CVR STORY

Obrazek użytkownika Martynka
Kraj

Premier Tusk miał rację, kiedy mówił po „aferze trotylowej”, że prokuratorzy wojskowi są nieobyci z mediami, za słabo wyszkoleni w stosowaniu sztuczek pijarowskich, czym tłumaczył wpadkę z trotylem. W filmie A. Gargas „Anatomia Upadku” pułkownik Zbigniew Rzepa wyglądał na człowieka mocno przestraszonego, w napięciu oczekującego na kolejne pytania, niczym skazaniec na egzekucję. Rzecznik NPW oprócz odpowiedzi na szereg pytań dotyczących różnych wątków śledztwa smoleńskiego, rzucił nieco światła na losy czarnych skrzynek TU 154 M. Warto przypomnieć, że już sama pora odnalezienia czarnych skrzynek na miejscu zdarzenia rodziła szereg pytań i wątpliwości. Jak bowiem wytłumaczyć fakt odnalezienia czarnych skrzynek dopiero w godzinach popołudniowych 10 kwietnia 2010 roku, w sytuacji, kiedy leżały one, można by rzec na wyciągnięcie ręki, co uwiecznił Sławomir Wiśniewski na filmie z pierwszych minut po tragedii?

Czy można uwierzyć w to, że Rosjanie, a szczególnie rosyjskie służby były aż tak „gapowate” i nie widziały tego, co oglądały miliony ludzi na całym świecie od kilku godzin? Dzisiaj już wiemy, że przez pierwszych kilkanaście godzin nikogo z polskiej strony na miejscu nie było, więc Rosjanie mieli pełną swobodę w dysponowaniu wrakiem i przedmiotami należącymi do polskiej delegacji. Również czarne skrzynki (CVR) z polskiego samolotu przez wiele godzin, tych kluczowych dla sprawy, pozostawały wyłącznie w rosyjskich rękach. Po wstępnych oględzinach na miejscu katastrofy zostały przewiezione do Moskwy, gdzie miały zostać odsłuchane.

Pułkownik Rzepa w rozmowie z autorką filmu stwierdził, iż uczestniczył w procesie przewożenia czarnych skrzynek do stolicy Rosji, a właściwie kartonów, w których te skrzynki miały się znajdować. Można powiedzieć, że do tego momentu wszystko przebiegało w miarę poprawnie, zgodnie z planem, a Polacy nie odstępowali czarnych skrzynek na krok. Niestety później było tylko gorzej.

W Moskwie czarne skrzynki polskiego samolotu zostały zabrane przez przedstawicieli MAK do siedziby ich firmy, jak można sądzić bez słowa sprzeciwu ze strony polskich przedstawicieli. W tym momencie polscy śledczy stracili je z oczu na co najmniej kilka godzin. Co się działo z polskimi rejestratorami w czasie nocnej przerwy? Jedynie spiskowa głowa może tutaj snuć jakieś fantazje, bo przecież nie jest możliwe, aby rosyjscy spece od elektroniki, informatycy, czy funkcjonariusze mieli ochotę coś w nich majstrować, czy nawet odsłuchiwać.

Następnego dnia czarne skrzynki odsłuchiwano i zgrywano ich zawartość na elektroniczne nośniki, ale niestety nadzorujący ten proces prokurator nie słyszał nagrań z kokpitu, gdyż w przeciwieństwie do pozostałych uczestników tego wydarzenia, nie miał słuchawek, a więc był raczej biernym obserwatorem, niż aktywnym uczestnikiem. W tym momencie zasadne było pytanie A. Gargas do prokuratora Rzepy, skąd ma zatem pewność, że odsłuchiwano te właśnie nagrania, na co ten odpowiedział, że czasami co nieco było słychać. Przypuszczam, że większość z oglądających w tym momencie wybuchnęła gromkim śmiechem, podobnie jak pisząca te słowa. Niestety zaraz po ataku śmiechu naszła mnie ponura refleksja na temat tego, jak skandalicznie od samego początku było prowadzone śledztwo dotyczące śmierci prezydenta Polski wraz z elitą wojskowo-polityczną naszego państwa. Wygląda na to, że polscy śledczy dali się prowadzić za rękę rosyjskim służbom, niczym małe dzieci - onieśmieleni, przestraszeni i niezdolni do samodzielnego ruchu.

Dla każdego czekisty taka sytuacja była wręcz wyśniona, wymarzona. Zadałabym panu prokuratorowi jeszcze jedno pytanie: czy jest pewien, że polscy biegli otrzymali te same czarne skrzynki, które oddawali w ręce przedstawicieli MAK w dniu poprzednim, po przylocie ze Smoleńska? Jaką miał gwarancję, że nikt nie ingerował w ich zawartość, skoro zgodził się 10 kwietnia na oddanie rejestratorów na co najmniej kilka godzin w ręce Rosjan, bez jakiejkolwiek kontroli ze strony polskiej i to w dodatku do instytucji, która samolot TU 154 M zna od podszewski, i dysponuje wieloma specjalistami z dziedziny lotnictwa? Polski prokurator powinien był zadbać o należyte zabezpieczenie taśm, tak, aby zminimalizować niebezpieczeństwo, że ktoś niepowołany będzie miał do nich dostęp w czasie kilku, czy kilkunastu następnych godzin, a jednak z jakichś przyczyn tego nie uczynił.

