Dziadek Antoni cz. 2

Obrazek użytkownika sosenkowski
Historia

z okazji niedawnych urodzin Antoniego Położyńskiego (10-II-1914) przypominam fragmenty jego autobiografii: "Z drogi i przydroża". jest to historia Polaka, który miał Obowiązki Polskie :)))

 

Wybuch wojny 1 września 1939 roku

Ranek, 1 września 1939 r. godzina szósta. Wyszedłem na ulicę. Przywitał mnie gwizd spadających dwustupięćdziesięciokilogramowych, niemieckich bomb. Dzięki temu, że zdążyłem upaść, przysypała mnie tylko ziemia z leja po wybuchu bomby, która spadła może 20 metrów ode mnie. Po kilku sekundach bezruchu, zerwałem się na równe nogi, pobiegłem do kancelarii i telefonicznie zawiadomiłem dowództwo batalionu J. H. P. w Warszawie o nalocie lotniczym. Syreny alarmowe wyły na lotnisku, na które spadło już kilka bomb. Nie uczyniły na szczęście żadnych szkód materialnych, gdyż wszystkie samoloty bojowe stały na lotniskach polowych. Natomiast junacy, wystraszeni wybuchami bomb i syrenami alarmowymi, wybiegali w bieliźnie i chowali się w rowach przeciwlotniczych, które sami przed tygodniem kopali.

Po tym bombardowaniu z dowództwa J. H. P. przyszło zarządzenie, żeby zwolnić junaków do domu, po uprzednim wypłaceniu im poborów za pół roku z góry, które to pobory ja także otrzymałem. Zarządzeniem tym dowództwo batalionu chciało rozprowadzić nagromadzoną w kasie, gotówkę. Po otrzymaniu pieniędzy zamknąłem pomieszczenia junaków na Okęciu i opuści1em teren lotniska. Stamtąd udałem się do przyjaciół na ulicę Wejnerta na Mokotowie.

W pierwszych dniach wojny ulice Warszawy przedstawiały przerażający widok. Ludzie biegali w panice, nie wiedząc, co mają robić. Syreny alarmowe co chwilę oznajmiały naloty samolotów niemieckich, ale rzadko słychać było wybuchy bomb. Z frontu zaczęły napływać informacje o zbliżaniu się do Warszawy wojsk pancernych. Szóstego września rozpoczęła się ewakuacja ludności cywilnej, a także pracowników urzędów miejskich, na wschód. W następnych dniach ulice zaczęły wypełniać się wojskiem pochodzącym z różnych jednostek, które w nieładzie wycofywały się z zachodu, pod naciskiem wojsk niemieckich. W stolicy zapanował bałagan, który usilnie próbował opanować swymi przemówieniami radiowymi prezydent Starzyński. Zaczęto zatem przygotowywać obronę Warszawy, jej dowódcą został gen. Rommel, dowódca armii „Łódź”. Armia „Łódź” bowiem, od szóstego września, wycofywała się już w kierunku Warszawy.

Na dwa dni przed kapitulacją udało ml się wydostać z oblężonej Warszawy, dzięki czemu uniknąłem niemieckiej niewoli. Rozpocząłem marsz na wschód, w kierunku Białej Podlaskiej, oddalonej o około 120 km, aby dotrzeć do rodzinnej wsi. Marsz zajął mi prawie 3 dni. Na noc zatrzymywałem się u gospodarzy, we wsiach, które mijałem po drodze. Główna droga z Warszawy na wschód do Brześcia była już pusta. Wszyscy uciekinierzy zawrócili na zachód po wkroczeniu do Polski 17 września wojsk bolszewickich (zgodnie z układem Ribbentrop - Mołotow z 23 sierpnia 1939 r). Na drodze spotykałem, więc tylko policję niemiecką na koniach i motocyklach. Jednak bez przeszkód dotarłem do domu, nie zatrzymywany przez nikogo.
W domu zastałem całą rodzinę. Obecny był także mój brat Marian, któremu udało się uciec z obozu Szepietówki, gdzie znalazł się jako jeniec wojenny. Dzięki tej ucieczce prawdopodobnie uniknął śmierci w Charkowie.

