Fetyszysta w jesionce

Obrazek użytkownika coryllus
Kraj

W relacjach damsko męskich mamy właściwie przez cały czas do czynienia z sytuacjami typowymi, które interpretowane indywidualnie prowadzą do różnych perypetii i przez to właśnie miłość jest wdzięcznym tematem dla teatru i filmu.

Zacznę dziś od opisania sytuacji typowej, ale wcale nie sympatycznej. Zacznę od opisania sytuacji patologicznej, z którą zetknąłem się dwa razy, a jeśli ja się z nią zetknąłem dwa razy, to znaczy, że jest to rzecz nagminna. Chodzi o tak zwanych namolnych staruszków atakujących sprzedawczynie w sklepie albo kiosku. Moje przykłady pochodzą właśnie z takich miejsc: ze sklepu i z kiosku. Rzecz wygląda zwykle tak: starzejący się, samotny mężczyzna, który poświęca swój czas wyłącznie wiązaniu krawatów, przymierzaniu małych, śmiesznych kapelutków kupowanych na bazarach, perfumowaniu się tanimi wodami oraz spacerom, dostaje nagle tak zwanego szmergla. Samotność jest czymś straszliwym jak wiemy i nikomu nie życzę, by został na stare lata samotny, nie można jednak, o czym dobrze wiemy tolerować wybryków rozbuchanych starców, bo kończy się to źle. Samotni mężczyźni po sześćdzieściątce, a także starsi mają sporo wigoru, szczególnie jeśli całe życie byli rolnikami i pracowali na świeżym powietrzu. Oni wcale nie mają ochoty na spotkania w osiedlowym klubie emeryta i na grę w domino. Ci którzy nie odnajdą się w jakiejś działalności społecznej bądź religijnej chodzą po sklepach i oglądają pracujące tam sprzedawczynie. Kiedy zaś już sobie upatrzą jedną lub kilka cały swój czas poświęcają na adorację tych nieszczęsnych istot. Teraz do ad remu czyli do przykładów. Pierwszą taką sytuację miałem okazję obserwować dawno temu, jeszcze w szkole. Do pani w kiosku przychodził całkowicie niewyjściowy, siwiuteńki dziadunio, który nie bacząc na ludzi stojących w kolejce, w tym dorastającą młodzież czyli mnie, opowiadał głośno, śmiejąc się przy tym jakie, to nieprzystojne rzeczy robiłby wraz z panią kioskarką, gdyby ta tylko mu na nie pozwoliła i dała się zaciągnąć do jego mieszkania położonego po drugiej stronie miasta. To jest bardzo charakterystycznych rys tej sytuacji – dziadki przechodzą spacerem całe miasto, żeby pogawędzić ze swoją ofiarą. Nigdy nie uprawiają swojego ponurego procederu u siebie na wsi czy na osiedlu.
W czasie kiedy dziadunio wyrzucał z siebie chaotyczne zdania opisujące wyuzdany seks oraz bieliznę pani kioskarki, ona sama klęła w żywy kamień próbując go odpędzić, a my – klienci nie wiedząc co zrobić patrzyliśmy w ziemię i każdy z nas miał tylko tę nadzieję, że uda mu się jak najszybciej zrobić zakupy a potem odejść od lady. Nie pamiętam by ktoś powiedział temu dziadkowi, żeby się uspokoił. Ja na pewno tego nie zrobiłem, bo miałem 16 lat i byłem chłopcem bardzo nieśmiałym.
W czasie tego słowotoku wielokrotnie powtarzał nasz bohater jedno sformułowanie. Brzmiało ono: czerwone majtki. Był to więc normalny, starzejący się fetyszysta w jesionce, jakich wielu kręciło się i nadal kręci po Polsce.
