Chcieliście ? To macie - "naszą Masłowską"

Obrazek użytkownika raven59
Kraj

"Ojciec dyrektor jako umiejętny hochsztapler robi na tym doskonały interes. I to jest podłe. Ale jak długo możemy mówić: oni są głupi. To jest właśnie tolerancja po polsku: Toleruj fryzjera geja, idiotko w moherowym berecie!..."

Mało? No to poczytajcie:
 
"Polski Nobel 2040. Wygrała Masłowska
- Kiedyś przeklinałam, teraz mam ochotę bić za to ludzi parasolką - mówi Dorota Masłowska, zwyciężczyni plebiscytu "Gazety" na najlepszego polskiego pisarza przed czterdziestką
Dorota Wodecka: Dlaczego pani posyła córkę na religię?
Dorota Masłowska: Bo z etyką były jakieś komplikacje logistyczne. I stwierdziliśmy, że niech popróbuje, pointeresuje się, że może ona na przykład na to reaguje dobrze? Poza tym to część kultury, nie może całe życie na kościół mówić "zamek". Ja zostałam wychowana w kontekście silnej, dość okrutnej ludowej religijności mojej babci. Groźny Bóg, pachnący wilgocią kościół i wizja piekła, co we mnie, osobie wrażliwej, ewoluowało w takie konstrukcje logiczne, mentalne i moralne, przed którymi chciałabym dziecko ochronić. Z drugiej strony, jak wspominałam, to część naszej kultury, obyczajowości, historii. Trudno wychować dziecko w abstrakcji od tego, że każdy dorosły sto razy dziennie mówi w tym kraju "o Boże", albo "Jezus, Maria".
Rozmawiacie o Bogu?
- Oczywiście jest wysyp pytań. Tłumaczę, że Bóg to osobista sprawa każdego człowieka.
A ona pyta: mamo, a ty?
- Podkreślam, że jeżeli człowiek wierzy w Boga, to ten Bóg bezsprzecznie istnieje. Jeżeli nie wierzy, to bezsprzecznie nie istnieje. Że religia to pewien sposób rozumienia świata, pewna jego wersja i że ludzie w różnych częściach świata wyobrażają sobie to wszystko nieco inaczej. Wydaje mi się, że to jest ważne. Ja natomiast jestem wierząca niepraktykująca. To znaczy mam ustawienia chrześcijańskie, ale nie potrafię uczestniczyć w organizacji.
Tylko w tej konkretnie, czy w ogóle?
- Chyba w ogóle raczej nie lubię organizacji, nawet małych, nawet towarzyskich. Nigdy nie miałam do tego głowy, nie mam w sobie karności, nie lubię liderów, autorytetów, statusów, hierarchii, nie umiem się słuchać. Nie chodziłam do przedszkola, teraz myślę, że to może być powód.
A do czego jest pani potrzebne istnienie Boga?
- Nie wiem, czy to mi jest potrzebne, urodziłam się z poczuciem tego istnienia. Czasem przymierzam się do myśli, że może nic nie być poza materią, biologią, reakcjami chemicznymi i mój umysł tego po prostu nie kupuje. " -

Cała rozmowa z Dorotą Masłowską - w "Magazynie Świątecznym"

 
I jeszcze "kawałek"
 
Katarzyna Surmiak-Domańska
18.11.2008 , aktualizacja: 18.11.2008 13:31
Ucałuj oblicze tej ziemi
Nieoczekiwanie spadł na ciebie deszcz łask ze strony tych, którzy cię do tej pory nie poważali. Wystarczyło, że napisałaś sztukę o tym, że gehenna wojenna ma wpływ na najmłodsze pokolenia Polaków, a już konserwa wzięła cię za swoją. "Rzeczpospolita" sugeruje, że "mówisz Rymkiewiczem", "Polska" pisze o Masłowskiej "zafascynowanej owieczkami ojca Rydzyka". Jak się z tym czujesz?

- Głównie czuję coś, co i tak czułam, to znaczy, że media mają dynamikę cyrku: "teraz nowa lepsza Masłowska tylko u nas", "tego jeszcze nie widzieliście", "teraz ona idzie z nami". Oczywiście pośród tego na pewno nasłucham się, że teraz robię się na milucha i że na pewno to zagranie marketingowe.

Najbardziej zastanawia mnie, że coś myślę, coś robię, ale i tak to dopiero różni panowie muszą ustalić między sobą, co ja naprawdę myślę i robię. To mnie...

 
(Zostało jeszcze 95% treści. Pozostała część artykułu jest dostępna dla czytelników, którzy zarejestrowali się w systemie Piano. )"
 
Całość można jednak znaleźć tutaj: http://www.trwarszawa.pl/mohery-to-my
(Na początek powtórzenie tego co było wyżej w dostępnym bezpłatnie fragmencie - ale najlepsze frykasy są dalej). Czytajmy więc:
 
"Mohery to my
Dorota Masłowska w DUŻYM FORMACIE, m.in. o swoim najnowszym dramacie MIĘDZY NAMI DOBRZE JEST, napisanym dla TR Warszawa.

Nieoczekiwanie spadł na ciebie deszcz łask ze strony tych, którzy cię do tej pory nie poważali. Wystarczyło, że napisałaś sztukę o tym, że gehenna wojenna ma wpływ na najmłodsze pokolenia Polaków, a już konserwa wzięła cię za swoją. "Rzeczpospolita" sugeruje, że "mówisz Rymkiewiczem". "Polska" pisze o Masłowskiej "zafascynowanej owieczkami ojca Rydzyka". Jak się z tym czujesz?

