Państwo ustaszów (2)

Obrazek użytkownika Godziemba
Historia

W końcu września 1944 roku oddziały sowieckiego 3 Frontu Ukraińskiego wkroczyły na terytorium b. Jugosławii, zajmując – razem z jednostkami Tity – w połowie października 1944 roku Belgrad.

Nowy rząd jugosłowiański, zdominowany przez komunistów, uzyskał oficjalne uznanie przez Sprzymierzonych. Wcześniej Niemcom udało się ewakuować wszystkie siły z Grecji, Macedonii i Albanii. Front ustabilizował się pod koniec listopada 1944 roku, a Chorwaci i Niemcy stawiali opór jeszcze przez siedem miesięcy. Siły komunistyczne bezskutecznie próbowały przełamać obronę doliny rzeki Uny, dopiero 30 kwietnia udało się to dokonać. 1 maja rozpoczął się odwrót obrońców w kierunku karlovackim. Ciężkie walki na przedpolu Karlovaca toczyły się przez kolejne siedem dni. Miasto zostało zdobyte dopiero 7 maja – tym samym droga na Zagrzeb stałą otworem. Stolica Chorwacji została zdobyta przez wojska Tito 9 maja.
 
Politycy ustaszowscy próbowali walczyć do końca o przetrwanie państwa chorwackiego. W kwietniu 1945 roku doszło do spotkania Pavelićia z emisariuszami Mihailovićia, w trakcie którego rozpatrywano umocnienie się w północno-zachodniej Chorwacji i nawiązanie kontaktu z Anglosasami nadciągającymi z Włoch.
 
Innym niezrealizowanym projektem okazał się plan Konfederacji Naddunajskiej, zaproponowany przez tzw. grupę austriacką spośród przedstawicieli III Rzeszy zaangażowanych na Bałkanach. Plan zjednoczenie Austrii, Słowenii, Węgier i Chorwacji pod protektoratem Wielkiej Brytanii i Watykanu. Chodziło o ocalenie katolickiej ludności przed bezbożnym komunizmem. Jednak nieprzejednana niechęć mocarstw zachodnich uniemożliwiła rozwinięcie projektu nowego „przedmurza chrześcijaństwa”.
 
W końcu 1944 roku także Sowieci prowadzili rozmowy z Chorwatami w Szwajcarii. Wysłannicy Stalina obiecywali uznanie Chorwacji w granica z 1941 roku, w zamian żądając zgody na przekroczenie granic NDH i umożliwienie Armii Czerwonej dotarcia do Triestu przed aliantami zachodnimi. Negocjacje trwały do lutego 1945 roku, lecz nie przyniosły żadnych efektów.
 
Z drugiej strony sojusznicza wierność Pavelićia zaowocowała wydelegowaniem 3 maja 1945 roku ambasadora NDH na rozmowy z admirałem Karlem Donitzem, następcą Hitlera.
 
Na początku maja Pavelić w publicznym przemówieniu do obywateli NDH w Zagrzebiu zaapelował o kontynuowanie nieustępliwej walki w obronie ojczyzny. Jednak 6 maja Poglavnik wraz z dowództwem ustaszowskim wyjechał ze stolicy i trafił do Leingreith w Austrii. Za nimi wyruszyła kolumna wojsk chorwackich oraz cywilów, licząca 100 tysięcy osób. Większości udało się dostać do Karyntii, zajętej przez Brytyjczyków. W ślad za nimi ruszyły tysiące Chorwatów. Wojska Tito starały się nie dopuścić do ucieczki żołnierzy ustaszowskich. W dniach 9-15 maja toczyły się gwałtowane walki w okolicach Dravogradu, Celje, Ferlach i Klagenfurtu. W sumie do niewoli jugosłowiańskiej dostało się około 50-60 tysięcy jeńców i uciekinierów.
 