Pikanterii całej sprawie dodawał fakt, że kiosk ów ustawiony był na wprost bramy koszar ZOMO, które to koszary mieściły się obok naszej szkoły. Mężem zaś owej pani, był oficer pracujący w tych koszarach. Wszyscy o tym wiedzieli, trudno więc przypuszczać, by nie wiedział o tym nasz fetyszysta od czerwonych majtek. Wiedział, oczywiście, że wiedział, ale jednak nie czuł strachu, nie obawiał się zomowców, ich pałek i pistoletów. Codziennie przychodził do kiosku i opowiadał swoje wesołe kawałki, a pani kioskarka płakała w budce całkowicie bezradna. Fenomen ten jest niesłychanie łatwy do wyjaśnienia. Otóż dziadunio nie od razu zaczął – jak sądzę – od wygłaszania przemów nieprzystojnych. Najpierw był miły i grzeczny, a pewnie także zaznaczył delikatnie i to kilka razy jeszcze, jak to jego temperament nigdy nie został należycie zrealizowany, bo świętej pamięci małżonka, miast oddawać mu się regularnie i często, wolała przystrajać kwieciem przydrożną kapliczkę. Pani kioskarka zaś przychodziła do pracy zwykle w kolorowej bluzce zapinanej z przodu, ale tak jakoś zawsze się zdarzało, że nie wszystkie guziki tej bluzki były pozapinane jak należy. Nosiła także bardzo krótką spódnicę, a na krzesełku siadała zawsze tak, że – uwaga, uwaga – widać było jej czerwone majtki.
Myślę więc, że pomiędzy tych dwojgiem doświadczonych życiowo i pełnych dobrych chęci, choć deczko niedopasowanych wizualnie ludzi doszło do jakiegoś porozumienia. Sprawa się jednak jak to mówią rypła, bo dziadunio okazał się za bardzo zdecydowany i zmienił nieopatrznie taktykę na taką bardziej filmową. Jak się to wszystko skończyło nie wiem, bo przestałem chodzić do tego kiosku zdegustowany rozgrywającymi się tam scenami.
Drugi przypadek zaobserwowałem już jako dorosły człowiek i był on o wiele bardziej podejrzany. Oto pewna sprzedawczyni w sklepie zapytała mnie ze łzami w oczach, czy ja, jako reporter lokalnej gazety nie mam jakiegoś wpływu na namolnych staruszków. Zdziwiłem się, bo jaki ja mogę mieć na kogokolwiek wpływ, zastanówcie się sami. Zapytałem jednak o co chodzi dokładnie i wtedy pani zza lady opowiedziała mi o swoim ciężkim życiu, które stało się takim właśnie z powodu pewnego pana w kapelutku, w czerwonej koszuli i gustownym zielonym krawacie. Człeczyna ów, samotny wdowiec, przyjeżdżał codziennie do sklepu, w którym pracowała i robiąc duże zakupy, czynił jej nieprzystojne propozycje. Co prawda one zawsze kończyły się propozycją podsumowującą dotyczącą małżeństwa, ale jak twierdziła sprzedawczyni był to tak zwany pic na wodę, bo wszyscy przecież wiedzieli, że ona ma męża. Ten staruszek także to wiedział, a więc jego propozycja była bez wartości. Zapytałem dlaczego pani owa nie opowie o wszystkim mężowi. Machnęła tylko ręką. Był to czas kiedy miałem zrobić wywiad z nowym komendantem policji, bo takie dostałem zadanie od naczelnego. Postanowiłem, tak bardziej prywatnie, zapytać komendanta, jak kobieta powinna zareagować w takiej chwili. I zapytałem. On zaś powiedział mi to co pewnie usłyszałbym od każdego innego funkcjonariusza, że trzeba złożyć zawiadomienie i wtedy przyjedzie radiowóz, wylegitymuje delikwenta i wyjaśni mu, w których momentach przekracza obowiązujące prawo i co mu za to grozi. Pobiegłem więc to sprzedawczyni, która mi się zwierzyła ze swojego problemu i opowiedziałem jej o rozmowie z komendantem. A wtedy....uwaga, uwaga....nigdy nie zgadniecie co się stało....Otóż okazało się, że ten komendant to jej kolega ze szkoły i ona go dobrze zna. I sami powiedzcie czy to nie dziwne? Jeszcze dziwniejsze było to, że pani owa wkrótce przestała pracować w naszym sklepie i nigdy więcej jej nie widziałem.
