Wolność dla Puchatka!

Obrazek użytkownika Gadający Grzyb
Kultura

Na początek, pozwólcie, że się przywitam.

Cześć, to ja, Andrzej.
Powołał mnie do życia niejaki Łażący Łazarz swymi dwoma wpisami o piractwie i prawach autorskich.

Oto te wpisy:

(http://www.niepoprawni.pl/blog/164/pochwala-piractwa-szwedzka-partia-pir... i http://www.niepoprawni.pl/blog/164/pochwala-piractwa-szwedzka-partia-pir... )

Cholera, własnego wskrzeszenia, Łazarzu jeden, było ci mało?!

I. Skutki nieopatrznych bloggerskich wpisów dla postaci literackiej.

W chwili, gdy powołany literacką swadą Łazarza ocknąłem się w łóżku z figlarną Ewą, raźno baraszkującą pod naszą kołderką, mój telefon z miejsca rozgrzał się do czerwoności. Kto wydzwaniał? Ano, uwiesili mi się na słuchawce upierdliwi (jak to nieboszczycy) panowie: Alan Aleksander Milne (1882 – 1956), Walter Elias Disney (1901 – 1966) i Ernest Howard Shepard (1879 – 1976). Nie mam z nimi chwili spokoju – ani piwka obalić, ani z piękną Ewą potentegesować (a tak obiecująco w końcówce Łazarzowego wpisu zabierała się do rzeczy), nawet w klopie, cholera, gazety przeczytać nie mogę. Pograć w tetrisa tez się nie da – nie ten poziom koncentracji.

Ich telefony brzmią mniej więcej tak:

- Słuchaj, mówi Alan, możesz mi wytłumaczyć, co oni zrobili z Winnie-the-Pooh??

- Cześć, tu Walt, powiedz, co ta banda chciwych lewackich sukinsynów zrobiła z moją ukochaną wytwórnią? Normalnie, prochy mnie się w urnie wywracają. Że też McCarthy nie wyrugował z Hollywoodu tej bandy popaprańców…

- Hallo, Ernest speaking. Co to za opasły śmierdziel w badziewiarskim podkoszulku gra Puchatka? Jesteśmy tu razem z Walterem, Alanem i, rozumiesz, oczekujemy na jakąś odpowiedź…

- Właśnie znowu pobiliśmy się o to, czyja to wina i St. Peter zagroził, że nas z niebiańskiego chóru wy… (tu w słuchawce, zamiast tradycyjnego „piiii” rozlega się anielski zaśpiew wyciszający nieprzyzwoity trzykropek)… jeśli nie wyjaśnimy sprawy. Tak, dokładnie to powiedział – że nas wy…(znowu zaśpiew). Zróbże coś…

I tak, kurna, w kółko.

Wieeem, w „narracji” Łazarza byłem krynicą dystyngowanej, opanowanej (i nieco protekcjonalnej, przyznaj, panie Łazarz) mądrości. Ale, primo, jako dynamiczny bohater literacki, podlegam zmianom; secundo – każdy ma prawo wyjść z nerw, co nie?

Widać, takie to już nastały czasy, że literaccy bohaterowie pyskują autorowi, zaś święci niebiescy tracą cierpliwość i chcą spuścić z chmurek nogę by potraktować nią czyjś zadek.

Dobra, dobra – już przechodzę do sedna środka (widzicie, jak przez tę telefoniczno - zaświatową traumę spieprzyła mi się frazeologia?).

Odciągnąłem na tyle delikatnie na ile się dało głowę Ewki przyssaną do mojego, hm, podbrzusza (trochę się obraziła, ale tylko trochę), odgarnąłem kołdrę, następnie wyrzuciłem telefon przez okno i poszedłem do lodówki przywitać się z samotnym piwem (oraz pograć w tetris i nacieszyć się gazetami w wiadomym miejscu).

Chwila zadumy.

Czemu właśnie do mnie wydzwaniają nieboszczycy?

Dlaczego właśnie ci trzej i w tej konkretnej sprawie?

Pociągam piwko…

…po czym stwierdzam:

Wszyscy trzej nękający mnie panowie mają rację: ich przypadek jest drastycznym przykładem patologii do jakich mogą prowadzić rozdęte do absurdu prawa autorskie.

