Śląscy leśni bracia

Obrazek użytkownika Jadwiga Chmielowska
Historia

Pierwsze oddziały partyzanckie na Śląsku pojawiły się w zachodniej części Beskidów. Były to małe oddziały, posiadające broń i odznaki polskie.
Partyzanci mogli liczyć na schronienie jedynie w lasach beskidzkich, pszczyńsko-rybnickich, zawierciańskich, lublinieckich, w okolicach miejscowości Herby i Panki oraz w Jurze i lasach pozostałych po dawnej Puszczy Olkuskiej.

Pchor. artylerii przeciwlotniczej Marian Barthel de Weydenthal ps. „Urban” został jesienią 1942 r. wyznaczony na dowódcę oddziału partyzanckiego w Beskidach. Decyzję podjął ppłk dypl. Paweł Zagórowski ps. „Maciej”, Komendant Okręgu Śląskiego AK, następca ppłk Henryka Kowalówki ps. "Topola". Pchor. M. Barthel de Weydenthal był wcześniej dowódcą patrolu egzekucyjnego likwidującego konfidentów. Jego ludzie wykonali wyrok śmierci m. inn. na sierż. Żurawiku z Krzeszowic. (oprac. Michał Heller „Ruch Oporu na Śląsku Cieszyńskim, Opole 1982 s 149-152).

Początkowo odział 10 osobowy działał w okolicach Baraniej Góry. Garneli się do niego młodzi ludzie zagrożeni wywózką na roboty do Niemiec lub poborem do Wehrmachtu. Jednym z nich był Ludwik Ligocki – dziewiętnastoletni kowal z Koniakowa. Był volksdeutschem nie chciał iść do wojska, ale też wpadł na pomysł szybkiego zbogacenia się. Postanowił do bandyckich napadów wykorzystać broń, jaką posiadał oddział. Dowódca „Urban” potępił postępowanie Ligockiego jako niegodne żołnierza i partyzanta. W odwecie Ligocki zastrzelił pchor. Mariana Barthel de Weydenthal. Po stracie dowódcy oddział się rozproszył. Ligocki został skazany na karę śmierci przez Wojskowy Sąd Specjalny. Wyrok wykonano. ( raporty dzienne Geheime Staatspolizei. Staatspolizeileitstelle Kattowitz IV b. Kattowitz, 22 01.1944 Tagesbericht nr 7/1 WAP Katowice).

W maju 1943r. w sztabie Okręgu Śląskiego AK utworzono Oddział VII - Kierownictwo Dywersji „KEDYW”. Zadanie zorganizowania tej komórki powierzono por. Wacławowi Zdybowi - zawodowemu oficerowi 22 pułku ułanów w Brodach, wchodzącego w skład Kresowej Brygady Kawalerii. Znany był on z fenomenalnej wręcz zdolności poruszania się w terenie, służył w zwiadzie. Na manewrach przed wojną przeważnie wyznaczano go na dowódcę szpicy. Zygmunt Walter Janke – pierwszy oficer sztabu Kresowej Brygady Kawalerii, tak opisuje epizod z walk Armii Łódź, w skład której, weszła jego brygada: „Ppor. Wacław Zdyb znowu dowodził plutonem szpicy ułańskiej. Kilka kilometrów od miejscowości Warta na zachód, natknąwszy się na Niemców, zajął murowany zespół budynków przy drodze z jednym cekaemem oraz jednym erkaemem walczył zaciekle, mając przed sobą niemiecki zmotoryzowany batalion. Wycofał się dopiero na rozkaz.” (Zygmunt Walter Janke Śląsk jako teren partyzancki Armii Krajowej” Warszawa, 1986, s.45.)

Po kampanii wrześniowej przez Węgry, Jugosławię drogą morską ze Splitu trafił Zdyb do Francji. Był dowódcą plutonu motocyklowego oddziału rozpoznawczego dywizji strzelców pieszych. Osłaniał odwrót swojej dywizji w kierunku granicy ze Szwajcarią. Sam jednak otoczony przez Niemców, dostał się do niewoli. Uciekł z oflagu i zameldował w Warszawie. Komenda Główna AK wysłała go wraz z ppor. Alfonsem Wodwudem na Śląsk. Zanim został szefem „Kedywu” był krótko adiutantem komendanta Okręgu. Zdyb początkowo używał ps. „Janusz”, a jako dowódca Oddziału VII ds. dywersji zmienił pseudonim na „Zawieja”. Awansował też na rotmistrza.