- Głównie czuję coś, co i tak czułam, to znaczy, że media mają dynamikę cyrku: "teraz nowa lepsza Masłowska tylko u nas", "tego jeszcze nie widzieliście", "teraz ona idzie z nami". Oczywiście pośród tego na pewno nasłucham się, że teraz robię się na milucha i że na pewno to zagranie marketingowe. Najbardziej zastanawia mnie, że coś myślę, coś robię, ale i tak to dopiero różni panowie muszą ustalić między sobą, co ja naprawdę myślę i robię. To mnie nastraja refleksyjnie, jak jednak mikrofon w tym kraju należy ostatecznie do mężczyzn.

Niedawno oświadczyłaś, że irytują cię dowcipy z Radia Maryja. To jak to jest z tym Rydzykiem?

- Dowcipy z Radia Maryja doprowadzają mnie do szału, same w sobie też, ale raczej widzę w nich synonim myślowego gotowca - gotowych poglądów do uważania. Bo z tych ludzi strasznie łatwo się śmiać. Są fanatyczni, są oderwani od rzeczywistości i właśnie ta łatwość powiedzenia "oni są głupi" mnie rozsierdzą - pseudowywrotowość i bezpieczeństwo takiego stwierdzenia, takie mruganie do siebie oczkiem: nas, ludzi mądrych i realnych. Parę lat temu to było myślenie buntownicze. Za taką myśl trzeba było coś zapłacić. A potem zespół Big Cyc nagrał piosenkę o moherowych beretach, wszyscy powtarzają w kółko: "Jak ja nienawidzę tych kaczorów", a każdy student wie, że fajnie jest mieć koszulkę: "Nie płakałem po papieżu". To się zrobiło za łatwe. To ja już wolę fanatyków. Przynajmniej mają odwagę być fanatyczni. Parę razy słuchałam Radia Maryja, idee tam głoszone i ich szkodliwość społeczna wydały mi się grozą. Ale jeśli słucha tego dwa czy ileś milionów osób, to coś znaczy. To są ludzie bez. żadnego potencjału konsumpcyjnego, nie ma im czego sprzedać, nie ma gdzie ich zaprosić, nie ma po co do nich kierować żadnej fali telewizyjnej i radiowej, bo i tak nic nie kupią. Nie wiem, kto jest w naszym kraju bardziej izolowany - staruszka z emeryturą 700 zł czy fryzjer gej z Warszawy? Ojciec dyrektor jako umiejętny hochsztapler robi na tym doskonały interes. I to jest podłe. Ale jak długo możemy mówić: oni są głupi. To jest właśnie tolerancja po polsku: Toleruj fryzjera geja, idiotko w moherowym berecie!

To co z nimi zrobić?

- Jedyne, co ja mogę zrobić, to nie mówić, że to są oni. Tylko, że to są także my. My mamy coś zrobić z nami, a nie z nimi.

W twoim dramacie "Między nami dobrze jest" też jest to pytanie, kto to są my, a kto to są oni.

- Gdzieś jest tu odniesienie do mojego domu rodzinnego, ja też wychowywałam się z babcią i z mamą. Trzy wiecznie siedzące sobie na głowie osoby, dla których jedno pojęcie znaczy totalnie co innego. Teraz moja babcia nie żyje, ja mieszkam 500 km od mamy. Dopiero teraz widzę egzotykę tamtego doświadczenia. Główna myśl, jaka mi się przewijała, kiedy pisałam tę sztukę, to to, że niesiemy nie swoje traumy. Że my pokolenie internetu zostaliśmy wychowani przez osoby, które widziały człowieka od wewnątrz. Mam na myśli flaki. W tej sztuce przestała mnie interesować językowa żonglerka, efekty specjalne. Zaczęłam zastanawiać się nad tym, z czego to, co mówimy, wynikło, na czym się oparło. To ma też związek z poszukiwaniami psychologicznymi - dlaczego myślimy tyle rzeczy, których naprawdę nie myślimy. Kto nam je wprawił w głowę?

Przykład?

- Miałam okres rozwiązywania jakichś swoich zaszłości psychologicznych, oskarżeń wobec rodziców: jak oni mnie wychowali! Dlaczego ciągle słyszałam: "Po śmiechu przyjdzie płacz", dlaczego przekazali mi lęk. Dlaczego moja mama martwi się, że jest dobrze, bo jeśli jest dobrze, to znaczy, że zaraz będzie źle. Łatwiej jest zdefiniować siebie, gdy wyjedziesz za granicę i konfrontujesz swój sposób myślenia z myśleniem ludzi, którzy mają kompletnie inne dziedzictwo. To są takie momenty, kiedy w Nowym Jorku widzę butik z sukniami balowymi z lat 40. i coś mi nie gra, i uświadamiam sobie, że w Polsce takiego nie znajdę, bo w Polsce w ogóle nie było sukien w latach 40. Gdy pracowałam z reżyserką Lisa Goldman w Anglii nad tłumaczeniem mojej poprzedniej sztuki "Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku", ona nie mogła się nadziwić, że ta sztuka jest tak przesiąknięta Bogiem. Mnie z kolei się wydawało, że "Rumuni" to ostatnia rzecz, gdzie wspominam o Bogu. A ona "Tu jest ciągle o Bogu, ciągłe wezwania Boga, rozpatrywania wszystkiego pod kątem nagrody, kary, życia wiecznego". Ja nawet nie wiem, czy jestem wierząca, a moje myślenie jest tak tym przeżarte, że nawet tego nie zauważam.

Nie zastanawiasz się nad Bogiem?

