Ekologia kontra ekologizm.

Obrazek użytkownika Gadający Grzyb
Idee

Ekologiści traktują ochronę środowiska naturalnego w sposób instrumentalny, jako pretekst do globalnej przebudowy stosunków społeczno – gospodarczych.

1) Sen.

Miałem kiedyś sen, tak intensywny i plastyczny, że pamiętam go do tej pory.

Zdewastowany świat przyszłości rodem z katastroficznej fantastyki. Wraz z grupą znajomych żyjemy w walących się betonowych blokowiskach. Brud, nędza; gruzowisko będące niegdyś wielkim miastem. Ale, niedaleko od miejsca naszej wegetacji, rozciąga się połać kusząco zielonego lasu, otoczonego wysokim płotem, zabezpieczonym u góry kłębami drutu kolczastego. Wstęp surowo wzbroniony. Jest to, jak nam mówią, obszar rekultywacji – władze w pocie czoła usiłują odtworzyć naturalne środowisko, by stworzyć potomności godziwe warunki życia na ponurej, wyniszczonej planecie.

Jednak, pewnego dnia, ciekawość bierze górę. Przełazimy przez ogrodzenie, tniemy drut kolczasty. Wokół morze zieleni. Biegniemy wśród drzew, ciesząc się jak dzieci. Nagle las się urywa. Otwiera się przed nami wielka polana, na której pyszni się osiedle wspaniałych, eleganckich willi. Inny świat. My, zgraja półdzikich obdartusów, stajemy oniemiali. Więc to tak żyją sobie nasi władcy… I olśnienie: niczego nie trzeba „rekultywować”. Trzymają nas w getcie, bo tak wygodniej rządzić.

Wtem powietrze przeszywa ryk syren. Po chwili daje się słyszeć ujadanie psów i gwizdki. Policja ekologiczna! Rzucamy się do ucieczki. Na próżno. Wyłapują nas, jedno po drugim. Słyszymy zarzut: złamanie prawa ekologicznego, polegające na wtargnięciu na tereny rekultywacyjne. Wprowadzają nas po kolei do jakiegoś bunkra. W końcu przychodzi kolej na mnie. Ciemno. Chłód i wilgoć. Strażnik otwiera ciężkie metalowe drzwi. Wchodzimy do dużej, słabo oświetlonej sali. W półmroku kołyszą się na stryczkach ciała mych współtowarzyszy.

Przejmujący strach oblewa mnie jak kubeł lodowatej wody. Szarpię się w tył, lecz Strażnicy Przyrody trzymają mocno. Wpychają mnie na krzesło, ktoś zakłada mi pętlę na szyję. Czuję na skórze każdy splot solidnego, grubego sznura. Potworne uczucie, suchość w ustach, paraliżująca panika. Ktoś wykopuje krzesło spod nóg, natychmiastowe odcięcie tlenu, czerwień przed oczami…

Budzę się, chwytając łapczywie powietrze.

2) Jawa.

Proszę darować ten nieco ekshibicjonistyczny wstęp, ale opisany sen przypomina mi się za każdym razem, gdy słyszę o kolejnych, coraz bardziej szalonych żądaniach ekologistów. Właśnie – ekologistów, nie ekologów, między tymi pojęciami istnieje bowiem zasadnicza różnica.

a) Ekolodzy i ekologiści.

W telegraficznym skrócie, ekolog jest osobą, której leży na sercu dobro przyrody i która działa na jej rzecz zgodnie z aktualnym stanem wiedzy i, co może ważniejsze – zdrowym rozsądkiem. Ekologista natomiast traktuje ochronę środowiska naturalnego w sposób instrumentalny, jako pretekst do globalnej przebudowy stosunków społeczno – gospodarczych. Co za tym idzie, o ile ekologia jest nauką o przyrodzie i współzależnościach, tudzież procesach, które w niej zachodzą, o tyle ekologizm jest ideologią mającą na celu przebudowę świata zgodnie z lewicową dogmatyką – szczególnie zaś zmianę w stosunkach międzyludzkich, relacjach władza – obywatel, poddanie procesów społecznych i gospodarczych wszechogarniającej kontroli w duchu kolektywistycznej urawniłowki.

