O rosyjskiej duszy.

Obrazek użytkownika Gadający Grzyb
Idee

Epatowanie pojęciem „rosyjska dusza” to zręczna demagogia mająca skryć pozłacane „kulturnym” blichtrem barbarzyństwo.

Jak napisałem w poprzednim tekście („Wielkoruska dusza”  www.niepoprawni.pl/blog/287/wielkoruska-dusza ), pojęcie „rosyjskiej duszy” zostało zmitologizowane do granic obłędu. Jest to, dodam, mitologizacja bardzo wygodna, stosowana zamiennie z ględzeniem o „rosyjskiej wrażliwości”, tudzież „rosyjskiej specyfice”.

Zabili? Rosyjska dusza. Ugościli samogonem i słoniną? Rosyjska dusza. Zachlali mordę? Wytrzeźwieli? Też rosyjska dusza. Rozjechali czołgami? Zgwałcili więzienną modą „w kolejarza”, przykutego do transportera Czeczeńca? Taka, widać, dusza. Darowali zdrowiem? Cytowali godzinami Puszkina i Lermontowa? Wszystko - rosyjska dusza. Malowali pejzaże? Komponowali, pisali, grali, wystawili balet, śpiewali? Dusza. Doprowadzili na przestrzeni wieków własny i przy okazji wiele innych narodów na skraj biologicznej zagłady?

Wszystko to dusza. Rosyjska. Szeroka. Rozpostarta.

Zaprawdę - ja drugoj takoj duszy nie znaju.

Użyteczność rosyjskiej duszy.

Tymczasem, epatowanie pojęciem „rosyjska dusza” to zręczna demagogia mająca skryć cienko pozłocone „kulturnym” blichtrem barbarzyństwo. Osłonić przepaść cywilizacyjną między łacińskim Zachodem a rosyjskim zmongolizowanym bizantynizmem. Jest to zarazem wygodna wymówka – zarówno dla samych Rosjan, jak i dla rozsianych licznie u nas i w świecie przedstawicieli „partii Rosji”, czyli mówiąc wprost – agentów wpływu.

Tak więc, wszelka krytyka poczynań Rosji to „godzenie w rosyjską wrażliwość”. Polityczne mordy, bezprzykładne tłamszenie swoich i sąsiadów, rozpanoszone mafijne bezprawie, dyktat pieniądza i pięści – to tylko „rosyjska specyfika”, którą należy „zrozumieć”. Bo jak nie, to Rosjanie się obrażą. Proszę zwrócić uwagę – rosyjska dusza jest nader wrażliwa i skłonna do chowania uraz – szczególnie wobec wypominania niewygodnych faktów.

Mówicie, że mordujemy? Że panuje nędza? Że rządzą nami czekiści? Po pierwsze, nieprawda, po drugie, nawet jeśli prawda, to ranicie naszą duszę. A w ogóle, to skąd i kto wy jesteście? I jakim prawem śmiecie pouczać nasz wielki naród? Czekajcie no, my wam jeszcze pokażemy…

I pokazują. A to eksterminując Czeczenię, a to najeżdżając Gruzję, a to przykręcając gazowy kurek…

Po przegraniu globalnej rywalizacji w czasach „zimnej wojny”, Rosja wciąż wygraża światu, niczym Wilk z radzieckiej kreskówki „Wilk i Zając”. Tak – to właśnie ów złorzeczący, żulikowaty Wilk jest kwintesencją mentalności wiecznie sfrustrowanego Rosjanina – wytrychem do rosyjskiej duszy.

Doprawdy, „rosyjska dusza” jest wielce użytecznym i poręcznym narzędziem. Niczego nie wyjaśniając, tłumaczy najdziksze bestialstwa dokonywane na przestrzeni dziejów z iście mongolskim rozmachem. I, na wszelki wypadek, rości sobie prawa do kolejnych.

A zafascynowany świat pozwala się terroryzować, bowiem „rozumie”, iż „rosyjska dusza” czuje się zraniona, upokorzona… Należy zatem ją dopieścić i zadbać o dobre samopoczucie. W podobny sposób wyrozumiały psychiatra pochyla się nad pacjentem. W tym przypadku jednak pacjent jest przebiegłym psychopatą, zręcznie maskującym swe cele poprzez wywlekanie sprokurowanego na zewnętrzny użytek obrazu dusznych boleści.

Kulturnyj narod.

Przyparci do muru Rosjanie i ich akolici zwykli zasłaniać się swym dorobkiem kulturalnym. Schemat owej argumentacji jest następujący: jak możecie nam wytykać barbarzyństwo? Czy barbarzyńcy dali by światu tych wszystkich pisarzy, poetów, kompozytorów, malarzy?

Owszem, daliby. Wysoka kultura jest bowiem w stanie rozwijać się mimo tyrańskiego systemu rządów i barbarzyńskich stosunków wewnątrzspołecznych. Jest to charakterystyczne dla wielu cywilizacji Wschodu. Takie Chiny czy Japonia wydały z siebie bogatą kulturę, mimo tego, że większość poddanych gniła w upokorzeniu, ucisku i nędzy nieporównywalnej nawet do zdemonizowanego europejskiego Średniowiecza. Rosja nie jest żadnym wyjątkiem – stanowi wręcz kontynuację pewnego modelu, lekko zmodyfikowanego przez zachodnie wpływy. To po pierwsze. Po drugie: Rosyjski dorobek kulturalny nie jest niczym nadzwyczajnym na tle innych narodów. Wielkich artystów w porównywalnej, jeśli nie większej liczbie, wydały wszystkie co większe europejskie nacje – tak Polska, jak i np. Niemcy, Francja, Włochy, Hiszpania czy Wlk. Brytania…

Perwersja.

