Dziewictwo intelektualne

Obrazek użytkownika coryllus
Kraj

Opowiem dziś dwie anegdoty, jedną zwykłą, a drugą wulgarną. Zaczynamy. Kolega opowiadał mi kiedyś, jak to pewna panna zdawała egzamin na historii. No i pan egzaminator ją pyta z czego Rzymianie robili alkohol. Na co ona – nie odpowiedziawszy uprzednio na żadne poważniejsze pytanie, mówi – z ziemniaków. I dostała ocenę dostateczną za dziewictwo intelektualne. Teraz druga historia, ta wulgarna. W Dęblinie, na Michalinowie, przez długi czas leżały koło torów, przedziwnie wyprofilowane betonowe elementy. Były olbrzymie i dzieci z Michalinowa bawiły się tam w wojnę albo w chowanego, albo w kowbojów i Indian, albo w co tam kto chciał. Nie było to bezpieczne, ale co wówczas było bezpieczne? Koło tych dziwnych betonowych, potężnie zbrojonych elementów, odkryto kiedyś zbiorową mogiłę żołnierzy radzieckich rozstrzelanych tam przez Niemców w czasie wojny. Wiem, bo sam grzebałem w tym znalezisku i wyciągałem guziki z gwiazdą, sierpem i młotem. Wyjęliśmy też z kolegą czaszkę, ale nie mogłem jej wziąć do domu i zabrał ją taki Maciek, którego potem już nigdy nie widziałem.
Na jednej z betonowych, zbrojonych ścian, ktoś wymalował kiedyś widoczny potem przez wiele lat z daleka, bardzo niegrzeczny napis. Brzmiał on: U Stachy błona z blachy, na nich chłopcze twoje machy. Ktoś, kto jeździł w tamtym czasie pociągiem z Lublina do Warszawy na pewno widział ten napis, bo nie było innej możliwości. Nie będę tu wyjaśniał kogo ów napis dotyczył, co mam nadzieję, jest zrozumiałe. Pora wyjaśnić do czego zmierzam i dlaczego torturuję dziś czytelników takimi okropieństwami. Otóż chodzi mi o dokładne i precyzyjne opisanie jaki charakter ma dziewictwo intelektualne niektórych zaglądających na mój blog komentatorów. Otóż ono jest połączeniem ziemniaków i blachy, hybrydą, którą nie daje się zgruchotać niczym, nawet młotem pneumatycznym, że o zwyczajnych argumentach nie wspomnę.
Wczoraj pewien człowiek, próbował mnie przekonywać, że Paweł Lisicki stworzył prawie z niczego dynamiczny tygodnik, w którym zebrał równie dynamicznych autorów i wbrew wszelkim przeciwnościom odniósł sukces, który później został zaprzepaszczony. Ja się mogę z całym spokojem odnieść do takich projekcji, ponieważ wiem jak wygląda w dużych redakcjach realizacja nowych projektów. Oto najpierw pojawia się pomysł, a za nim od razu budżet. Budżet ten obsiadają z miejsca wszyscy „krewni i znajomi królika”, ponieważ chodzi właśnie o to, by dać zarobić swoim i zbudować w wydawnictwie nową hierarchię bytów, by raz jeszcze podzielić ludzi na lepszych i gorszych i tym lepszym dać jeszcze więcej pieniędzy. Praca nad nowym projektem odbywa się na tych samych stanowiskach komputerowych, na których dziennikarze siadają codziennie, czasem bywa tak, że sprawę utrzymuje się w tajemnicy przez jakimś redakcyjnym planktonem, ale to nie jest żaden wymóg i właściwie można to ze spokojem uznać za folklor. Jest oczywiście obawa, że layout wycieknie i ktoś go ukradnie, ale kto niby i po co miałby ukraść layout takiego tygodnika jak „Uważam Rze”? W środowisku dziennikarzy panowało od dłuższego przekonanie, że nie da się zrobić dobrego tygodnika dla Polaków, bo oni go nie chcą i do niego nie dorośli. Przekonanie to wzięło się z serii klęsk jaka spotkała nowe projekty w czasach niesławnej pamięci tygodnika „Ozon”. Było ich kilka i wszystkie zrobiły klapę. Stało się tak, ponieważ były zrobione źle, i miały obrzydliwe aspiracyjny charakter. Od tamtego czasu ludzie decydujący o budżetach zatrzasnęli kasetki i pokazali redaktorom figę. No, ale czas płynie i coś trzeba robić. Był Smoleńsk, który nie od razu przyniósł zmianę, trzeba było czekać kilka miesięcy. No i na bazie emocji, bo w Polsce biznes wydawniczy opiera się zwykle o negatywne emocje, wymyślono serię periodyków zwanych prawicowymi. To wszystko. Powstanie ich zostało wymuszone przez okoliczności i jestem przekonany, że nic innego tam nie grało roli. Gdyby nie było Smoleńska, nie byłoby żadnych prawicowych gazet, nie byłoby nurtu rewizjonistycznego w historii najnowszej, który reprezentuje Piotr Zychowicz. Byłyby blogi i tylko one. No, ale mamy tygodniki i one są odpowiednio legendowane. Oto grupa niezależnych autorów, wśród licznych niebezpieczeństw decyduje się postawić na szali swój życia los i stworzyć nowy periodyk, dla ludzi, dla zwykłych, ludzi, którym odebrano godność! Tak to jest przedstawiane zwykle i uporczywie. I cóż ja mogę tutaj rzec? Mogę jedynie zacytować ten napis, co go tam ktoś na Michalinowie kiedyś wymalował białą farbą: u Stachy....itd....
Jeśli chodzi o moją godność to ona jest najsilniej zubażana przez takie właśnie opowieści. Uważam, że jest to kolejna odsłona działań w niszy, które mają ustawić tę całą prawicę w takiej pozycji wobec GW, żeby tamtym nie stała się krzywda i żeby maksymalnie wycisnąć przypisany do prawicowego tygodnika target. Są to, tak myślę, kolejne produkty na rynek wewnętrzny, które przeżywają dziś pewien boom, bo zmultiplikowały się natychmiast, nie specjalnie dbając o oryginalność, przyjdzie jednak moment, że zaczną się zwijać, jeden po drugim. Moment ten zbliża się wielkimi krokami. I wtedy znów wyjdzie ktoś mądry i powie, że nie, że ta prawica to jednak nie ma ochoty czytać mądrych gazet, nie ma co dla nich pisać. Niech już lepiej rządzi ta Gazownia i spokój.