Kiedy byłem w święta u mojej teściowej, która czytuje właściwie tylko GW i „Politykę”, zajrzałem do periodyku zatytułowanego „Duży format”. Znalazłem tam reportaż o kilku kobietach, które postawione zostały w sytuacji prawie identycznej jak wymienione wyżej sprzedawczynie. Była to, jak ustaliliśmy na samym początku, sytuacja typowa. One jednak nie rozpoznały jej należycie i przez to właśnie ich życie stało się nie do wytrzymania. Co takiego zrobiły te panie? Otóż one zaangażowały się w działalność ruchu palikota. Ja to celowo piszę małymi literami, żeby zachować właściwe proporcje. Uczyniły to ponieważ – jak same deklarują – chciały, żeby w Polsce było lepiej, dojrzalej, przejrzyściej, a przede wszystkim chciały żeby ten Kościół się już przestał szarogęsić i żeby kobiety wreszcie zyskały należną im pozycję. Ich rzeczniczką w ruchu palikota została posłanka Wanda Nowicka. I tu właśnie zaczęły się problemy, bo od pamiętnego głosowania pomiędzy Nowicką a palikotem doszło do sprzeczki, w której padły ubliżające kobiecej godności słowa o gwałcie. I sami powiedzcie, czy to nie przypomina tej sytuacji sprzed kiosku stojącego naprzeciwko koszar ZOMO? Co z tego, że Palikot jest młodszy od tamtego dziadunia w jesionce. Nie ma to znaczenia. Istota sprawy kryje się gdzie indziej.
Mamy oto strony, a strony te składają deklaracje. One się całkowicie nie pokrywają z rzeczywistymi dążeniami stron, bo te są głęboko ukryte. Kłopot polega na tym, że one są ukryte na różnych głębokościach. Najpłycej ukryte są dążenia tych pań, które wstąpiły do ruchu palikota deklarując chęć dekatolicyzacji Polski oraz wywalczenia większej swobody dla kobiet. Istoty owe w rzeczywistości chciały, i pewnie im to obiecano, dostać się do sejmu z pierwszych miejsc na listach wyborczych. Liczyły na pieniądze oraz występy w mediach i już widziały siebie oczyma wyobraźni jak stoją na sejmowej mównicy i gromią tych podłych biskupów co nie szanują płci pięknej. Podobnie jednak jak w przypadku pani w czerwonych majtkach, ich dyskretne pragnienia zostały wyszydzone i odrzucone, bo na czołówkach list wyborczych znaleźli się jacyś rozenkowie i ludzie im podobni.
Trochę głębiej ukryte są rzeczywiste dążenia palikota i jego towarzyszy z pierwszych miejsc list wyborczych. Oni deklarowali także różne dobre chęci, ale w rzeczywistości chodziło im i chodzi nadal – jak sądzę – o reprezentowanie interesów różnych wpływowych, obcych, lobby. Palikot został odsunięty na boczny tor i dlatego panie, które zostały przezeń oszukane płaczą teraz i zagryzają zęby, opowiadając reporterowi GW, że z pierwszego miejsca do sejmu dostałby się nawet orangutan, a co dopiero taki rozenek. On zapewne ma zamiar powrócić, ale one pewnie już nie mają żadnej nadziei. To znaczy w sferze deklaracji nadzieję te pokładają w Wandzie Nowickiej. I ona jest tutaj najważniejsza.
Najgłębiej bowiem ukryte są rzeczywiste dążenia Wandy Nowickiej, która w naszym paralelnym opowiadaniu pełni rolę bramy do koszar ZOMO. I naprawdę nie wiadomo co się za tą bramą kryje. Ponieważ tak się składa, że zawodowe obowiązki zmuszają mnie do czytania książek teścia pani Wandy Nowickiej, znanego czarownika Andrzeja Nowickiego, który już od jakiegoś czasu nie żyje, powiem Wam, że kiedy prawdziwe intencje pani Wandy zostaną ujawnione może być naprawdę ciekawie.
Bo co do tego, że palikot ani nikt z jego otoczenia nie ma najmniejszych szans na to by panią Wandę zgwałcić nie można mieć żadnych wątpliwości.
Wróćmy teraz na chwilę do Andrzeja Nowickiego. Człowiek ten w pasjonujący sposób pisał o postaciach takich jak Giordano Bruno czy Vanini, nie starczyło dla nich miejsca w III tomie Baśni, ale w IV pojawią się na pewno. Pojawi się w nim również sam Andrzej Nowicki wraz ze swoim fantastycznym dorobkiem, który dookreśla się czasem przymiotnikiem „naukowy”. Na razie chciałem Wam w skrócie zaprezentować to co znajduje się w najnowszym tomie Baśni jak niedźwiedź i tradycyjnie już zaprosić na stronę www.coryllus.pl

