Żywa legenda – neoesbeckich prowokacji (?). Z życia funkcjonariuszy tzw. służb RPRL.

Obrazek użytkownika Warszawa1920
Blog

Wiem, wiem. To już nie ten moment, nie ta chwila. NIE TA INFORMACJA. NIE TA ANALIZA. Jednak NIE mogę się pogodzić z tym, że z taką łatwością przechodzimy do porządku dziennego nad tzw. wycofywaniem się osób tzw. publicznych z życia tzw. publicznego. Przeważnie bowiem łączy się to z tym, iż zapominany jest cały dotychczasowy dorobek lub tzw. dorobek owych ludzi. W tym „dorobku” albowiem często są historie moralnie co najmniej wątpliwe. I dziś chciałbym o takim właśnie przypadku.

 

W...lili Rapackiego. Jednej gnidy mniej. (Choć pewnie przyjdzie podobnego autoramentu.) Każdy bowiem kto jest – był w rządzie Psa nie zasługuje na miano inne. O tym w...nym zresztą bez przerwy się mówi, poczytując mu to za powód do dumy, że nadzorował Policję i Biuro Ochrony Rządu. Dla mnie rzeczywistość jest radykalnie inna: nadzorował BOR także przed Tragedią, w Jej trakcie i po Niej. Przedwojenny oficer strzelił by sobie po czymś takim w łeb. Rapacki pozostał i nadzorującym, i wciąż generałem. I zapewne wciąż też uważał się był – i uważa nadal – za człowieka honoru. Jak Kiszczak. Jak Jaruzelski. Też generałowie. Też ze służb.

Możliwe, że Rapacki to jakiś odprysk walki z sekciarstwem – schetynizmem. Nie interesuje mnie to. Czekan w głowie Trockiego był dobrym czekanem. Choć wbitym na rozkaz Stalina. Ja tu w innej sprawie.

 

W aureoli czynów chwalebnych i przewag autorstwa tej, jak już zdążono zadekretować, „policyjnej żywej legendy”, warto dojrzeć i wielkie jego (jej?) zasługi dla przywracania prawomyślności – rozumianej jako socjalizm w głowach – w polityce prywislanskiego kraju.

 

Rapacki do dziś nie wytłumaczył się bowiem ze swego udziału w typowo esbeckiej, choć dziejącej się w latach niby nieesbeckich, bo już w tzw. III RP, prowokacji mającej na celu skompromitowanie (i skazanie) Artura Balazsa, a szczególnie w będących jej finałem działaniach przeciwko prokuratorom starającym się tę sprawę wyjaśnić. Skądinąd zresztą, kto wie, czy to nie jest powód tego wywalenia. Być może „pojawiły się nowe dowody”, możliwe, że „ktoś zaczął zbyt głośno i intensywnie sypać”. Wychrzanienie „żywej legendy” na briefingu przy kawie różni się jednak istotnie, zwłaszcza, gdy propagandę prowadzą szambiarze z Czerskiej i Wiertniczej, od wyprowadzenia gościa z urzędu w kajdanach przez dotychczasowych kumpli z CBŚ, bo pan wiceminister „stał się podejrzanym w sprawie”. Może to spekulacje, ale dlaczego zabiera się facetowi stołek 2 miesiące po stołka tego mu wręczeniu? Równocześnie nie sposób nie zauważyć, że owo w...nie ma dziwną koincydencję czasową z doniesieniami na temat prokuratorskich – co już samo w sobie wydaje się symptomatyczne pod rządami Psa – zamierzeń co do oskarżenia właśnie BOR-u o tzw. zaniedbania przy zabezpieczaniu wizyty Śp. Naszego Prezydenta. Jak się wydaje również i ustalenia NIK w sprawie Tragedii nie do końca – mówiąc eufemistycznie – są zbieżne z linią Partii. Z drugiej zaś strony, idzie w lud coraz intensywniejsza, bo siana przez różnorakie tvDzienniki P-O-RL i Trybuny Ludu, wieść o rzekomo rekordowych łapówach za sprzedawanie kontraktów informatycznych przez wysoko postawionych ludzi z, jak się wydaje, właśnie kręgów okołorapackich w MSWiA.