Rozumiem, że wiele osób nie wie o co mi teraz chodzi? Otóż biorąc pod uwagę poziom dyskusji, która toczy się zwykle na blogach, nie można produkować pisma, w mojej ocenie rzecz jasna, które będzie się zajmowało roztrząsaniem problemów: czy lepiej z Rosją czy lepiej z Niemcami. To są fikcje, póki co komiczne, ale niedługo może okazać się, że także niebezpieczne. Kłopot największy tkwi w tym, że załogi tych periodyków pozycjonują swoje aspiracje korzystając z wzorów GW. To są wszystko ludzie, którzy myśląc: sukces, myślą: Michnik. I każdy lub prawie każdy z nich chce być małym, lub trochę większym Michnikiem. Chce mieć ten, tak zwany rząd dusz. Po pierwsze: Michnik nie ma żadnego rządu dusz, to jest złudzenie, które demaskuje nasza tutaj obecność i aktywność. Po drugie: po co? Po jaką cholerę wam panie i panowie jakiś rząd dusz? Prócz tej dziwnej fikcji prawicowym dziennikarzom przyświeca jeszcze jedna myśl: żeby było jak na Zachodzie. Ja tu powrócę do starego, zapomnianego rysunku najbardziej przez nas tutaj nielubianego polskiego twórcy obrazków satyrycznych Andrzeja Mleczko. Oto mamy mieszkanie, a w nim małżeństwo. I mąż mówi do żony: Zocha pokaż dupę będzie jak na zachodzie. Rysunek ten przypomniał mi się, kiedy zajrzałem wczoraj na blog Józefa Monety i zobaczyłem tam program pod tytułem „Kuchnia polska”, który prowadził Cezary Gmyz odziany w czarny surdut. Na głowie zaś miał redaktor Gmyz czerwoną czapkę konfederatkę, którą od czasu do czasu zdejmował. Obok niego stał redaktor Janke, a przed nim, na stojaczku umieszczono książkę „Napastnik” opowiadającą o Viktorze Obranie, która to książka jest najnowszym sukcesem naszego gospodarza. Obaj panowie rozmawiali najpierw, a potem zaczęli masakrować ryby i cebulę. Na tym się całe szczęście skończyło i było prawie jak na zachodzie. Prawie jak w dobrym programie o wojnie, bo była tam i krew i łzy. Krew tych biednych karpi i łzy redaktorów krojących cebulę. Obyło się całe szczęście bez potu i elementu, który rysownik Mleczko uznał swego czasu za koniecznie potrzebny do tego, by z Polski uczynić Zachód.
Opisuję to z taką dokładnością Kochani nie po to, by się pastwić nad redaktorami, ale po to, by uzmysłowić Wam z czym w Polsce ludzie kojarzą sukces. Jak się wobec sukcesu pozycjonują. Program w telewizji, pod tytułem „Tańczący z karpiami”, pozycja umęczonego bojownika o wolność i demokrację, autorstwo książek demaskujących podstępy Niemców lub Rosjan w czasie II wojny światowej. To są te konkurencje, w których startują ludzie sukcesu prawej strony politycznej i publicystycznej sceny w Polsce. Jest w tym wszystkim jedna pociecha. Otóż ci inni, zwani onymi, nie mają wcale lepiej. Ja się długo zastanawiałem kiedyś jaki bonus z życia mają dzieci tych wszystkich beneficjentów okrągłego stołu, co tam takiego jest, o co trzeba było walczyć aż tak strasznie. Otóż tam nie ma nic. Tam jest niewolnicza praca po 12 godzin na dobę w strukturach korporacyjnych, którym zwisa to czyim krewnym jest ten czy inny pan. Są oczywiście wyjątki, ale będzie ich coraz mniej. Dlaczego tak? Otóż dlatego, że transformacja, którą przeżywamy nieustająco do lat 20 nie została zaaranżowana po to, by dawać szanse tubylcom, nawet bardzo ustosunkowanym. Ta szansa może być im dana na etapie przejściowym, można im pozwolić prowadzić jakiś program o rybach, albo robić europalety z osinowych desek, albo prowadzić think thank czy coś podobnego, co będzie dyscyplinowało tłuszczę i produkowało dla niej memy, ale nic więcej. Bo prawdziwe bonusy i prawdziwa władza przeznaczone są dla kogoś innego.
My zaś, mając świadomość takich działań i zamierzeń, musimy się do nich odnieść z odpowiednią dozą krytycyzmu. Musimy przestać myśleć o rzymskim winie z ziemniaków i o pani Stasi, to na nic. Żeby cokolwiek uzyskać musimy przebudować pojęcie sukcesu i przenieść je na inne, odległe od naszych podwórek obszary. Inaczej się nie da. Napisałem to wczoraj w komentarzu, ale jeszcze powtórzę: historia miast północnoniemieckich i rządzących w nich organizacji jest fascynująca i budująca. Wyłania się z niej pewna prawidłowość, pewna zasada, którą możemy wziąć jak swoją. Oto, w każdym takim mieście rządziła jakaś klika, która miała pieniądze przywożone z daleka, obstawiała najważniejsze działy handlu i dobierała współpracowników poprzez kooptację. System taki wydawał się sztywny i nie do ruszenia. I był taki aż do chwili, kiedy w ratuszu, pojawiali się ludzie z jeszcze większym budżetem, przywiezionym w tajemnicy z jeszcze dalszych miejsc i za pomocą perswazji oraz dobrego słowa wyjaśniali, że czasy się zmieniły i teraz co innego jest już ważne. Kiedy się na rzecz całą patrzyło od środka, z wnętrza dworu Artusa, z wnętrza sali zebrań w ratuszu, sytuacja nie miała tej dynamiki, którą my dziś dostrzegamy patrząc na te odległe czasy z kilku perspektyw. Myślę, że dzisiejsi ludzie sukcesu również nie przeczuwają jak wielką dynamiką odznaczają się nasze czasy i jak marnym bonusem jest posada redaktora naczelnego w poczytnym tygodniku.
Zapraszam wszystkich na stronę www.coryllus.pl, 6 lipca do Wrocławia, do kawiarni Merlin na 18.00, a 12 listopada do muzeum w Nysie, również na godzinę 18.00.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

