Program wschodni "Kultury" (4)

Obrazek użytkownika Godziemba
Historia

Od samego początku Giedroyc pojmował kwestię wschodnią przede wszystkim jako projekt nowej polityki polskiej, który nie tyle będzie czekał na urzeczywistnienie w sprzyjających warunkach, ile sam zacznie stwarzać nowy klimat i oddziaływać na stosunki miedzy Polską a jej wschodnimi sąsiadami.
 
Giedroyc uważał, że najgroźniejsze dla imperium sowieckiego są ruchy narodowościowe, a ideologii komunistycznej może się skutecznie przeciwstawić tylko obudzona świadomość narodowa. Decydującym ciosem dla imperializmu rosyjskiego i zarazem komunistycznego będzie emancypacja republik związkowych a zwłaszcza powstanie niepodległej Ukrainy, która zmieni niekorzystny dla Polski stosunek sił wobec Rosji. Redaktor „Kultury” nie akceptował zaboru Lwowa i Wilna przez Sowiety, chciał jednak, by Polska uznała prawo Ukraińców i Litwinów do tych miast. Zdaniem redaktora, formułowane przez Polaków na emigracji żądania zwrotu miast kresowych umacniały pozycje Moskwy w Europie Wschodniej, gdyż właśnie Kreml gwarantował istniejące granice. Polacy – wedle redakcji „Kultury” - nie dostrzegali, iż dążąc do odzyskania utraconych ziem czynią ze swych potencjalnych sprzymierzeńców wrogów.  
 
W związku z zaostrzeniem się stosunków rosyjsko-chińskich i możliwością wybuchu wojny Mieroszewski pisał: Ruchy wolnościowe na większą skalę w Polsce i na Ukrainie w chwili gdy Rosja byłaby zaangażowana w Chinach – mogłyby uruchomić reakcję łańcuchową trudną do opanowania. Z tej przyczyny jednym z naczelnych postulatów polityki sowieckiej – byłoby poróżnić Polaków i Ukraińców w myśl wypróbowanej metody <divie et impera>. Rosja mogłaby to zrobić łatwo i tanio. Wystarczyłoby Polakom oddać Lwów, by przekreślić wszelkie szanse porozumienia polsko-ukraińskiego”. W konsekwencji zdaniem publicysty „na Ukrainie doszłoby prawdopodobnie do rozruchów, które zostałyby krwawo zgniecione. Ukraińcy byliby w kleszczak. Po jednej stronie mieliby wrogo nastrojonych Polaków, a po drugiej stronie wrogo nastrojonych Rosjan. Moskwa osiągnęłaby swój ważny cel, a mianowicie unicestwienie w zarodku potencjalnych nawet możliwości porozumienia polsko-ukraińskiego”. Stawiał przy tym kontrowersyjną tezę, że „polski Lwów dzieliłby owe pobratymcze narody – co leży w interesie Moskwy w każdych warunkach, a nie tylko w okresie wstrząsów i kryzysów”.
 