15 maja kolumna żołnierzy i cywilów chorwackich osiągnęła rzekę Drawę, którą od północy obsadzali Bułgarzy. Aby dotrzeć do Austrii Chorwaci musieli złamać opór żołnierzy Tity, którzy przejęli kontrolę nad Dravogradem i Mariborem. Dzięki neutralności Bułgarów, którzy nie ulegli presji wysłanników Tito, Chorwatom udało się przełamać pozycje jugosłowiańskie. Jednak drogę do Austrii zagrodziły Chorwatom oddziały brytyjskiej V Korpusu 8 Armii. Rozmowy chorwacko-brytyjskie nie przyniosły efektów, tym bardziej iż uczestniczył w nich komisarz polityczny 51 Dywizji jugosłowiańskiej, który obiecał objęcie chorwackich żołnierzy prawami jeńców wojennych. W tej sytuacji Chorwaci skapitulowali i jedynie pojedynczym żołnierzom udało się przedrzeć przez pozycje brytyjskie i jugosłowiańskie.
 
Chorwaci, a także Słoweńcy i czetnicy Mihailovićia, którym wcześniej udało się dostać do Karyntii zostali rozbrojeni przez Brytyjczyków a następnie – analogicznie jak Kozacy – przekazani w ręce Tity. Oddziały brytyjskie odnosiły się z niechęcią do wszystkich żołnierzy walczących u boku Niemców. Brytyjczycy nie dawali także wiary informacjom o okrucieństwie jugosłowiańskiego Urzędu Bezpieczeństwa Państwowego. 14 maja brytyjski generał Brian Robertson wydał instrukcję operacyjną dla 15 Grupy Armii, aby „cały poddający się personel narodowości jugosłowiańskiej, pozostający w niemieckiej służbie był zwracany do sił jugosłowiańskich”. Mimo sprzeciwu Aleksandra Kirk’a z Departamentu Stanu wobec repatriacji antykomunistycznych Jugosłowian, jako gwałcącego ”politykę anglo-amerykańską, nie mając umotywowania administracyjnego”, Brytyjczycy obiecali w Belgradzie Tito niezwłoczne wydanie 200 tysięcy uciekinierów. Lokalni dowódcy brytyjscy częstokroć oszukańczo informowali uciekinierów, że zostaną wysłani do Włoch. Mimo rozkazu marszałka Alexandra z 24 maja, stwierdzającego, iż „nie istnieją okoliczności, które będą umożliwiały repatriację Jugo, będących pod opieką Sprzymierzonych w ręce Jugo”, przymusowa repatriacja trwała do końca maja 1945 roku. Tylko w okresie 23-31 maja „zawrócono” do Tity 26 tysięcy Chorwatów, Słoweńców, Serbów i Czarnogórców. Wszyscy oni zostali w ten sposób skazani na śmierć, podobnie jak setki tysięcy obywateli Związku Sowieckiego, na podstawie porozumień jałtańskich, dotyczących repatriacji własnych obywateli.
 
Brytyjskie repatriacje antykomunistów stały w oczywistej sprzeczności z wieloma artykułami Konwencji Haskiej oraz Konwencji Genewskiej z 1929 roku. Jednak władze zwycięskich mocarstw alianckich uznały, iż wobec kapitulacji wszystkich nieprzyjacielskich wojsk i ustania wszelkich działań zbrojnych nie są związane postanowieniami Konwencji Genewskiej o traktowaniu jeńców wojennych, jak i też innymi nomami prawa wojennego. Uznano tym samym, iż istnieje dowolność w postępowaniu z żołnierzami wojsk, które skapitulowały po 8 maja 1945 rok. Nie nazywano ich jeńcami, a „nieprzyjacielskim personelem, który się poddał”.
 