- Na pewno nie jestem już osobą, której wystarczy świat, który widzi i którego dotyka. Pamiętam, jak czytałam "Kamienne niebo" Krzysztonia. Sześć osób zasypanych podczas bombardowania w piwnicy i pętlenie się rzeczywistości umierających ludzi. Jedna z bohaterek wyrzeka Bogu, jak mógł do tego dopuścić. To nie jest ultraoryginalna myśl, ale mnie to wtedy rozwaliło. Nagły przebłysk, że dla współczesnego człowieka straszną łatwizną jest powiedzieć: "Boga nie ma". Po co ci jakiś Bóg, jak masz ubezpieczenie, a w samochodzie poduszkę powietrzną? Bóg jest, Boga nie ma, a tak w ogóle to właśnie kupuję ser. Człowiekowi, który się dusi, wyznanie "Boga nie ma" przychodzi z dużo większą trudnością - albo nie jest tego w stanie powiedzieć, albo jeśli to mówi, to jest to bardzo poważna decyzja. Pamiętam, jak w zeszłym roku mówiłam mamie: "Ja tam nie wierzę w Boga". To było tak, jakbym miała zaraz dodać: "I w choinkę też nie wierzę". Ta głębia refleksji. Dziś wyznanie "wierzę w Boga" przychodzi o tyle trudniej, że osoba, która to mówi. czuje, że ktoś może się zastanawiać, czy ona przypadkiem nie trzyma z Rydzykiem. A gdy zapalisz świeczkę na grobie powstańców, mogą cię posądzić, że jesteś również za lustracją. Pojęcia wiara, patriotyzm zostały przejęte przez radykalistów, którzy troszeczkę je skompromitowali.

- Radio Maryja wypromowało najbardziej zwyrodniałą i ośmieszającą katolicyzm wizję Boga, jaką sobie można wyobrazić. Boga jako starszego mężczyzny, który siedzi w niebie z telefonem, Tadeusz Rydzyk dzwoni do niego, pyta o różne rzeczy, a potem przekazuje słuchaczom. Co to ma wspólnego z Bogiem, religijnością, duchowością, to już niestety zagadka. To samo dotyczy ojczyzny.

Czytałaś "Kinderszenen" Jarosława Marka Rymkiewicza?

- Nie, ale będę musiała przeczytać.

Rymkiewicz pisze o Powstaniu Warszawskim jako fundamencie naszego narodowego odrodzenia, a zarazem uznaje zniszczenie i masakrę jako akt piękna. Kiedyś napisał też, że w 1989 roku należało komunistów wieszać na szubienicy.

- Co ja mogę na to powiedzieć jako osoba, która wtedy miała sześć lat? Niewykluczone, że społeczeństwo potrzebuje kolorów czarnego i białego, może w momentach tak traumatycznych jak przemiana ustrojowa potrzebowało ofiar radykalnych. Może to się za nami wlecze - ta kara, która się nie dokonała. Nieskonsumowana nienawiść, która na czas się nie wyładowała. Możliwe, że tak jest.

Poglądy radykalne mają to do siebie, że są strasznie prawdziwe, tylko dobrze, że czasami nieweryfikowalne. Nie niepokoi cię takie myślenie?

- Odpowiem tak: jeśli człowiekowi z mojego czy twojego pokolenia zdarzy się, że w tragiczny sposób umiera bliska mu osoba, jeśli zostaje zgwałcony, skrzywdzony, napadnięty, to to jest zdarzenie graniczne, trauma tworząca wyrwę, którą zasypuje się potem cale życie. Ludzie dzisiaj leczą się z tego, że w 1988 tata na mnie krzywo spojrzał. Dla pokolenia pana Rymkiewicza śmierć, gwałt, masakra to upiorna norma, niezbyt oryginalny pakiet. O tym właśnie piszę, że żyjemy tu obok siebie z tak różnymi perspektywami na rzeczy. Mnie będzie żal bezdomnego psa i tego, że plastikowe torebki niszczą przyrodę, osobie, która przeżyła wojnę - niekoniecznie. Ja nie powinnam dyskutować z panem Rymkiewiczem. Po pierwsze, nie czuję, że mam do tego prawo, po drugie, dyskusja: jesteś za czy przeciw Powstaniu, mnie nie interesuje. Interesuje mnie to, co ja - 25-letnia dziewczyna - mam dzisiaj w roku 2008 z tego, co się zdarzyło kiedyś, i co będzie miała moja córka. I na ile to jest inne od tego, co ma moja koleżanka z Anglii. Chodziłam do podstawówki im. Ofiar Piaśnicy, co roku mieliśmy obowiązkową wizytę w izbie pamięci, chyba ze trzy razy byłam na wycieczce w Stutthofie. Kanapki, napoje gazowane, autokar, pamiątki. Przypomina mi się od razu ta dziewczynka, która umieściła na foto-blogu swoje roześmiane zdjęcie w piecu krematoryjnym. U nas było podobnie. Ktoś kogoś popchnął na kratę od krematorium, krata się przewróciła... Dzieci były faszerowane faktami takimi jak: "Tu są buciki dzieci, które spłonęły, tu jest ciężarówka, w której uduszono ludzi spalinami". Jaki mógł być poziom ogarnięcia tego? Jak crittersów? Ja to w sobie noszę, tak jak Metalowa Dziewczynka ze sztuki. Bo mojej babci też się nadziało pełno strasznych rzeczy podczas wojny i ona o tym ciągle mówiła. W ogóle tego nie neutralizowała. Bywało to koszmarne i ja to odchorowywałam. To poczucie winy "nie chcesz kotlecika, a myśmy z gnoju wyciągali słoninę".