W tym kontekście dość komicznie zabrzmiały słowa pułkownika Rzepy o sposobie zabezpieczenia sejfu, w którym znajdowały się czarne skrzynki po pierwszym dniu prac. Otóż z miną pełną powagi oznajmił, iż osobiście pieczętował sejf za pomocą unikatowej kartki papieru przymocowanej równie unikatowym, trudnym do podrobienia klejem. Nie zabrakło też odręcznego podpisu. Tak oto zostały zabezpieczone czarne skrzynki z polskiego, państwowego samolotu, które, o czym należy pamiętać, były ( i nadal są) jednym z najważniejszych dowodów w sprawie, choć w tym momencie ich wartość dowodowa gwałtownie zmalała, po tym, jak w nocy z 10 na 11 kwietnia pozostawiono je w siedzibie MAK bez jakiegokolwiek nadzoru. To była ta decydująca chwila, kiedy należało nie spuszczać ich z oczu. Równie niepokojąco zabrzmiały słowa prokuratora Rzepy o tym, że już zgranych na MAKowskie komputery treści czarnych skrzynek nikt nie pilnował, ani nie zabezpieczał. Można by rzec pełne zaufanie i wzorowa współpraca. Łatwiej teraz zrozumieć eskapady ministra Millera do Moskwy, kiedy musiał dogrywać brakujące sekundy, czy też starać się o lepszą kopię.

Nie dziwią też słowa zawarte w stenogramach IES „ 8.20,29: zaburzenie sygnału we wszystkich czterech kanałach, trwające około 0,4 s., wynikające ze zniekształcenia taśmy na odcinku około 3 cm (karbowanie taśmy”.

Czy Rosjanie zmanipulowali nagrania? Czy mogli je sfałszować, zamienić? Nie sposób im tego udowodnić. Jedno jest pewne: mieli komfortowe warunki, by tego dokonać. Z powodu zaniechań ze strony polskich władz i polskich śledczych nigdy nie usuniemy tych pytań i wątpliwości, które po wypowiedzi pułkownika Rzepy w „Anatomii upadku” są coraz bardziej realne i mają mocne podstawy. Rejestratory powinny trafić do Polski i zostać poddane gruntownym badaniom, a nie oględzinom, jak to miało miejsce dotychczas. Tylko takie działanie może nam dać odpowiedź chociaż na kilka pytań. http://wpolityce.pl/wydarzenia/26717-szokujace-slowa-edmunda-klicha-nie-... http://wpolityce.pl/wydarzenia/2804-czy-polska-kiedykolwiek-dostanie-cza... http://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/artykuly/425302,co_zawiera_polsko_... http://www.bibula.com/?p=23565 http://www.se.pl/wydarzenia/kraj/zaklocenia-na-nagraniach-z-czarnych-skr... http://wiadomosci.onet.pl/kraj/na-pierwszym-nagraniu-z-czarnych-skrzynek... http://www.se.pl/wydarzenia/swiat/rosjanie-oddali-krotsze-nagrania-z-cza...

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

100% racji;unikalny klej,unikalny podpis,unikalne zabezpieczenie i unikalna procedura postępowania nie stosowana nigdzie na swiecie.Pojęcie kosmos zostało przebite przez UNIKALNOSC.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Jeszcze zaświeci słoneczko

#324676

Aby WYMIENIĆ taśmę na WYPRODUKOWANĄ w czasie remontu
w Samarze, potrzeba minuty poza kontrolą.
A pudełek tekturowych w rosiji pod dostatkiem...
A cyrk z plombowaniem?
Łubianka nie stosuje pojedynczej zasłony.
Trzeba było uwiarygodnić "ważność" taśm.
Pozdrawiam z dyszką

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Tylko ta myśl ma wartość, która przekona kogoś jeszcze

#324700

" Jak bowiem wytłumaczyć fakt odnalezienia czarnych skrzynek dopiero w godzinach popołudniowych 10 kwietnia 2010 roku, w sytuacji, kiedy leżały one, można by rzec na wyciągnięcie ręki, co uwiecznił Sławomir Wiśniewski na filmie z pierwszych minut po tragedii? " -

- po co tlumaczyc ?  - ... sensem jest zapytac o role jaka mial spelnic filmik p.Wisniewskiego - jest on kluczem do smolenskiej zagadki jak i zarazem dowodem, ze tam nie bylo zadnej katastrofy.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

veri

#324733