Wziąłem udział w Marszu na Zgodę…

Obrazek użytkownika Jadwiga Chmielowska
Kraj

Wczoraj odbył się RAŚ-owy marsz na "Zgodę" - do łagru zorganizowanego w lutym 1945r. przez komunistów w byłym niemieckim KL. RAŚ-owcy chcą przechwycić ujawnianie Tragedii Górnośląskiej. Zupełnie zapominają o publikacjach prof. Woźniczki i moich programach w TVP Katowice dokumentujących tamte straszliwe zbrodnie komunistyczne już w pierwszej połowie lat 90.
W uroczystościach upamiętniających zbrodnię wzięli udział nie tylko RAŚ-owcy. Mój znajomy historyk też tam był. Oto co napisał w relacji, która dostałam mailem.

"W głębokim skupieniu, milcząco, dziesięciokilometrową trasę z Katowic do Świętochłowic pod Rudę Śląską przeszło około stu przedstawicieli autonomistów górnośląskich i mniejszości niemieckiej.

Pod bramą KL Auschwitz-Eintrahthütte księża: katolicki Mirosław Niechwiej i parafii ewangelickiej w Świętochłowicach, Marcin Brzóska modlili się za ofiary Tragedii Górnośląskiej podkreślając potrzebę pojednania. Poseł Plura - piękną śląszczyzną - kajał się za ówczesne władze państwa polskiego i przywoływał potrzebę pojednania. Przedstawiciel środowiska Ślązaków z Piotrowic także, po ściśle politycznym przemówieniu dr. Jerzego Gorzelika, zakończył uroczystość wezwaniem do pojednania.
Jedynym, który - zasłaniając się autorytetem Wojciecha Korfantego, dyktatora III powstania śląskiego, które zwolennicy RAŚ określają mianem wojny domowej, hańby - o pojednaniu nie wspomniał, jedynym, który podkreślał potrzebę wolności dla Ślązaków i piętnował obecne państwo polskie za administracyjnie narzucony język oraz odbieranie praw mniejszościom – był przedstawiciel władz samorządowych województwa śląskiego, pan Gorzelik…

Najbardziej zastanawiające jednak w całej narracji wokół tragedii Górnoślązaków m.in. o „obozie Zgoda”, oddanym przez NKWD w administrację dopiero co tworzonemu w styczniu 1945 r. katowickiemu Urzędowi Bezpieczeństwa, jest pomijanie agenturalnej działalności hitlerowców w strukturach tego urzędu. Otóż konspiracyjna PPR na Górnym Śląsku była całkowicie pod kontrolą gestapo. „(...) Do tzw. Komitetu Okręgowego PPR nr 3, którego sekretarzem był Edward Żabiński, weszli agenci Gestapo: [Wiktor] Grolik i [Gererd] Kampert [kierował nimi Paul Bauch].

Po aresztowaniu i straceniu członków Komitetu 29 października 1944 r. Bauch polecił im zorganizowanie nowego Komitetu, przydzielając im do pomocy Pawła Ulczoka i Wolnego (imię nieustalone). Nie uciekli oni razem z Niemcami – ujawnili się, jako sztab rozbitej przez okupantów organizacji podziemnej... Grolik pretendował nawet do stanowiska prezydenta Katowic, Kampert chciał objąć Komendę Wojewódzką MO, a najzdolniejszy, Ulczok, ofiarował swe usługi NKWD. (...) Afera ta zmusiła kierownictwo PPR do dokonania czystki w WUBP i MO oraz do pozbycia się ludzi związanych z opozycją lub podziemiem.

W grudniu 1945 r. odwołano [Józefa] Jurkowskiego [szefa katowickiego UB] (...)”. Zanim jednak nastąpiła kompromitacja związana z tak spenetrowaną PPR, katowicka bezpieka zastosowała represje wobec PPS. „(...) 3 czerwca 1945 w trakcie I Wojewódzkiego Zjazdu PPS, podczas pierwszego dnia w czasie przerwy w obradach, UB aresztowało około połowy delegatów pod zarzutem przynależności do PPS-WRN. Na nic się zdały interwencje pozostałych działaczy PPS u (...) majora Józefa Jurkowskiego.

Kilku zatrzymanych było później sądzonych przez Najwyższy Sąd Wojskowy i otrzymali wyroki od 3 do 7 lat. Rok później, w połowie 1946, zostali oni ułaskawieni przez prezydenta Bolesława Bieruta. (...)”[1].

Tyle gwoli przybliżenia klimatu tamtych lat. Ściśle z tą agenturalną aferą pohitlerowską jest związana sprawa likwidacji „obozu Zgoda”. W październiku 1945 r. odbyła się tam komisyjna wizytacja "władz polskich", która niezwłocznie nakazała zwolnienie prawie wszystkich więźniów. Nakaz milczenia narzucony zwalnianym wynikał nie tylko z chęci zatuszowania tragedii ofiar, ale również – zatarcia śladów po hitlerowskiej prowokacji w katowickim UB.

Może nie przez przypadek w duchu pojednania parafianie kościoła ewangeilcko-augsburskiego w Świętochłowicach obchodzili w końcu listopada ubiegłego właśnie roku uroczystość likwidacji tego obozu, co uczcili tablicą upamiętniajacą kaźń na Zgodzie proboszcza ewangelickiej parafii w Bielsku, ks. Ryszarda Wagnera...

Bez owego agenturalnego kontekstu nie da się właściwie ocenić, tego co się stało m.in. krótko po "wyzwoleniu" na Górnym Śląsku, nie tylko w „obozie Zgoda”: faktu, że za sprawą gestapowskich agentów do obozu trafiali liczni Ślązacy z 3 grupy volkslisty, tzn. tacy, którzy faktycznie zostali do niej administracyjnie przypisani, którzy nie składali deklaracji dobrowolnie i potencjalnie mogli być lojalnymi obywatelami państwa polskiego.

Działanie typowe dla prowokatorów, nie tylko niemieckich, że „im gorzej tym lepiej” – przyniosło długofalowe skutki. Dziś na nich – nie ujawniając genezy tej prowokacji – żeruje polityka historyczna narzucana w województwie śląskim.

Roman Adler

[1] Z. W o ź n i c z k a: Z dziejów katowickiej bezpieki (1945–1954). „Śląsk” 2004, nr 6, s. 22, 23, 24."

Foto: Dorota Boreczek przed bramą obozu - miała 12 lat gdy trafiła z matką do Łagru w łapy Salomona Morela.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Bardzo dziękuję.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#327000

Może czas czynić działania, robić im obdukcję
Wtedy zacznie wiać niemiecka dzicz za granicę
A my w Polsce zbudujemy prawdziwą Krynicę
Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#327053