Dziś dzieci raczej chroni się przed traumatycznymi opowieściami.

- Tak, dzieci trzyma się w świecie Puchatków, jogurcików, jest opcja zabezpieczania ich watą przed wszystkim, co złe. My jeszcze nie byliśmy chronieni.

A ty swoją czteroletnią córkę chronisz?

- Łapię się na tym, że czasem chcę jej opowiedzieć coś strasznego. Z samego faktu, że to było. Taki odprysk - mnie nie zabezpieczano, to ja ciebie też nie będę. Jak poszłam z nią do Muzeum Powstania Warszawskiego, to było z tej puli zachowań. U mojej babci musiało być podobnie. Taki nagły zew: Tak było! Może jest w tym jakiś sens. Nie chcę Maliny totalnie zabezpieczać watą, udawać, że świat jest tylko piękny i zamieszkują go pony. Boję się, żeby nie była głupia. Z drugiej strony na pewno nie chciałabym, żeby mieliła po nocach takie historie jak ja.

Pamiętam, że przy pisaniu "Wojny polsko-ruskiej pod flagą biało-czerwona" maniakalnie kupowałaś głupie pisemka. Im głupsze, tym były dla ciebie cenniejsze. Z nich czerpałaś inspirację.

- To się nie zmieniło. Dzisiaj dochodzą fora internetowe i plotkarskie portale.

Fascynuje cię głupota?

- Też się zastanawiam, co mnie tak w tym pociąga. Jak mam zły humor, potrafię sobie kupić gazetkę, do której ludzie wysyłają przepisy kulinarne ze swoimi zdjęciami z dowodów osobistych, żeby się nią potem ekscytować i wszystkim pokazywać. Tu przepis na kotlet, a to zdjęcie: to JA go przysłałam. Mam prawdziwe dreszcze z tego powoduj że to jest takie głupie, że taka zieje z tego nędza. A zarazem jak czytam 15. stronę, nagle sama się przyłapuję na myśli - dlaczego ja tego nie mam? Dlaczego ja tak nie wyglądam? Wiem, że to chłam, znam każdy szczegół konstrukcji, ale mnie też to zasysa. Zaczynam myśleć, że moje życie jest beznadziejne, że pójdę tam i normalnie zabiorę im te wszystkie rzeczy. Nie wiem jeszcze, co z nimi zrobię, ale przynajmniej zabiorę.

Mama Metalowej Dziewczynki zaczytuje się w pisemku "Nie dla Ciebie", jedynym, na jakie ją stać. bo jest za darmo ze śmietnika.

- Magazyny kobiece są zawsze o marzeniach, są zawsze "nie dla ciebie", są festiwalem nieistniejących rzeczy. Ich fałsz jest jak szyba wystawy, którą liżesz. Taki magazyn jest jak magiczny przedmiot, który mieni się w zależności od tego, kto go bierze do ręki. Gdy to jest Grażyna Kulczyk, to "Elle" do niej mówi: "To masz, to też masz, to ewentualnie mogłabyś sobie kupić, chociaż masz podobne". A kiedy czyta ją moja Halina ze sztuki, to to samo pismo mówi do niej: "Tego nie masz, tego nigdy nie będziesz mieć, tam nie pojedziesz, tak nigdy nie będziesz wyglądać, a w ogóle spadaj, bo nie istniejesz".

Bierzesz udział w forach internetowych?

- Nie! Nigdy. Przerażają mnie. Mają w sobie coś rozpaczliwego: pozór rozmowy w dodatku odartej z rozmówców, z ich twarzy, z odpowiedzialności. Słowo saute, wszystko jedną czcionką, po prostu głosy z szafy. Benedykt XVI i Krysia lat 12 mogą napisać na forum: "Boga nie ma", i będzie to miało tę samą wagę. Każdy może uważać wszystko i właśnie najgorsze jest to "każdy". Co znaczy myśl bez osoby ją myślącej? Chyba nic. Wydaje mi się, że gdybym napisała post, zassałoby mnie coś upiornego. Nagle bym zobaczyła, jak strasznie jestem nieważna. Ale czytam je regularnie, bo forum internetowe nie może być nieinspirujące dla tak zwanego współczesnego pisarza. Zwróć uwagę, że głosy anonimowe z forum stały się dzisiaj po dziennikarzach kolejną władzą, piątą. Biorą pełnoprawny udział w publicznej debacie.

A dla równowagi, skąd czerpiesz pozytywne impulsy?

- Od długiego czasu mam fascynację mocno klasyczną: Nałkowska, Gojawiczyńska, Gorki, Czechow. Cieszę się, że nie przeczytałam tego w liceum, ale dopiero jako dorosła osoba. Lubię pójść do biblioteki i wypożyczyć sobie żółtą książkę z sześćdziesiątego któregoś roku, z wyszmelcowanymi kartkami. Nie za bardzo interesuję się literaturą współczesną. Przed pisaniem "Między nami dobrze jest" bardzo inspirujące było dla mnie oglądanie "Za chwilę dalszy ciąg programu" Manna i Materny. Doszło do mnie, jaką ulgę przynosi inteligentna parodia.

Masz taki styl pisania, że swoje poglądy ukazujesz poprzez wyśmianie postaw, z którymi się nie identyfikujesz. Nie kusi cię. żeby raz napisać coś wprost, tak jak Jarosław Marek Rymkiewicz, od serca: jest tak i tak. to jest dobre, to jest piękne.

- Ja po prostu nie mam w sobie takiego myślenia - jest tak i tak. Kiedy piszę, przechodzę szybki kurs tego, kim jestem i kim nie jestem. Moje książki są raczej pytaniami niż odpowiedziami. Szydzę z różnych postaw, ale myślę, że nie mogłabym ich rozumieć, gdyby nie były po części moje.