Śmiem twierdzić, że nabożny stosunek świata do Rosji i jej kultury bierze się z trzech podstawowych przyczyn:

1) Posmak obcości i wschodniej egzotyki. Takie deformujące rzeczywistość okulary – zaburzający percepcję gadżet, który ewidentne barbarzyństwo ubiera w szatę nieodgadnionej tajemniczości. Bo obok tego barbarzyństwa tworzona jest również kultura…

2) Zauroczenie rozmiarami (taki kulturowy freudyzm). Skoro Rosjanie są tak wielkim narodem, a ich państwo zajmuje tyle miejsca na globusie, to siłą rzeczy stworzona przez nich kultura również musi być wielka i fascynująca… Tajemnicza. A że spora część twórców była i jest nieprzytomnymi imperialistami? O tym „nie trzeba głośno mówić”.

3) Zaczadzenie sowietyzmem, przełożone przez stado „użytecznych idiotów” vel „gównojadów” na dzisiejszą Rosję. Ten wątek scharakteryzowałem w notce „Pokolenie gównojadów”. www.niepoprawni.pl/blog/287/pokolenie-gownojadow%E2%80%A6

Jest coś perwersyjnego w fascynacji tą charakterystyczną dla Rosji mieszanką wysokiej kultury i codziennego, ordynarnego, chamskiego gwałtu. I kwitowania owego gwałtu zdaniami typu: „Cóż, najwyraźniej mają swoje powody. Któż przeniknie tajemnice rosyjskiej duszy?”. Taki zachodni sadomasochizm z nutką zoofilii. Śmieszno – straszny seks z tygrysem, tudzież innym niedźwiedziem.

Rosja jest niczym władca ze słynnej baśni Andersena, przybrany w szaty „tajemniczej rosyjskiej duszy”. Z tą różnicą, że w baśni okrzyk dziecka „król jest nagi” zdemaskował hucpę. We współczesnym świecie, tego typu okrzyki giną we wrzaskach zarówno samego króla, jak i jego dworu, tudzież nader licznie rozsianych wśród tłumu klakierów.

Gadający Grzyb

www.niepoprawni.pl/blog/287/wielkoruska-dusza

www.niepoprawni.pl/blog/287/refleksje-rusofoba%E2%80%A6

www.niepoprawni.pl/blog/287/pokolenie-gownojadow%E2%80%A6

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

... również trudny kunszt baletu najlepiej opanowaliśmy na planecie tej!"

Nie szaleję za Kaczmarskim, ale to było genialnie celne. (Pewnie zresztą to spolszczenie jakiegoś Wysockiego czy kogoś.)

A poza tym dycha.

Pzdrwm

triarius
- - - - - - - - - - - - - - - -
Liberalizm to lewactwo sklepikarzy (i alibi aferzystów).

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pzdrwm

triarius

-----------------------------------------------------

http://bez-owijania.blogspot.com/ - mój prywatny blogasek

http://tygrys.niepoprawni.pl - Tygrysie Forum Młodych Spenglerystów

#31884

Dzięki
pozdrowienia

Gadający Grzyb

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

pozdrowienia

Gadający Grzyb

#31887

"ach, jest gdzieś świat, obce języki lecz nie tu,
tu z ust dobywam głos by rzucić rozkaz psu. (...)"

no i dalszie:

"Są konstelacje gwiazd i nieprzebyte drogi,
ja krokiem izbę mierzę gdy zdrętwieją nogi."

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#31889

"Najlepiej posiedliśmy na planecie tej" ;)

OT: Co do Kaczmarskiego to też mi nie leży. Zdecydowanie wole twórczość Przemysława Gintrowskiego :)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#31894

Mackiewicz w "Drodze do nikąd" zdiagnozował rosyjską duszę jako zwykłe niedopicie. bardzo trafnie

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#31892

pozdrowienia

Gadający Grzyb

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

pozdrowienia

Gadający Grzyb

#31918

Jest to zwykle zakompleksione, tchórzliwe, wiecznie pijane bydle rozdające na lewo i prawo kopniaki, tym słabszym, ale korzącym się przed silniejszym. z tym, że nawet ci silniejsi muszą sie mieć na baczności, bo rosyjska dusza zawsze ściska nóż w garści, schowany za plecami, aby nikt nie widział, ale zawsze gotowy do wsadzenia komuś w plecy.

Mając "rosyjską duszę" za sojusznika zawsze trzeba spać z jednym okiem otwartym

___________________________________

"Strzeżcie się Wilki, strzeżcie się przynęty..."

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

"...dopomóż Boże i wytrwać daj..."

#31901

pzdr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

antysalon

#31902

Pięknie pisze o tym Włodzimierz Bączkowski, polecam.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#31905

Nie tyle "kremlowskie mongolstwo", ile zmongolizowany bizantynizm. Rosja na przestrzeni dziejów stała się cywilizacją synkretyczną, mieszając najgorsze elementy turanizmu i Bizancjum. Od czasów Piotra I pokrywa je pozłotą zachodniego blichtru, ale owa pozłota jest nader cieniutka... Kataklizm ponad 70-ciu lat komunizmu dopełnił dzieła cywilizacyjnego zbydlęcenia...

pozdrowienia

Gadający Grzyb

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

pozdrowienia

Gadający Grzyb

#31917

... biorąc, to barbaria, która jest być może niedaleko od wejścia w fazę Kultury, za to mocno liźnięta przez naszą Kulturę/Cywilizację. Czyli kolejna "pseudomorfoza".