 

Jeszcze w okresie drugiego rządu komuchów z SLD (Miller), służby zmontowały akcję „Ziarno”. I nie było to bynajmniej nawiązanie do dziecięcego, telewizyjnego programu pod tym tytułem. Miano natomiast rzekomo rozpracować aferzystów od nielegalnego obrotu zbożem. Między innymi posadzono w areszcie pewnego Irakijczyka (choć obywatela Polski). Do owego jegomościa z Iraku zaczęli też wtedy pielgrzymować oficerowie służb. Wykorzystując jego więzienny status, próbowali nakłonić go do wciągnięcia do „aferalnej spółki” Artura Balazsa, nie tylko istotnej podówczas figury na tzw. prawicy, ale również – co tutaj miało stanowić logiczne iunctim – właściciela bardzo dużego gospodarstwa rolnego. Niestety, Irakijczyk okazał się odporny. Za cholerę nie chciał przypomnieć sobie ustaleń z Balazsem, bezczelnie obstając przy swoim twierdzeniu, że pana Balazsa „przed tą aferą nigdy nie spotkał”. Ciekawą okolicznością jest tutaj pewien fakt dziwnie tożsamy z przypadkiem „cudownego ocalenia” z rąk polskiego wymiaru sprawiedliwości niejakiego Mazura Edwarda, zatrzymanego w sprawie zabójstwa gen. Marka Papały i natychmiast przez służby zwolnionego, tak by mógł przez nikogo nie niepokojony polecieć do USA. Otóż wspomnianego Irakijczyka „nadał” pewien Litwin. I tenże pan Litwin, po owym „nadaniu”, został przez służby ... zwolniony, choć był ścigany międzynarodowym listem gończym. Rzecz jasna – pan Litwin natychmiast zniknął. Skutecznie, stan ten trwa albowiem do dzisiaj. Gwoli suplementu: mówimy o sprawach (zwolnienie Mazura, aresztowanie Irakijczyka), które działy się w czasach Millera Leszka, dzisiejszego niemalże codziennego gościa w różnych gadzinówkach telewizyjnych. Gościa w charakterze, oczywiście, autorytetu, żeby nie powiedzieć męża stanu.

Całe to wspomniane „Ziarno” niczego w sprawie Balazsa nie dowiodło. Bo i nie po to fachowcy rodem z III Departamentu MSW PRL je spreparowali. Jak się jednak okazało, nie zawsze Jarosław Kaczyński działa „na fundamencie kłamstwa” (cytując to psie bydle z północnych części Polski) i trafnie kiedyś zauważył, że w całej tej pokomunistycznej miazdze prokuratorskiej są również i funkcjonariusze uczciwi, działający w interesie polskiej racji stanu. No i oto grupa prokuratorów z Jeleniej Góry, na czele z Januszem Konieckim, zaczęła uważniej czytać zeznania świadków w tej całej sprawie. I wyszło, że to nie Balazs ukradł rower, ale najprawdopodobniej to jemu chciano rower ukraść.

W efekcie, z rzekomych „lewych pieniędzy” uprawianych na polach zbożowych Polski, powstał obraz zupełnie inny. Z – na pierwszym planie – wysokimi oficerami służb, fałszującymi legitymacje, na które wchodzili do aresztu, by poznawać bratnią kulturę państwa o nazwie Irak i zamieszkujących ten kraj Irakijczyków. Praca Konieckiego zaczęła nabierać niezwykle odkrywczego procesowo tempa. Wiceszef Centralnego Biura Śledczego, Mądrzejowski, ze świadka stał się w sprawie podejrzanym. I w tym charakterze, w sposób nie budzący jakichkolwiek wątpliwości, wskazał na inspirowanie niegdysiejszych jego działań w ramach akcji „Ziarno” przez dzisiejszą „żywą legendę”, Rapackiego. Inni świadkowie, z kolei, dowodzili, że drugim z mocodawców był ówczesny dyrektor Departamentu Kontrwywiadu w ABW, dzisiaj kierujący Agencją Wywiadu, Maciej Hunia. Należy dodać, że w latach, gdy prowadzono operację „Ziarno”, Rapacki był zastępcą komendanta głównego Policji, a jakże – nadzorującym CBŚ. Jak więc widać, jest to wybitny specjalista do spraw nadzoru.

Jak wszyscy wiemy, w Polsce nie dyskutuje się z wyrokami sądów, chyba, że jest to wyrok skazujący Kiszczaka za stan wojenny. Wtedy z definicji jest to wyrok zły. Wracając jednak do „Ziarna” i sądowego wyrokowania, zauważę, że gdy Koniecki wyłączył wątek Mądrzejowskiego z tej całej sprawy oraz skierował do sądu oskarżenie z równoczesnym wnioskiem o warunkowe umorzenie kwestii odpowiedzialności pana M. z uwagi na wykonawczy charakter jego czynów i usytuowanie „ośrodka decyzyjnego” wśród przełożonych owego pana, sąd podzielił zdanie prokuratora. Oczywiście, szkoła kalisko – kwiatkowska w polskim prawie wytłumaczy, że to oznaczało, iż – generalnie – polskie państwo zdało egzamin. Dla ludzi myślących zaś, rzecz wygląda zgoła inaczej: sąd uznał winę Mądrzejowskiego, ale zgadzając się z tezą prokuratorską o braku u niego samodzielności w postępowaniu i wykonywaniu poleceń przełożonych, odstąpił o wymierzenia kary. Inaczej mówiąc, służby łamały wolności obywatelskie.