W sumie w maju w ręce komunistycznych oprawców dostało się od 40 do 110 tysięcy Chorwatów. Część z nich została zamordowana już na drodze między Bleiburgiem a Mariborem. Wśród nich byli najwyżsi dowódcy armii chorwackiej, z generałami Ajanoviciem, Dandą, Dollezilem, Domanikiem, Hoćevarem, Novakiem, Paćakiem, Perkovićiem i Zornem na czele. Ci, którzy przeżyli masowe mordy nad granicą z Austrii, zostali zmuszeni do marszu „drogą krzyżową” w kierunku południowym i wschodnim. W czasie wędrówki eskorta zabijała jeńców na różne sposoby: strzelając do maruderów, topiąc skrępowanych w Drawie oraz Sawie, wywołując sztuczne lawiny skalne na maszerujących.
Kolejnymi miejscami masowych mordów na jeńcach stały się: Baćki Jarci, Śt. Vid (25 tysięcy zamordowanych), Koćevski Rog (30 tysięcy zamordowanych), Naśice (4 tysiące), Seśtina (5 tysiące). Ci, którym udało się przeżyć trafili do obozów zbiorczych w Zagrzebiu, Samoborze, Krapine, Sisaku, Karlovacu, Bjelovarze i Slavonskej Pożege, gdzie również dochodziło do masowej eksterminacji więźniów. Wzorem sowieckiej NKWD jugosłowiańska UDB utworzyła łagry w Śt. Vidzie, Starej Gradiśce, Vojniciu, Zagrzebiu, Bjelovarze, Piśanicy, Siśaku, Koprivnicy i wielu innych miejscach w Chorwacji i Macedonii. W sumie zbrodniarze Tity zamordowali około 200 tysięcy jeńców.
 
Trybunał wojskowy w Belgradzie wydawał taśmowo wyroki śmierci na przeciwników Tity, także duchownych. Łącznie zostało zamordowanych 273 duchownych, a 170 zostało uwięzionych. Jednym z nich został arcybiskup Stepinac, który nie zgodził się na zerwanie związków z Watykanem. W odwecie został skazany na 16 lat więzienia w Lepoglavie.
 
W powojennej Chorwacji działały formacje partyzancie, zwane „krzyżowcami”. Ich żołnierze rekrutowali się spośród dawnych ustaszów. Terenem ich największej aktywności były górzyste obszary w północnej Bośni. Większość z nich zostało rozbitych przez komunistów w latach 1945-1947, nieliczne przetrwały w górskich rejonach Velebitu, Maloj i Vielikoj Kapeli do 1950 roku.
 
Chorwacki Komitet Narodowy założony przez Kavrana i Susicićia powstał w 1946 roku na obczyźnie. Jego głównym celem było udzielanie wsparcia antykomunistycznej partyzantce w Chorwacji. Prowokacja tajnej policji jugosłowiańskiej doprowadziła do jego infiltrowania a następnie likwidacji.
 
Mimo wspomnianej przymusowej, w rękach Anglosasów na początku czerwca 1945 roku pozostawało jeszcze ponad 70 tysięcy jugosłowiańskich uchodźców w obozach dla przesiedleńców. Stamtąd Chorwaci stopniowo wyjeżdżali do miejsc tradycyjnej diaspory – Kanady, USA, Argentyny (35 tysięcy) i Australii (10 tysięcy). W Argentynie od 1951 roku działał chorwacki rząd na uchodźstwie
 
Wybrana literatura:
 
Stosunki narodowościowe w Europie Środkowej i Południowo-Wschodniej
H. Batowski – Podstawy kryzysu jugosłowiańskiego (konflikt chorwacko-serbski)
H. Bartoszewicz – Polityka Związku Sowieckiego wobec państw Europy Środkowo-Wschodniej w latach 1944-1948
M. Zacharias – Jugosławia w polityce Wielkiej Brytanii 1940-1945 
W. Felczak, T. Wasilewski – Historia Jugosławii
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Prześladowani, katowani, mordowani w bestialski sposób przez reżim Tity. Niewinne baranki Boże wydane na rzeź komunistów. Aż łza się w oku kręci.
Przecież to oczywiste, że alianci powinni otoczyć ich troskliwą opieką, a nie wydawać czerwonym katom, którzy zabijali tych wspaniałych ludzi dla samej żądzy mordu. Prawda?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#221419

Nie wiem, czy ironia i sarkazm są tu na miejscu. Tekst @Godziemby - nie znam niestety jego pierwszej części - jest dość beznamiętnym opisem sytuacji pod koniec wojny.