II. Andrzeja refleksje przy browarze.

Było tak:

A.A. Milne w już latach ’30 odsprzedał prawa do postaci (ale tylko na Amerykę Płn.) firmie Stephen Schlesinger Inc., która z kolei udzieliła licencji Walt Disney Productions (1961). Były jeszcze długotrwałe procesy spadkobierczyń Milne’a i Sheparda - Clare Milne i Minnette Hunt. Węzeł sporów prawnych w trójkącie spadkobierczynie – Schlesinger – Walt Disney Productions (później Walt Disney Company) zapętał się latami (nie będę zanudzał, można to „wyguglować” - wystarczy wrzucić w wyszukiwarkę coś w stylu „Puchatek prawa autorskie”). Na dzień dzisiejszy prawa do Puchatka dzierży wytwórnia Disneya (Walt Disney Company).

Konsekwencje:

1) Spłaszczenie intelektualne.

Wytwórnia Disneya „sformatowała” postać Puchatka, jadąc po najniższych, masowych standardach. Postać domorosłego, wiecznie zadumanego filozofa „O Bardzo Małym Rozumku”, zastąpił śmiejący się jak głupi do sera kretyn, obstąpiony równie kretyńską, karykaturalną zgrają. Oryginalny Puchatek miał swoje wiadome słabości, lecz jednocześnie m y ś l a ł. Nie był cieszącym się z byle czego przygłupem, cierpiącym na postępujący zanik kory mózgowej.

2) Wizualna Macdonaldyzacja Puchatka.

Plastycy Disneya zrobili z Puchatka opasłego potwora w czerwonym, nie mieszczącym się na brzuchu t-shircie. To nie wychowany na leśnym miodzie i konfiturach Królika miś, lecz jakaś patologiczna ofiara różnych fast foodowych promocji typu „dwa cheesburgery w cenie jednego”. Wystarczy porównać sobie Disnejowskiego krzykliwego kolorystycznie patafiana z oryginalnymi, wysmakowanymi plastycznie, oszczędnymi ilustracjami E.H. Sheparda, by zorientować się, że mamy do czynienia z ordynarną podróbą, która ma tyle wspólnego z oryginałem, co pseudo - Mikołaj made by Coca – Cola ze Świętym Biskupem Myry.

3) Globalne zawłaszczenie praw do Puchatka.

Nie można używać wizerunku Kubusia Puchatka bez zgody Walt Disney Company. Dotyczy to zarówno sztuk teatralnych, jak i np. prywatnych stron internetowych. Puchatek stał się marką wartą ponoć ok. miliarda dolarów rocznie. Brutto, netto – jeden pies. Takich obrotów nie można wypuścić z ręki. Walt Disney Company bezwzględnie egzekwuje swoje prawa. Autorskie.

4) A gdzie są dzieci?

Większość dzieci kojarzy obecnie Puchatka (podobnie jak resztę mieszkańców Stumilowego Lasu) li tylko z głupawych kreskówek i wzorowanych na tychże kreskówkach gadżeciarskich zabawko - przytulankach. Prymitywizm jednych i drugich jest porażający. Zabija w dzieciach wyobraźnię. Dzieci nie znają już prawdziwego Kubusia Puchatka. Jeżeli jakiś dorosły chce je z nim zapoznać, dzieciaki doznają klasycznego dysonansu poznawczego…po czym wybierają Disnejowską ordynarną podróbę, bo to właśnie z nią zetknęły się po raz pierwszy.

Jak przypuszczam, o to pobili się przebywający w niebiosach upierdliwi trzej panowie od telefonów. Milne jest wk…ony, gdyż stworzona przez niego postać została strywializowana do imentu pod względem wewnętrznego bogactwa; Shepard jest wk…ony, ponieważ zamordowano jego wizję plastyczną, zaś Disney wk…wia się dlatego, że firma którą pozostawił na ziemskim padole, „wyrodziła się” i wszystko to zorganizowała, krótko mówiąc, nie jest godna nosić dłużej jego imienia. A wciąż nosi.

