I Pier...ić Naród

Obrazek użytkownika Warszawa1920
Blog

Jeśli rządzący są lokajami, kim są rządzeni? Pytanie tak postawione, pozornie ma swojego adresata: jest nim niejaki Graś, według portretu psychologicznego sporządzonego dla potrzeb komisji „izwinitie” Millera, typ ciecia, a propos czego wszelkie wątpliwości rozwiewa facjata Ciecia, znaczy Grasia. Ma to pytanie adresata owego jednak tylko pozornie, bo ktoś, kto jest cieciem (nawet nie lokajem) – ze względu na swoją lokajską ograniczoność umysłową (bez urazy, inni lokaje, mówimy o kimś, kto nawet nie rozumie słowa „lokaj”) – żadną miarą nie jest władny zejść gramatycznie poziom niżej niż sam jest ulokowany. Cóż nam z tego jednak? Co to zmienia? To o NAS bowiem mowa. To MY jesteśmy ten poziom niżej. To MY zeszliśmy na piętro, które jest za niskie nawet dla lokai. Gdzie upadliśmy? Co się z nami stało? Czy to koniec? 

W tym całym bagnie najgorsze jest chyba nie to, że takie sobie umościliśmy miejsce, ale to, iż zrobiliśmy tak z własnej woli. I że w tym lokajstwie lokajstwa jest nam wygodnie i miło. Sympatycznie uśmiechamy się do siebie. Umawiamy się na wódkę i grilla. A tam gniją resztki tych, co poszli za Polskę lat temu już 72. I temu lat dwa. Bo że te resztki tam zostały, jest pewne. I że będą tam gniły, bo nas, Polaków, nie stać na sprzeciw, też jest pewne. Kiedyś i naszych resztek, być może, nikt nie będzie szukał. Tylko ktoś, gdzieś tam, powie, że zrobiono wszystko, co było możliwe, że przekopano ziemię na metr w głąb, że miejscowi urzędnicy zasłużyli na ordery i awanse. Że państwo zdało egzamin. I nasi następcy w to nie wierząc – udadzą, że wierzą. I nic nie zrobią. Będą się do siebie śmiać i ustalać szczegóły kolejnego grilla. Nawet nie będą się musieli zastanawiać nad odmianą tego słowa. Bo ono nie jest polskie. Jest obce. Jak władza, która dostarczy würst i спирт na tego grilla.  

 

Łatwo jest dziś wszystkim wycierać sobie gębę Katyniem. Użalać się, załamywać ręce, pięści wznosić i grzmieć. Bo, przynajmniej formalnie, państwa – sprawcy, Rosji Sowieckiej, już nie ma, a decydujący o tym ludobójstwie i jego bezpośredni wykonawcy od dawna nie żyją. Mord ten, również w wymiarze międzynarodowym, został jednoznacznie przypisany Rosjanom i uznany za niespotykaną w skali światowej zbrodnię. Oczywiście, dzisiejsze ruskie państwo i jego władycy z KGB i GRU wciąż próbują przynajmniej umniejszyć lub „zracjonalizować” winę swoich ojców i dziadków z kompartii i NKWD. Biorąc zaś pod uwagę lokajski charakter aktualnych, priwiślańskich władz, można tym samym doszukiwać się jakichś elementów odwagi w teraźniejszych wystąpieniach przypominających o rzeczywistych okolicznościach mordu z 1940 r. Jest to jednak, rzecz jasna, nieprawdziwe wrażenie. Bo na tzw. poziomie obywatelskim cenzura odnośnie prawdy o Katyniu już nie obowiązuje. No chyba, że jest się Prezydentem RP (tu akurat niesłusznym i słusznie, a wytrwale mielonym w medialnych żarnach przemysłu pogardy) i wpada się na idiotyczny pomysł sporządzenia oficjalnego, w imieniu Państwa Polskiego, raportu o dziejach Katyńskiego Mordu i Katyńskiego Kłamstwa, z Rosją, PRL oraz komunistami ruskimi i miejscowymi w rolach głównych. Wtedy nie ma zmiłuj: takiego oszołoma i wroga ideologii zaopatrzenia w kiełbasę na grilla pakuje się do ruskiego aeroplanu „w jedną stronę”, co by zadość uczynić słowom o tym, że różnie to bywa, Prezydent może wsiąść do samolotu i ... sami wieta, no, ogólnie, może być inaczej niż teraz, gdy sobie tu gaworzymy, zaprzyjaźniony marszałek z zaprzyjaźnionym dziennikarzem, z zaprzyjaźnionego z naszą partią i naszym rządem radia. A żeby dla młodych, wykształconych, z wielkich miast było bardziej zajebiaszczo, wybiera się lot do ..., dokąd?, zgadnij, no zgadnij!! Tak, zgadłeś! Do Katynia! (No, patrz, traf chciał!). Niech na miejscu pisze ten karzeł moralny (i nie tylko moralny) te swoje raporty. Generalnie jednakowoż, wolno gadać, jeśli ktoś coś tam, czy to na łamach, czy nawet w telewizorni (nawet z tych „naszych”), od siebie, czyli prywatnie, powie o ewentualności rozważenia podjęcia rozmów ze „stroną rosyjską” o potencjalnej potrzebie powołania wspólnej (z katem ...) komisji do spraw trudnego dialogu na temat uznania winy Polski za jeńców bolszewickich 1920 r. w zamian za rozważenie częściowej winy Rosji za Katyń. 

