Burza wokół Stefana Niesiołowskiego

Obrazek użytkownika gw1990
Kraj

I widzimy teraz skutek polityki grubej kreski michnikowszczyzny, całego salonu i komunistycznych aparatczyków.

Bagno, w którym według przeciwników lustracji się znajdujemy, jest tylko i wyłącznie z ich winy. Przypadek Stefana Niesiołowskiego wydaje się być trudny - w czasach PRL-u bohater niepodległościowy, wielokrotnie szykanowany i inwigilowany przez SB, początek III RP to piękna walka o lustrację i o rząd Olszewskiego, a po wstąpieniu do PO - zupełna metamorfoza, polityk, rzekłbym - fatalny.

 

Dzisiaj opinia publiczna będzie podzielona: no tak, ale ten Kaczyński to świr, że śmie oskarżać niepodległościowego herosa, po prostu PiSiory wszędzie szukają haka. Druga część bardziej się zastanowi nad treścią rzekomych donosów oraz spróbuje zrozumieć intencje Niesiołowskiego szczególnie na początku lat 90., kiedy przecież był zagorzałym zwolennikiem lustracji. W żadnym wypadku nie można skarcić Jarosława Kaczyńskiego za przywołanie treści książki ( za słowa o trzynastolatkach i owszem ).

Niesiołowski w latach 1964-1970 był jednym z założycieli organizacji konspiracyjnej "Ruch", która kwestionowała legalność PRL-u. Później za próby podpalenia Muzeum Lenina w Poroninie został zatrzymany przez SB wraz z m.in. Andrzejem Czumą w 1970r. (wyniku dekonspiracji). W 1971r. skazany na 7 lat więzienia za "czynienie przygotowań do obalenia ustroju socjalistycznego przemocą". W 1974 r. opuścił więzienie w wyniku amnestii. Związał się z "Solidarnością" i pod koniec 1981r. internowany w Jaworzu, gdzie spędził rok.

Karta niezwykle piękna, jednak do końca niewyjaśniona, niepełna. Kaczyński wydał ogromny cios w Niesiołowskiego, ale nie bez podstaw i bez jakiegokolwiek pomówienia, powołując się na publikację Piotra Byszewskiego "Działania SB wobec organizacji Ruch". Dlatego też uważam, że Komisja Etyki nie ma żadnych podstaw do ukarania prezesa PiSu pod pretekstem pomówienia. Opis złamania przez Niesiołowskiego już na pierwszym przesłuchaniu wprawił mnie w zdumienie i szok. Oto fragment protokołu przesłuchania Stefana Niesiołowskiego przez por. Edwarda Karkucińskiego, inspektora Biura Śledczego MSW w Warszawie, 1970r.:

Por. Dariusz Borowczyk z KM MO w Łodzi zanotował 20 czerwca 1970 r. o, godz.15.10, że Stefan Myszkiewicz Niesiołowski już 20 czerwca, podczas pierwszego zeznania, przyznaje się do tego, że istniał "Ruch", który był organizacją konspiracyjną. Twierdzi jednak przytomnie, że nie było przywódców.  
21 czerwca 1970 r. Niesiołowski podczas przesłuchania wymienia nazwiska swojego brata Marka, Andrzeja i Benedykta Czumów, Andrzeja Woźnickiego.  


25 czerwca 1970 r. Niesiołowski rozszyfrowuje, kto kryje się pod pseudonimami, m.in. "Emil" (Emil Morgiewicz), "Jurek" (Benedykt Czuma). Sam zaprzecza swojej przynależności do "Ruchu" i współredagowania "Biuletynu".  
28 czerwca 1970 r. kaja się: Wyjaśnienia, jakie wówczas (przed 28 czerwca 1970 r. - przyp. aut.) składałem odnośnie mojej przynależności i działalności w nielegalnym związku, częściowo były nieprawdziwe (...). Pragnę dziś wyjaśnić udział w nielegalnej organizacji w sposób szczery i zgodny z prawdą [fragment protokołu z przesłuchania; godz.8.40, przesłuchujący kpt. mgr Leonard Rybacki z Biura Śledczego MSW w Warszawie; pisownia zgodna z oryginałem].  
1 lipca 1970 r. Niesiołowski, wymieniając z nazwiska Andrzeja Czumę, ujawnia, że był bardzo aktywnym członkiem "Ruchu" i inicjatorem różnych akcji.  