Znam doskonale relację Curzio Malapartego ze spotkania z "poglavnikiem", znam opowieści o ludobójstwie w obozie w Jasenovacu, etc. ctc.

Znam również historię mordów dokonywanych przez partyzantkę Tity, które także w pełni zasługują na miano działań ludobójczych, etc. etc. 

Alianci zachodni nie powinni "otaczać troskliwą opieką" ustaszy, ale nie powinni również bezrefleksyjnie "wydawać ich czerwonym katom". Powinni osądzić winnych, ale kto tam miał do tego głowę. Podobnie jak w przypadku tzw. własowców (wiem, że używam nazwy nieprecyzyjnej), którzy w dużej mierze oszczędzili Pradze rzezi w czasie tzw. powstania praskiego. Tak samo jak jeńców sowieckich, których wyzwolili. Historia osądziła Pavelica i NHD jednoznacznie. Wcześniej zrobili to agenci titowskiej UDBA.

Wojna to wojna, @sternicku. Wielu "dobrych" i wielu "złych" traktuje ją wedle maksymy Clausevitza. Jako politykę.

Pozdrawiam.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#221443

tu jest pierwsza część: http://niepoprawni.pl/blog/3081/panstwo-ustaszow-1
Czyli beznamiętne wyliczenie liczby ofiar, wspomnienie o "wysokim morale" ustaszy (co w kontekście straszliwych rzezi brzmi strasznie) żadnej wzmianki o tym co się działo w obozach w Jasenovacu i innych tego typu miejscach. W moim odczuciu tekst stronniczy, wybielający hordy Pavelica (które, jak zaznacza autor, działały "w odwecie" za zabójstwa Chorwatów, czyli, niejako, ich gniew był słuszny), nie wspominający o niezwykłym okrucieństwie ustaszy - przecież nawet hitlerowcy byli zdumieni tym, co te bestie wyczyniały.
Końcówka to już tylko użalanie się nad losem tych biedaków prześladowanych przez komunistów, a szczególnie 273 straconych duchownych, jakby duchowni byli na szczególnych prawach. A gdzie o dziesiątkach tysięcy zarżniętych w straszliwy sposób serbskich dzieci i kobiet??? I to także przez księży!
I jeszcze ten nieszczęsny Stepinac (opoka Pavelica w jego kontaktach z Watykanem), który spędził w więzieniu kilka lat. Straszne - doprawdy, pochylmy się nad losem dzielnego arcybiskupa.

To tak jakby napisać o UPA, że chciała wyzwolić Wołyń spod polskiej dominacji i zabiła 120 tysięcy ludzi w odwecie za napady Polaków na Ukraińców.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#221517

Przeczytam część pierwszą, to się odezwę. A póki co, ostatni akapit to tzw. święta racja. W oczach iluś tam Ukraińców dokładnie tak było. Podobnie w oczach iluś tam Chorwatów wyglądali zapewne Serbowie. Potrzeba refleksji, a nie darcia humanitarnych szat w tzw. słusznym oburzeniu. 

Spróbuj sobie zadać pytanie dlaczego wojna na Pacyfiku wyglądała tak, a nie inaczej. Jeden z amerykańskich weteranów napisał potem książkę o "czystej" wojnie. Ludność cywilna zawsze była ofiarą. Uchodzcy chorwaccy to też  ludność cywilna. Kapłani zawsze towarzyszyli armiom. Nawet nazywając się komisarzami.

Pozdrawiam.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#221532

Przeczytałem część pierwszą i nadal podtrzymuję twierdzenie, że notatka @Godziemby jest stosunkowo beznamiętnym skrótem historii NDH. Przyznam natomiast, że pisanym z niewątpliwą sympatią dla strony chorwackiej.

1. To naganne, że nie wspomina o obozie w Jasenovacu. Ale podaje liczbę serbskich ofiar polityki Pavelica, która nie odbiega od powszechnie uznawanych szacunków.

