Ludwik Dorn - komentują: Wildstein i Ziemkiewicz

Obrazek użytkownika wojcicki
Kraj

Ludwik Dorn to jeden z najinteligentniejszych polityków na dzisiejszej arenie. Nie wiem jednak, czy właśnie polityków, czy - po prostu - intelektualistów? To już pytanie dla żądnych analizy, dla chętnych przymierzania go do katalogowego zwierciadła polityka.

Pamiętam jego nader szczupłą, nieco pochyloną nade mną (niewysokim) postać, kiedy przepuszczał mnie w drzwiach do pokoju Ośrodka Badań Społecznych NSZZ 'Solidarność" Regionu Mazowsze, w lutym 1981 r. Przedtem krótko rozmawialismy i przedstawiłem się jako młody badacz dziejów kultury średniowiecznej, który chciałby uczestniczyć w wydarzeniach współczesnych pomagając w pracach Ośrodka. Jego usta naznaczył charakterystyczny i znany już wszystkim złośliwo-ironiczny uśmieszek i z tą miną zaprowadził mnie do Antoniego Macierewicza, zostawiając mnie w jego towarzystwie ze słowami: "On zajmuje się takimi jakimiś różnymi średniowiecznymi rzeczami".

Na szczęście na Macierewiczu nie wywarło to wrażenia, gdyż znaliśmy się już wcześniej ze spotkań w Instytucie Historii PAN, wszak zajmował się on cywilizacjami prekolumbijskimi ludów indiańskich. To, co nastąpiło potem, to już temat na inne opowiadanie, wróćmy więc do Ludwika Dorna.

Minęło 27 lat i mogę oglądać Dorna w roli ważnego polityka teraz skłóconego ze swoim politycznym przyjacielem i pryncypałem, który ulokował go gdzieś na obrzeżach PiS-u, zawieszając w prawach członka partii. Jaki to będzie miało skutek dla partii i dla samego Dorna zobaczymy, a może już go widać - nie wiem. Czy akurat rola tej jednostki jest na tyle znacząca, że jej absencja odmieni bieg wydarzeń czy też raczej potwierdzi bardzo ludowe i niemiłe mi powiedzenie, że jednostka jest zerem.

W tej kwesti wypowiedziało się dwóch ważnych dla mnie publicystów o bardzo wyrazistych osobowościach. Oto najpierw głos Rafała Ziemkiewicza:

 

Rafał Ziemkiewicz - jak zwykle - w sposób dość prosty i klarowny, a nawet nieco obcesowy tłumaczy korzyści z braku Ludwika Dorna w ekipie Jarosława Kaczyńskiego, przypisują zmarginalizowanemu politykowi zamiary zetatyzowania sceny politycznej na wzór dawnego austriackiego modus vivendi dwóch głównych partii, który zburzył dopiero Heider.


Zupełnie inaczej sprawę widzi Bronisław Wildstein:


I który z nich ma rację? Bądź mądry i pisz wiersze Słuchaczu-Czytelniku. Sam zdecyduj.

 

Ocena wpisu: 
Brak głosów