Szanowni Państwo

„Baśń jak niedźwiedź. Polskie historie. Tom III” jest już gotowa. Choć wyrasta ona wprost z ducha i klimatu poprzedniego tomu, czyli opowieści o kopalniach, hutach i upadku królestwa Węgier, jest jednak całkiem od ostatniej części różna. Tak jak poprzednio, również w III tomie Baśni narracja toczy się na kilku poziomach. I trudno doprawdy, mnie samemu, autorowi, ocenić który z tych poziomów jest najważniejszy. Zacznijmy od rzeczy podstawowych. Rozważania w tomie II miały za podstawę historię Śląska, Górnych Węgier i Prus. Tom III opowiada o leżącym na Mazowszu księstwie Czerskim, które ma w herbie smoka, o Rusi Czerwonej, Mołdawii oraz Litwie i Czechach. Poprzednio pisałem o węglu i stali, a w tomie III opowiadam o sprawach związanych z wydobyciem soli i eksportem mięsa. Kolejna warstwa narracyjna w III tomie „Baśni jak niedźwiedź” dotyczy funkcjonowania propagandy w drugiej połowie XVI wieku. Nie tylko obcej propagandy, ale także naszej, polsko-litewskiej. Jest nowa Baśń historią niełatwego panowania króla Stefana Batorego. Cały, osobny rozdział poświęcam rozważaniom na temat jego śmierci. Jeśli w tomie II główną postacią wyłaniającą się spoza wszystkich omawianych wydarzeń był Jakub Fugger, o tyle w tomie III rola złego ducha przypadła królowej Elżbiecie i jej najbliższym współpracownikom. Nowa Baśń jest bowiem również przekrojową historią wpływów angielskiej i brytyjskiej polityki na Europę środkową i wschodnią.
Oddając w Państwa ręce kolejną książkę mam nadzieję, że będzie ona jeszcze bardziej inspirująca niż poprzednia. Nowa Baśń ma 460 stron, czyli o ponad 100 więcej niż poprzednia. Wstęp do książki napisał Grzegorz Braun. Cena zaś w czasie promocji to jedynie 40 złotych plus koszta przesyłki. Promocja ta trwa do 15 kwietnia bieżącego roku. Na ostatniej stronie znajdziecie Państwo okładki książek które ukażą się nakładem naszego wydawnictwa jeszcze w tym roku. Są to: „Baśń jak niedźwiedź. Historie amerykańskie”, „Niedźwiedź i róża czyli tajna historia Czech” oraz „Baśń jak niedźwiedź. Kredyt i wojna”.
Pozdrawiam Państwa serdecznie i dziękuję za obecność oraz dyskusje na blogu, a także za zainteresowanie naszą ofertą.
Gabriel Maciejewski

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Nudne... jak taki staruszek, któremu się przykrzy.
Nie, staruszek byłby ciekawszy.
To jest dopiero nudne.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#348768

Tematy poruszane w GW są mało interesujące dla czytelników tego portalu. Może o Gazpromie, premierze, ale nie o dupie Maryni! A jeśli się Pan uprze i powie nie, to proponuję w kolejnej notce najważniejszy medialnie tj. o mamie Madzi. Też ciekawy dla półinteligentów temat.

W temacie : Nigdy nie spotkałem się z taką sytuacją co pozwala mi zaprzeczyć pana tezom.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#348781

Baśń jak niedźwiedź Gabriela Maciejewskiego, znanego w Internecie również pod pseudonimem Coryllus, opowiada o historii Polski i Europy w wiekach XV i XVI [1]. Niemniej słowo "baśń" w tytule należy rozumieć w sensie całkiem dosłownym. To nie jest praca naukowa ani popularnonaukowa. To nie jest nawet esej historyczny w rodzaju tych, jakie pisał na przykład Paweł Jasienica. To jest naprawdę baśń, czyli zmyślenie.