 Miejmy nadzieję, że nie jest to stan permanentny i że ten przekaz dotrze jak najszybciej do jak największej ilości osób:

transformacja, którą przeżywamy nieustająco do lat 20 nie została zaaranżowana po to, by dawać szanse tubylcom, nawet bardzo ustosunkowanym. Ta szansa może być im dana na etapie przejściowym, można im pozwolić prowadzić jakiś program o rybach, albo robić europalety z osinowych desek, albo prowadzić think thank czy coś podobnego, co będzie dyscyplinowało tłuszczę i produkowało dla niej memy, ale nic więcej. Bo prawdziwe bonusy i prawdziwa władza przeznaczone są dla kogoś innego.
My zaś, mając świadomość takich działań i zamierzeń, musimy się do nich odnieść z odpowiednią dozą krytycyzmu. Musimy przestać myśleć o rzymskim winie z ziemniaków i o pani Stasi, to na nic. Żeby cokolwiek uzyskać musimy przebudować pojęcie sukcesu i przenieść je na inne, odległe od naszych podwórek obszary. Inaczej się nie da.

Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#367208

Hmm, zastanówmy się... Przy takim założeniu, po co miszczu wielokrotnie używany, wywnętrza się przed "dziewicami intelektualnymi"???
Może lepiej pozostać gdzieś w jądrze galaktyki i "niech moc będzie z Tobą"!

...............................................
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a Magyart Ps.33,5

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

...............................................
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a Magyart Ps.33,5

#367209

A toś mnie znawco napisów na błoniach. tzn o" blaszanych błonach" zaskoczył, cyt : " Prócz tej dziwnej fikcji prawicowym dziennikarzom ..............." kon. cyt.
To my mamy w Polsce prawicowych dziennikarzy ?
Chyba krzyknę z zachwytu na całe gardło, jak ta telesłuchaczka u wróża Zefira, co to myślała, że ma chory żołądek a karty pokazały, że i wątroba "strzaskana" - JEZUS MARIA !!!

NIEPOPRAWNY INACZEJ

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

NIEPOPRAWNY INACZEJ

#367213

  Dziennikarze, tak jak partie: relatywnie prawicowi.

Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#367223