III. Interludium.

Tu odrywam się na chwilę od blogopisaniny, albowiem Ewa nadaje z sypialni odgłosy świadczące o gotowości do natychmiastowego odbycia godów…

…ale nie! Muszę skończyć; czuję, że duchotrzepy Milne’a, Sheparda i Disneya tylko czyhają by znów wedrzeć się do naszego łóżka i dzwonić, dzwonić, dzwonić. Cóż z tego, że telefon za oknem – o n i zawsze znajdą sposób.

Widzisz, do jakiej paranoi doprowadziłeś mnie, twojego Andrzeja, Łazarzu?

Grunt to spokój. Łyknąć piwko… błee, nabrało już temperatury pokojowej… Ale nic to. Do dzieła. Musi być jakiś rys osobisty, bo inaczej nie odczepią się ode mnie umarlaki.

IV. Dlaczego należy uwolnić Puchatka?

„Kubuś Puchatek”(1926) i „Chatka Puchatka”(1928) są dla mnie klasycznymi przykładami książek z których się nie wyrasta. To książki poziomu formacyjnego jak „Mały Książę”, czy, nieco później, „Intelektualiści” Paula Johnsona. Do tej pory zdarza mi się sięgać, po „Kubusia…” i „Chatkę…”, a w dzieciństwie wręcz się nimi zaczytywałem (oczywiście, w genialnym przekładzie Ireny Tuwim i z czarno – białymi ilustracjami E.A. Sheparda). Nieco później, w liceum, zapoznałem się również z angielskim oryginałem. Patrząc z perspektywy czasu, mogę stwierdzić z całą odpowiedzialnością: moje życie, myślenie, ogląd świata, wyobraźnia językowa, wrażliwość – wszystko byłoby o wiele uboższe bez tych dwóch skromnych książeczek.

Właśnie – skromnych. Wielką wartością dzieła Alana Alexandra Milne’a była powściągliwość formy – dyskretny humor, genialne zabawy językowe (nie byłoby bez nich słowotwórstwa na które pozwalam sobie czasem w swej blogopisaninie), oszczędnie zarysowana charakterystyka postaci, nienachalna, lecz mądra i ponadczasowa dydaktyka (przypomnijmy sobie chociażby wzruszającą, finałową scenę, w której Krzyś odchodzi ze Stumilowego Lasu – wspaniała metafora pożegnania z dzieciństwem). Wszystko to składa się na niepowtarzalny klimat i magię książek na których wychowało się kilka pokoleń dzieci na całym świecie.

Współczesne dzieci są pozbawione tych jedynych w swoim rodzaju wzruszeń.. Mają za to do dyspozycji zarysowanego grubą krechą troglodytę z przylepionym uśmiechem szczęśliwego idioty. Tragedia.

Aż szkoda pastwić się tu nad resztą ferajny ze Stumilowego Lasu: Prosiaczkiem, Sową Przemądrzałą, Kangurzycą,. Tygrysem, Królikiem i jego Krewnymi-I-Znajomymi, o Krzysiu już nie wspominając. Walt Disney Company pastwi się nad nimi wystarczająco, przerabiając oryginalne postaci na karykatury.

Dlatego oznajmiam wszem i wobec: należy ocalić kulturowe dobro, jakimi są książki Milne’a w nierozerwalnym połączeniu z ilustracjami Sheparda. Może wtedy poczciwy Walter Elias Disney przestanie się wstydzić za to, co na jego konto wyprawia się na tym łez padole…

Czyli, ja Łazarzowy Andrzej stwierdzam: piratować Kubusia Puchatka i rozpowszechniać. Byle w oryginalnej, a nie w zinfantylizowanej i skomercjalizowanej do granic absurdu formie jaką podtyka się niewinnym dziatkom i głupawym rodzicom.

To, co zakłamane, należy odkłamywać.

Krótko: „Wolność dla Puchatka!”.

V. Zakończenie:

No, to ja już będę spadał. Zrobiłem co mogłem (t.j. dopiłem piwo w pokojowej temperaturze i postukałem na klawiaturze). Może trzej panowie Milne, Shepard i Disney wreszcie przestaną mnie nękać. Teraz idę do Ewuni. Mam nadzieję, że przez tę moją pisaninę nie ostygła pod kołderką i skończy to, co tak apetycznie zaczynała.