Słowem, ekologizm jest kolejną odsłoną antywolnościowej, totalniackiej z ducha Antycywilizacji Postępu.

Nie przeszkadza to oczywiście podczepić się pod ową ideologię różnej maści pożytecznym idiotom szczerze wierzącym w swe posłannictwo, konformistom podążającym za każdą dominującą aktualnie modą, czy cwanym kanaliom węszącym w ekologizmie okazję do zrobienia łatwych pieniędzy (Al Gore). Całe to wymieszane stado napędza za pomocą mediów ogłupiającą ogólnoświatową histerię, za którą, chcąc nie chcąc, podążają politycy – jedni by nie stracić dobrej prasy i uniknąć napiętnowania, inni – widząc w owym pędzie okazję do poszerzenia zakresu swej władzy. Samonapędzający się terror intelektualny. Nieliczne wyjątki, jak Vaclav Klaus, skazane są na polityczno – medialny ostracyzm.

b) Zdrowy rozsądek i kindersztuba.

Nie znaczy to, że problem ochrony środowiska nie istnieje. Każdy normalnie myślący człowiek zdaje sobie sprawę z tego, że należy oczyszczać ścieki, że fabryki nie powinny spuszczać zanieczyszczeń bezpośrednio do rzek, że nie można uwalniać toksycznych wyziewów do atmosfery bez uprzedniej filtracji, że należy utylizować odpadki. Każdy kto pamięta mętne szamba, jakimi były polskie rzeki zatrute peerelowskim przemysłem, każdy kto widział zniszczone sudeckie lasy, każdy kto wdychał powietrze przemysłowych dzielnic, pewnie się z tym zgodzi. I to są normalne, ekologiczne działania, podyktowane zdrowym rozsądkiem, który każe nam dbać o swoje otoczenie.

Nie od rzeczy będzie też wspomnieć o dobrym wychowaniu, staroświeckiej kindersztubie, która nas uczy, by nie śmiecić. Mało co denerwuje mnie tak, jak widok dzikiego wysypiska w lesie (co rusz napotykam takowe podczas grzybobrań), czy puste butelki i papiery na górskim szlaku. Zadziwiające, zwłaszcza, gdy skonfrontować to z zalewem eko-propagandy, dudniącej od rana do nocy w rozlicznych przekaziorach.

A może nie takie znów zadziwiające? Problem w tym, że ludziska faszerowani na co dzień eko-propagandą i wiarą w globalne ocieplenie, nie przyswoili w swoim czasie odpowiednich wzorców i dlatego, zamiast płacić za wywóz śmieci ze swych posesji, wolą wyrzucić je w lesie. Zamiast płacić za opróżnienie szamba, murują je tylko do pewnego miejsca w głąb, by część fekaliów „samoistnie” wsiąkała w glebę i do wód gruntowych, lub opróżniają je po kryjomu do rowu. I bynajmniej, nie są to jacyś „ciemni chłopi”. Oto skutki zaniku elementarnej kindersztuby.

Na zdrowy rozum wydawałoby się, że to wtórne barbarzyństwo, że tych ludzi trzeba na nowo wychować. Ale, „wiedzący lepiej” nie po to trudzili się przez większość ubiegłego stulecia nad zniszczeniem tradycyjnego wychowania, by teraz je przywracać - Boże broń! Celowo stworzoną próżnię aksjologiczną zapełniają pracowicie własnym tworem - społeczną antypedagogiką postępu, tutaj występującą pod płaszczykiem ideologii ekologizmu. Na tym polega ich „misja” i postępowa reedukacja. Tę tematykę opisałem wcześniej dość obszernie: http://www.niepoprawni.pl/blog/287/kindersztuba-vs-antypedagogika-postepu

c)Zielony totalitaryzm.