Nie będę ukrywał, że ta akurat interpretacja wydaje mi się najcenniejsza i najpłodniejsza.

Pzdrwm

triarius
- - - - - - - - - - - - - - - -
Liberalizm to lewactwo sklepikarzy (i alibi aferzystów).

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pzdrwm

triarius

-----------------------------------------------------

http://bez-owijania.blogspot.com/ - mój prywatny blogasek

http://tygrys.niepoprawni.pl - Tygrysie Forum Młodych Spenglerystów

#32091

Myślę, że mylisz zwykłych ludzi z kryminalistami i komunistycznymi zbrodniarzami. Uogólnienia częstokroć prowadzą do błędów. Termin ten być może został i uknuty przez jakąś propagandę aby to i tamto wybielić, jednakże nie zapominaj, że Rosjanie również ponieśli wiele cierpień.

Nawet "dzikich wyczynów" Armii Czerwonej nie można uogólniać, bo nie wszyscy tacy byli. Poza tym usprawiedliwia ich w znacznej mierze stopień demoralizacji jaki tam zaczął panować (przy przyzwoleniu dowódców!). To psychologia. Jak w stadzie zaczną rządzić pewne instynkty to mało co jest w stanie je zatrzymać [obejrzyj sobie "drogę do tyranii" czy "pięć kroków do tyranii" (jakoś tak) i zobaczysz jak łatwo zwykły człowiek może stać się kimś bardzo złym].

Siedząc przed komputerem łatwo jest być strażnikiem moralności, ale biorąc udział na żywo w jakichś wydarzeniach, gdy człowiekiem kierują emocje, to jest już zupełnie inna sprawa. Radzę brać takie rzeczy pod uwagę. To psychologia. Na wojnie nawet wiarę w Boga można zatracić. Można postradać rozum. Wojna czyni z Ciebie innego człowieka. A z takich np. zegarków też nie ma co się zbytnio śmiać, bo to szły takie biedoki, że jak zobaczyli zegarek to myśleli, że mają już wszystko. Oni w ZSRR takich rzeczy nie widzieli.

Także dobrze jest starać się trochę zrozumieć tą drugą stronę. Ja staram się być głosem rozsądku.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#31920

O.K. - mógłbym zrozumieć drugą stronę, gdyby owa "druga strona" raczyła przyznać się do swych historycznych i współczesnych zbrodni. Tymczasem, nic z tych rzeczy. Przeczytaj sobie "Głową o mur Kremla". Zresztą, wybacz, ale zacytuję siebie z notki "Refleksje Rusofoba" www.niepoprawni.pl/blog/287/refleksje-rusofoba%E2%80%A6 :

Miejsce akcji – kolej transsyberyjska. Bohaterowie – reporterzy „National Geographic” i bufetowa z rosyjskiego odpowiednika „Warsu”. Bufetowa - skacowana, w poplamionej bluzce, wita obcokrajowców niechętnym burknięciem. Ci, zagajają rozmowę, mówiąc że już wcześniej robili fotoreportaż o Rosji. Bufetowa łagodnieje, jest ciekawa, zatem reporterzy wręczają jej numer „National…”. Pani, w miarę przerzucania kolejnych stron czerwienieje, wreszcie wybucha. Wykrzykuje oderwane zdania, że to nieprawda, że Rosja wcale tak nie wygląda, że może, owszem, teraz jest trudno, ale jeszcze będziemy mocarstwem i jeszcze pokażemy, wszystkim pokażemy, Zachód jeszcze zobaczy…

Szkoda, że nie zachowałem tego numeru "National" i nie mogę przytoczyć zajścia słowo w słowo, ale wierz mi - nie koloryzuję.

I jeszcze takie coś, z tejże notki:

Muszę tu przytoczyć Krystynę Kurczab – Redlich, którą, doprawdy, trudno posądzić o antyrosyjskość. Opisuje ona, jak pokazywała znajomym Rosjanom fotografie z Czeczenii dokumentujące rosyjskie zbrodnie wojenne, m.in. zbiorowe homoseksualne gwałty na schwytanych Czeczenach, zaadaptowane z więziennej subkultury. Reakcją Rosjan (nie żadnych kołchoźników przecież, jeno najszczerszej inteligencji, potrafiącej ponoć godzinami cytować z pamięci Puszkina i Lermontowa) było stwierdzenie: „- No widzisz, co oni robią naszym?” Gdy zszokowana, zaczynała wyjaśniać, że to nie tak, że to Rosjanie dopuszczają się tych bestialstw, odpowiedzią były pełne niedowierzania zaprzeczenia, krzyki… Totalne wyparcie.

Polecam takie książki jak „Pandrioszka”, czy „Bijąc głową o mur Kremla”. Pozbawiają złudzeń, typu „naród rosyjski poczciwy, tylko władza zła”. Naród rosyjski przeżarty jest imperializmem i w sumie trudno się dziwić – mało jest w rosyjskiej historii chwalebnych faktów. Krwawe podboje i równie krwawe deptanie zarówno podbitych jak i swoich. Tu pan, tam niewolnik. Tertium non datur. Pozostaje poczucie dumy z mocarstwowości. Jeżeli Rosjaninowi odbierze się imperium, pozostanie mu tylko samogon.

To tyle, co do mylenia "zwykłych ludzi" z "kryminalistami" i "komunistycznymi zbrodniarzami".