Przypomnę: to był rok 2007. Mądrzejowski winny. A co z tymi decydentami? Dalej byli decydentami. W pełnym tego słowa znaczeniu. Koniecki prawdopodobnie uwierzył w autentyczność miłości Partii naszej Obywatelskiej do ludzi i wziął postanowił sprawę podłej prowokacji służb prowadzić dalej, tak, jak to przewiduje kodeks postępowania karnego. Bezstronnie, traktując wszystkich jako równych wobec prawa i w celu ustalenia prawdy. No i tu się chłop pomylił. Poszedł był bowiem do swoich szefów w Prokuraturze Okręgowej w Jeleniej Górze i uczciwie (choć, jak historia pokazała – całkowicie bez pomyślunku w kontekście rozwoju własnej kariery ...) oznajmił, że sprawa się dla niego nie kończy i życzy sobie prowadzić ją w kierunku stawiania zarzutów karnych Rapackiemu i Huni. Właściwie co było dalej – nie muszę Wam opowiadać, Psie rządy znacie doskonale. Dla porządku więc tylko uzupełnię opowieść o takie oto fakty, jak:

- nieuprawiony wgląd do akt przez dotychczas wyłączonego ze sprawy zastępcę prokuratora okręgowego w Jeleniej Górze;

- straszenie Konieckiego przez tego zastępcę;

- tajemnicze ożywienie, nadzorującej okręg w Jeleniej Górze, apelacji wrocławskiej i dostarczenie tam całości akt;

- wywieranie na Konieckiego presji (co by zastanowił się po wtóre nad swoim nieroztropnym „postrzeganiem” winy Rapackiego i Huni) przez prokuratorów z apelacji we Wrocławiu i Prokuratury Krajowej;

- wreszcie, zabranie Konieckiemu sprawy (za nie radzenie sobie z jej prowadzeniem!!! ...), połączone z wszczęciem postępowania dyscyplinarnego i zesłaniem go do prokuratury rejonowej w Bolesławcu, po uznaniu zresztą przez lekarza, któremu kazano zdiagnozować Konieckiego, że ma ciężką postać nerwicy (łaskawcy więc, mogli go przecież od razu wywalić z roboty za niemanie predyspozycji psychofizycznych);

- wywalenie z Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze: prokuratora okręgowego (na emeryturę) i szefa wydziału śledczego, gdzie pracował Koniecki (do rejonu w Kamiennej Górze), zaś zaangażowanego w sprawę innego śledczego postawienie pod zarzutami dyscyplinarnymi; cała trójka popierała Konieckiego w jego staraniach o oskarżenie Rapackiego i Huni.

Oczywiście, g...no wyszło i z prowadzonych przez prokuratury w Poznaniu postępowań rzekomo wyjaśniających odnośnie presji na Konieckiego, i z interwencji u Czumy jako ministra sprawiedliwości (?). Tak samo „owocnie” zresztą dzieje się i w samej sprawie „Ziarna”. Koniecki, jak sam przyznaje, bardziej dziś ceni sobie zdrowie niż dalsze dążenie do prawdy, choć swoich wcześniejszych oskarżeń podobno nie wycofuje. Inni prokuratorzy nie są już tacy dziecinni w działaniu, a zwłaszcza w myśleniu, i widzą „co wolno wojewodzie” w tym parszywym układzie władzy.

Za komentarz wystarczy wspomnienie faktów z biogramów „żywej legendy” i szefa „wywiadowców”. Gdy Koniecki – niesiony młodzieńczym chyba, a jakże naiwnym, porywem wiary w idee – szedł z oskarżeniami wobec Rapackiego i Huni, pierwszy zostawał wiceministrem w MSWiA, drugi z dyplomaty (?) stawał się tzw. fachowcem „wyżynającym watahy” PiS w służbach specjalnych wojskowych i cywilnych (zastępca szefa i szef SWW oraz p.o. i szef AW).