Sam autor pisze zresztą o tym otwarcie. Już na wstępie zaznacza, że nie jest badaczem historii, że korzystał głównie z opracowań wydanych w czasach PRL-u i że prawdę zostawia historykom [2]. A tak w ogóle to byłby zadowolony, gdyby czytelnik nazwał jego książkę "alternatywną wersją historii lub wersją autorską" (Baśń, s. 9; kursywa moja). I potem o tych swoich założeniach wielokrotnie w tekście przypomina:

[...] książka ta nosi tytuł "Baśń jak niedźwiedź" i napisana jest ku rozrywce czytelnika, a ja programowo nie sięgam przy jej pisaniu do źródeł [...] (Baśń, s. 197).

I rzeczywiście do źródeł nie sięga! Zamiast tego woli odwoływać się do "karkołomnych hipotez [...] które uwielbiają wszyscy pasjonaci i czytelnicy" (Baśń, s. 92-93), fantazyjnych tropów (Baśń, s. 97) oraz dawać pierwszeństwo legendzie, ponieważ taki trop "nawet jeśli nie doprowadzi nas do prawdy, będzie o wiele bardziej ekscytujący" (Baśń, s. 199).

Jeśli ktoś woli ekscytację od prawdy, to nic dziwnego, że jego opowieść przypomina potem jedno wielkie pasmo spisków, zdrad, prowokacji, zakulisowych działań i tajnych agentów. Często tak tajnych, że nawet ludzie żyjący w tamtych czasach niczego nie podejrzewali i trzeba dopiero hiperpodejrzliwego baśniopisarza, by to wszystko zdemaskować. "My jednak dajemy tu, na kartach tej księgi, pierwszeństwo podejrzliwości [...]" (Baśń, s. 172) - oświadcza i znowu dotrzymuje słowa.

Jest więc Gabriel Maciejewski na swój sposób uczciwy. Niczym iluzjonista, który obiecuje widzom ekscytującą rozrywkę, nie zaś nudne tłumaczenie, skąd się biorą na tym świecie cylindry wypełnione królikami. Z drugiej jednak strony pewne rekwizyty tego występu mogą być dla mniej uważnych widzów zwodnicze. W Baśni jak niedźwiedź pojawiają się bowiem dziesiątki nazwisk autentycznych postaci oraz dziesiątki dat autentycznych wydarzeń. Książka została również zaopatrzona w bibliografię. Wprawdzie dosyć osobliwą i niechlujną [3], ale przecież bibliografia nie służy w tym wypadku do czytania, lecz do odwrócenia uwagi od królików pochowanych po kieszeniach.

Wypowiada się też Maciejewski wiele razy o dokonaniach i zaniedbaniach prawdziwych historyków, co mogłoby sugerować, że choć ze źródeł nie korzysta, to jednak sprawdził porządnie przynajmniej podstawową literaturę przedmiotu. Między innymi już na początku książki podnosi larum, że nie ma dotąd w języku polskim biografii księcia Albrechta Hohenzollerna, tego od hołdu pruskiego z 1525 roku. "To jest wprost nie do uwierzenia" (Baśń, s. 9) - pisze i potem jeszcze kilkakrotnie wraca do tej sprawy (zob. Baśń, s. 231, 245). Tymczasem polska biografia Albrechta Hohenzollerna jak najbardziej istnieje i ukazała się nie gdzieś kiedyś, tak dawno, że już kurz bibliotek ją przysypał, ale w roku 2010! [4]. Cóż, widocznie nie mieli jej na Allegro w zestawie tanich opracowań historycznych z czasów PRL-u, więc skąd Maciejewski mógł o niej wiedzieć.

Z Baśnią Maciejewskiego rzecz ma się więc trochę tak, jak z parabankami. Niby każdy z tych tworów uczciwie przyznaje na wstępie, że nie jest zwyczajnym bankiem, po czym jednak stosuje rozmaite sztuczki w celu przekonania klientów, że trafili do poważnej instytucji finansowej, której można śmiało zawierzyć. Repertuar tych sztuczek bywa na ogół niezwykle obszerny i urozmaicony. Parabankowcy nazywają to kreatywnym podejściem do finansów.