11 lipca 1970 r. mówi: - Pragnę uzupełnić oraz sprostować pewne wyjaśnienia jakie złożyłem do protokółów w czasie poprzednich przesłuchań na temat podjętej przez nasz Ruch akcji spalenia muzeum Lenina w Poroninie. Celowo zatajałem pewne fakty, ażeby uchronić niektóre osoby od odpowiedzialności karnej. Dziś całkowicie zrozumiałem swoje niewłaściwe stanowisko w tej kwestii i dlatego pragnę, tak jak i w innych sprawach, mówić tylko szczerą prawdę [pisownia zgodna z oryginałem].  
Z dokumentów IPN wynika, że Wojciech Mantaj zaczął zeznawać 22 czerwca, Marek Niesiołowski - 25 czerwca, Benedykt Czuma - 28 czerwca, a Elżbieta Nagrodzka - 30 czerwca, po skonfrontowaniu jej z protokołami Stefana. Zeznania Niesiołowskiego składane od początku śledztwa były dla SB cennym podarunkiem. Po pierwsze - należał do grupy przywódczej i wiedział wszystko o wszystkich. Po drugie - został aresztowany w pierwszej grupie, kiedy ogromna większość członków "Ruchu" była jeszcze na wolności i mógł przyczynić się do kolejnych aresztowań. Po trzecie - jego załamanie, obok konkretnych korzyści dla SB, miało także znaczenie symboliczne: sygnał był jasny, jeden z dowódców sypie, okres heroizmu skończony, zaczyna się efekt domina.  

"Pragnę szczegółowo i dokładnie wyjaśnić..."  

Obecnie wracamy do sprawy, ponieważ dotarliśmy do kolejnych, jeszcze bardziej kompromitujących Stefana Niesiołowskiego dokumentów, przesłuchań z września 1970 r. [każda ze stron opatrzona jest odręcznym podpisem Niesiołowskiego], kiedy to Niesiołowski zawiera z przedstawicielem SB por. Edwardem Karkucińskim, inspektorem Biura Śledczego MSW, specyficzną umowę, na podstawie art.57 kk, zobowiązując się powiedzieć wszystko o "Ruchu" i kolegach za złagodzenie kary. Art. 57 kk mówi bowiem: Jeżeli zachodzi kilka niezależnych od siebie podstaw do nadzwyczajnego złagodzenia lub obostrzenia kary, sąd może tylko jeden raz karę nadzwyczajnie złagodzić lub obostrzyć, biorąc pod uwagę łącznie zbiegające się podstawy do złagodzenia lub obostrzenia. I tak 9 września 1970 r. por. Edward Karkuciński, inspektor Biura Śledczego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Warszawie, przesłuchuje Niesiołowskiego w charakterze podejrzanego w sprawie II 3 Ds-25/70. Przesłuchanie rozpoczyna się o godz. 9.00. Obecny wicemarszałek Sejmu składa oświadczenie: W dniu dzisiejszym pragnę szczegółowo i dokładnie wyjaśniać na temat mojej działalności w naszym "Ruchu" w związku z czym pragnę skorzystać z art. 57 kk i wyjaśnić na czym polegała cała działalność "Ruchu" i mój w nim udział od początku.  

Do "Ruchu" zostałem pozyskany przez Andrzeja Czumę. Fakt ten nastąpił w Łodzi najprawdopodobniej latem 1965 roku. Andrzej Czuma przyjechał wówczas do Łodzi i rozmowa nasza została przeprowadzona częściowo u mnie w domu (wówczas mieszkałem na ulicy Tuwima 85), a częściowo w drodze na dworzec kolejowy Łodź-Fabryczna skąd wówczas Andrzej Czuma odjeżdżał pociągiem do Warszawy. W tym czasie nazwa "Ruch" jeszcze nie istniała, a była mowa o jakiejś grupie działającej nielegalnie do której należał już Andrzej Czuma. Nazwa "Ruch" powstała na jednym z pierwszych "Zjazdów" w 1968 roku.  

"Pozyskałem osobiście..."  