Brak pewności siebie?

- Raczej przekonanie, że myślenie w sposób "jest tak i tak" jest bardzo ryzykowne. Jest ono dużo mniej ryzykowne w przypadku pana Rymkiewicza, który ma 80 lat Ja mam lat 25 i gdybym nagle wyjechała z Jest tak i tak", to pewnie szybko skończyłoby się to w moim osobistym kosmosie - jednym wielkim "właśnie, że wcale tak nie jest".

Sześć lat temu w "Wojnie" wyśmiewałaś ksenofobię, nacjonalizm - jak twierdzili prawicowcy, "szargałaś polską flagę". Dziś twoja bohaterka żałośnie krzyczy, że jest Europejką, w Polsce urodziła się przez przypadek, a polskiego nauczyła się z taśm.

- Napisałam coś, co - mam nadzieję - ma w sobie energię łączenia, a nie dzielenia. Pierwszy raz mam wrażenie, że mogę tym, co piszę, zrobić coś dobrego. Że przez to, że dostałam do ręki mikrofon, coś się może odczynić.

Co?

- Gdybym potrafiła to tak prosto powiedzieć... Jest w tej sztuce, przynajmniej dla mnie, taka emocja - ucałuj oblicze tej zmieni. Przyjrzyj się temu miejscu, zrozum je, ono jakieś jest, nieważne czy brzydkie, czy ładne. Nie kłam, że jesteśmy takim samym krajem zachodnim jak inne i że jak przylepimy jeszcze więcej billboardów i wybudujemy jeszcze więcej szklanych wieżowców, to będzie już zupełnie tak jak w Londynie, bo nie będzie."- http://www.trwarszawa.pl/mohery-to-my

...

Czy to Wam wystarczy?

Dla mnie wystarczy - za taką "naszą" to ja bardzo dziękuję...

 

 

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Ale dlaczego ona ma być nasza lub ich? Nie zachowujmy się jak salon, że jak nie pasuje do nas, to musi być od tamtych. To jest dziecinada. Przecież ona zdaje się nie identyfikować z żadną ze stron. I tak też można i nie widzę w tym nic złego w przypadku artysty, pisarza itd. - lepsze to niż bezkrytyczne płynięcie na salonowej fali. Nie ze wszystkim trzeba się z nią zgadzać, ona nie musi się każdemu podobać. Ikoną opozycji na pewno nie będzie, nie powinna być i pewnie ona sama nie chce nią być ;) , ale naprawdę nie wiem, czy to jest właściwa osoba do potępienia, zwłaszcza teraz, po tym co zrobiła, kiedy stać ją jednak było na pewien obiektywizm w ocenie sytuacji. Nie do końca po naszej myśli? Tak, ale i tak 700 razy lepiej niż w "mainstreamowej" wersji oficjalnej.

#298968

Ja jej nie potępiam ale nie chcę aby ktoś nie próbował z niej robić nowej "nowo zdobytej" ikony, tak jak Kukiza i im podobnych.
Ma "za uszami" i to należy mieć na uwadze.

Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo

#298971

Wartość poznawcza duża choć nie dałem rady sumiennie przebrnąć przez ten bełkot.
Z drugiej strony należałoby otoczyć naszą siostrę opieką modlitewną o powrót do zdrowia psychicznego.
Doskonały przykład przymusu maniakalnego przejawiającego się potrzebą nazwania każdej sprawy w świecie i ocenienia wg schematu.
Czy ta pani robi w dziale kształciciel gustów?
Zabawne

#298972

"...należałoby otoczyć naszą siostrę opieką modlitewną o powrót do zdrowia psychicznego..." - tego nigdy za dużo, z pewnością tyle możemy i powinniśmy dla niej robić.

PS. Przepraszam za wklejenie tak obszernego materiału ale wiem, że są tacy, którzy nie "klikają" w linki.

Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo

#298983

nie dałam rady; ale nie skreślajmy masłowskiej - może być "człowiekiem pogranicza" jest nad-elastyczna (klucza do mieszkania bym jej nie dała)

#299001

Ja musiałem przez to przebrnąć. Ale było zapotrzebowanie na cytaty sprzed 2010 roku to musiałem znaleźć...
(http://niepoprawni.pl/blog/2964/paleczka-gadowskiego-w-rece-maslowskiej#...
i ten
http://niepoprawni.pl/blog/64/zaczelo-sie#comment-344561)

Kluczy też bym nie dał:)

Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo

#299011

zabrakło tej kobiecie wychowania patriotycznego i znajomości historii Polski.

Szpilka

#299026

wychowania patriotycznego i znajomości historii Polski.//

Babcia próbowała, w szkole też co nieco ale widać ziarno trafiło na nieurodzajny grunt.

Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo

#299030

Z tą opieką to moja złośliwość. Jest tyle ważniejszych spraw na świecie, choćby Polska. Pani Masłowska to o tyle problem że jej poglądy zgoła miałkie i sztampowe zaśmiecają przestrzeń publiczną.
Zwróciłeś uwagę na nieklikanie linków. Faktycznie zapewne wiele ważnych zdarzeń z pomniksmoleńsk pomijam bo tam są głównie odsyłacze.
Czyli tzw. osobista spowiedź, pogląd, dostrzeżenie zdarzenia posiada powabny walor intymny, gorąca potrzeba podzielenia się z swoją niezgodą na świat zastany.
Trudno wejść w intymne relacje z kobietą bez osobistego udziału- znów moja złośliwość
Pzdr

#299021

Sianie fermentu!!!!!!!.Co ma o.Rydzyk do posła kalisza?

staryk

#299022

My tu o Dorocie nie o Gabrieli jak również nie o Kaliszu.
Obudź się stary!