Parahistoryk Gabriel Maciejewski również zastosował obszerny i urozmaicony repertuar zmyśleń w swoim kreatywnym podejściu do historii i dlatego opowieść o tych zmyśleniach jest aż tak długa. Dla wygody podzieliłem ją więc na części opatrzone tytułami i na tyle niezależne, że można w trakcie czytania każdą z tych części pominąć, jeśli akurat jakieś konkretne zmyślenie uzna się za mniej ważne. W sumie przedstawiam wam dość materiału, byście odtąd nie mogli się tłumaczyć, że czegoś tam w tej Baśni nie zauważyliście i dlatego właśnie w niej ulokowaliście swoje nadzieje na zrozumienie historii. Tej prawdziwej, nie tej alternatywnej.

Pamiętajcie: zostaliście ostrzeżeni!

Baśniopisarz Gabriel Maciejewski. Część 2: Baśń jako świat uproszczony
[1] Gabriel Maciejewski, Baśń jak niedźwiedź. Polskie historie. Tom II, Klinika Języka, Warszawa 2012. Dalej cytowane jako Baśń. Tom II jest osobną całością, którą można czytać niezależnie od tomu I. Skąd wziął się ten dziwny tytuł, wyjaśnia motto: "Światło szeleści, zmawiają się liście na baśń, co lasem jak niedźwiedź się toczy". Są to słowa z wiersza Tadeusza Nowaka "Krajobraz z wilgą", znanego głównie z piosenki Marka Grechuty "Krajobraz z wilgą i ludzie" (Prócz "Krajobrazu z wilgą" Grechuta wykorzystał jeszcze wiersz Nowaka "Ludzie" o identycznej rytmice).

Maciejewski wprawdzie na poezji się nie zna (nie tak dawno przypisał znany wiersz Gałczyńskiego "Ojczyzna" Wisławie Szymborskiej; zob. tutaj), a pisarzy aktywnych w czasach stalinowskich ocenia surowo ("Szymborska, Miłosz, Watt, mogli tylko współpracować. Przecież musieli coś robić, nie mogli milczeć. Prawda?"; zob. tutaj; pisownia oryginału), ale widocznie uznał, że akurat Nowaka rozgrzeszy z jego licznych strof o serdecznych radzieckich żołnierzach, o Gwardii Ludowej, o Leninie z Tatr, o armii Stalina, czy też o Partii, która "wiecznie żywa [...] śmierć przeciw śmierci wzywa" (wiersz "Ta sama partia" z tomiku Porównania, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1954). Tadeusz Nowak złożył też podpis pod tą samą rezolucją krakowskich literatów domagających się surowego ukarania księży kurii krakowskiej, której podpisanie tak często wypomina się Wisławie Szymborskiej. Słusznie więc powiadają, że łaska pańska (w tym wypadku łaska p. Maciejewskiego) na pstrym koniu jeździ.

[2] "[...] nie jestem badaczem historii, tylko autorem popularnych książek [...]" (Baśń, s. 7-8); "postanowiłem zrobić to [...] korzystając z [...] opracowań pochodzących z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku" (Baśń, s. 8); "Ponoć tylko prawda jest ciekawa. Tak więc zostawmy prawdę historykom i zostawmy im odpowiedzialność za przekazywanie tej prawdy. My zaś zajmijmy się Baśniami" (Baśń, s. 10).

[3] Można w tej bibliografii znaleźć między innymi takie pozycje, jak dwie powieści Henryka Manna, powieść Aleksandra Dumasa oraz powieść Kraszewskiego. Autor nigdy nie podaje, z jakiego wydania korzystał, ani nawet czy chodzi o książkę, czy o artykuł w piśmie lub w pracy zbiorowej. Są też w niej wynikające z niechlujstwa błędy: zamiast "paligeneza" powinno być "palingeneza" (s. 315); nie "Zbigniew Hubert Nowak", ale "Zenon Hubert Nowak" (s. 316); nie "Mohacs", ale "Mohács" (s. 317). Nadto w tytule książki Marka Plewczyńskiego Daj nam, Boże, sto lat wojny opuszczone zostały przecinki.