I, na zakończenie: owszem, wiem, że są również porządni Rosjanie, którzy nie uciekają od odpowiedzialności i ze zgrozą patrzą na kierunek w którym podąża ich kraj. Tyle, że są to wyjątki i w swoim własnym społeczeństwie uznawani są za zdrajców i wyrzutków. Często kończą jak Anna Politkowska.

pozdrowienia

Gadający Grzyb

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

pozdrowienia

Gadający Grzyb

#31925

Krzysztof J. Wojtas
Jak zwykle - trafne spostrzeżenia, ale (tu) brak wniosków podsumowywujących.
Bo wnioskiem może być stwierdzenie, że Rosjanie to swołocz "kulturnaja".

Być może w nacznej mierze tak jest, zwłaszcza po "komunistycznym" ucywilizowaniu.

Byłoby wskazane dokonać podobnej analizy dla chwalonej przez Ciebie Cywilizacji Zachodu.
Dopiero porównanie może być interesujące.

Fakt, że tematyka wymaga głębszej analizy - ustalenia pojęć, zasad, kierunków rozwoju i rozumienia samego rozwoju. Jeszcze nie jestem przygotowany do podsumowania, ale każdy taki tekst traktuję jako krok w tym kierunku. Z czasem przybliży rozumienie.
Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Krzysztof J. Wojtas

#31937

zniewolona (została zniewolona). To bardzo podobnie jak z naszą polską duszą. Też ją zniewolono. Narzucono na nas niewidzialne kajdany i wielu ludzi nawet nie zdaje sobie sprawy z ich istnienia. Nie ma już tego co było kiedyś i nigdy to nie wróci. Powolnymi krokami dokonuje się zmiana w mentalności ludzkiej, a kanarek, który urodzi się w klatce będzie myślał, że tak wygląda świat i nie będzie pragnął wolności. (; Nie ma co mieć pretensji do Rosjan jako do ludzi. To również ofiary systemu, które nawet nie zdają sobie sprawy z tego, że są ofiarami.

W czasie II WŚ Rosjanie ponieśli największą ofiarę. Argument mówiący, że sami są sobie winni jest nieprawdziwy. Zwykli ludzie nigdy nie chcą wojny. Do wojen popychają ich elity. Jedyną ich winą była głupota, czyli to że dali wiarę Leninowi i jego obietnicy równości wszystkich wobec wszystkich. On ich celowo oszukał a potem zaczął mordować i jego następcy kazali im ponosić ofiarę de facto za ich zboczenie. Elity są zboczone. Rewolucja francuska była zboczona. Czasem wpadają w jakas dziką obsesję przelewania ludzkiej krwi. Nie można za to winić zwykłych ludzi czy żołnierzy. Cześć z nich staje się zła, ale tu działa pewien mechanizm. Myślę, że zwykli ludzie gdyby znali prawdę to "przyznaliby się do historycznych i współczesnych zbrodni", które popełniła ich władza.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#31958

Nu i tiepier wsio paniatno.;)
Sedno sprawy, zgadza się. A jak jeszcze nam sercoszczipatielnyj romans zaśpiewają i kazaczoka zatańczą w rubaszce, to sadomasochizm Zachodu i nasz też, w błogi stan upojenia i ślepoty zamienia się.

10- bez żadnego ale!

Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Katarzyna

#31962

... Tak powiedział (słyszałem i widziałem) telewizji ruski sołdat, wsiadając do pociągu, kiedy żegnaliśmy "bratnią" Armię Czerwoną (oby na zawsze), która, wbrew temu, czym nas straszył Jaruzelski, nie musiała wkraczać, bo od 45-tego u nas była, aż do tego momentu.
Nic ująć, nic dodać. Masz tu rosyjską i sowiecką duszę jak na dłoni.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

-------------------------
"Dixi et salvavi animam meam"

#31972

Ciekawe podsumowanie. Przy czym zgadzam się, że należy rozróżnić rosyjską władzę od rosyjskiego narodu. Jeśli ktoś chciałby lepiej poznać "rosyjską duszę" to chętnie zamieszczę swoje pamiętniki z Rosji.

Swego czasu pomagałem rozkręcać w Rosji filię jednej niemieckiej firmy z branży komponentów do okien.

wtorek

Wstaliśmy ok. 8:00. Na śniadanie Kolia przygotował stary, mniej więcej tygodniowy chleb. Do tego postawił kawior i zrobił herbatę. Zjedliśmy. Po godzinie rozmów telefonicznych zdecydował się wyjechać do biura. Strasznie pali w samochodzie i muszę mu przypominać, żeby choć trochę otwierał okno. Czasem się cieszę, że mam mocno upośledzony węch przez moje problemy z nosem. Jego samochód przypomina chlew. Głównie ze względu na wszędzie walający się popiół i ciągle otwartą popielniczkę. Jednego peta odpala niemal od drugiego.

W biurze już byli wszyscy. Nasze chłopaki, Jurek i Bartek czekali na Kolię już od godziny, aby zarządził kto co i jak. Kolia jednak się do tego nie palił. Krzątał się w sposób niezorganizowany to tu to tam. W końcu Jurek zaczepił go o plan i spytał, który to klient tak pilnie go wzywał w celu wdrożenia programu do produkcji okien. Tym się zajmuje. Kolia zaczął krzyczeć, że nie ma czasu i żeby dać mu spokój. Wtedy Jurek nie wytrzymał i również gromkim głosem oznajmił, że tak nie będzie pracował. Zaczęło się. Chłopaki pokrzyczeli na siebie. Ledwo słyszałem swoje myśli. Jurek wyszedł na dwór ochłonąć. Skończyło się kolejnymi dyskusjami na dworze i sporządzeniem na kolanie tzw. „listy” klientów wraz z numerami telefonów. Pojechali. Prawie wszyscy. Zrobiło się spokojnie.