***

Wróciłem. Było zaje… ale nie o tym mowa:
Otóż, Łażący Łazarzu, przekazuję Ci list otwarty od Ewy.

Ewa pisze:

1) Dajże nam chwilę na ciupcianko, zanim ponownie powołasz nas do wygłaszania scenicznych dialogów, dobrze?

2) Może następnym razem napisałbyś dla mnie coś większego niż rólka głupiutkiej paprotki Pana Wszechwiedzącego Andrzeja – Intelektualnego Bonda?

 

A teraz ja, Andrzej:

Dobra, przekazałem co chciała, zaś od siebie dodam (na ucho):

Błagam, nie poszerzaj Ewce intelektu. Tego jeszcze brakowało, żeby baba mi się w łóżku wymądrzała.

Pozdrawiam

Twój literacki wybryk

Andrzej

 

Gadający Grzyb

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Dziwny jest niedżwiedzi ród,
Że tak bardzo lubi miód,
Bzyk-bzyk-bzyk ram-pam-pam,
Co to znaczy nie wiem sam.

Zaś prosiaczek bardzo prosi aby s......y donald i palikot odczepili się od jego pobratymców i szargali ich ryjami ani zadkami!
pzdr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

antysalon

#22814

O, rany - jak ja lubię dobrze napisane teksty!!! To kawał satysfakcji. Doskonały tekst. I smutny - pokazuje dramat bezwzględnej komercjalizacji. Brawo i dziękuję.

Piotr W.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#22855

Całkowita zgoda, tekst napisany na poziomie literackim.
Duża przyjemność czytania.
Pozdro.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pozdrawiam
**********
Niepoprawni: "pro publico bono".

#22857

Dzięki, czuję się mile połechtany w swej próżności  

pozdrowienia

Gadający Grzyb

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

pozdrowienia

Gadający Grzyb

#22951

Bo cóż mogę innego napisać. Uczynileś z mojego dialogu nie tylko pretekst ale i wstep do Twojego smutnego obrazu. Obrazu o obrazie. O obrazie intelektu przez mafię, o obrazie nędzy i rozpaczy.

Cóż że wstęp. W końcu to jak Wstęp Bron czyli pozostałosć po wójciu Bronisławie, który to imie miał po jednym Wstepie.
Czy jakoś tak.

Jeszcze raz dziękuję za ilustracje problemu, lepszej bym nie znalazł.A teraz wracaj do Ewy, bo jako jej demiurg muszę Ci powiedzieć, ze nietylko piekną kobietą jest ale TAKIE ZNA NUMERY ŻE HEJ !!!

Pzdr

Ps. A Puchatka szkoda

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

 
Pozdrawiam
ŁŁ
Ps. Czujcie się zaproszeni do serwisu społecznościowego dla fachowców: hey-ho.pl

#22868

Cieszę się, że Ci się podobało. Puchatka szkoda, ale najbardziej szkoda dzieci, których wrażliwość wypacza się intelektualną i plastyczną tandetą.

Zaś co do Ewy - gdy ochłonąłem, zaczęło świdrować mnie brzydkie podejrzenie: kto i gdzie, do cholery, ją nauczył tych wszystkich numerów ?!

pozdrowienia

Gadający Grzyb

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

pozdrowienia

Gadający Grzyb

#22950

Powiedzcie mi, kiedy ostatnio Disney zrobił dobry film animowany?

Chyba tylko "Króla Lwa".

Reszta to niesamowity KIT! Nic dziwnego, że trójwymiarowe animacje Pixara wyparły badziewie wytwórni noszącej nazwisko mistrza amerykańskiej animacji..

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#22977

Kiepskie filmy, na dodatek firma stała się kolejnym przyczółkiem postępu z "afirmatywnymi" odsetkami zatrudnienia dla wszelkich "uciskanych mniejszosci".

A tak poza tym, to zawsze wolałem bezpretensjonalne w swym absurdalnym sadyzmie kreskówki Warner Bros. Struś Pędziwiatr i genialne wynalazki Kojota - to jest to!

pozdrowienia

Gadający Grzyb

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

pozdrowienia

Gadający Grzyb

#22993