Czy zamordowanie polskiego księdza, dziś już błogosławionego Jerzego Popiełuszki, ze względów prawnych, humanitarnych, etycznych, kulturowych, nie wiem jakich jeszcze, pasujących do tych szczątek człowieczeństwa pozostałych jakimśić cudem w dzisiejszej tzw. elicie opiniotwórczej, cywilizacyjnych może po prostu, jest inne niż zamordowanie polskiego oficera w Katyniu? Czym się różni? Dlaczego więc ci, którzy podpisali rozkaz katyński, są aktualnie przez wszystkich, nawet jawnych racjonalizatorów komunizmu, uznawani za zbrodniarzy, zaś ich następcy z warszawskiego MSW i KC PZPR miast miana bandytów, politycznych i kryminalnych bandytów, na wizytówkach postawionych przed ich zastawami na salonowych stołach mają: „Ludzie honoru”? Dlaczego? Czy pozostali okrutnie zamordowani w tym rzekomo przełomowym, rzekomo już innym, 1989 r. polscy księża są gorsi od wymordowanych w TAMTYM lesie kapelanów Wolnej Armii II Rzeczypospolitej? Dlaczego więc polski niby rząd, równie, jak starań Rodzin Katyńskich w Strasburgu, nie wspiera prób ustalenia prawdziwych okoliczności tych zbrodni? Dlaczego? Może po prostu dlatego, że z polskością ten rząd wspólnego nic nie ma? Nie o ten parszywy nie – polski rząd zresztą chodzi tutaj. Miarą stanu narodowego (czy jeszcze na pewno narodowego? ...) myślenia jest to, iż o wszystkich tych kiszczakach, jaruzelskich, siwickich, czy milewskich nikt nie śmie publicznie powiedzieć, że byli zbrodniarzami, że od takich, jak Frank, Bierut, Sierow, Moczar, Wozniesienski, Forster, Radkiewicz, Kutschera, Berman, Globocnik, Fejgin, Geibel, Brystygierowa, Stroop, czy Różański niczym się nie różnią. Może jedynie skalą terroru. Katyń jest już jedynie notką w podręcznikach historii, tak? A ci z Komitetów Centralnych, MSW, MON i innych filarów w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku komunistycznego zniewolenia Polski zbyt wiele wiedzą o tym, skąd się wzięli dzisiejsi „mężowie stanu” z PO, PSL, SLD, z dzisiejszego MSW, MON, MSZ i innych ABW, czy tak? Więc o nich nie możemy już tak odważnie, jak o tych „od Katynia” powiedzieć, tak? Czym różni się Jaruzelski, wprowadzający stan wojenny, od właściwie tymi samymi metodami niszczącego naród białoruski Łukaszenki? Niczym. Polska jest jednak nieprawdopodobnie śmiała, bo potrafi i „popiętnować” satrapę i tyrana z Mińska, ale własnego oprawcy jakoś dostrzec nie potrafi. Musi coś z oczami ... Może za słabe okulary dają w kuźniach opiniotwórczych przy Czerskiej i Wiertniczej? ... A może ten pan z ulicy Ikara nosi w sobie podobną tajemnicę do tej, którą miał jakoby znać inny z poprzedników oprawców PRL-owskich, Erich Koch? Tamtemu oszczędzono, jak wszystko na to wskazuje, zwłaszcza dokumenty, należącej się mu egzekucji za mordy na Polakach, bo ruskim (także tym „polskim” ruskim) bardziej zależało na dotarciu do informacji o losach Bursztynowej Komnaty. Gaulaiter Prus Wschodnich tę wiedzę, jak sowieci sądzili, miał mieć. Dożył więc, pomimo wyroku śmierci, w barczewskim więzieniu słusznego wieku 90 lat (zmarł relatywnie niedawno, bo w 1986 r.). Czy sądzicie, że wygralibyście zakład ze mną, twierdząc, że Spawacz nic nie wie nie o bursztynowych, ale o zwykłych, papierowych teczkach paru ludzi z dzisiejszego tzw. establishmentu? Sądzę, że wątpię. A najsmutniejsze w tej całej historii jest to, że tamten bydlak przynajmniej za kratami dokonał żywota, ten zaś – przy takim „pociągu dziejowym”, jaki pędzi dziś przez Nadwiślandię – doczeka pewnie państwowego (tylko czyje to będzie państwo?) konduktu z lawetą i wojskowymi honorami (wszak był chociażby w wojskowej Informacji ...). Ale za bursztynowe tajemnice trzeba płacić.