Czekaliśmy na klienta. Spóźniał się. W końcu zauważyłem, że Kolia wszedł do biura z jakimś gościem odzianym we flanelowe szmaty i pokazuje mu nasze wyroby. Facet ten nie sprawiał wrażenia właściciela firmy. Bardziej przypominał bezdomnego z dworca centralnego w Warszawie. Niemniej o ocenianiu ludzi po wyglądzie należy zapomnieć. Szczególnie w Rosji. Nie poprosił mnie, nikogo nikomu nie przedstawił. Podszedłem sam. Domyśliłem się, że to jest ten klient na którego czekaliśmy. Zacząłem więc oczywiście zachwalać produkt, pokazałem mu program. Nawet nie dałem mu wizytówki, niemniej jestem przekonany, że wcale tego nie oczekiwał. Po prostu przyjechał, popatrzał, wypalił dwa papierosy i stwierdził, że będzie u nas kupował. Cen, na których mu tak zależało nawet jeszcze nie poznał. Nic tu nie rozumiem.

Wysłałem do rodziny i kolegów z firmy kilka zdjęć, które zrobiłem dziś rano. W domu, w biurze. Większość nie uwierzyła w ich autentyczność. Boże, co ludzie wiedzą o Rosji i życiu tutaj.

Jurek przesłał mi smsa. Pisał, że robi prezentację programu na kolanie w samochodzie. Tak jeszcze nigdy nie miał. Na dworze było zimno.

Siedzieliśmy w biurze do 19. Potem pojechaliśmy „na kolację”. Ja w samochodzie z Kolią. Musiał wstąpić do banku więc zeszło z pół godziny. Restauracji nie znał. Zaproponował ją jego nowy pracownik, Siergiej, na którego Kolia potrafi tylko wrzeszczeć. I to tak, że po wszystkim szumi w uszach. Wyjechaliśmy z miasta. Był las. Skręciliśmy na jakąś boczną drogę. Skończyły się lampy. Dziury były coraz większe. Czekałem aż weźmie komórkę i zacznie się drzeć na swojego Siergieja. Ruszył. Wykręcił numer, zaczął od „bliadzi”, czyli ruskiej „kurwy”. Wyzwał go od wszystkich możliwych „opóźnionych w rozwoju” po czym spytał gdzie jest ta restauracja i czy „w mieście kurwa mu restauracji nie starczyło”. Uśmiałem się. Darł mordę przez komórkę, zawracał, zatrzymywał się. W końcu wyłączył telefon i stanął. Spytałem, czy po nas podjadą. Nie otrzymałem odpowiedzi. Tylko pokazał mi nowy opis swojego pracownika w komórce: „debil”. Czekamy. Po 10 minutach pojawiła się nasza firmowa Almera. Pojechaliśmy razem. Sami byśmy chyba nie trafili. Miałem wrażenie, że jesteśmy na końcu świata. Wtedy ukazał się budynek restauracji. Odetchnąłem.

Zamówiliśmy jedzenie i wódkę. 1,75 litra. Szedł kieliszek po kieliszku. Po trzecim stwierdziłem, że mi już starczy na dzisiaj. Byłem samotny w tym postanowieniu. Zjedliśmy, wypiliśmy, chłopaki wsiedli do samochodów i pojechali. Kolia wpierw dmuchnął w kieszonkowy alkomat. Miał 0,68. Nie przeszkadzało mu to.

Po drodze stwierdził, że pojedziemy na godzinkę do sauny. Tak też zrobił. Poszliśmy w czwórkę. Jurek i Bartek już padli w swoich pokojach. Ja spałem u Kolii, więc nie miałem dużego wyboru. W saunie Kolia zaczął zamawiać prostytutki przez telefon. Podobno same zadzwoniły a on, wspaniały kolega pomyślał o mnie. Dziwił się, skąd miały jego numer. Było po 23. Rano mieliśmy jechać 120 km po ruskich drogach do klienta a o 16 mieliśmy umówione kolejne spotkanie w Tule. Trzy razy wciskał mi telefon do ręki, żebym „porozmawiał z dziewczynami”. Trzy razy odmówiłem i próbowałem wybić mu nocne szaleństwa z głowy. Powiedziałem mu, że chodzę do łóżka tylko z miłości. Za chwilę przyleciał więc ucieszony z komórką krzycząc, że jakaś dziewczyna chce właśnie „z miłości”. Namolny wciskacz. Albo to jakaś podpucha, albo faktycznie pracuje tam jakaś szkarada, której nigdy nikt nie wybiera i, jak każda kobieta, sama potrzebuje miłości. Mało mnie to jednak już obchodziło. Marzyłem tylko o tym, żeby się wreszcie położyć. Po 45 minutach skończył gadać. Sauna trwała więc półtorej godzinki i kosztowała mnie kolejne 750 rubli. I jak tu oszczędzać w takich warunkach.

Wracaliśmy do domu. To były tylko 2 kilometry. Po drodze dwa śmiertelne wypadki. Zderzenie czołowe Łady z Wołgą. Łada leżała na dachu, Wołga do kasacji. 300 metrów dalej potrącony przechodzeń. Pewnie pijany. Przykryty czarną folią, widać było tylko nogi. Tutaj punkt dla Rosji. W Chinach nie zakrywają zwłok folią. Oprócz tego dwa patrole milicji i mój pijany kierowca. Podziwiam go za odwagę. Zapewne liczył, że sauna obniżyła mu parę promili.