W tym czasie, we wszystkich już kompleksach leśnych działały mniejsze lub większe oddziały partyzanckie. Podporządkowane one były dowódcom terenowym, nad ich wyszkoleniem i doborem kadr dowódczych czuwał natomiast rtm. Zdyb. Najwięcej czasu spędzał w Beskidach. Uczył skrytego marszu, organizacji zasadzek i podstaw konspiracji. Zwracał uwagę na konieczność znajomości różnych rodzajów broni i jej konserwację. Warunki w górach były szczególnie trudne. Nawet dostawy żywności nieregularne. Zwłaszcza latem szybko się psuła. Po powrocie z gór opowiadał kolegom w sztabie – „ Nic, tylko żentyca i żentyca. Portek nie można było porządnie zapiąć, tak czyściła…” .płk Janke twierdzi, że żołnierze długo jeszcze wspominali długie nocne marsze rotmistrza „Zawiei”, wykonywane zgodnie z zasadą: „lepiej lać pot niż krew”.

„Według raportów kpt. „Romana”, komendanta Obwodu Żywiec i ostatniego inspektora bielskiego, w 1943r. w Beskidzie istniały następujące oddziały partyzanckie AK:
- oddział „Romanka” w składzie 7 – 18 ludzi. Rejon postoju góra „Romanka” (stąd ta nazwa);
- oddział „Malinka” w składzie od 8 do 24 ludzi. Rejon postoju „Malinowskie Skały”. Teren działania: lasy lipowskie i radziechowskie, Węgierska Górka;
- oddział „Czarna Wisełka” – w skrócie „Czarni”. Skład od 8 do 29 ludzi. Teren działania lasy Ustronia i rejon Skoczowa;
- grupa „Strzały”. Skład od 4 do 6 ludzi. Teren działania: Cieszyńskie i Zaolzie. Warto dodać, że w 1944r. było już 40 osób. – podaje płk Janke. Spisy imienne także oddziałów „Brenna” i „Ustroń” można znaleźć w książce Michała Hellera „Ruch Oporu na Śląsku Cieszyńskim” s. 241-243.
Komendant Obwodu Żywieckiego posiadał też pod swoimi rozkazami grupę dywersyjną.

W 1943r. na Żywiecczyźnie było pod bronią co najmniej 89 ludzi. „Kpt. Wenancjusz Zych – „Dziadek”, pierwszy komendant obwodu Żywiec, podaje we wspomnieniach, że w sierpniu 1943r. rtm. „Zawieja” na odprawie dowódców partyzanckich w domu Gustawa Smoczyka („Jaśmin”) w przysiółku Graniczanki we wsi Świnna utworzył z istniejących oddziałów partyzanckich trzy grupy bojowe.” – dane te przytacza płk Z. Janke w swojej książce s. 46.
Partyzanci nie tylko oczyszczali teren z konfidentów, ale też organizowali zasadzki na drogach. Niemcy odważali się wkraczać do lasów jedynie licznymi oddziałami. W walkach zginęło 4 partyzantów i 8 Niemców. Dwaj partyzanci zostali ranni. Ilości rannych Niemców nie udało się ustalić. Wykonano wyroki na dziewięciu konfidentach skazanych przez Wojskowy Sąd Specjalny a trzy rodziny ukarano chłostą.

Trzeba wiedzieć, że Niemcy dokonywali na Żywiecczyźnie wysiedleń Polaków. Opuszczone w ten sposób gospodarstwa zasiedlali niemieccy osadnicy. Partyzanci zaopatrywali się w żywność i odzież rekwirując potrzebne rzeczy u Niemców. Pomimo pięciu obław przeprowadzonych dużymi siłami, nie udało się złapać ani jednego partyzanta.
Bardzo ciekawa była akcja opanowania schroniska na Hali Lipowskiej przez drużynę „Malinka”.

Dowódca dowiedział się, że w schronisku mają być niemieccy lotnicy. Partyzantom brakowało koców i ciepłej odzieży. Postanowili sprawdzić informacje i rozpoznać sytuację. Pracowała tam Marysia ps. „Żaba” córka żołnierza AK „Pszczelarza”. Okazało się, że lotników nie ma, ale często przychodzą na Halę Lipowską nawet spore oddziały Niemców. Niemieccy cywile też mogli mieć broń. Schronisko to zostało wybudowane w latach 1932-32 przez niemieckie towarzystwo górskie Beskidenverein. PTT (Polskie Towarzystwo Turystyczne), powołując się na swoje kompetencje przyznane przez Ministerstwo Robót Publicznych próbowało budowę zablokować – Niemcy pokonali jednak bariery administracyjne administracyjne. Przed II wojną światową trwała zaciekła wojna pomiędzy blisko położonymi schroniskami – polskim na Hali Rysiance i niemieckim na Hali Lipowskiej. Prowadzący antypolską działalność kierownik schroniska Alojzy Wagner był pod obserwacją straży granicznej. Tuż przed wybuchem wojny zniknął i pojawił się już w niemieckim mundurze jako przewodnik oddziałów Wehrmachtu. Później w schronisku gospodarował volksdeutsch Olearczyk. Grabił on do spółki z niemieckim gospodarzem schroniska na Hali Boraczej polską ludność z najbliższych przysiółków. (http://www.lipowska.com.pl/Historia.html)