  

Przejawem wyjątkowego w dzisiejszych czasach barbarzyństwa jest brak zapłaty za wykonaną pracę, na domiar złego zamówionej przez państwo. Powiedzcie zatem, po co jest ten cały kazus Amber Gold? Po co, jeśli nie po to, żeby ukryć, iż w tym samym dokładnie czasie państwo okrada tych samych ludzi po raz drugi? Najpierw ich okradło, podpisując umowy na usługi budowlane i dostawy materiałów niezbędnych do powstania autostrad, potem im za nie nie płacąc, teraz zaś – nie realizując ustawy, w świetle jupiterów WSI24 przyjętej (Ach, jak to będzie cudownie: Wszyscy dostaną już wreszcie pieniądze!), która dopiero miała tę zapłatę zapewnić. Nie wiem tylko, co jest bardziej obrzydliwe: to, że państwo jest złodziejem, czy też udawanie przez tzw. wszystkich, że tego nie widzą? 

Robi się codziennie jakieś szopki wokół regularnej bandyterki, którą w lepszych – paradoksalnie, po względem stosowania miar sprawiedliwości – czasach przerywano na najbliższym drzewie: Gowin pojedzie do Gdańska w jednym tygodniu, w drugim Seremet ogłosi rewelacje na konferencji prasowej. O tym (i nie tylko o tym ...), jak zachowa się tzw. polski wymiar sprawiedliwości w tzw. sprawie tzw. Marcina Plichty (nikt przytomny nie sądzi chyba, że pieniądze FOZZ ukradł, PRYWATNIE!, niejaki Żemek ...), pisał, cytując słowa Naszego Pana, św. Mateusz już 2 000 lat temu. 

Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo dajecie dziesięcinę z mięty, kopru i kminku, lecz pomijacie to, co ważniejsze jest w Prawie: sprawiedliwość, miłosierdzie i wiarę. To zaś należało czynić, a tamtego nie opuszczać. Przewodnicy ślepi, którzy przecedzacie komara, a połykacie wielbłąda!

Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo dbacie o czystość zewnętrznej strony kubka i misy, a wewnątrz pełne są one zdzierstwa i niepowściągliwości. Faryzeuszu ślepy! Oczyść wpierw wnętrze kubka, żeby i zewnętrzna jego strona stała się czysta.

Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo podobni jesteście do grobów pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa. Tak i wy z zewnątrz wydajecie się ludziom sprawiedliwi, lecz wewnątrz pełni jesteście obłudy i nieprawości. 

Doprawdy, nam nie są potrzebne żadne gowino – i seremetopodobne „organa kontrolne”. My mamy swój rozum, widzimy i słyszymy, a jeśli czegoś nie dojrzymy i nie dosłyszymy, Pismo nam wyjaśni. Tak, państwo znowu zdało egzamin.

  

Kim jest ktoś, kto będąc formalnie obywatelem innego państwa, nie rozróżnia interesów swojego (?) państwa od racji państwa ościennego? Więcej: kto to taki, kto będąc jednym z najwyższych urzędników państwowych, jako swój program wygłasza tezy skrótem Ctrl+C przeniesione z manifestów politycznych szefa rządu sąsiedniego kraju? Powiem tak: jeśli nawet w czasach, gdy Nasz Prezydent żył i był Prezydentem, ledwie plotki charakter miała informacja, że istniały podówczas „poważne zastrzeżenia” co do powierzania pewnemu „ziemiańskiemu” pogromcy komunizmu odpowiedzialnych funkcji publicznych, to ci, którzy tę plotkę stworzyli byli albo prorokami albo, co najmniej, zawodowymi „wygrywaczami” w totolotka. Problem w tym, że – w przeciwieństwie do taktycznych zachowań polskich przywódców wobec dygnitarzy III Rzeszy – to dzisiejsze postępowanie mędrca z Oksfordu (a może to szlachta kurlandzka ...) jest jak najbardziej strategiczne, programowe właśnie. Żeby nie rzec, że idące w awangardzie myślenia o tysiącletniej Unii.