Tutaj milicja czepia się wszystkiego. W stosunku do „inostranców” uwielbiają się czepiać zameldowania. Wszędzie, gdzie przebywasz ponad 3 dni musisz się zameldować a potwierdzenie z milicji nosić przy sobie. Inaczej mogą cię zatrzymać i „wyjaśniać” – chodzi oczywiście o łapówkę. I nie byłoby to takie straszne, gdyby nie fakt, że legalną rejestrację można zrobić tylko w drogich hotelach. Jak wynajmujesz mieszkanie to nikt nie zgodzi się na to, aby cię w nim zameldować. Załatwiasz więc lipną rejestrację i liczysz na to, że nie będą wyjaśniać. Życie w ciągłym stresie. Tak mnie kontrolowali na ulicy już dwa razy – uwielbiają to.

Kolumb
http://polskie-forum.pl

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#32347

środa

W domu byliśmy o godzinie 0:30. Ległem na łóżku po to, aby Kolia obudził mnie o 7 rano. Najwyraźniej sam nie mógł spać i postanowił wcześniej pojechać do biura.

Pojechaliśmy więc. Nowy technik, Siergiej przyjechał z godzinnym opóźnieniem. Został obrzucony przez Kolię wiązanką niewybrednych epitetów na 140 decybeli. To ulubiona rozrywka Kolii na początek pracy. Na koniec dnia z kolei dzwoni do Moskwy, do Tatiany, aby na nią wydzierać się za nieróbstwo wszystkich pracowników rosyjskiej centrali.

Pojechaliśmy do Efremowa, mieściny odległej o 120 km od Tuły. Wyjechaliśmy po 11 zamiast, tak jak w planie o 9:00. O 16 mieliśmy umówione kolejne spotkanie w Tule a w Efremowie chcieliśmy jeszcze „zapolować” na nowych klientów. Krótko mówiąc z czasem było krucho.

Po drodze słuchałem ruskiego mordodarcia, które ktoś przez pomyłkę nazwał muzyką. Na pełnej parze. Kolia inaczej nie umie słuchać muzyki. Chwilami ścisza – wtedy sam się drze. No i te jego papierosy.

Dojechaliśmy do klienta i szybko zapomniałem o wczorajszych flanelach. Jego zakład, jak jakaś oaza na tej pustyni, sprawiał nawet całkiem przyzwoite wrażenie. Co ważne – w środku było ciepło. To jest w Rosji naprawdę ważne. Zrehabilitował się za wczorajszą aparycję. Za to Kolia zapomniał spakować połowy jego zamówienia (no, powiedzmy, że mniejszej połowy) bo jak twierdzi, była na drugiej stronie i zapomniał odwrócić kartkę. Za to wydarł się na swojego Siergieja, że „jutro debilu przywieziesz to tutaj i chuj mnie obchodzi, że masz popsuty samochód”. Kolia lubi demonstrować swoją władzę. U każdego klienta podkreśla, że jest „generalnym dyrektorem firmy …”. Nigdy nie powiedział, że jest dyrektorem – zawsze generalnym. Oprócz generalnego dyrektora w jego koncernie pracuje jeszcze technik księgowa i dwóch chłopaków z magazynu. Aż trudno zapamiętać imiona wszystkich pracowników. Ale on jest najważniejszy ze wszystkich dyrektorów w tej firmie.

Po paru dyskusjach zostawiliśmySiergieja, Bartka i Maksima, żeby zmontowali z klientem pierwsze okna i zainstalowali mu program. Pojechaliśmy polować. Kolia jednak szybko stwierdził, że jest już za późno i musimy wracać od razu do Tuły. Niemal siłą zmusiłem go do wstąpienia do jednego dealera. Nie żałuję – dał nam kontakt do producenta. W przyszłym tygodniu spróbujemy do niego zajechać.

W drodze do Tuły zadzwonił Janusz. Jak zwykle nic nie załatwił z naszymi wizami. Tym razem zabrakło paru papierków, których braku jeszcze dwa dni temu sympatyczna pani z okienka nie widziała. Jest też podobno jakiś problem z moją wizą jednorazową – ale Janusz nie umiał mi powtórzyć jaki. Termin jego wizy niedługo upływa – to przestaje być śmieszne. Był załamany, słychać było w głosie – rzadko widzę (słyszę) go w tym stanie. Poleciłem mu, żeby jechał już do domu i walnął sobie setkę. Myślę, że nie posłuchał. Przynajmniej z tym pierwszym.

Załączam zdjęcie toalety z przydrożnej stacji paliw i kawiarni. Ten poziom być może już odpowiada zakładanym standardom po dokonaniu oszczędności u nas w firmie. Zdjęcie mówi za siebie i na próżno tam szukać sedesu. Widać też, że nie każdy ma dobrego cela...

Po drodze samochód Kolii zaczął sygnalizować, że nie ma hamulców. Trochę się spękaliśmy ale okazało się, ze są. Może po prostu psikus elektroniki. W tych temperaturach wszystko wariuje. Pojechaliśmy dalej.

Dojechaliśmy do Tuły. Zadzwonił facet, z którym się umówiliśmy na 16. Chcemy go zwerbować od konkurencji. Nie ma czasu, żeby dziś się spotkać. Super. Mogliśmy spokojnie zostać w Efremowie – ale i tak już mleko się rozlało.

Kolia, który nie może się z niczym wyrobić postanowił więc wpaść do znajomego klienta na herbatę. Szczerze mówiąc nie wiem po co, zaczął mu wciskać nasz program, co mu zresztą subtelnie wyperswadowałem. Skończyliśmy na dyskusji o saunach i nauce chińskiego. Takie tam pogaduchy.