Gabriela jest OK!

Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo

#299033

Jestem pod wrażeniem dokumentu o Indianach
Czego dokonaliście swoimi marszami przeciw Ameryce?
Kilku sprowadziliśmy z drogi alkoholizmu , kilku uświadomiliśmy.
Umieram spokojny, odchodzę do Krainy Duchów z przesłaniem że nie gwałciłem sumienia.

#299028

Pozostaje modlitwa :)

Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo

#299032

#299023

Daj Boże, Daj Boże.
Pozdrawiam.

Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo

#299035

Sorry za liczbę mnogą, ale wpisuję się tu, bo to najbardziej aktualny wpis o Masłowskiej.

Masłowska czy Kukiz to ludzie znani, ale chyba każdy z nas ma w rodzinie czy wśród przyjaciół i znajomych ludzi, którzy jeszcze nie tak dawno pluli na "Kaczory".

Zastanawiam się, czy jeśli teraz wujek Krzysiek czy sąsiad z naprzeciwka oznajmi, że rozczarował się do Tuska i jego kolegów, a nawet, że bierze pod uwagę oddanie głosu na PiS, najbardziej pożądaną reakcją będzie przypomnienie mu jego niedawnych poglądów, zwymyślanie za wiarołomstwo i uświadomienie mu, że jest bydlakiem i farbowanym lisem?

Czy - i my, i oni - mamy przyspawać się do naszych poglądów? Tkwić przy nich do końca życia?

Ja np. byłem kiedyś autentycznie dumny z tego, że namówiłem pięcioro znajomych do udziału w wyborach i oddania głosu na Lecha Wałęsę. I co z tego niby wynika? Że powinienem pozostać mu wierny do końca? Wtedy, gdy namawiałem nie miałem pojęcia o istnieniu i roli Wachowskiego, o Bolku itd. itp.

A dla tych ludzi takim katalizatorem mogła być np. sprawa Chlebowskiego i Drzewieckiego i jej stopniowe wyciszenie, a może kłamstwa Kopacz i wszystko, co się działo wokół Smoleńska.

I proszę mi nie tłumaczyć, że to chodzi akurat o Masłowską albo o Kukiza. Bo na poziomie rodziny taką gwiazdą jest jakiś wujek Krzysiek, a w pracy kolega z tej samej brygady czy oddziału.

Przecież do wygrania wyborów potrzebne są głosy tych ludzi! Bez nich będzie znowu magiczne 30% i wieczna opozycja. A jak można owych ludzi przeciągnąć na swoją stronę, kiedy jedyną reakcją na przejawy otrzeźwienia będą pełne samozadowolenia, ale i pogardy, bluzgi?

#299038

Ale już nie na Kwacha czy Komorowskiego.

Trzeba się jasno opowiedzieć, jasno:
Tak,Tak, Nie, Nie !
Wyznanie grzechów, żal za grzechy, mocne postanowienie poprawy, zadośćuczynienie - tak jest droga, to jest podstawa rozgrzeszenia.

Pozdrawiam.

Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo

#299041

po przeczytaniu większości wpisów i komentarzy odnośnie Pani Masłowskiej na NP dochodzę do wniosku że MY wszyscy łącznie z całym środowiskiem ludzi inteligentnych jesteśmy trochę a może nawet bardzo przewrażliwieni i reaguejmy alergicznie. Jako Polacy mamy takie doświadczenia i taką świadomość codzienności że inczej chyba już nie potrafimy. No może jednostki.
Bo jakby nie spojżeć na przykład Pani Masłowskiej to mamy jednak do czynienia z ewidentnym przykładem osoby zbyt młodej by była jakimś wzorcem czy jakąś ikoną. Ona samam zdaje się mówić w wielu miejscach że nie jest jeszcze uformowana, że jest jakby na etapie szukania. I dobrze. Niech szuka. Takie Jej prawo, ale i obowiązek jako osoby myślącej.
Jednak nie można przejśc obojętnie wobec Jej wypowiedzi (lub braku) w sytuacji gdy rynek "autorytetów", w tym tych tworzonych na siłę, żąda od Niej jakiegoś opowiedzenia się. Czy to poprzez sztukę czy też w innych miejscach i okazjach. Bo ja odczytuję że Ona się opowiada i mówi o tym dość wyraźnie w wywiadzie. A zatem skoro się opowiada i skoro ma świadomość że jest trochę na czele peletonu to jednak to do czegoś ją zobowiązuje i to niezależnie od daty urodzenia. Autorytet czy ikona musi być poza wszelkimi podejżeniami. I tu jest pies pogrzebany. Masłowska nie daje się sklasyfikować jako kryształowo czysta. Ona, jak ktoś zauważył, ma już trochę za uszami. I to jest kotwica która trzyma ją bardziej "tam gdzie stoi ZOMO" niż tu, bliżej nas. Czy my coś z tego będziemy mieli jako strona dyskusji? Wątpię. Czy będą z tego mieli coś młodzi ludzie szukający jeszcze swojego miejsca na Ziemi? NIe wiem. Bo Pani Masłowska jest jeszcze trochę taką osobą która niby już "cuchnie" (vide artykuły, sztuki itp)ale i jednocześnie nasiąka (jak przysłowiowa skorupka). W tym duchu ale w innym miejscu NP pisałem że potrzebny jest Jej (i nie tylko Jej) jakiś okres kwarantanny a może i czyśca o ile poważnie zmieniła zdanie w kwestii sikania do zniczy oraz wobec wszystkiego innego co nas tak w Polsce różni.

