Marcel Reich Raniecki kolejna gwiazda UBeckiej Alma Mater

Obrazek użytkownika Tomasz Węgielnik
Historia

Z dużym niesmakiem przeczytałem wywiad z totalnie relatywizującym swoją przeszłość starszym złośliwym i cynicznym panem.Marcel Reich Raniecki wstąpił do UB i PZPR z " wdzięczności do Sowietów za uratowanie życia, z powodu wiary w komunizm i z przekonania że jedynie ta władza była wstania utrzymać porządek w Polsce" ( Moje życie warszawa 2000).

W zajmującej więcej niż połowie wywiadu części historycznej słyszymy tak dobrze nam znany łabędzi śpiew, kropka w kropkę podobny to słów Zygmunta Baumana i (tu drastyczne zejście w dół) Czesława Kiszczaka.Kiszczak oficer Informacji Wojskowej w odróżnieniu do pierwszych dwóch panów nie pluje na współczesna Polskę, uważa się wręcz za jej założyciela.

Przyjrzyjmy się bliżej tym smutnym wypowiedziom.

Pracował pan jako urzędnik w żydowskiej gminie warszawskiej, w Judenracie.

Byłem kierownikiem biura korespondencji i tłumaczeń. Nie mogłem trafić lepiej.Starałem się też pomagać. Przekazywałem kopie tłumaczonych przeze mnie dokumentów - raportów, podań, listów, okólników, obwieszczeń dokumentujących życie getta - do archiwum Emanuela Ringelbluma. Z nich sporządzano raporty dla polskiego podziemia i dla rządu emigracyjnego w Londynie. Wiedziałem, że będą z nich kiedyś korzystać historycy.

Ciekawe czy pan Raich zapoznał się z jedną z tez zawartych w książce Hannah Arendt "Eichmann w Jerozolimie" która mówi o współodpowiedzialności Judenratów za taki a nie inny przebieg Shoah. Zapewne nie, po cóż sobie psuć humor..

Pisał pan o muzyce w "Gazecie Żydowskiej", oficjalnym organie niemieckim w getcie, od końca 1941 do wiosny 1942 roku. Dlaczego używał pan pseudonimu?

Ze strachu przed muzykami. Bałem się, że pojawią się wściekli przed moimi drzwiami i każą mi czytać partytury!

A może prawdziwą przyczyną był status kolaboranta jaki w moim mniemaniu uzyskał nasz wspaniały krytyk literacki.( nie znam dobrze historii getta więc zaznaczam iż moje słowa mają charakter emocjonalny)

Skąd odjadą transporty w kierunku wschodnim. To pan zrobił polski przekład tego obwieszczenia, które w ciągu kilku godzin rozplakatowano w getcie. Czy rozumiał pan, że to wyrok śmierci?

Rozumiałem, że trzeba się za wszelką cenę ratować.

Symptomatyczna wypowiedz przyszły krytyk literacki musi być twardy.

Jakiś "polak" Aryjczyk w ordynarny sposób pomógł naszemu bohaterowi uciec z getta w 1943 roku, tak ocenia narażanie przez niego życia "ocalony"

Starałem się wkupić w ich łaski opowiadaniem historii. Chodziło o nadzwyczajne, sensacyjne fabuły. Jedną, drugą, dziesiątą, setną... Czułem się jak Szeherezada.Myśmy w getcie tak nie głodowali jak u Bolka.Nas wyzwoliła Armia Czerwona. 7 września 1944 roku Rosjanie zapukali do drzwi domu Bolka. Szukali nie Żydów, ale Niemców. Mogliśmy przestać się ukrywać.

Dlaczego twierdzi pan, że ukrywanie się u niego było trudniejsze niż życie w getcie?

- W każdej chwili ktoś mógł nas zobaczyć, donieść, mogliśmy znaleźć się na gestapo albo zginąć razem z naszymi gospodarzami.

Samotność ukrywania się na aryjskiej stronie była dla nas bardziej dotkliwa niż piekło getta. Tam dzieliliśmy los Żydów, było nas wielu, skazanych, podobnie poniżanych. Tutaj trwaliśmy jak na wyspie w morzu nieznanego. Niepewność, nienawiść, podejrzliwość, strach.

Pan Reich w służbie UB

Zgłosiliśmy się na ochotnika do polskiego wojska! Wiedziałem, że podlegało sowieckiemu dowództwu. To nie miało znaczenia. Chcieliśmy jakoś się przydać, zasłużyć, wziąć udział w walce przeciw tym, którzy zabili nasze rodziny.

W międzyczasie wstąpił pan do partii...

- Wierzyliśmy w komunizm.

I pan, taki inteligentny, uwierzył?

Zastanówcie się, kto wówczas nie wierzył. Wierzyliśmy, że komunizm obroni nas przed antysemityzmem, że jest w stanie stworzyć państwo, w którym wszystkie mniejszości będą miały swoje prawa i równe przywileje.