Przyjechaliśmy do biura. Jest po 20:00, czekamy na chłopaków. Nie wiadomo kiedy wrócą i co nas jeszcze dzisiaj czeka.

W domu, późnym wieczorem Kolia nie dał mi żyć. On musi z kimś rozmawiać – na żywo lub przez telefon, z kimś się kłócić, jeść, wrzeszczeć, palić papierosa lub siedzieć na internecie. Jeśli nie robi żadnej z tych rzeczy czuje pustkę. Chodził więc za mną jak ogon i pytał co robię, o czym myślę, kto dzwonił, co powiedział itp. Koszmar. Ani chwili intymności i spokoju.

Kolumb
http://polskie-forum.pl

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#32348

czwartek

Kolia obudził mnie tym razem o 7:30 pytając czy czuję zapach krwi. Ja, nieco zdezorientowany spytałem o co mu chodzi, na co mi odpowiedział, że prawdziwy myśliwy musi czuć zapach krwi a my dziś jedziemy polować na klientów. No dobra, pomyślałem, jedziemy polować.

Wczoraj zrobiłem zakupy, więc lodówka dziś nie była pusta. Przyjechaliśmy do biura niemal równo z Jurkiem, Bartem i Maksem. Dziś miał się odbyć kolejny montaż okuć u klienta w Michajłowie, 120 km od Tuły – jednak w kierunku Riazania. Chłopaki wyjechali o 10:00 – czyli wszystko w porządku. Kolia krzątał się bezładnie do ok. 12:00, po czym oznajmił mi, że jedziemy polować. Spytałem, czy jest sens zabierać komputer, na co otrzymałem odpowiedź odmowną. Wziąłem więc parę folderów, wizytówki, notes i wsiadłem do samochodu.

Droga była koszmarna. Wąska, dziurawa, zalodzona, kiepsko oznakowana. Na szczęście mieliśmy opony z kolcami. Wszędzie leżał śnieg i wciąż padał nowy. Kolia znalazł pretekst, żeby się wydrzeć na naszych chłopaków, gdyż o 12:30 jeszcze nie byli na miejscu. Zrobił to dość niewybrednie wyzywając swoich kolegów od „jobnutych pizdobołów” czy czegoś takiego. Pytał gdzie się obżerali i czy wreszcie wezmą się do roboty. Brakowało im jeszcze 50 km do Michałowa. W Rosji trudno przewidzieć, ile trwa przejechanie zimą 50 km.

Po drodze zadzwonił do kolegi, który miał nam przedstawić nowego klienta w Bogorodzicku (połowa drogi do Michajłowa). Nie miał teraz czasu, więc umówiliśmy się, że wpadniemy w drodze powrotnej. Spojrzałem na zegarek. Była 13:30 a my mieliśmy jeszcze spotkanie w Michajłowie. Nic nie jedliśmy od śniadania. Wtedy Kolia zauważył szyld „drzwi i okna” i jakiś zakład. Rzucił ruskie „O KURWA”, stanął na środku drogi, zawrócił i wjechaliśmy w jakieś zabudowania.

Był tam jakiś sklep opisany jako „okna”. Zajrzeliśmy tam. Nie mieli okien, ale za to mieli prawie wszystko potrzebne do ich produkcji. Oprócz naszych wyrobów. Co za szczęście. Wcisnęliśmy im więc co nieco – mało tego, stał u niego w kolejce jakiś mały producent okien – z nim też przy okazji porozmawialiśmy i wymieniliśmy wizytówki. Prawdopodobnie oboje będą u nas kupować. Popracujemy jeszcze nad tym. I tak powinno być w każdym banku.

Dojechaliśmy do Michajłowa, posiedzieliśmy u klienta. Chłopaki skończyli robić okna. Jedne drzwi stały do góry nogami, więc się śmiałem, że pomylili zawias górny z dolnym, szyba powinna być u góry a nie na dole i na dodatek otwierają się na lewo zamiast na prawo. To tak, żeby uprzedzić atak Kolii na swojego technika u klienta. W końcu nie widział go jakieś 4 godziny a ostatnio darł się na niego przez telefon. To nie to samo.

Wracaliśmy. Chłopaki pojechali swoim samochodem, ja z Kolią. Zatrzymał się przy pierwszej restauracji. Zjedliśmy coś i pojechaliśmy dalej. W Nowomoskowsku, po drodze, przypomniał sobie, że mieliśmy wpaść do klienta z Bogorodzicka. Wymyślił więc, że pojedziemy z naszym Bartkiem, jako technikiem. Zadzwonił do chłopaków. Też byli w Nowomoskowsku, ale za nami. Również coś jedli. Mieścina miała może 15 km długości. Zatrzymał się więc przy wyjeździe z miasta i czekaliśmy.

Czekaliśmy.

Czekaliśmy.

Minęło pół godziny. Zadzwonił mocno podirytowany do swojego technika. Ten zapewniał, że już podjeżdżają. Tak minęło kolejne pół godziny. Sam się zacząłem zastanawiać, jak długo można jechać 15 km. Dorwał komórkę. To było straszne. Darł się, pluł na kierownicę, machał łapami, wyzywał go od najgorszych niekompetentnych debili. Ten facet ma gardło nie do zdarcia. Za 5 minut podjechał ich samochód. Bartek zaczął niemal swoim ciałem zasłaniać technika Kolii i go tłumaczyć, że to nie jego wina i że zgubili się po drodze. Jak Kolia się wykrzyczał to zorientował się, że jest już za późno, aby jechać do klienta. Bartek nie był nam już potrzebny. Czekaliśmy więc na marne.