 

Szczegóły, jeszcze ponad dwa lata temu, opisał w Rzeczpospolitej Cezary Gmyz. Warto tu jednak dodać, że artykuł ten, pozostawiony całkowicie bez echa, został opublikowany w trakcie prac, prowadzonych wtedy już dwa lata, Psiej komisji śledczej do spraw ustalenia rzekomego wykorzystywania przez PiS, w okresie rządów tej partii, m. in. prokuratury do walki politycznej. Efektem starań tej komisji, jak wiemy, stała się konkluzja jak z tragifarsy, bo autorstwa Psiego funkcjonariusza, Czumy, a stwierdzająca brak dowodów na takie wykorzystywanie.

 

Sprawa akcji „Ziarno” i udziału w niej takich typów, jak Rapacki i Hunia, jest wręcz modelowym przykładem traktowania władzy przez Obywatelską bandę jako okazji do robienia prywatnych biznesów i załatwiania osobistych spraw. Ale jest też dowodem na pewną ciągłość. Sama akcja wykorzystania służb do zniszczenia polityka prawicowego, a w każdym razie nie – postkomunistycznego, miała miejsce w latach, gdy rząd tworzyła druga komuna (SLD Millera). Spacyfikowanie prokuratora, który chciał osądzenia winnych tej prowokacji, i łba sprawie ukręcenie, miało/ma miejsce podczas rządów tego, dla którego „polskość to nienormalność”. Tak ludzie więc, którzy za tą bandycką akcją stali, jak i samo traktowanie ubeckich metod jako normalnej metody politycznej, wszyscy i wszystko za SLD i za PO jest – identyczne. Mylił się więc zatem inny „zasłużony” funkcjonariusz PRL, niejaki Czempiński – cudownie niedawno uratowany spod noża wymiaru sprawiedliwości (normalne: w 2009 r. wszczyna się postępowanie w sprawie korupcji, są dwa lata na wyjaśnienie, mijają dwa lata i jak raz prokuratura uprzytamnia sobie, że sprawa się właśnie przedawniła). To nie on zakładał PO. Jej prawdziwymi twórcami są postkomuniści. Tak, jak ci z kolei są wprost wyjęci z komunizmu. Platforma nie jest żadnym zagrożeniem dla SLD, czego zresztą Miller daje ostatnio cały szereg dowodów. Te bandy mają te same interesy. I tych samych ludzi.

 

Rapacki jest kimś, o kim nie wolno nam zapomnieć. Jakiekolwiek byłyby jego zasługi, czy ewentualne przewiny, za to jedno – nie wolno nam tego zapomnieć. Gdy usłyszeliśmy, co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 r., nie widział powodów do dymisji. Gdy w tym samym już dniu zaczął się spektakl oczerniania Polskiego Prezydenta i Polskiego Munduru, nie dojrzał potrzeby tych wartości głośnej obrony. Gdy drugi Miller, jego szef, upubliczniał tzw. raport oparty na internetowych zdjęciach wraku, nie zareagował. Trwał w przekonaniu, że „(...) to jest spory sukces (wyróżnienie – Warszawa1920), bo sukcesem jest to, że przez ponad 4 lata udało się nadzorować tak wiele służb i (...) nie było jakiś większych wpadek w tych służbach (wyróżnienie – Warszawa1920). To jest niewątpliwy sukces, to jest rekord (sic! – Warszawa1920) w czasach nowożytnych na tym stanowisku (...)” (Rapacki o swoim m. in. nadzorowaniu BOR, gdy ginął Nasz Prezydent; od 24 minuty 43 sekundy konferencji). Przedwojenny oficer ...

 

Ja mu tego nadzorowania, a przede wszystkim całkowitego braku poczucia odpowiedzialności za doprowadzenie do realnego zagrożenia życia Prezydenta Polski, zagrożenia, które zmieniło się w Tragedię 10 kwietnia 2010 r., tego braku ja mu nigdy nie wybaczę i nigdy nie zapomnę.

 

 

O Polsce warto myśleć. I dla Niej pracować.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

w tym: Jak się ma Adam Rapacki ur.10 grudnia 1959 w Skierniewicach do Adama Rapackiego ur. 24 grudnia 1909 we Lwowie. Czy ktoś się tym interesował?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#215974

W Wikipedii podawana jest wyłącznie data urodzenia bez imion i nazwisk rodziców!!! Jeśli chodzi o tzw., osoby publiczne coraz częściej czytam o zmianie nazwisk na brzmiące swojsko! Na przykład wczoraj dowiedziałam się, że jest to przypadek Skalskiego!