[4] Jacek Wijaczka, Albrecht von Brandenburg-Ansbach (1490-1568). Ostatni mistrz zakonu krzyżackiego i pierwszy książę "w Prusiech", Littera, Olsztyn 2010.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#348779

Ktoś w końcu podszedł poważnie do "literatury" geniusza multigalaktycznego.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#348780

Swoją drogą czy to nie masochistyczna przesada? Odpadłem po twierdzeniu "..zetknąłem się dwa razy, a jeśli ja się z nią zetknąłem dwa razy, to znaczy, że jest to rzecz nagminna." Poważne podejście do TAKIEJ prozy?
--------------------------
Reszta nie jest milczeniem.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

----------------------------------------------
*Reszta nie jest milczeniem, ale należy do mnie.*
*Ale miejcie nadzieję; bo nadzieja przejdzie z was do przyszłych pokoleń i ożywi je; ale jeśli w was umrze, to przyszłe pokolenia będą z ludzi martwych.*

#348794

  Nigdy nie czytam recenzji; mam nawet do nich gleboka awersje. Czytam ksiazke i sama wyciagam wnioski co do jej tresci i wartosci artystycznych. Jesli jest kiepska to ja zarzucam.

Dziekuje za starania, ale nie wszystkim trzeba mowic, co i jak powinni myslec i na jaki temat powinni myslec. Podsuwanie tego typu "recenzji", tym bardziej na blogu Autora, jest zupelnie nie na miejscu - bez wzgledu na to, czy Autor faktycznie uwaza sie za "geniusza multigalaktycznego", czy tyko zartuje.

Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#348813

Nie zawiodłam się i tym razem...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#348856

A w tym tomie dołączyłem do bibliografii pozycję pod tytułem "Leksykon stworów fantastycznych". Naprawdę.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

coryllus

#348788

Witaj,Coryllusie! No to obaj zrobiliśmy sobie przerwę wielkopostną od debilnych komentarzy mądrych-inaczej.Ja na całe sześc tygodni,Ty na krócej. Żaden z nas nic nie stracił,a zyski spokojności w tym szczególnym okresie były nie do przeszacowania. Ode mnie masz dziesiatkę.Poproszę o autograf(jak w zamówieniu).Pozdrawiam.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

"Nie lękajcie się!" J.P.II

#348796

Czy potrafisz sobie wyobrazić zyski w zakresie spokoju, jakie osiągniesz, gdy całkowicie zaniechasz odwiedzania NP?

_____________________________________________________
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a Magyart Ps.33,5

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

...............................................
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a Magyart Ps.33,5

#348807

Jak to mówią:Uderz w stół.Niby blogowy nowicjusz,ale jakieś znajome miauczenie.I ci kumple.Pokaz mi swoich przyjaciół...
Moja rada-marcuj się!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

"Nie lękajcie się!" J.P.II

#348817

Wyobraź sobie, że kieruję się Twoim dobrem - skoro tyle spokoju dało ci zrobienie sobie przerwy od (jak to określasz) "debilnych komentarzy mądrych-inaczej", radzę: niech ten stan spokoju trwa!
Po co znosić udręki?

I kończę dyskusję.
_____________________________________________________
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a Magyart Ps.33,5

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

...............................................
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a Magyart Ps.33,5

#348821

skowronek zrobił sobie przerwę, to mu zrobiono. Dla stepowych koczowników odesłanie skowronka na wakacje to drobiazg. Ale chyba się nie wyciszył. Jak tak dalej pójdzie, to dogoni premiera - urlop za urlopem.
Pozdrawiam ciepło
--------------------------
Reszta nie jest milczeniem.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

----------------------------------------------
*Reszta nie jest milczeniem, ale należy do mnie.*
*Ale miejcie nadzieję; bo nadzieja przejdzie z was do przyszłych pokoleń i ożywi je; ale jeśli w was umrze, to przyszłe pokolenia będą z ludzi martwych.*

#348832

O!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#348838

Stażystko,nie wysilaj sie i nie podlizuj.W ten sposób chcesz zapracować na przygarnięcie do TWA?
Nawet ich ulubionych zwrotów sie nauczyłaś,biedactwo.Ale pracuj,pracuj.