 

Sparszywiały czyny, sparszywiały i słowa. Gorzej nawet: wielu słów, wielu zdań już się w ogóle nie dostrzega. Zło, jego przykłady, są sztucznie, w laboratoriach socjologiczno – medialnych, hodowane, tak by móc gawiedzi pokazać, że się go wykrywa, piętnuje i karze. I gawiedź się cieszy przed ekranami, ale pieniądze kolejnemu hochsztaplerowi znowu zaniesie. Bo przecież rząd obiecał, że od teraz to już, ech!, ach!, nadzór finansowy, kontrola skarbowa, i pan prokurator, i pan sędzia, i w ogóle: gada raz na zawsze utłuklim. Powie ktoś: No dobra, ale jak do tego mogło dojść? Takiego typa się po prostu zignoruje. Przecież wykuwamy nową, tym razem w odmianie brukselki, socjalistyczną rzeczywistość. No i mogą się wtedy zdarzyć „drobne” pomyłki. Umiemy sobie jednak z takimi kułakami radzić, a jak będzie trzeba – poprosimy o pomoc towarzyszy z bratnich partii z naszej frakcji w parlamencie ..., no tym, w Europie. 

Tak bym chciał, by były jeszcze takie sytuacje w tzw. głównym nurcie wydarzeń, które mnie zdziwią, ale coraz bardziej upewniam się w przekonaniu, że to niemożliwe. Że dziwić to się będę mógł jedynie brakiem, w jakimś tam dniu, akurat, takiej sytuacji. Sądziliśmy, chyba wszyscy niepoprawni Niepoprawni, że są jakieś granice. Teraz myślę, że wszystkie granice przekroczone już zostały. Zaczęło się od zabicia Prezydenta ... Potem zaczęła się druga tragedia: smoleńskiego kłamstwa, które, tak, jak katyńskie dwa pokolenia temu, wyznaczyła ramy zniewolenia pokoleniu naszemu.

   

W tym samym czasie, gdy na tzw. Łączce, na warszawskich Powązkach, Instytut Pamięci Narodowej kończy prace pierwszego etapu ekshumacji szczątek ofiar PRL, BOHATERÓW NAJWIĘKSZYCH Z NAJPIERWSZYCH, hołocie przed telewizorami rzuca się kolejne ochłapy propagandowego szlamu. Wyznacza się jej granice tego, co wiedzieć powinna. Po Madzi, idzie Amber G. (jak trafnie zauważył Seawolf, bo teraz, cholera wie, może ten cały deal wszedł był, właśnie, w owe słynne prawa oskarżonego, które to prawa są większe od możliwości zwykłych nie – złodziei, którzy – jak to debile nieplatformiani – nie wpisali się w odpowiedniej chwili do właściwego przetargu i teraz są z nazwiska wymieniani jako półgłówki, co to uznali, że w cywilizowanym kraju nie ma siły, by publicznie, w świetle reklam i kamer, w żywe oczy, oszukać ludzi, że RZĄD DO CZEGOŚ TAKIEGO NIGDY NIE DOPUŚCI). 

68 lat temu, na tych samych ulicach, w tych samych miejscach, które codziennie, mieszkając i żyjąc w Warszawie, przemierzamy, ludzie, tacy, jak my, powstali i powiedzieli: DOŚĆ! Ludzie? Tacy, jak my? Czy my jesteśmy ludźmi? Czy to, że potrafimy w sklepie odpowiedzieć na pytanie: Faktura, czy paragon?, uprawnia nas do stwierdzenia, że jesteśmy ludźmi? Kto z nas – nie w jakiejś wirtualnej rzeczywistości sprzed 68 lat – ale teraz, dziś, powiedziałby: DOŚĆ? Nie wiem, czasem wydaje mi się, że to ja zwariowałem, że przecież to było 70, 60, 50 lat temu, że to już nie może mieć znaczenia, że: PO CO?, CO TO ZMIENI?, inne czasy, dziś liczą się inne wartości. Za chwilę jednak już z całą pewnością wiem: to nie tylko są INNE, ale to nie są w ogóle ŻADNE wartości. Mieszkanie w Termopilach nie oznacza, że jest się z rodu Leonidasa. Praca w Śródmieściu Warszawy to nie to samo, co Herbertowe dziedzictwo Gilgamesza, Hektora i Rolanda. Są granice. Coś tak martwego, jak tradycja i historia także je ma. I – dla wtajemniczonych – to samo dziedzictwo przypomina, że Ojczyzna przydziela także rolę tych, co zrywają wapno z grobów. Że mierzwą jest to, co na wierzchu, a ziarno tkwi głęboko, przywalone warstwą plew, cmentarnych cembrowin ubeckich katów, komunistycznych bandytów pełniących obowiązki policjantów, prokuratorów i sędziów, warstwą niemożności ŁŻE – WOLNEGO PAŃSTWA. 