#299047

//potrzebny jest Jej [...] okres kwarantanny [...] a może i czyśca //

//Masłowska wybrała inną drogę,i fajnie.//
A zatem witamy w Czyśćcu, do Nieba dłuuuuga droga.
http://kruk.salon24.pl/456231,chcieliscie-to-macie-nasza-maslowska#comme...

Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo

#299054

Szanowny Panie Premierze
Przed kilkoma dniami przedstawił Pan Premier publicznie ocenę mojej pracy w Ministerstwie Sprawiedliwości. Mówiąc najkrócej, sprowadza się ona do uznania, iż zasługuję na dymisję, która nie jest mi udzielana tylko dlatego, że kończy się kadencja Sejmu, a wraz z nią i praca obecnego Rządu. Podstawą tej niezwykle surowej oceny są okoliczności i sam fakt zatrzymania przez Prokuraturę Okręgową w Gdańsku, a następnie tymczasowego aresztowania przez sąd kapitana UOP Mariusza Sz.
Ostrość i publiczny charakter przedstawionej oceny zmusza mnie do sformułowania i przedstawienia Panu Premierowi mojego poglądu we wskazanych wyżej sprawach, który jest całkowicie odmienny od Pańskiego. Można w kilku zdaniach przedstawić go tak.
Na słowa potępienia, a nawet dymisję, zasłużyłbym wtedy, gdybym powstrzymał działania wymiaru sprawiedliwości wobec oficera UOP, lub też nakazał czynności, które mogłyby pracę tego wymiaru sprawiedliwości utrudnić. Nie uczyniłem tego, a więc wywiązałem się z moich konstytucyjnych obowiązków. Wywiązała się z nich także, i to cenię sobie najbardziej, Prokuratura. Niestety, po zatrzymaniu funkcjonariusza UOP miały miejsce wydarzenia, które wskazują na to, jak słabo umocowana jest w Polsce ciągle praworządność, jak mocno oddziałują wzorce dawnego systemu. Z najwyższym zdumieniem konstatuję, że Pan Premier nie tylko nie ukrócił działań w oczywisty sposób kwestionujących zasady praworządności i nie wyciągnął wniosków wobec ich sprawców, ale w dużej mierze je poparł, chociażby poprzez wyrażanie chęci złożenia poręczenia. Pozwolę sobie przejść do faktów.
W dniu 26 czerwca 2001 roku zatrzymany został przez Prokuraturę Okręgową w Gdańsku kapitan Mariusz Sz. Śledztwo w jego sprawie prowadzone było od 20 kwietnia 2001 roku, przy czym Prokuratura dwukrotnie, pisemnie informowała o nim UOP zgodnie z odpowiednimi przepisami. Także o fakcie zatrzymania powiadomiony został zgodnie z przepisami przełożony zatrzymanego, Szef Delegatury UOP w Katowicach (przepisy mówią wyraźnie o zawiadomieniu przełożonego).
Obieg informacji wewnątrz UOP nie jest sprawą Prokuratury, niemniej jest oczywiste, że informacje te były przekazywane do kierownictwa UOP, które zwracało się w sprawie prowadzonego śledztwa do kierownictwa Prokuratury (konkretnie czynił to zastępca szefa UOP Krzysztof Szwedowski). Wszelkie wymogi prawa zostały więc w pełni zachowane. Zawarte implicite w wypowiedziach Pana Premiera żądanie, by o zatrzymaniu uprzedzić kierownictwo UOP nie znajdują żadnych podstaw prawnych. Co więcej, ich przyjęcie oznaczałoby nadanie kierownictwu UOP, a także funkcjonariuszom tego urzędu, specjalnego statusu w sposób bezprawny, a w tym konkretnym wypadku godziłoby w dobro wymiaru sprawiedliwości. Jako Prokurator Generalny RP nie tylko nie powinienem, ale nie miałem prawa podejmować tego rodzaju działań, gdyż oznaczałoby to, że dla celów politycznych, czy osobistych sprzeniewierzam się swoim obowiązkom.
W przeciwieństwie do działań Prokuratury, które miały pełne podstawy prawne i uzasadnienie merytoryczne, a w związku z tym moją pełną akceptację, działania funkcjonariuszy UOP w tej sprawie wykraczały poza ramy prawa. Chodzi o uniemożliwienie podejmującym czynności prokuratorom zabezpieczenia istotnych dla sprawy dowodów. Najważniejszym powodem zmuszenia prokuratorów do zaniechania przeprowadzenia tej określonej w art. 225 kodeksu postępowania karnego czynności procesowej było polecenie Szefa UOP pułkownika Zbigniewa Nowka. Drugorzędną wobec powyższej była przyczyna w postaci braku po stronie prokuratorów, certyfikatów bezpieczeństwa, tym bardziej że można ją było niezwłocznie konwalidować poprzez skierowanie prokuratorów dysponujących tymi certyfikatami. Muszę w tym miejscu poinformować Pana Premiera, że przepisy odnoszące się do UOP nie mogą być interpretowane w taki sposób, który uniemożliwia działanie wymiaru sprawiedliwości wobec jego funkcjonariuszy. Całkowicie niedopuszczalne jest też przyjmowanie, że interpretacja prawa przez kierownictwo UOP ma pierwszeństwo przed jego interpretacją przez organa Prokuratury, stojącej zgodnie z ustawą na straży przestrzegania prawa.
