmosfery rządów pod nazwą IV RP? Odpowiedź jest jedna - hipokryzja w imię dzierżenia stołkami. Wczoraj nawet Palikot przeprosił, bo PO popełniła przy strajku pielęgniarek błąd.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Grunt to mieć medialne plecy.

Można być świnią i chamem, a i tak media ci wybaczą, i możesz robić swoje.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#19502

Donaldzie

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#19537