Przed wejściem do schroniska na Hali Lipowskiej, oddział partyzancki podzielił się na dwie grupy. Jedna miała wykonać zadanie, a druga ubezpieczać na zewnątrz. „Rozpoznanie powierzono partyzantowi „Kropce”, dodając mu jeszcze jednego - jako ubezpieczenie. „Kropka” – młody, dziewiętnastoletni chłopiec z Warszawy, niezwykle zdolny – mówił biegle po niemiecku i czterema innymi językami. Drużyna miała skład 1+12, uzbrojona była tylko w karabiny, strzelby myśliwskie, pistolety i granaty. W pogodny wieczór 2 lipca (1943r.) drużyna zatrzymała się na Hali Pawluszowej, a „Kropka” z jednym partyzantem udał się do schroniska na rozpoznanie. „Żaba” podała im jasne piwo – znak, że można akcję zaczynać. Zasadzki ani większych sił niemieckich nie było. „Kropka” sam zlustrował pokoje. Ocenił, że w schronisku jest około trzydziestu Niemców. Drużyna ruszyła gęsiego i wkrótce znalazła się pod schroniskiem. Akcja odbyła się zgodnie z planem. Zebrano obecnych nie na placu, lecz w dużej sali. Mężczyźni stali pod ścianami z podniesionymi rękoma, aż do rewizji osobistej. Potem „Kropka”, nie spiesząc się, wygłosił im piętnastominutowe przemówienie o niemieckim bestialstwie, które nic nie pomoże, bo Niemcy wojnę przegrywają i muszą przegrać. Tymczasem partyzanci zabrali wszystko, czego oddział potrzebował do walki i do życia w lesie i oddalili się.” – opisał płk Janke w swojej książce s. 47-48. Partyzanci przenocowali w lesie i czekali na Niemców w miejscu przygotowanej wcześniej zasadzki w okopach z 1939r. na Hali Pawluszowej, ale Niemcy nie pojawili się. Oddział odszedł więc spokojnie w rejon Istebnej. Wg raportów niemieckich informacja o akcji na Hali Lipowskiej dotarła ok. północy. Powiatowy komendant żandarmerii Styrnal postawił na nogi nie tylko miejscową żandarmerię. Punkt zborny sił niemieckich wyznaczono w Cięcinie. Ok. godz. 7 rano dotarli do schroniska. Z innych kierunków do schroniska podążały też oddziały Reichsarbeitsdienst (RAD) i Genzschuztu. W sumie przeszło dwustu ludzi bezskutecznie przeczesywało lasy. Niemcy rozwiązali obławę 3 lipca ok. 10 rano i zeszli w kierunku Cięciny. Tymczasem partyzanci byli tuż obok schroniska i odeszli dopiero wieczorem.

W zachodniej części Beskidu Śląskiego w ramach inspektoratu cieszyńskiego działały oddziały AK występujące pod kryptonimem „Wędrowcy”. Funkcjonował pluton „Ustroń” i pluton „Brenna”. Oddziały zdobywały aprowizację w drodze rekwizycji dokonywanych w gospodarstwach niemieckich, zaopatrywały się w broń rozbrajając straż leśną, pojedynczych żołnierzy i policjantów oraz kilkuosobowe patrole. „Partyzanci z oddziałów „Wędrowców” stali się postrachem okolicznej ludności niemieckiej, renegatów i niemieckich konfidentów.
Każdy kandydat na zdrajcę dwa razy przemyślał czy opłaca się zostać konfidentem czy zaprzańcem. Wiedział, że za zdradę ojczyzny czeka go sąd i kula w łeb.

Teraz w III RP zdrajcy i konfidenci śmieją się z bohaterów, którym śniła się wolna od komunizmu i niepodległa Polska. Iluż z nich piastuje wysokie stanowiska - są ministrami, dyrektorami, prezesami banków, rektorami wyższych uczelni….? Nikt nie odpowiada za swoje, rujnujące państwo decyzje. Jak długo jeszcze będziemy pozwalali niszczyć Polskę, za którą życie oddawali nasi przodkowie?