 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Petronela

#215978

Jak się ma jeden do drugiego - nie wiem. Tym niemniej, korzystając z okazji, chciałbym przytoczyć pewnych słów kilka na temat owego Rapackiego z 1909.

Zachód go lubił, przyjęła się jakoś nazwa "plan Rapackiego", w ogóle od Marca 1968 miał opinię człowieka nader niezależnego i sympatycznego. Ja znałem go nieźle, bo razem "posłowaliśmy" z Wrocławia w latach 1957 - 1961, i - nie podzielam tej naiwnej o nim opinii. Był może gładszy od innych i dosyć przystojny, ale żadnej samodzielnej myśli politycznej w nim się dopatrzyć nie mogłem - gęgał to samo co inni, tyle że może trochę ładniejszymi słowy. Taki sam sowiecki minister, bez skrupułów też i mało odważny. Zachodowi widać niewiele potrzeba - przystojna twarz i "plan" wystarczyły - plan, zresztą wcale nie jego, polegał na tym, że Amerykanie mają się wynieść za Atlantyk, a w zamian Rosjanie za Odrę. Takiego planu to i Stalin by się nie powstydził ...

Autor: Stefan Kisielewski, źródło: "Dzienniki" (Wydawnictwo "Iskry", Warszawa 1996).

Kilka zdań, a - po prostu - publicystyczna rewelacja. Swoją drogą, wracając do koligacji i powiązań, ten Rapacki, u Gomółki robiący za szefa dyplomacji, to wypisz - wymaluj ojciec ideowy dzisiejszego "męża stanu" z Alei Szucha. Ten plan, dalibóg, to przeca nic innego, jak "berlińskie tezy" chobielińskiego myśliciela.

Pozdrawiam serdecznie,

Warszawa1920

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Warszawa1920

#216192

I jaki potoczysty język: "Rapacki do dziś nie wytłumaczył się bowiem ze swego udziału w typowo esbeckiej, choć dziejącej się w latach niby nieesbeckich, bo już w tzw. III RP, prowokacji".

Jak to sie dzieje, że podobne teksty przechodzą bez większego echa?

z szacunkiem

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Petronela

#215975

Petronelo,
dzisiaj jest szybkie tempo...

Wielu podnieca sie podrzuconymi informacjami,
spekuluja i...tak im leci czas...

Szpece od Matrixu wiedza jak urzadzic wolny czas spoleczenstwu.

Dzisiaj malo kto analitycznie podchodzi do faktow,
a jeszcze mniej wyciaga synteze...

I ...jakos ludzie predko zapominaja...,
co bylo wczoraj...

Dlatego napisze jeszcze raz,
piekne podziekowania dla autora za tak wspanialy tekst.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

chris

#216121

Widzę to trochę inaczej: jedni chcą wiedzieć, drudzy wybiórczo, coby broń Boże nie musieć krytycznym okiem popatrzeć na życiorys własny oraz członków rodziny! Tempo życia nie jest żadnym usprawiedliwieniem, bo znajomości przeszłości nie zbudujemy dobrej przyszłości! Czy ma szansę małżeństwo, jeśli mąż i żona nie wiedzą, z kim tak naprawdę są w związku? - zakładam, że chodzi o normalne osoby, nie jakiś zaburzeńców!

Autorowi tekstu jeszcze raz pięknie dziękuję i pzdr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Petronela

#216123

Przydałoby się więcej podobnych. Za mało wiemy o niektórych postaciach.

----------------------------------------------

Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, áldd meg a Magyart

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#216139

Serdecznie wszystkim za dobre słowa - dziękuję. Takie to teraz czasy, jak za pozytywizmu: uczyć, wychowywać, przypominać. Ja, rzecz jasna, jedynie w kwestii tej trzeciej. W pierwszej i drugiej są godniejsi. Kiedyś - wierzę - doczekamy zwycięstwa.

Gorąco pozdrawiam,

Warszawa1920

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Warszawa1920

#216153

To naprawdę bardzo potrzebny tekst. Oby dawało się więcej takich. To ardzo rozjaśnia sytuację. Musimy się stale uczyć i obserwować z kim mamy do czynienia.
Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#216167

Pieknego Nicka Pan ma.

cyt:Kiedys-wierze-doczekamy zwyciestwa.

Alez naturalnie,
ze doczekamy...,
naturalnie nie myosobiscie,
ale w rzyczy samej doczekamy.

Prosze pozostac na "tropie" i pisac, pisac i...pisac.

Ma Pan doskonala narracje,
jezeli wolno mi wtracic.

serd.pzdr.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

chris

#216176