Do czego opisana eko-indoktrynacja jest potrzebna? Ano, do wspomnianej wyżej przebudowy świata. Jeżeli np. teza o globalnym ociepleniu zostanie (przy społecznym poklasku) usankcjonowana prawnie i podniesiona do rangi niepodważalnego dogmatu, w ręce ekologistów (działaczy różnych Greenpeace’ow, polityków i zideologizowanej biurokracji) trafi gigantyczna władza i fundusze. Zniknie gospodarka taka, jaką znamy, zastąpiona jakimś globalnym systemem nakazowo – rozdzielczym, gdzie nośnikiem bogactwa stanie się dystrybucja kwot CO2. Zamiast „niewidzialnej ręki rynku”, będzie „niewidzialna waluta” rozdzielana przez ogólnoświatowych redystrybutorów, pożądana bardziej niż dziś ropa i gaz razem wzięte.

Władza uzyska prawo kształtowania życia i postaw obywateli w nieporównywalnym do dzisiejszego rozmiarze. Obywatel (trafniej byłoby rzec – państwowy niewolnik) będzie kontrolowany na każdym kroku – od sortowania własnych śmieci, po obligatoryjne korzystanie z „energooszczędnych technologii”. Od żarówek, przez „ekologiczną” żywność, po samochody i kontrolę urodzin, by ludzie nie wydychali za dużo dwutlenku węgla.

Nieprzypadkowo solą w oku ekologistów jest energia atomowa, nieprzypadkowo też przejawiają zadziwiającą powściągliwość w kwestii geotermii. Choć czyste i wydajne, oba źródła energii mają bowiem z ich punktu widzenia podstawową wadę: uniezależniają tych, którzy winni być poddani nadzorowi i umożliwiają dynamiczny rozwój gospodarki. Ekologiści zaś chcą, by rozwój był „zrównoważony” (czytaj – wyhamowany). Tego zaś nie da się osiągnąć bez permanentnej kontroli.

Dlatego za wszelką cenę i wszelkimi sposobami należy zagłuszać i deprecjonować głosy klimatycznych „negacjonistów”, promować zaś skrajnie kosztowne i niewydajne rozwiązania. Prawda, nieprawda – grunt, że teoria „globalnego ocieplenia” służy naszym celom. Przypomnę jeszcze raz - ekologiści traktują ochronę środowiska naturalnego w sposób instrumentalny, jako pretekst do globalnej przebudowy stosunków społeczno – gospodarczych.

d) Władza nad eko - Utopią.

Używając analogii do opisywanego na wstępie snu – toczy się gra o to, kto zamieszka w ekskluzywnym willowym osiedlu, a kto będzie wegetował w slumsach. Do tego bowiem doprowadzi spełnienie rujnujących gospodarczo ekologistycznych postulatów. Podporządkowanie się tym żądaniom sprowadzi na naszą cywilizację zagładę o wiele pewniej, niż zatrucie środowiska, wybuch nuklearny, mityczne „globalne ocieplenie”, równie mityczne „przeludnienie”, tudzież inne globalne klęski wieszczone przez ekofanatyków, jeżeli pozwoli się ludzkości na „niekontrolowany rozwój”. A gdy doprowadzimy się już do ruiny, wówczas oni - światli i rozumni, zajmą się urządzaniem świata („nowego i wspaniałego”, oczywiście). Świata, który sami uprzednio, świadomie i celowo, zdewastowali.

Zakończenie.

Szczyt klimatyczny w Kopenhadze zakończył się, na całe szczęście, przyjęciem niewiążącej deklaracji. Instynkt samozachowawczy chwilowo wziął górę. Nie łudźmy się jednak – to zaledwie odroczenie wyroku na wolność, gospodarkę i zdrowy rozsądek. Ekologiści prędzej czy później dopną swego.