2. Morale oddziału wojskowego czy paramilitarnego nie ma nic wspólnego z moralnością. Kryterium wysokiego morale jest dyscyplina i determinacja do walki. Kryteria dyscypliny zaś ustalają oficerowie, a cele walki wskazują politycy. W tym przypadku morale ma się nijak do chorwackich okrucieństw. A ja nie wiem - Ty zapewne także - z całą pewnością, kto, kiedy, jak i dlaczego popełnił pierwszy mord. To nie jest żadne usprawiedliwienie ludobójstwa, a tylko konstatacja dotycząca tekstu @Godziemby.

3. Nie widzę nic nagannego w podawaniu liczby pomordowanych księży katolickich. To znowu konstatacja.

Mogłbym Ci się zacytować długą listę zbrodniarzy ustaszowskich. Zapewne słyszałeś o "Maksie" Luburicu? I wielu, wielu innych. Wśród duchownych udzielających pomocy ustaszom znalazłbym jeszcze wielu, wielu innych oprócz kardynała Stepnica. Chociażby Krunoslava Draganovica. Nawiasem mowiąc proces Stepnica budzi poważne wątpliwości prawne, a sam kardynał ok. roku 1942 przestał udzielać bezkrytycznego poparcia Pavelicowi, krytykował publicznie jego ludobójcze poczynania, a nawet angażował się w pomoc dla prześladowanych.

Nadal więc nie widzę niczego wyjątkowo nagannego w tekście @Godziemby. Mogłeś z nim podjąć merytoryczną polemikę, natomiast podjąłeś polemikę merytoryczno-histeryczną. Bez obrazy. To po prostu kolejna konstatacja. A forma polemiki jest oczywiście Twoją sprawą, tudzież sprawą poziomu merytorycznego polemik na forach internetowych.

Byłeś jedynym komentatorem tekstu i rzucił mi się w oczy ton tej polemiki. To wszystko. Niezbyt lubię teksty w stylu Hochhutha, co naprawdę nie jest aluzją do żródeł jego inspiracji.

Pozdrawiam.

 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#221567

Tylko jedna kwestia: księża. Pan historyk przytacza liczbę straconych duchownych, ale nie podaje faktu, że część/większość z nich po prostu było zbrodniarzami, mordującymi ludzi wręcz setkami. Po lekturze tekstu, w osobie, która nie zna dobrze tego wycinku dziejów, powstaje wrażenie, że oto źli komuniści pozabijali biednych księży, tylko dlatego, że byli duchownymi katolickimi. No nie, i to jest właśnie manipulacja. Tego nie zauważyć, z tego nie uczynić zarzutu???

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#221603

Przepraszam, ale to Twoja interpretacja tekstu, do czego masz oczywiście pełne prawo. Nie znam na tyle okoliczności wspomnianych procesów, aby odpowiedzieć merytorycznie. "Część/większość" to kwantyfikator bardzo nieprecyzyjny. Podeślij mi jakąś literaturę, ale proszę aby nie było to "zródło internetowe".

Osoba, która nie zna tego wycinka dziejów - a zapewne osoby takie przeważają liczebnie - może się z nim zapoznać. Nawet solidne, przyczynkarskie, żródłowe opracowania historyczne wywołują na czytelnikach pewne wrażenie. Niestety, tak już jest, nie tylko zresztą w naukach historycznych.

Odnoszę wrażenie, że z Twoją polemiką stoją jakieś względy emocjonalne, co zresztą nie jest niczym nagannym.

Kiedyś pewien stary profesor zadał mi nieco retoryczne pytanie, odnoszące się do wojny trzydziestoletniej. "Czy ateista potrafi napisać historię wojen religijnych?" Na to pytanie każdy odpowiada sobie sam. Historyk, publicysta historyczny, a nawet popularyzator historii bierze zawsze czyjąś stronę. Dobrze, gdy ma przy tym zarówno stosowną wiedzę żródłową. Ale trudno pisać historię bez pewnej emocjonalnej wiedzy - czy raczej świadomości - a po.steriori.