Dalej Niesiołowski szczegółowo opisuje, kogo wprowadził do działalności w "Ruchu": Do grupy tej w 1965 roku pozyskałem osobiście Wojciecha Majdę i Wojciecha Mantaja, natomiast Elżbietę Mickiewicz pozyskałem wiosną 1967 roku. Są to te osoby, które pozyskałem osobiście do czasu odbycia się I-go "Zjazdu" na którym jak już wyjaśniłem została ustalona nazwa "Ruch".  
Moja działalność w nielegalnej grupie od momentu pozyskania mnie przez Andrzeja Czumę do czasu odbycia się I-go "Zjazdu" naszego "Ruchu" polegała na: pozyskaniu trzech wyżej wymienionych osób, przeprowadzaniu rozmów z Andrzejem Czumą na terenie Łodzi i Warszawy związanych tematycznie z dalszą naszą działalnością i z zagadnieniami politycznymi.  
W 1966 roku przyjechał do Łodzi Benedykt Czuma z Warszawy i w Łodzi zamieszkał na stale. W tym czasie zostałem poinformowany przez Andrzeja Czumę, że również Benedykt Czuma jest członkiem naszego "Ruchu" i że mamy ze sobą razem współpracować. Współpraca ta nastąpiła pomiędzy nami. Ja natomiast poinformowałem Benedykta Czumę, że pozyskanymi przeze mnie osobami są Wojciech Mantaj, Wojciech Majda, których Benedykt Czuma już znał wcześniej jako moich kolegów. O tym, że członkiem naszego "Ruchu" jest również Ewa Mickiewicz prostuję Elżbieta Mickiewicz, poinformowałem Benedykta Czumę oraz Majdę i Mantaja w 1968 roku - wiosną.  
Do I-go "Zjazdu" przeprowadzaliśmy pomiędzy sobą rozmowy na temat "Ruchu" w których brali udział Benedykt Czuma, ja, Mantaj, Majda, a czasem nawet Andrzej Czuma.  

"Inicjatywa należała do mnie Mantaja i Majdy..."  

Wydaje również Mantaja i Majdę: Akcja dotycząca wrogich napisów, która miała miejsce na terenie Łodzi w latach 1964-1965 nie była akcją "Ruchu". Inicjatywa ta należała do mnie Mantaja i Majdy, była to inicjatywa prywatna, a po jej zakończeniu prawdopodobnie poinformowałem o niej Benedykta i Andrzeja Czumów, nie podając im szczegółów na ten temat. Do czasu odbycia się I-go "Zjazdu" żadne inne akcje nie były planowane i podejmowane.  

"Na II-gim "Zjeździe" ja opracowałem i wygłosiłem referat..."  

W lwiej części opracowań na temat "Ruchu" pojawia się stwierdzenie, że nawiązywał on m.in. do tradycji i formy Armii Krajowej, a więc miał mieć charakter stricte niepodległościowy. Niesiołowski w śledztwie szczegółowo charakteryzuje przebieg jednego ze zjazdów "Ruchu", podkreślając, że on był przeciwny takiej formule: Obecnie chcę podać pewne uzupełnienie na temat poszczególnych "Zjazdów" naszego "Ruchu". Na II-gim "Zjeździe" ja opracowałem i wygłosiłem referat na temat określenia stosunku naszego "Ruchu" do innych ruchów na ziemiach polskich w XX wieku i pamiętam, ze w wystąpieniu swoim podkreślałem, że "Ruch" nasz jest czymś zupełnie nowym i nie może nawiązywać tak w programie jak i w metodach działania do ruchów dotychczasowych. Z tego określenia "Ruchu" wyniknęły dwie rzeczy: pierwsza to tworzenie nowego języka politycznego druga to niezorganizowanie "Ruchu", a pozostawienie celowo luźnych grup i nieprzestrzeganie ściśle zasady konspiracji w obawie, aby nie upodobnić "Ruchu" do organizacji konspiracyjnych działających w Polsce w czasie II wojny światowej.  
Na jednym z pierwszych "Zjazdów" uczestnicy ustalili, że ja, Andrzej Czuma i Emil Morgiewicz mamy opracować program dla "Ruchu", który będzie później ostatecznie zaakceptowany przez pozostałych uczestników "Zjazdu". Z zadania tego jednak wywiązałem się w niewielkim stopniu, a głównie program "Ruchu" opracowywał Andrzej Czuma.  
Na IV "Zjeździe" który się odbył w Warszawie przy ulicy Krzywe Koło jesienią 1968 roku obecny był także poza wymienionymi osobami o których wyjaśniałem do poprzednich protokołów, Andrzej Lulek z Lublina, którego poznałem na jednym z obozów w Bieszczadach, prowadzonych przez Duszpasterstwo Akademickie w Lublinie. Był on studentem K.U.L. Poza tym "Zjazdem" Andrzeja Lulka nigdzie nie widziałem, jako członka "Ruchu" ani też nikt o jego działalności nic nie mówił.  