Gadający Grzyb

P.S. Ekologia (gr. oíkos + lógos = dom + nauka) – nauka o strukturze i funkcjonowaniu przyrody, zajmująca się badaniem oddziaływań pomiędzy organizmami a ich środowiskiem oraz wzajemnie między tymi organizmami. (Wikipedia)

P.S.2 Inne teksty „ideowo - cywilizacyjne”:

http://www.niepoprawni.pl/blog/287/humanistyczne-homozaslubiny http://www.niepoprawni.pl/blog/287/antycywilizacja-postepu

http://www.niepoprawni.pl/blog/287/antycywilizacja-postepu-cz-2

http://www.niepoprawni.pl/blog/287/antycywilizacja-postepu-cz-3

 

http://www.niepoprawni.pl/blog/287/wypisy-z-antycywilizacji-postepu-ap-odc-1

http://www.niepoprawni.pl/blog/287/kaplani-w-togach-przyczynek-do-antycywilizacji-postepu-odc2

http://www.niepoprawni.pl/blog/287/irracjonalni-racjonalisci

http://www.niepoprawni.pl/blog/287/talibowie-laicyzmu

http://www.niepoprawni.pl/blog/287/racjonalizm-po-sadursku

http://www.niepoprawni.pl/blog/287/geje-kontra-homoseksualisci

http://www.niepoprawni.pl/blog/287/mala-analiza-ideologii-tolerancjonizmu

http://www.niepoprawni.pl/blog/287/kindersztuba-vs-antypedagogika-postepu

http://www.niepoprawni.pl/blog/287/gdy-cezar-siega-po-boskie%E2%80%A6

http://www.niepoprawni.pl/blog/287/pokolenie-gownojadow%E2%80%A6

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Gadający Grzybie ja to nazywam po prostu "życiem z naturą za pan brat" i "ekonazizmem". Od małego moi dziadkowie i rodzice uczyli mnie że drzewo jest po to aby nim palić w piecu, robić z niego deski itp. Ale też aby nie stracić własnego drzewa trzeba w miejsce wyciętych posadzić nowe (w sumie posadziłem pewno ponad 1000). Tak samo mówiono mi że zwierzęta są po to aby: 1. być obrońcami człowieka (pies), 2. być siłą roboczą (koń), 3. być zwierzętami hodowlanymi dla futra, mięsa, jajek, mleka. Dzikie zwierzęta dzielą się na pożyteczne i szkodniki. Pożytecznych się nie rusz, szkodniki tępi. Ale nie wolno zabijać gdy nie ma potrzeby, nie wolno znęcać się nad nimi itp.
Ekonazizm wmawia mi i moim dzieciom że jestem za głupi aby im przekazać te same prawdy. Mówi się że zwierzęta i rośliny są "naszymi braćmi i siostrami" - ja tam mam innych ale jak ktoś ma za brata świnię to niech ma a mnie do tego nie miesza. Że zwierzęta "myślą" - paranoja. Nie mogę wyciąć własnego drzewa bez pozwolenia władzy. Masz rację ekonazim jest jedną z odnóg systemu totalitarnego i to w najgorszym wydaniu.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

----------------------------------------------------------- "Polska Niepodległa to Polska niebezpieczna" Lenin

#40891

Otóż to! To, co opisujesz (dziadkowie, rodzice) jest wzorcowym przykładem zdroworozsądkowej koegzystencji człowieka z przyrodą. Ekologistom - wara!

pozdrowienia

Gadający Grzyb

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

pozdrowienia

Gadający Grzyb

#40912

Te wszystkie limity emisji CO2 to narzędzie do spowalniania rozwoju krajów rozwijających się, do których należy także Polska. Ocieplenie to pic na wodę. Tak naprawdę to nie wiadomo w jakim stopniu przyczynia się do tego działalność człowieka. O tym mówiło się już od dawna, ale oczywiście mało kto tego słuchał. Dzisiaj poniekąd (najprawdopodobniej) dzięki Rosji prawda zaczyna wychodzić na światło dzienne. Ci pseudonaukowcy manipulowali wynikami badań, częstokroć wysysając je z palca. Firmowali to własnymi autorytetami i grała muzyka.