Niestety, z Pańskich oświadczeń wynika, że właśnie taką hierarchię uznał Pan za obowiązującą. W żadnym razie nie mogę się na nią zgodzić, jako że oznaczałaby ona przyjęcie, iż przynajmniej w swojej sferze działania Urząd Ochrony Państwa podlega wymiarowi sprawiedliwości tylko w tej mierze, którą sam uznaje za właściwą.
Niestety, stosowanie tego rodzaju praktyk uniemożliwiło prokuratorom skuteczne prowadzenie w przeszłości szeregu postępowań dotyczących funkcjonariuszy UOP. Nie ma najmniejszych podstaw prawnych do przyjęcia takiego poglądu i jest on przy tym całkowicie sprzeczny z koncepcją państwa demokratycznego. Kwestia ta odnosi się do innej jeszcze sprawy, tj. stosunku do Prokuratury, jaki zademonstrował Pan Premier w ostatnich dniach. Niezależnie od formułowanych przez Pana Premiera, w całkowitym oderwaniu od stanu prawnego i faktów, zarzutów nakazał Pan też tzw. ciszę medialną, której skutkiem było uniemożliwienie Prokuraturze udzielania odpowiedzi na mnożące się ataki z różnych stron, ataki, których autorzy albo świadomie mijali się z prawdą, albo też byli wprowadzeni w błąd. Doszło nawet do tego, że instrukcja wydana przez Zastępcę Prokuratora Generalnego Pana Stefana Śnieżko w sprawie zakazu wypowiadania się prokuratorów, będąca bezpośrednim wykonaniem polecenia Pana Premiera, stała się dla jednego z polityków asumptem do stawiania podległym mi organom zarzutów mających znamiona oczywistych insynuacji.
Mimo to nie następowała jakakolwiek reakcja ze strony Pana Premiera czy odpowiednich urzędników Pańskiej Kancelarii. Stworzony w ten sposób stan, sam w sobie całkowicie nie do przyjęcia, musi być też rozpatrywany w kontekście, jaki stanowią nasilające się ostatnio ataki na Prokuraturę, a także na mnie, za podejmowanie śledztw godzących w interesy potężnych osób i grup. Nie ma najmniejszej wątpliwości, że Pańskie wypowiedzi są odbierane w tym kontekście jako zupełnie jednoznaczny sygnał. Działania wymiaru sprawiedliwości nie mogą przekraczać barier politycznych, jakie stworzyła praktyka ostatniego dziesięciolecia. Nie muszę dodawać, że sygnał taki jest niesłychanie wręcz szkodliwy, utrudnia niezmiernie prace Prokuratury i musi być widziany także w perspektywie rysującego się dziś wyniku najbliższych wyborów i możliwego przejęcia władzy przez siły, które już teraz nie ukrywają, że będą chronić niektóre przynajmniej z naruszonych dziś interesów.
W tym kontekście zapytuję Pana Premiera, czy fakt zgodnego z prawem zatrzymania osoby podejrzanej może "naruszyć spokój społeczny, spowodować duże zamieszanie, osłabić autorytet Państwa, zmniejszyć poczucie bezpieczeństwa obywateli, a nawet przeszkodzić w łapaniu przestępców" - co publicznie Pan Premier ogłosił?
Panie Premierze,
Jeden z aspektów Pańskiej wypowiedzi uderzył mnie szczególnie. Chodzi o przyłączenie się do twierdzenia, że z mojej winy miała miejsce tzw. wojna między służbami i co więcej, że ma ona jakieś aspekty osobiste, związane z moimi stosunkami z Ministrem Koordynatorem Służb Specjalnych. Pan Premier doskonale wie, że stosunki te są całkowicie normalne, a wbrew twierdzeniom niektórych, najwyraźniej wprowadzonych w błąd, dziennikarzy, a także polityków demonstrujących złą wolę i całkowity brak obiektywizmu, nie tylko rozmawiamy ze sobą, ale Prokuratura i UOP w przewidzianym prawem zakresie współpracują prawidłowo. W przeprowadzonej przed kilkoma dniami rozmowie przy świadkach Szef UOP pułkownik Zbigniew Nowek ocenił ją w zakresie spraw operacyjnych nawet jako wzorową. Dlatego nie tylko odrzucam wszelkie zarzuty o kierowanie się jakimikolwiek względami osobistymi, ale też wyrażam zdziwienie, a nawet oburzenie z powodu ich formułowania przez Pana Premiera.
Panie Premierze,
Zaistniała sytuacja wymaga rozwiązania. Chodzi tu bowiem nie o interes poszczególnych osób, choć rzecz jasna każdy obywatel, a więc i członek Rządu, ma prawo do obrony swojej godności i stwierdzam wyraźnie, że będę jej bronił, ale nade wszystko o interes wymiaru sprawiedliwości i co najważniejsze - o interes Polski. W naszym Kraju są siły, którym bardzo zależy na tym, by wymiar sprawiedliwości został sparaliżowany, by wskazane wyżej bariery zostały nie tylko zachowane, ale także umocnione. Nie zamierzam tym siłom iść na rękę, ale jednocześnie kierowanie Ministerstwem Sprawiedliwości i Prokuraturą Generalną może być skuteczne tylko wtedy, gdy podejmowane przez te instytucje w oparciu o przepisy prawa czynności nie będą kwestionowane.
Wymaga to od Pana Premiera podjęcia stosownych działań, na które oczekuję.
Lech Kaczyński (04-07-01 19:11)

#299056

To jest kopia z wpisu dziennikarza wpolityce.pl
Chodziło mi o tzw. niewidoczną korupcję sumienia.
Jak się ma to do Masłowskiej pozostawiam ocenie twardych czytaczy internetu.

#299060