Jednocześnie dowodził, że oddanie Lwowa oraz Wilna wzmocniłoby pozycję Polski w stosunku do Rosji. „Nie liczą się – pisał - bowiem miasta, tylko liczą się narody. Nie chodzi o zdobycie Wilna i Lwowa, chodzi o zdobycie zaufania i przyjaźni Ukraińców, Litwinów, Białorusinów. W gruncie rzeczy – w porównaniu z przeszłością jesteśmy w uprzywilejowanej sytuacji ponieważ Ukraińcy, Litwini i Białorusini nienawidzą Rosjan. Mądra polska polityka w chwili odpowiedniej koniunktury winna ów fakt wykorzystać. Jeśli jednak wskoczymy w buty naszych przodków z XVII wieku – odzyskamy może Wilno i Lwów lecz nie odbudujemy zdrowej proporcji pomiędzy Polska a Rosja. A w końcu tylko to się liczy a nie jedno miasto więcej czy jedno miasto mniej”. Pokonanie Rosji jest możliwe tylko na Ukrainie, dlatego Polska musi uzmysłowić Ukraińcom, ze ma im do zaoferowania więcej niż Moskwa. Natomiast jakiekolwiek żądania zwrotu Lwowa czy Wilna „są wodą ma młyn imperialistycznej polityki rosyjskiej”. Podsumowując wskazywał, że „utrata Lwowa oznaczałoby zupełnie co innego dla Ukraińców niż dla Polaków. Ukraińcy mają piękny historyczny Kijów. Lecz nie mają miast porównywalnych w dziejowym splendorze z Krakom, Warszawą, Gnieznem, Gdańskiem, Poznaniem - nie mówiąc o Wrocławiu, Katowicach i dziesiątkach innych miast polskich. Dlatego Ukraińcy, gdyby im odebrano Lwów, byliby znaczne bardziej skrzywdzeni niż my, którzy utraciliśmy Lwów”. Nic więc dziwnego, iż jego publicystyka spotykała się z gwałtowną krytyką większości środowisk emigracyjnych, a on sam był gwałtownie zwalczany i traktowany jako zdrajca narodowych interesów.
 
Z upływem czasu Mieroszewski i Giedroyc doszli do przekonania, że idee federalistyczne zbyt wyraźnie przypominają program prometejski piłsudczyków, którzy rozumieli go jako „rozbicie Związku Sowieckiego, a nie politykę wyzwoleńczą dla Ukraińców, Litwinów i Białorusinów. Redukowanie programu prometejskiego do nowego wydania polskiej polityki mniejszościowej jest najpewniejszą drogą do przekształcenia Ukraińców, Litwinów i Białorusinów we wrogów Rzeczypospolitej”. Geopolityka natomiast nakazuje Polsce – zdaniem Londyńczyka – rezygnację z granic z 1939 roku i bezwarunkowe wsparcie narodów ujarzmionych przez Sowiety.
 
Efektem tych przemyśleń stała się modernizacja idei federalistycznej i powstanie innej idei – program już nie federacyjnego, ale określonego mianem „ULB” (Ukraina-Litwa-Białoruś). Koncepcja ta znalazła najpełniejszy wyraz w obszernym artykule Mieroszewskiego „Rosyjski <kompleks Polski> i obszar ULB”. Londyńczyk krytykując legalistyczne podejście części polskich środowisk emigracyjnych, podkreślał, że „polski program wschodni nie jest żadnym imperializmem, tylko wzniosłą <ideą jagiellońską>. Innymi słowy, możemy domagać się od Rosjan wyrzeczenia się imperializmu pod warunkiem, że my sami raz i na zawsze wyrzeczemy się naszego tradycyjno-historycznego imperializmu we wszystkich jego formach i przejawach. <Idea jagiellońska> tylko dla nas nie ma nic wspólnego z imperializmem. jednak dla Litwinów, Ukraińców i Białorusinów stanowi najczystszą formę polskiego tradycyjnego imperializmu”.
 
W wolnej i demokratycznej Europie Wschodniej – wedle publicysty – nie może być miejsca na żaden imperializm – ani rosyjski, ani polski. Obszar ULB był czymś więcej niż „kością niezgody” pomiędzy Polską a Rosją. „Obszar ULB determinował formę stosunków polsko-rosyjskich, skazując nas albo na imperializm, albo na satelictwo”. Najpierw Polska dominowała, ale od 300 lat (pokój Grzymułtowskiego – 1686 rok) Rosja ma przewagę na Wschodzie. Przewagę Rosjan potwierdziła historia, natomiast polskie prawa – historia obróciła wniwecz. Dlatego Polacy powinni szukać porozumienia z Rosjanami gotowymi przyznać pełne prawo do samostanowienia Ukraińcom, Litwinom i Białorusinom. Ze swej strony natomiast Polacy muszą „zrezygnować raz i na zawsze z Wilna, Lwowa i z jakiejkolwiek polityki czy planów, które by zmierzały do ustanowienia w sprzyjającej koniunkturze naszej przewagi na Wschodzie kosztem cytowanych powyżej narodów.” Tak Polacy, jak i Rosjanie muszą zrozumieć, że tylko nieimperialistyczna Rosja i nieimperialistyczna Polska miałyby szansę ułożenia i uporządkowania swych wzajemnych stosunków. Tylko radykalne – zdaniem Londyńczyka – rozwiązanie tego problemu „władne jest przekształcić stosunki polsko-rosyjskie”.
 
