Kościół w roli samobójcy – pomysł na poprawę notowań PO

Obrazek użytkownika RP
Kraj

 Jarosław Makowski – jak sam się przedstawia jest filozofem i teologiem. Od 2010 r. jest dyrektorem Instytutu Obywatelskiego, który oficjalnie określa się mianemthink tanku politycznego, będącego eksperckim zapleczem Platformy Obywatelskiej. Na łamach Gazety Wyborczej opublikował artykuł (24 IX 2013 r.), którego sam tytuł (wraz z podtytułem) praktycznie wszystko wyjaśnia: „Kościół ramię w ramię z PiS. Grozi nam pisyzacja katolicyzmu”. Tekst ten jest nieudolną i prymitywną próbą uzasadnienia tezy zawartej w tytule. Może przez niego przebrnąć bez irytacji tylko ktoś wyjątkowo odporny na intelektualną mieliznę. Makowski z „troską” pochylił się nad losem polskiego Kościoła katolickiego, ale jego „troska” o Kościół podyktowana jest wyłącznie interesem Platformy Obywatelskiej i próbą zatrzymania spadającego poparcia dla Tuska i jego partii. Makowski zdaje się nawet znać powody, dla których Kościół nie sympatyzuje z PO. Wymienia nawet liczne działania PO na szkodę Kościoła i polskiego społeczeństwa. Oczekuje jednak od Kościoła, że sam sobie założy pętlę na szyję - tak po prostu, bezinteresownie. Byle przypodobać się Platformie. Wbrew elementarnemu instynktowi samozachowawczemu. Kościół ma się wsłuchać we wskazówki Makowskiego i jak leming kroczyć ku przepaści. Byle sprawić przyjemność Tuskowi i jego „ekspertowi”.

Poglądy Makowskiego są już dość dobrze rozpoznane, więc pod tym względem jego najnowszy tekst nie jest wyjątkowy. Już w 2011 r. Artur Bazak trafnie pisał o nim (9 IX 2011 r.): „Nie ma takiej granicy obciachu i żenady, której nie przekroczyłby Jarosław Makowski w wychwalaniu Platformy Obywatelskiej i Donalda Tuska. Po raz kolejny szef think tanku PO na łamach "Rzeczpospolitej" zaprezentował tekst, który sprawia wrażenie publicystyki, w rzeczywistości będąc ulotką wyborczą dla jajogłowych.”

Z kolei Piotr Zaremba ubogacił nieco jego charakterystykę (14 XII 2011 r.) i z właściwą dla siebie delikatnością napisał „Makowski to sprawny rzemieślnik pióra, więc wykłada swoje racje wprost i wyraziście. Jego jedynym mankamentem jest całkowita niezdolność zrozumienia tych, których krytykuje, ale też do których w jakiejś mierze apeluje. Dialog przypomina konwersację głuchoniemych”.

Warto zacytować jeszcze Romana Graczyka, który pisał niedawno (4 VIII 2013 r.) o Makowskim następująco: „mam wrażenie, że Jarosław Makowski występuje w chórze z tymi, którym nie chodzi o żaden tam lepszy (bardziej wiarygodny) Kościół, tylko o Kościół mniej wymagający. Taki, który powie wiernym: zakaz in vitro? – zapomnijcie, zakaz aborcji? – zapomnijcie, niedziela dniem wolnym od pracy? - zapomnijcie. W ogóle róbcie co chcecie, Kościół nie ma wobec was żadnych oczekiwań i żadnych wymagań”.

W pierwszym zdaniu najnowszego tekstu Makowskiego „Grozi nam pisyzacja katolicyzmu” oznajmił on, że „Kościół w Polsce wciąż bardziej wierzy w siłę przychylnej dla siebie władzy politycznej niż w moc Ewangelii”. Spostrzeżenie głupie i nieprawdziwe. Jednak szczyt cynizmu osiągnął w puencie: „…najkrótsza droga do dechrystianizacji Polski prowadzi w 2013 roku przez alians Kościoła z PiS. Bo rodzimemu Kościołowi nie tyle zagraża ateizacja, co pisyzacja katolicyzmu. I to ona prowadzi do realnej dechrystianizacji Polski”. Owa „pisyzacja” Kościoła to w rzeczywistości wierność Ewangelii i stanięcie po stronie społeczeństwa. Tekst zamieszczony w GW najwięcej mówi o poglądach i poziomie „eksperckiego” zaplecza PO. Trudno się spodziewać po nim czegoś mądrego, ale tekst Makowskiego pokazuje, że granice bezczelności można jeszcze przesuwać. Rozumiem, że Makowski walczy z Kościołem. Za to mu zapłacono (dostał przynajmniej wierszówkę). Ale oczekiwanie by Kościół sam się bezinteresownie zaczął zwalczać to już gruba przesada.

Makowski napisał o sobie, że jest podobno „zjadaczem książek”. Obawiam się, że ten proceder może autora prowadzić do niestrawności, a może nawet halucynacji (gdyby np. pożerane książki były klejone). Ja wolę jednak książki czytać, pisać i podziwiać.

Ocena wpisu: 
Brak głosów