Fafuła i Fajferek

Obrazek użytkownika Dama Pik
Kraj

Zainspirował mnie przed chwilą Jan Bogatko, przywołując postać wojującego do krwi ostatniej Tomczykiewicza z reduty Donalda. Od dawna chciałam temu panu i jego krajanom słów parę poświęcić.
Daleka jestem od śląskich resentymentów, Śląsk kojarzyłam zawsze z przywiązaniem do tradycyjnych wartości i górniczym etosem, ze śląskimi powiarkami o diabłach, które czytałam w dzieciństwie (ich imiona wykorzystałam w tytule) oraz z nadzwyczaj miłymi ludźmi, których osobiście znałam. Warto przypomnieć, że genialny kompozytor Wojciech Kilar chwalił sobie onegdaj „śląskie powietrze”, któremu przeciwstawiał zaduch Warszawki. Trzeba jednak powiedzieć, że to czym obdarzył nas Śląsk w ostatnich paru latach wystawiło nawet prawdziwych miłośników tego regionu na ciężką próbę.
Najpierw objawił się więc szerokiej publiczności niezrównany Mirosław Sekuła „aus Hindenburg”, który – jako przewodniczący komisji śledczej do spraw afery hazardowej nie dopuścił do jej funkcjonowania, pardon: do jej „upolitycznienia”, czyli do podjęcia czynności śledczych wobec osób ze swojego politycznego środowiska. Zadanie zostało wykonane z nawiązką, zresztą w duchu standardów wprowadzonych do życia publicznego przez wzmiankowany już przeze mnie Ruch Autonomii Chamstwa. Możliwości Sekuły w roli przewodniczącego komisji odsunęły nawiasem mówiąc w cień jego wszystkich poprzedników, Sekuła zdefiniował bowiem tę funkcję zupełnie na nowo (podszedł do zadania twórczo i konstruktywnie, jak mógłby powiedzieć reżimowy (taka jest moja opinia i ocena) psycholog Santorski).
Następnie rozbłysła na firmamencie gwiazda p. Tomczykiewicza, przy którego talentach nietrudno uznać nawet przaśnych posłów Samoobrony „mistrzami mowy polskiej”. Tomczykiewicz powinien dostać nie srebrne, nie złote ale „platynowe usta” w dowód uznania nie tylko dla tego, co mówi, ale i jak mówi. O tym, co mówi, pisał dziś Jan Bogatko, więc powtarzać się nie będę. W każdym razie forma jest adekwatna do treści, bo Tomczykiewicz (taka jest moja opinia i ocena) to figura pod każdym względem tak kuriozalna, że tylko prawdziwi desperaci mogli uczynić go przewodniczącym, więc niejako wizytówką swojego sejmowego stada.
O „najwybitniejszym żyjącym Ślązaku”, którego obecność w sejmie również zawdzięczamy strategom PełO, nawet nie trzeba wspominać, bo poświęciłam mu ostatnio felietonik „Spisek kutzyków”. Ale nie bądźmy jednostronni.
Weźmy też pod uwagę casus europosła Migalskiego z Katowic. Tak dobrze się chłopak zapowiadał, tak dobrze gadał. Ale skoro tylko prezes PiS podał mu rękę, i wydobył na powierzchnię z odmętów, w jakie wepchnęli go przeciwnicy lustracji w środowiskach akademickich (przypominam, że postanowiono postawić przed doktorem jeszcze nie habilitowanym Migalskim dożywotni szlaban, gdy chodzi o awanse naukowe) zaraz świeżo upieczony europoseł przypomniał sobie o swej autonomii, co w tym przypadku zaowocowało próbą rozwalenia PiSu od środka.
No i na koniec zostawiłam najprzedniejszy kąsek: ślązaczkę Joannę de domo Kluzik. Że Ślązaczkę, dowiedziałam się z Kropki nad „i” czy jakiejś innej przepytywanki w telewizorze. Nie skończyła się jeszcze kampania wyborcza, a już ta dzielna niewiasta podżegana przez posterunkową Monikę czy jakąś inną "redaktor prowadzącą" do późniejszego zaparcia się swego kandydata, skorzystała ze sposobności, i zdystansowała się. Na początek w drobnej sprawie. Do słów o Gierku. Zamiast wyjaśnić matołom, co jej szef i kandydat miał na myśli, stwierdziła, że od tej wypowiedzi to się akurat dystansuje. Zwłaszcza że Gierek był „Zagłębiak”, „a ja, - jak Państwu wiadomo – ze Śląska jestem”. Widać na Śląsku zepsuło się ostatnio powietrze.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

O ile wśród tzw. prostych Ślązaków wartosci są nadal żywe i nie ma problemu, żeby się z nimi dogadać to takie "śląskie elyty" jak Tomczykiewicz mają we łbach sieczkę. Niestety ogólnemu pomieszaniu pojęć sprzyja postawa hierarchi kościelnej. Słucham diecezjalnego radia "katolickiego" (niestety muszę zastosować cudzysłów)i czasami włos się jeży. Typowy mainstream. Prawie na równi z komuchami z Blidy robili męczennicę, na organizowanym przez radio rodzinnym dyktandzie gościem honorowym jest TVN-owski cyngiel Kamil Durczok (bo to przecież "wybitny" śląski dziennikarz), nawet w audycjach muzycznych propaganda politpoprawności (bodajże w programie T. Sławka). Większość lokalnych polityków to karierowicze bez poczucia przyzwoitości. A niestety śląski ludek za bardzo jest przyzwyczajony do posłuszeństwa dla władzy. Jak ktoś raz się dostanie na stołek to będzie siedział na nim dożywotnio.
oszołom z Ciemnogrodu

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

oszołom z Ciemnogrodu

#132156

 A ciul to dość szerokie określenie pzdr.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

staryk

#132248

Pra.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#132251