Wydaje mi się, że gdybym zredagował tekst @Godziemby pozbawiając go kilku przymiotników i zastępując je innym, nie miałbyś większych obiekcji. Dla Ciebie lepiej brzmi "hołota", dla mnie lepiej brzmi "bestialstwo żołnierzy i członków oddziałów paramilitarnych". To nie złośliwość. Historię lepiej oceniać suchymi danym - w tym wypadku choćby statystyką ofiar - niż przymiotnikami.

Przepraszam, że tak się rozpisuję. Niedawno ukazał się tu jakiś tekst, który pretekstowo traktował o Zulusie Czace. Wkurzyło mnie to, bo tekst - choć chyba nawet dowcipny, o ile pamiętam - odwoływał się do postaci jednego z największych w Afryce ludobójców. Ale czy widz serialu o Czace, który gościł na polskich ekranach lata temu, miał pojęcie o milionach jego ofiar? Czy aby nie odniósł mylnego wrażenia?

Nawiasem mówiąc, dla niektórych Afrykanów Czaka jest nadal bohaterem narodowym lub "kontynentalnym". A on - podobnie jak Pavelic - chciał "tylko" tworzyć państwo.

Na zakończenie, powiem tylko tyle, że opis ukrzyżowania przez Luburica i jego kompanów dziewiętnastoletniej dziewczyny w Jasenovacu jest równie wstrząsający w swojej ohydzie, jak opis zabójstwa Luburica dokonanego przez agenta UDBA, Ilię Stanica.

Pozdrawiam.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#221618

Ciekawe, że bronisz tak pana godziemby i usprawiedliwiasz jego naukowe/historyczne podejście a kompletnie zamykasz oczy na nieścisłości, przeinaczenia, przemilczenia. Chociażby takie, że ustasze/Chorwaci/katolicy mordowali prawosławnych Serbów i w istocie była to wojna/czystka religijno-etniczna. Zabijano przede wszystkim tych, którzy nie chcieli przyjąć katolicyzmu. Godziemba pisze o próbie ocalenia katolickiej ludności przed bezbożnym komunizmem ale nie ma choćby słowa o tym, że to właśnie katolicy byli winni mordów na prawosławnych Serbach: „Jedna trzecia musi przyjąć katolicyzm, jedna trzecia musi opuścić kraj, a jedna trzecia musi zginąć" - mówił minister religii w rządzie Pavelica Mile Budak.

Gładko prześlizgujesz się nad tym, że tekście nie ma żadnej wzmianki o tym, iż księża również byli oprawcami, nad tym, że Godziemba pisze o obozach koncentracyjnych w których umieszczano i mordowano Chorwatów bez podawania ich nazwy, ale już o miejscach kaźni Serbów - szczegółowo: nazwa, liczba ofiar, wreszcie nad szczegółami losu Chorwatów, którzy wpadli w ręce ludzi Tito. Nie ma zabijania Serbów młotkami, żelaznymi drągami, rozpruwania im brzuchów, mordowania dzieci na oczach rodziców. Ale jest chorwacka >„droga krzyżowa” w kierunku południowym i wschodnim. W czasie wędrówki eskorta zabijała jeńców na różne sposoby: strzelając do maruderów, topiąc skrępowanych w Drawie oraz Sawie, wywołując sztuczne lawiny skalne na maszerujących.<

Nie, wybacz, to nie jest rzetelne historyczne wypracowanie. Nie ma tu symetrii w pochyleniu się nad losami obu narodów.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#221631

Nie znam @Godziemby, nie wiem czy jest naukowcem, publicystą czy amatorem. Natomiast Ty używasz argumentów z arsenału "a dlaczego autor nie napisał o tym, a napisał o tamtym". Nie widzę sensu kontynuowania tego dialogu. Proponuję, abyś zechciał opracować ten sam temat. "Pochyl się symetrycznie lub asymetrycznie", a wtedy jestem gotów do rzetelnej krytyki Twojego tekstu. Tymczasem żegnam, dziękując za ropzmowę.

Pozdrawiam.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#221650