"Pragnę uzupełnić swoje wyjaśnienia na temat adresów osób..."  

"Sypanie" przez Niesiołowskiego nie ograniczało się wyłącznie do relacji z posiedzeń "Ruchu" i charakterystyk działających w nim osób. Jak wynika z "Protokołu z przesłuchania podejrzanego", sporządzonego w Warszawie 10 września 1970 r. przez por. Edwarda Karkucińskiego (przesłuchanie rozpoczęto o 8.30), Niesiołowski obficie dzielił się wiedzą co do zapisów swojego prywatnego notesu, cyt.: Przeglądając w dniu dzisiejszym kalendarzyk kieszonkowy "Domu Książki" na rok 1970, który znajduje się w moim depozycie, które sam osobiście zanotowałem.  
Pod literą "P" w tym kalendarzyku zanotowałem adres PAULI POSPISIL - BRNO, SADY OSVOBOZENI 2 [koniec cytatu].  

"Być może dojdą z mojej strony pewne uzupełnienia..."  

Niesiołowski miał chyba jednak poczucie niespełnienia w swoich donosach. W jego "Oświadczeniu" z 15 września 1970 r. czytamy: Ja niżej podpisany Stefan Niesiołowski oświadczam co następuje. W dotychczasowych wyjaśnieniach jakie złożyłem na temat sprawy, w której zostałem aresztowany wyjaśniłem wszystkie fakty i okoliczności związane z naszym ruchem. To co wyjaśniłem jest to to wszystko co do tej pory pamiętam, z tym że są to na pewno wszystkie sprawy zasadnicze związane z działalnością moją w naszym ruchu. Żadnych nowych faktów zasadniczych do tej sprawy nie wniosę, ponieważ nie pamiętam i wydaje mi się, że nie znam takich faktów, o których dotychczas nie wyjaśniałem. Ponieważ nie pamiętam dokładnie swoich dotychczasowych wyjaśnień, więc być może dojdą z mojej strony pewne uzupełnienia, ale będą to tylko szczegóły [zachowana oryginalna pisownia - przyp. aut.]

 

To, co w materiałach uderza, to donosy na swojego brata, przyjaciela Andrzeja Czumę, czy też ówczesną narzeczoną (!) Elżbietę Nagrodzką. 25 VI również zaprzecza, jakoby był inicjatorem "Ruchu", po prostu tchórząc. Fragmenty dokumentów IPN każdy może przeczytać,  są one szokujące, ale z ostatecznym werdyktem należy poczekać. Nie byłbym zdziwiony współpracy Niesiołowskiego z SB w aspekcie obrony. Wicemarszałek Sejmu zachowuje się tak samo jak Wałęsa, chce wszystkich eliminować, używa tego samego (jak nie gorszego) języka, który nie przystoi politykowi na stanowisku. Sprawa Niesiołowskiego jest jednak o wiele bardziej dramatyczna niż się wielu zdaje.

W 1992r. był to gorliwy ( nie mniej niż Kaczyński ) zwolennik lustracji i obrońca rządu Olszewskiego. Pochwalił jego działania a także był pełen podziwu dla Antoniego Macierewicza. Skarcił m.in. Wałęsę i obalających rząd prawicowy, twierdził, że "Polska im tego nie wybaczy". To byłby argument za rzekomym fałszowaniu ( co nie zdarzało się często, a bardzo rzadko ) teczek przez SB. Widząc zachowanie polityka prawicowego w czerwcu 1992r. nigdy nie przypuszczałbym, że miał on jakieś związki z SB. Ta wizja potrzeby lustracji i otwarcia archiwów tak naprawdę towarzyszyła mu aż do wstąpienia do PO. Niezwykle interesująca jest jego wypowiedź z 2001r. o swoim przyszłym klubie parlamentarnym: 