Poza tym - kto jeszcze tego nie widział niechaj zobaczy:
http://frycz.pl.salon24.pl/144326,swietlowka-kompaktowa-czyli-my-ekofraj...

Włos się jeży na głowie. Wałek za wałkiem.

-----------------

Nie mówię, że ekologia jako całość jest zła. Nie jest tak. O środowisko należy dbać. Wyrzucanie śmieci do lasu uważam za skurwysyństwo. Również zanieczyszczanie rzek etc. Należy jednak odróżniać to co jest prawdziwą ekologią od tego co jest pseudoekologią.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#40893

Nie mówię, że ekologia jako całość jest zła. Nie jest tak. O środowisko należy dbać. Wyrzucanie śmieci do lasu uważam za skurwysyństwo. Również zanieczyszczanie rzek etc. Należy jednak odróżniać to co jest prawdziwą ekologią od tego co jest pseudoekologią.

O tym pisałem w podrozdziale o kindersztubie.

Te wszystkie limity emisji CO2 to narzędzie do spowalniania rozwoju krajów rozwijających się, do których należy także Polska. Ocieplenie to pic na wodę.

Trafnie ujęte. A ja na to zmarnowałem tyle naciśnięć klawiatury ;)

pozdrowienia

Gadający Grzyb

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

pozdrowienia

Gadający Grzyb

#40914

ekolog to naukowiec, konkretnie biolog, którego obiektem zainteresowań są oddziaływania między organizmami oraz ich środowiskiem (opieram się na klasycznej definicji Haeckela tej dziedziny nauki).

Jeżeli szukać by nazwy na dziedzinę zajmującą się ochroną środowiska, to jest mało popularny termin "sozologia" ukuty przez polskiego geologa Walerego Goetela. Jeżeli już chcemy używać "-logii" na te wszystkie historie ochroniarskie to mówmy "sozologia".

Jaka jest zależność między sozologią a ekologią. Taka sama jak np. między inżynierią a fizyką. Nie można zbudować silnika, jak się nie zna praw mechaniki klasycznej czy fenomenologicznej termodynamiki. Tak samo ciężko układać program ochrony np. wilka, jeżeli nie wie się np. ile tych zwierząt jest, na jakim obszarze, ile populacji i w jakim stopniu izolacji od siebie, jakie zróżnicowanie genetyczne między populacjami (tzw. FST) itd.

To tyle w sprawie rozróżnienia ekologii i zagadnień ochrony środowiska.

pozdrawiam

Kirker prawicowy ekstremista

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-1

Kirker prawicowy ekstremista

#40902

Sozolog i ekolog. Ekolog bada, sozolog zaś, korzystając z wiedzy ekologa i własnej - chroni. Ekologia i sozologia zakłada kooperację zgodnie ze wspólnym stanem wiedzy. Oto przykład zdroworozsądkowego, naukowego współdziałania. A nawiedzonym ekologistom - wara!

pozdrowienia

Gadający Grzyb

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
-1

pozdrowienia

Gadający Grzyb

#40916

A nawiedzonym ekologistom - wara!

...Obnoszę po ludziach mój śmiech i bukiety
Rozdaję wokoło i jestem radosną
Wichurą zachwytu i szczęścia poety,
Co zamiast człowiekiem, powinien być wiosną. K.Wierzyński

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
-1

...Obnoszę po ludziach mój śmiech i bukiety
Rozdaję wokoło i jestem radosną
Wichurą zachwytu i szczęścia poety,
Co zamiast człowiekiem, powinien być wiosną. K.Wierzyński

#40923