Tak więc u podstaw tej koncepcji legło zdecydowane przekonanie o wspólnocie losu historycznego Polaków i tych narodów. Giedroyc nie kierował się uczuciami. W jednej ze swoich wypowiedzi przyznał szczerze, że nie darzy miłością Ukraińców, ale wyciąga wnioski z uwarunkowań geopolityki. Jednocześnie wyraźna była propozycja definitywnego rozstania się z ideą mocarstwowości. Po prostu dlatego, że Polska na jej spełnienie nie miała szans. Pozostawało zatem inne wyjście – nauczenie się bycia średnim państwem, które szans na obronę swej suwerenności musi upatrywać we współdziałaniu z innymi państwami Europy Środkowo-Wschodniej. W projekcie „Kultury” demokratyczne państwa Ukraina, Litwa i Białoruś równoważyłyby wraz z krajami Europy Środkowej dwie szale, na których znajdowałyby się Rosja oraz Niemcy.
 
Juliusz Mieroszewski zmarł w Londynie 21 czerwca 1976 roku. W jego pogrzebie, który odbył się przy „kompletnej obojętności polskiego Londynu”, uczestniczyło zaledwie kilka osób z redakcji „Kultury”, w tym Jerzy Giedroyc. Po jego śmierci nie pozyskał redaktor żadnego takiej klasy publicysty, który potrafiłby twórczo formować jego myśl polityczną. Sam Giedroyc tak opisywał ich relacje: „Mieroszewski był dla mnie najważniejszym partnerem dialogu. Jedynym. Z którym byłem tak bardzo otwarty. Nie tylko dlatego, że wiedziałem, że mnie rozumie, ale również dlatego, ze byłem pewien jego bezwzględnej lojalności. Nikt go nie zastąpił. Po jego śmierci w pewnym sensie zostałem sam”.
 
Spełnieniem zabiegów „Kultury” o pojednanie ze wschodnim sąsiadem było specjalne oświadczenie grupy pisarzy rosyjskich, w którym zwrócono uwagę na formułujący się nowy układ wzajemnych stosunków, uniemożliwiający w przyszłości „powtórzenie błędów i zbrodni przeszłości”.
 
Zwieńczeniem zaś wysiłków na rzecz pojednania z Ukraińcami była Deklaracja w sprawie ukraińskie, w którejmowa była miedzy innymi o krzywdach wyrządzonych Ukrainie ze strony wielowiekowego polskiego imperializmu> W imieniu „Kultury” dokument podpisali Jerzy Giedroyc i Gustaw Herling-Grudziński. Jest rzeczą charakterystyczną, iż w deklaracji całkowitym milczeniem potraktowano liczne winy Ukraińców wobec Polaków, w tym ludobójstwo dokonane przez Ukraińców na polskich mieszkańcach Wołynia w czasie II wojny światowej.
 