Ja nie byłem- agentem! Nie miałem sztucznej brody ani peruki. Kierowałem agentami. Byłem pracownikiem konsulatu.

Ale też pracownikiem Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego?

- Tak, lecz to nie miało żadnej wartości, żadnego znaczenia. Czysta fikcja.

Czy to znaczy, że organizował pan fikcję? Dostał pan tam awans na kapitana. Bez powodu?

- Moje zadanie polegało na ocenianiu sprawozdań i przesyłaniu ich dalej, do Warszawy.

Czy zdawał pan sobie sprawę, do czego służyły informacje, których pan dostarczał?

- "Tak. Ale niewiele dawałem konkretów Nie żałuję niczego, co tam zrobiłem. Nikomu nie zaszkodziłem.."

Ranicki całkowicie banalizuje swoją role w jednym z największych sukcesów komunistycznego wywiadu,ściągnięcie do polski i zwerbowanie Cata Mackiewicza, premiera emigracyjnego rządu.Czytając te wspomina, można je pomylić ze wspomnieniami Kiszczka z jego agenturalnego epizodu londyńskiego, czyli nikomu nie zaszkodziłem, nic nie robiłem, awansowałem przypadkowo. Nawet nie pomyśli o cieniu odpowiedzialności,co oczywiste za tysiące żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, oszukanych szantażowanych, ściąganych do Polski aby zgnić w kazamatach UB lub Informacji Wojskowej.

Krzysztof Starzyński twierdzi, że musiał pan wiedzieć o akcji przeprowadzonej przeciwko Stanisławowi Tatarowi i Marianowi Utnikowi, którzy w 1949 roku zostali ściągnięci z Londynu, a potem aresztowani i skazani. Tatar na dożywocie, a Utnik na 15 lat. Podkreślał pańską gorliwość w pracy agenturalnej.

- Nie miałem nic wspólnego z powrotem jakichkolwiek oficerów czy generałów. Nic nie wiem o tych akcjach. Nie konsulat się tym zajmował, lecz attaché wojskowy przy Polskiej Misji Wojskowej w Londynie.

Przez lata milczał pan na temat tej współpracy.

- Ze strachu. Powiedzieli, że jeśli cokolwiek zdradzę, grożą mi poważne konsekwencje. Myślę, że chodziło o karę śmierci.

Szczypiorski to romantyk z wybujałą wyobraźnią. Powiedział też, że Ministerstwo Bezpieczeństwa już wtedy, kiedy byłem w Anglii, było organizacją zbrodniczą. Z tym określeniem mogę się zgodzić. Ale nie wiem, czy podobnie było z departamentem, który zajmował się zagranicą.


Radzono panu wówczas, by zajął się szerzej polską literaturą?

- Właśnie tego nie chciałem. Z radością powitałem propozycję omówienia najbardziej udanego debiutu roku - "Blaszanego bębenka" Güntera Grassa. Od tego czasu pisałem regularnie do "Die Welt" i "Die Zeit" recenzje książkowe, omówienia, artykuły krytyczne. Od 1964 roku zapoczątkowałem serię radiową "Kawiarnia literacka". Robiłem nareszcie to, o czym zawsze marzyłem.Krytyk powinien głośno mówić. Boy-Żeleński też mówił głośno. Słonimski również. Nie wmówicie mi, że oni mnie tak kochają, bo jestem Żydem. Musi w tym być coś jeszcze innego.Z naszym synem, urodzonym w Anglii, a do dziewiątego roku życia wychowanym w Warszawie, też rozmawiamy po polsku. Do dziś. Nie chcę analizować, o czym to świadczy.Rozmawiałem z Żydami, którzy odwiedzali Polskę, pytałem, czy to się wiąże z jakimś ryzykiem. Nie zaprzeczali. Czy to przesada?

Nie znam radosnej krytycznej twórczości pana Reicha Ranieckiego, ale jeśli ma to tyle wspólnego z logika, etyką i moralnością co przytoczone powyżej wypowiedzi, sądzę iż nie jestem bardzo stratny. Jego sukces w Niemczech widzę zaś jako efekt leczenia zepsutego sumienia Niemców nie potrafiących się rozliczyć ze swoją przeszłością, zresztą jak sam Reich.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Niedobrze sie robi na mysl, ze ten osobnik uchodzil za jednego z czolowych intelektualistow w Niemczech.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#6911

Obrzydliwy oportunista. Współpracował najpierw z nazistami, potem komunistami. Fuj!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#6912

u Sandauera znalazłem taką scenkę: szef Judenratu ma wyznaczyć połowę mieszkańców getta do wywózki. Burzy się, rozpacza. wreszcie robi listę. " Właśnie ocaliłem połowę getta" = oświadcza współpracownikom. Duch wypowiedzi Ranickiego

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#6913

Proszę umyć ręce koniecznie. Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

 
Pozdrawiam
ŁŁ
Ps. Czujcie się zaproszeni do serwisu społecznościowego dla fachowców: hey-ho.pl

#6926