Za parę dni kolejny 1 Września. Czy tylko przez wojnę traci się suwerenność Państwa i wolność Narodu?

   

Jeśli pozwolą nam na to, spotkamy się na tej Ojczystej Mszy za dusze Naszych Generałów, Rotmistrzów, Naszych Pułkowników, Majorów i Kapitanów, wrzuconych nago do dołów mokotowskich, w 40 – tych, w 50 – tych, bez krzyża, bez księdza, bez modlitwy. Spotkamy się, Wieczne odpoczywanie Im zaniesiemy i pójdziemy. I co z tym dalej zrobimy? Pięknymi gestami zagłuszymy swoje sumienia? Bo chrześcijańskiego dopełniliśmy obowiązku, Zmarłym daliśmy spokojne spoczywanie? Czy pozwolimy też spytać głosowi Bohaterów: Dając Bogu, co boskie, oddaliście także Ojczyźnie, co Jej przynależne? Siebie spytam przede wszystkim. Przed wszystkim.

  

 

O Polsce warto myśleć. I dla Niej pracować.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Przeczytałem to co napisałeś dwa razy, bo za pierwszym razem nie zdołałem ogarnąć tej mnogości spraw, tak zaplątanych...
Bardzo to przejmujące co napisałes i bardzo trafiające do serca. Już nie przedewszystkim do rozumu ale do serca.
Pytania które stawiasz i dajesz im tło są takim oskarżeniem idącym, adresowanym do nas wszystkich łącznie z naszymi dzisiejszymi oprawcami, wrogami.
Własciwie to po przeczytaniu tego należy poprostu wyjść z domu, uzbroić się jakoś i poprostu ruszyć z posad te ziemię nie lękając się.
Nie potrafię inaczej się do tego co piszesz odnieść. To bardzo poruszający i jednocześnie oskarzycielski tekst. Pytasz czy uczestnictwem w tych uroczystościach, marszach zagłuszamy sumienia i nic dalej z tego nie wynika?.

Otóż wiem, mam pewnośc że są ludzie którzy może mniej czasu spędzili na manifestacjach niż większośc z nas, ale nie mniej czasu poświęcają sprawom o których mniej się mówi i pisze bo taka jest ich natura. Lepiej o tym dziś nie pisać, robić swoje. Blogi, internet są już dobrze rozpoznane jako narzędzie komunikacji, wiedzy, informacji. Ale nic tak dobrze nie robi dla utworzenia więzów między obcymi ludźmi jak osobiste kontakty. Internet potrafi wyzwalać inicjatywy, pomaga w rozwoju mysli, usprawnia świadomośc i wiedzę. To jest ważne. Ale nie najważniejsze. Często piszący tu mówią o potrzebie konspiracji i zaraz odzywają się głosy wątpiące ww nią bo kto dziś umie naprawdę konspirować. Otóż jest to pewne nieporozumienie. My, przynajmniej na razie, nie musimy konspirować. Wystarczy tylko rozejżeć się wokół siebie, zapytać siebie co naprawdę można zrobić dla Polski, dla - nazwijmmy to odtworzenia Polski, i od razu zobaczymy jakie są mozliwości. Zapewniam że są i to nie małe. Kazdy może sobie znaleźć pole do działania. Znalezienie ludzi gotowych do współpracy okazało się łatwiejsze niż przypuszczałem, ale nie poznałem ich poprzez internet. Internet wzbudza niufnośc, już się tego nauczyliśmy. W każdym razie w wielu ludziach budzi nieufnośc. Dlatego ważne jest by rozwijać kontakty osobiste, niekoniecznie od razu konspirować lecz rozwijać się w grupach kilku czy kilkunasto osobowych. Trzeba robić pracę u podstaw, by było z kim konspirować, jesli trzeba będzie, w przyszłości. Polska jest jedna i my mamy tylko jedno życie nam dane. Trzeba to wykorzytywać maksymalnie i efektywnie. Szkoda czasu na bezowocne pisanie blogów jeśli można robić coś co przynosi efekty w realu juz dziś. Trzeba jedynie patrzeć i mieć pomysł. Ludzie chcący coś robić są wszędzie, zaufanie między nimi też można zbudować.

Nie lękajmy się.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#286171