Bohdan Osadczuk z radością witając deklarację  Polaków, Rosjan, Czechów i Węgrów z 1977 roku w sprawie wolności Ukrainy i jej obrony przed imperializmem rosyjskim, i podkreślając olbrzymią rolę „Kultury” napisał: „Majowa deklaracja czternastu intelektualistów z czterech krajów sąsiadujących z Ukrainą jest – zarówno z punktu widzenia Ukraińców, jak też w uwagi na całokształt stosunków międzynarodowych w tej części Europy – pierwszym krokiem do przełamania zaklętego czy też raczej przeklętego koła nienawiści, nieufności lub jak w wypadku Czechów, a nawet po części Węgrów – obojętności. Prawdą jest, że wszystkie cztery państwa sąsiednie w różnych okresach czasu (…) stosowały wobec ukraińskiego obszaru etnograficznego i językowego politykę ucisku lub co najmniej preferowania własnych interesów kosztem ludności autochtonicznej. (…) [ Po II wojnie światowej – Godziemba] zniknęło zjawisko ustawicznej irredenty ukraińskiej. Nie ma dziś pomiędzy nami sporów terytorialnych, pozostały jedynie niezałatwione kwestie autonomii kulturalnej, językowej i religijnej dla pozostałych w obrębie nowych układów granicznych – nielicznych zresztą – mniejszości narodowych lub (…) zagadnienie pielęgnowania zabytków historycznych i kulturalnych, pozostałych w poszczególnych regionach”.
 
Koncepcja ULB należy bez wątpienia do największych osiągnięć kierowanej przez Jerzego Giedroycia "Kultury". Odegrała ona też dużą rolę w kształtowaniu wschodniej myśli politycznej opozycji w Polsce. Nawiązano do niej m.in. w 1981 roku na zjeździe NSZZ "Solidarność" w Gdańsku w "Posłaniu do ludzi pracy Europy Wschodniej".
 
Gdy w 1991 roku Ukraina, Litwa i Białoruś odzyskiwały niepodległość, nikt w Polsce nie wysuwał roszczeń do Lwowa, Wilna czy Grodna. Wręcz przeciwnie, Polska natychmiast uznała niepodległość tych państw, przyznała wszelkie prawa mniejszościom : ukraińskiej, litewskiej i białoruskiej, zamieszkałym na terenie RP. Stała się też ambasadorem europejskich aspiracji tych narodów. Mimo tego nadal na Ukrainie, Litwie i Białorusi naruszane są prawa polskiej mniejszości, gloryfikuje się morderców Polaków (OUN/UPA, szaulisi), a ślady polskiej obecności na Kresach są systematycznie niszczone.
 
Czy program wschodni „Kultury” zakończył się sukcesem? Dla krajów ULB z pewnością – TAK, a dla Polski? Czy Polacy zyskali lojalnych przyjaciół na Wschodzie? Należy mieć uzasadnione wątpliwości.
 
Wybrana literatura:
 
Jerzy Giedroyc – Autobiografia na cztery ręce, Warszawa 1996
Jerzy Giedroyc - Andrzej Bobkowski. Listy 1946-1961, Warszawa 1997
Jerzy Giedroyc - Jerzy Stempowski. Listy 1946-1969, Warszawa 1998
Jerzy Giedroyc – Juliusz Mieroszewski – Listy 1949-1956, Warszawa 1999
Jerzy Giedroyc – Konstanty Jeleński. Listy 1950-1987, Warszawa 1995
Jerzy Giedroyc - Emigracja ukraińska. Listy 1950-1982, Warszawa 2004
Juliusz Mieroszewski – Ewolucjonizm, Paryż 1964
Juliusz Mieroszewski – Polityczne neurozy, Paryż 1967
Juliusz Mieroszewski – Modele i praktyka, Paryż 1970
Juliusz Mieroszewski – Materiały do refleksji i zadumy, Paryż 1976
Juliusz Mieroszewski – Finał klasycznej Europy, Lublin 1997
Bohdan Osadczuk - Ukraina, Polska, świat., Sejny 2000
Andrzej Kowalczyk – Giedroyc i „Kultura”, Wrocław 1999
Andrzej Nowak – Polacy, Rosjanie i biesy, Kraków 1999
Rafał Habielski – Życie społeczne i kulturalne emigracji, Warszawa 1999
Janusz Korek – Paradoksy paryskiej Kultury, Lublin 2000
Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Wrogów tez jej nie przybyło.Wrogowie stali się zuchwalsi.Wszyscy!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

kazikh

#360401

Niestety.

Pozdrawiam

Godziemba

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Godziemba

#361295