Po kilku dniach odpoczynku, zacząłem się zastanawiać, co powinienem robić. Dręczył mnie niepokój, co dzieje się z moimi przyjaciółmi w Warszawie, u których mieszkałem przed opuszczeniem miasta. Pozostały tam trzy kobiety z sześcioletnią dziewczynka. Najstarsza z tych pań leżała schorowana w łóżku. Nazwisko jej męża, pułkownika Olszyckiego, figuruje teraz na Liście Katyńskiej. Mąż jednej z córek, tuż przed wybuchem wojny znalazł się w Anglii, gdyż pracował w LOT-cie, druga córka była studentką medycyny. Te trzy samotne kobiety z dzieckiem pozostały, zatem bez opieki w Warszawie. Na wsi nie było problemów z zakupem trwałej żywności, dlatego postanowiłem kupić mąkę, kaszę, ziemniaki, Cukier, herbatę, paloną kawę, miód, suszony chleb wiejski, smalec, słoninę i trochę świeżego, solonego mięsa wieprzowego. Zapasy te załadowałem na furmankę wysłaną słomą, zaprzągłem do niej silnego, młodego konia I wraz z bratem Hipkiem i kuzynem Wasilewskim wyruszyłem w podróż do moich przyjaciółek z Warszawy. Szczęśliwie, bez kontroli niemieckich, dotarliśmy do Warszawy. Po ulicach miasta jeździły przeważnie wojskowe samochody, konne dorożki i furmanki z żywnością na handel, gdyż w sklepach był tylko ocet i sól.

Po dotarciu na ulicę Wejnerta, wyładowaliśmy żywność i ułożyliśmy ją w jednym z trzech pokoi. Brat i kuzyn wrócili do domu, a ja zostałem u przyjaciół i nocowałem w pokoju - magazynie żywnościowym. Podczas tego pobytu w Warszawie nawiązałem kontakt z kolegami, od których dowiedziałem się, że byli wojskowi udają się nielegalnie, przez zieloną granicę, do tworzącego się we Francji pod dowództwem Sikorskiego wojska. Drogi, którymi docierali do Francji, prowadziły najczęściej przez Węgry, Czechosłowację i państwa bałkańskie. Druga droga, północna, wiodła przez tereny pod okupacją sowiecką, Łotwę, Morze Bałtyckie do Szwecji i stamtąd samolotem do Anglii.

Po tych informacjach zdecydowałem się także wyruszyć do Francji i wstąpić do polskiego wojska na zachodzie. Wybrałem drogę północną, gdyż nigdy nie lubiłem chodzić po górach, wyrosłem przecież na płaskich terenach Podlasia. W podjęciu takiej decyzji pomogły mi moje przyjaciółki. Powiedziały, że znają kobiety zajmujące się nielegalnym przerzutem osób z Wilna do Warszawy. Była to niezwykle cenna dla mnie informacja, gdyż moja droga prowadziła na Łotwę właśnie przez Wilno.

 

 

PS.

na permanentnie monitorowanej przez SSowietów polskojęzycznej wersji Wikipedii TEGO życiorysu nie znajdziecie :(((

___

W domu rodzinnym zjawił się ponownie na święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok i wtedy też uzmysłowił sobie, że ma dwie możliwości: albo wstąpić do podziemia, albo dołączyć do polskiego wojska we Francji. Wybrał to drugie i 15 stycznia 1940 roku wyruszył w drogę. Zdecydował się na podróż przez okupowane przez Rosjan tereny Polski, podejrzewając, że Niemcy niezbyt dokładnie strzegą linii demarkacyjnej. Następnie planował przedostać się do któregoś z państw nadbałtyckich, a dalej do Skandynawii.

 - fragment książki: Evan McGilvray, "Marsz czarnych diabłów" Odyseja Dywizji Pancernej Gen. Maczka, wyd. Rebis, 2006r.

Ocena wpisu: 
Brak głosów