Nie lękajcie się!J.P.II

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

"Nie lękajcie się!" J.P.II

#348855

A ja to tam lubię Ciebie karmić:-)
I nawet się troszkę za Tobą stęskniłem.
Przychodzą tu jacyś nowi, człowiek nie wie z kim ma do czynienia, a dla mnie, jako młota na trolle jest to szczególnie bolesne.
Swoją drogą, to ja na info, że mnie zawieszają zareagowałem jednak znacznie mniej pokornie od Ciebie.
Zażądałem skreślenia z listy i wysłałem im mail z obelgami. A że mi w ugrzeczniony sposób odpowiadali, to dalej bluzgałem.
W efekcie, z jednej strony obrywa mi się za to teraz czasem od jakiś debili wskazujących na mój krótki staż na niepoprawnych, ale z drugiej mam świadomość swojej ceny.
A Ty z, mam nadzieję, chrześcijańską pokorą przyjmujesz te kolejne bany...

Inna sprawa, że odnoszę wrażenie iż Dział Naruszeń jest od kilku miesięcy jakby parę klas wyżej niż wtedy, gdy mi się od niego za bezdurno obrywało. Wiem, bo parę razy mi się zdarzyło mieć kontakt. Inny poziom i styl.

Ciebie jakoś nie docenili, czemu się aż tak bardzo nie dziwię:-)
Dobranoc

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#348864

Traube,druhu niezawodny!Wiedziałem,że się zjawisz.Dlaczego mi nie wierzysz,że mogłem dobrowolnie wyleźć z bajorka z"naukawcami",z tego TWA pełnego samozachwytów? To była moja suwerenna decyzja,nikt mnie nie banował.Czytałem co ciekawsze teksty,i owszem,ale nie chcialo mi się komentowac,bo po prawdzie,nie bardzo było co.A tam,gdzie taplają się hipopotamy,nie wchodzę.Lubię bardzo NP PL,ale nie ze wszystkimi mi po drodze.Niepoprawny jestem,bardzo.

Pozdrówka!

Nie lękajcie się! J.P.II

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

"Nie lękajcie się!" J.P.II

#348877

no bo ja tak sobie czytam tę "merytoryczną dyskusję" pod wpisem Coryllusa i zastanawiam się, czy rzeczywiście już  nie pora na dział naruszeń,, czyli nasze ciało w duchu monty pythonowskiej "Spanish Inquisition"...

http://www.youtube.com/watch?v=vt0Y39eMvpI

Skowronek sam sobie, jak dobrze kojarzę, zrobił przerwę na czas Wielkiego Postu, ale teraz chyba obżarł się zasporyszowanych ziarenek za bardzo i powrót zaczął o d 'debilnych komentarzy mądrych inaczej"... tzn. kolega Skowronek już ocenił, kto tu debilem, a kto nie? Paradne... ;P

To ja może tylko oflaguję jedno czy drugie PanaSkowronkowe "pruknięcie" i wyślę do "naruszeń", a tam iech przez weekend pomyślą, co zrobić z Ptaszęciem,, które lata nad ośnieżonymi łąkami, wiosny i ziarenek wygląda, i popuszcza z leksza... "Confess, Skowronku, confess..." ;);)

Jutro od rana jadę w teren do pracy i na portalu mnie nie będzie, Skowronek będzie mógł polatać i .... na ludzi (do czasu), a Traube będzie miał pewien komfort psychiczny, wynikający z obecności ptaszka Skowronka, co to uroni tam i ówdzie...

Jakoś "to" ogarniemy... ;)

Pzdr, Hun

 

 

 

 

 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#348884

Trudno się mieści w "naukawym" smoczym łbie,że ktoś może pisać prawdę?Cóz ci zrobiono,że takie bzdety sadzisz? Nie bój żaby,nie uda ci się wysłać mnie na urlop.A że nie należę do "waszej bandy"? Lepiej się czuję,od kiedy zszedłem z "ławeczki".Skowronek jest ptakiem wolnym i w stadzie"starszych i mądrzejszych" nie fruwa.

"Nie lękajcie się" J.P.II

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

"Nie lękajcie się!" J.P.II

#348852

Proszę o wybaczenie, ale obrona autora przez ściśle określonych blogerów jest niezauważalna jedynie dla ślepego.
Z pozdrowieniami

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#348858