Tańcząca z "kasjerami"

Obrazek użytkownika Szeremietiew
Kraj

Dowiedziałem się, że ciągle nie mogę złożyć odwołania od grzywny, jaką ukarał mnie sąd rejonowy. Przewodnicząca składu sądzącego nie napisała uzasadnienia do wyroku, a bez tego odwoływać się nie można.

Do tego ustaliłem, że termin sporządzenia uzasadnienia szef pani Sędzi ustalił na 15 października br. Jeśli więc wszystko pójdzie dobrze, to będę czekał tylko rok na uzasadnienie. Podobno powodem opóźnienia jest „skomplikowanie sprawy”. Tu mogę się zgodzić, bowiem trudno jest w oparciu o zgromadzony materiał dowodowy uzasadnić wymierzoną mi grzywnę. Czyli „komplikacja” jest. Tymczasem zajęty sprawami na uczelni nie zauważyłem, że ktoś znowu „zagrał do tańca” dedykowanego mojej osobie. Oto 16 stycznia br. na łamach „Dziennika” pojawiły się teksty o zatrzymaniu kogoś określanego mianem „kasjer Pruszkowa”.

Redaktorzy Robert Zieliński i Leszek Kraskowski w tekście pt. >"Kasjer Pruszkowa" zatrzymany i zwolniony< umieścili coś takiego:

Biznesmen dotąd unikał prawdziwych problemów z wymiarem sprawiedliwości. Sam przechwalał się, że pożyczał pieniądze na sfinansowanie okazałej willi Romualdowi Szeremietiewowi, byłemu wiceministrowi obrony narodowej. Doskonale znał również asystenta wiceministra Zbigniewa Farmusa.”

Informację o finansowaniu mojego domu przez gangstera redakcja wydrukowała pogrubioną czcionką. Zaraz też smakowity temat rozwinęła znana specjalistka od „kasjerów” (przypominam jej tekst „Kasjer z MON”) „publicystka dziennika” Anna Marszałek. Objaśnia ona tak osobę drugiego kasjera, zresztą kumpla tego pierwszego z MON: 

„... P. nie gardził żadną stroną sceny politycznej. Oficjalnie i półoficjalnie doradzałem ministrom. "Byłem kimś" - mówił. To on także umówił słynne spotkanie Zbigniewa Farmusa, asystenta Romualda Szeremietiewa, z przedstawicielem koncernu zbrojeniowego z RPA, podczas którego miało dojść do żądania łapówki za przetarg na armatohaubice. W sądzie P. był jednak świadkiem obrony Farmusa. "Pożyczyłem Szeremietiewowi pieniądze, bo płakał, że nie ma na spłatę długów za ten swój dom" - chwalił się nam na korytarzu sądowym. Szeremietiew twierdził natomiast, że nazwisko P. nic mu nie mówi.

 

Zajrzałem do komentarzy. Jeden z internautów poddał w wątpliwość wiarygodność p. Marszałek przypominając, że kiedyś mnie nieprawdziwie oskarżyła. Na to red. Marszałek udzieliła odpowiedzi.

----------------------------------

 

Szanowni Państwo!
Ani Szeremietiew ani Farmus nigdy nie wytoczyli mi procesu w związku z moimi publikacjami. Sąd — póki co nieprawomocnie — uniewinnił Szeremietiewa zaledwie z dwóch z pięciu zarzutów stawianych mu przez prokuratutę (a nie przeze mnie), za jeden go skazał na karę grzywny, a dwa (ustawianie przetargów) się przedawniły.
Związków finansowych Szeremietiewa z Robertem P. - z tego co wiem - nie badała ani prokuratura ani sąd.
Z poważaniem!
Anna Marszałek

----------------------------

Na co Elżbieta z Biłgoraja napisała – „Szacunek za to, że szanuje Pani internautów, choćby nie wiem jak byli anonimowi”, zaś niejaki nomen omen Makarow9mm – zauważył; „Fakt, ze Szeremietiew nie zgnil jeszcze w wiezieniu potwierdza tylko, przynajmniej czesciowo, teorie Kaczynskich o "ukladzie". Ciekawe kto dopuscil do przedawnienia w sprawie "przekretow przetargowych"? i zakończył – „Pani Annie Marszalek nalezy pogratulowac wytwalosci w sledzeniu tej sprawy.”

 

 

A więc jestem przez red. Marszałek nadal „wytrwale śledzony”. Czy teraz to jest efekt jej prywatnej niechęci do mnie, czy może zaczyna się nowy taniec z „kasjerem”, tym razem z Pruszkowa? 

W świecie ciemnych interesów działają osobnicy nazywani cynglami, którzy za odpowiednie wynagrodzenie likwidują osoby przeszkadzające opryszkom w interesach. W mojej ocenie red. Marszałek może być takim medialnym „cynglem” likwidującym wskazane osoby „wystrzałowymi” artykułami. Mam też powody by sądzić, że funkcjonariusze tajnych służb dostarczyli „amunicji” do jej rewolwerowego tekstu „Kasjer z MON” („Rzeczpospolita” z 7 lipca 2001).

Nie wiem w jak zażyłych relacjach pozostaje z red. Marszałek z „kasjerem Pruszkowa”, że ten zwierzał się jej o pieniądzach rzekomo mi pożyczanych. Zastanawia mnie jednak skąd Marszałek wie, że tej sprawy nie badały organa śledcze? Od „kasjera Pruszkowa”, czy może od gen. Rapackiego, gen. Huni, czy jakiegoś innego dysponenta tajnych wiadomości? 

No i to: „W sądzie P. był jednak świadkiem obrony Farmusa.” Otóż świadka P. w sądzie nie zgłaszała obrona - był on świadkiem oskarżenia. Tyle tylko, że nie potwierdził prasowych doniesień red. Marszałek o „negocjacjach” łapówkowych dot. armato-haubicy. Jak wiadomo za składanie fałszywych zeznań przed sądem świadkowi grozi kara, za fałszywe informowanie dziennikarza nic nie grozi – zakładając, że red. Marszałek prawdziwie przedstawia swoje kontakty z „kasjerem” P.

 

 

 

Rekapitulując - mój „kasjer”, i ja sam, zostaliśmy uniewinnieni, a pojawiły się spekulacje o moim powrocie do polityki, więc może nadszedł czas by wskazać nowego „kasjera”. W końcu jak długo będzie można mnie trzymać z dala od wojska – w październiku może być uzasadnienie wyroku i tak gdzieś na wiosnę przyszłego roku prawomocny wyrok. I co wtedy??!

Hej Marszałek Anno, toż larum grają, za pióro chwytaj, Kittela przyzywaj, ratuj wojsko Rzeczpospolitej przed tym strasznym „Szarym Mietkiem”.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

taki to już los redachturki M!!!
Lepiej by sobie jakiegoś trepa z lwp znalazła!
pzdr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

antysalon

#12008

Wydaje mi się, że to nie los, ale polecenie służbowe każe tej damie tańczyć z kasjerami.
RSz

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

RSz

#12365