Kolia stwierdził, że pojedziemy do hotelu, tam przenocujemy i rano uderzymy do klienta. Do Tuły było tylko 70 km więc usilnie go namawiałem, żeby przenocować w domu i rano przejechać. Bez skutku. Kolia jest generalnym dyrektorem i wszystko wie najlepiej.

Jechaliśmy więc do hotelu. Nie miałem ze sobą nic. Ani ładowarki do telefonu, ani szczoteczki do zębów ani majtek na zmianę. Kasa w kieszeni już mi się kończyła a karta VISA w tych okolicach nie jest znana właścicielom hoteli. Umówiliśmy się więc, że weźmiemy dwuosobowy pokój i Kolia za niego zapłaci. Perspektywa kolejnej nocy z Kolią w jednym pokoju (oby nie łóżku, choć i tak już bywało) przepełniła mnie nieopisaną radością.

W Bogorodzicku czekał na nas poznany przez internet kolega Kolii. To on naprowadził go na ślad klienta, którego jutro z rana mieliśmy odwiedzić. Podjechaliśmy do motelu. Twarz Kolii rozjaśniała, gdy zobaczył, że jest w nim działająca sauna. Plan na wieczór był więc prosty. Wpierw pijemy w restauracji, potem w saunie a potem się zobaczy. To jedno Kolia potrafi planować.

Moja deklaracja abstynencji rozczarowała Kolię dość poważnie. Po kilku zapewnieniach, że nie mam zamiaru dzisiaj pić Kolia ze swoim kolegą zabrali się za dzieło. Dalej było coraz gorzej. Kolia, jako generalny dyrektor przyjął swojego kolegę do pracy. Przy obiecywanej pensji, jak na moją orientację, dwukrotnie przekroczył budżet, którym dysponował. W saunie omówili już plan wypowiedzenia poprzedniej pracy. Dobrze, że nie było kartek A4 bo by jeszcze podpisali umowę. Moje próby wytłumaczenia Kolii, żeby poczekał z robotą do jutra i załatwiał takie sprawy na trzeźwo spełzły na niczym. Po saunie poszliśmy do pokoju. Chciało mi się spać. Kolia natomiast w szampańskim humorze włączył swojego laptopa, przez komórkę połączył się z internetem i głośno komentując pokazywał coś swojemu koledze. Było już grubo po północy. Z samego rana musieliśmy wyjeżdżać. W końcu obaj opuścili pokój. Zasnąłem. Obudził mnie Kolia wracający ok. 4 do pokoju. Zapewne zarysowali już ze swoim kolegą biznesplan na najbliższe dwa lata. Tylko po co, i tak go zmienią…

Kolumb
http://polskie-forum.pl

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#32349

piątek

Rano pojechaliśmy do klienta. I to był jeden z tych dni dla których warto pracować. Klient zainteresowany, miły. Zaczęliśmy mu więc przedstawiać na Kolii laptopie nasz program do produkcji okien. Kolia jednak przedtem długo bawił się w nocy swoim laptopem i nie wziął ładowarki. Tak więc po narysowaniu ramy okiennej bateria odmówiła współpracy. My w trójkę, i co gorsza, zaintrygowany tematem klient, ujrzeliśmy czarny ekran.

Wyratowałem sytuację opowiadając czego to jeszcze nasz program nie potrafi i umawiając się na prezentację w biurze Kolii wraz z właścicielem firmy. Potem poszliśmy zwiedzać halę produkcyjną. Miała ponad 2 000 m2. To było stanowczo za dużo jak na niego. Tłumaczył się, że planuje komuś podnająć część. Tak czy inaczej – klient ciekawy – umówiliśmy się na kolejne spotkanie. Powinno się coś urodzić.

Wracaliśmy więc w szampańskich nastrojach do Tuły. Przed nami było trochę formalności, spotkanie z gościem od konkurencji i droga do Moskwy zaśnieżonymi drogami. Potem jeszcze 3 godziny stania w stołecznych korkach i o 21 byliśmy wolni jak ptaki. Weekend się zaczął.

Kolejny tydzień zapowiada się jednak mniej wesoło. Mam go spędzić w stolicy. I tu jestem winien małe wyjaśnienie. Kolia mimo wyżej opisywanego zachowania zasługuje, mimo wszystko, na miano pracownika roku naszej rosyjskiej filii. W Moskwie jest tylko gorzej. Marazm, nieróbstwo, spychologia, defetyzm i to wszystko firmowane postawą dyrekcji firmy, która nie ma elementarnego pojęcia o prowadzeniu biznesu. Klienci kupują tu już tylko z przyzwyczajenia i lenistwa. Niektórzy odchodzą, nowi rzadko przybywają. Pytanie – jak długo to jeszcze wytrzyma.

sobota, niedziela

Weekend minął pod znakiem wiatrów śniegu i deszczu. Jakakolwiek wyprawa „na zwiedzanie” byłaby przyjemnością czysto masochistyczną. Biedny Bartek musiał się nieźle wynudzić w hotelu na tym wygwizdowie. Ja się ratuję chodząc na siłownię, basen i saunę. To tutaj jedyna rozrywka. W firmie liczy się, że miałem wolny weekend i nie pracowałem. Cóż, kto nie był, nie widział – nie ma pojęcia o czym mówi. Ale to już inny temat…

Kolumb
http://polskie-forum.pl

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#32350