Ciągle trudno określić, komu poza Unią Wolności odbiera głosy Platforma Obywatelska. Ugrupowanie nowe, programowo nieokreślone, udające, że nie jest partią polityczną i celowo unikające zabierania głosu we wszystkich ważnych kwestiach społecznych, ekonomicznych i politycznych ? lecz za to dające popisy hipokryzji i cynizmu, dość skutecznie żerujące na znanych fobiach, ignorancji i naiwnej wierze ludzi zniechęconych do polityki. Liderzy PO już zaczynają napotykać trudności z przekonaniem wyborców do szczerości intencji swych polityków ? dobrze przecież znanych, i to nie zawsze z najlepszej strony. Teraz owi politycy nagle zapewniają, że stali się inni, uczciwsi, bardziej autentyczni i bardziej prawdomówni niż wszyscy pozostali. Przy okazji nasuwa się pytanie, jak to możliwe, by ktoś z takim życiorysem jak Andrzej Olechowski, płytki intelektualnie i pod wieloma względami po prostu niewiarygodny, mógł zdobyć kilka milionów głosów w wyborach prezydenckich. PO najprawdopodobniej skończy tak jak wszystkie ruchy, które spaja jedynie cynizm, hipokryzja i konformizm. Liberałowie udowodnili, że nie mają żadnych, najmniejszych kwalifikacji ekonomicznych, i nigdy w żadnej koalicji; gdyby do takiej kiedykolwiek doszło ; nie mogą obejmować resortów ekonomicznych, bo zrujnują kraj. Platforma jest przede wszystkim wielką mistyfikacją. Mamy do czynienia z elegancko opakowaną recydywą tymińszczyzny lub nowym wydaniem Polskiej Partii Przyjaciół Piwa, której kilku liderów znakomicie się odnalazło w PO. Uważam, że PO to twór sztuczny i pełen hipokryzji. Oni nie mają właściwie żadnego programu. Udają, że wprowadzają nową jakość, że są tam nowi ludzie."

* Źródło: Rozbijacze na prawicy, "Gazeta Wyborcza" nr 168,20 lipca 2001 

W 2005r., gdy został senatorem z ramienia PO zmienił zupełnie poglądy. Zaczął wykazywać się chamskim językiem, pyskówkami, których apogeum nastąpiło po przegranych wówczas wyborach parlamentarnych. Po co przytoczyłem cytat bohatera notki? By udowodnić (zachowując wszelkie proporcje), że Niesiołowski potrafi odnaleźć się nawet w szambie, które potrafi doszczętnie zrugać i skrytykować. W tym aspekcie nie zdziwiłaby mnie jego współpraca z bezpieką. Pytanie tylko pozostaje: w co wierzył w 1992r. pan Niesiołowski i czy o "sypaniu" na kolegów ( a nawet na narzeczoną ) po prostu zapomniał? Czekam na wyjaśnienie sprawy z niecierpliwością.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Że się ktoś wcześniej załamał od jakiejś wyjątkowej dziewuszki to fakt, nie nam oceniać i nie nam potępiać. Co do tego zgoda.

Jednak aby się potem mieć prawo kreować na niezłomnego bohatera trzeba jednak choć trochę się do takiego standardu zbliżyć. A nie opluwać ludzi, którzy być może właśnie potrafili uczciwie ocenić skalę swej niezłomności i postępowali zgodnie z tą oceną. Moim zdaniem ci ludzie byli o wiele uczciwszymi i większymi patriotami.

Tak zawsze było. O ile pamiętam, to ludzi sypiących na torturach też podziemie, jeśli mogło, potem likwidowało. Inaczej się po prostu nie da. Nie chciałbym być w podziemnej organizacji, gdzie by się za zdradę - choćby okrutnie wymuszoną - głaskało po główce.

Tu zresztą naprawdę nie o takie sytuacje chodzi.

Pzdrwm

triarius

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Think but don’t think too much, just fucking whack him.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pzdrwm

triarius

-----------------------------------------------------

http://bez-owijania.blogspot.com/ - mój prywatny blogasek

http://tygrys.niepoprawni.pl - Tygrysie Forum Młodych Spenglerystów

#8686

to jest nie prawda

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

radek

#25721