Tekst ukazał się w GAZECIE ŚLĄSKIEJ z 7 grudnia 2012r.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (1 głos)

Komentarze

Na szczęście mimo edukacyjnego mieszania w głowach, wielu dzisiejszych chłopców nie miałoby nic przeciwko temu, żeby być jednym z tych partyzantów.
Może Bóg pozwoli.
Pozdrawiam
NIEPOPRAWNY INACZEJ

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

NIEPOPRAWNY INACZEJ

#314869

Bóg raczej nie pozwoli, aby młodzi ludzie przelewali krew. A młodzi? No cóż,... jak zechcą, to mają zabawę pt. "Painball" z karabinkami zwanymi markerami, strzelającymi pociskami wypełnionymi... farbą na bazie żelatyny spożywczej.

Ale jak obserwuję młodzież, to około 70 % spośród nich absolutnie nie nadaje się do jakiejkolwiek walki zbrojnej. O tym z nimi także rozmawiam. Są to ludzie z wadami fizycznymi (płaskostopie, dyskopatia, niewydolność oddechowa, niewydolność układu krążenia, itp.). Poza tym, ich dojrzałość psychiczna i emocjonalna jest na poziomie 12-15-letniego dziecka. Ja ich nie widzę jako obrońców mojej Ojczyzny, nawet tych "leśnych". 

Pozdrawiam, Satyr 
________________________ 
"I złe to czasy, gdy prawda i sprawiedliwość nabiera wody w usta".  
(ks.J.Popiełuszko)

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#314890

Spora część naszej młodzieży rzeczywiście odbiega od norm sprawnościowych. Powodem jest bezruch, sposób odżywiania, używki i złe nawyki. Jednak nikt nie wymaga od nich umiejętności i sprawności komandosa. Szturmówkę czy transparent może nieść nawet kuternoga a napisy na murach pisać chuderlak z kaszlem palacza, brukiem w kordon ZOMO może rzucić niemal każdy, strajk w szkole może zrobić nawet największy fizyczny fajtłapa.
Chodzi o ducha walki i jeżeli tego ducha uda się zaszczepić i utrwalić, Dawid pokona Goliata.

Pozdrawiam
NIEPOPRAWNY INACZEJ

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

NIEPOPRAWNY INACZEJ

#314932

Partyzantka jest kontynuowana na różne sposoby.

Niestety nawet te najbardziej kulturalne sposoby,

jak nauczanie i muzykowanie,

pociągają za sobą liczne ofiary śmiertelne

Chciałbym nawiązać do opisanej wyżej osoby Wenancjusza Zycha,

prawdopodobnie kuzyna mojego dziadka: 

http://www.historycy.org/index.php?showtopic=63913

 

Partyzantka starożytnego rodu Zych rozpoczęła się już bardzo dawno,

nazwisko to w najstarszej znanej formie pisze się Záh, potem Zach, aż w końcu Zych

 

ok. 700-895   walka z Waregami okupującymi tereny plemion Słowiańskich wzdłuż Dniepru i Donu

ok. 895-1008 walka z Niemcami najeżdżającymi tereny Słoweńców, Czechów i Chorwatów

                      (obecnie Austria

                      Zychowie wśród 108 rodów zakładających państwo Węgierskie

                      Zychowie i Kačice właścicielami województwa Nowogrodzkiego (Nógrád)

                      na północ od Dunaju, Wyszehradu (Visegrád) i Budy,

                      na południe od Tatr - między Spiszem i Orawą w stronę Dunaju

                      (obecnie pogranicze środkowo Słowacko-Węgierskie).

                      Zychowie wojewodami i właścicielami wielu dóbr na zachód od Dunaju

                      (obecne Węgry zachodnie i Austria wschodnia oraz fragmenty Chorwacji i Słowenii

ok. 1282-       walka z Niemcami (Habsburgowie) budującymi imperium,

                       utrata wielu dóbr na rzecz Habsburgów i obsadzonego przez nich

                       "węgierskiego" króla Karola I Roberta 

                       https://pl.wikipedia.org/wiki/Karol_Robert

                       wspomaganie oddziałów Mateusza Czaka,

                       którego dobra stanowią zaczątek państwa Słowackiego.

1330              Klara Zych zostaje zgwałcona przez księcia Kazimierza (później zwanego Wielkim)

                      Felicjan Zych, ojciec Klary, próbując pomścić gwałt na córce zostaje zamordowany

                       http://pl.wikipedia.org/wiki/Felicjan_Zach

                       niemal cały ród Zychów zostaje w brutalny sposób wymordowany i wypędzony

                       Niedobitkowie znajdują schronienie, głównie na zachodnim Podhalu skąd rodzina

                       rozchodzi się po całej Polsce zajmując się głównie sztuką, nauką i literaturą

                       (muzycy, lutnicy, pisarze, astronomowie, matematycy, informatycy...)

1410              Zych występuje wśród bohaterów powieści Henryka Sienkiewicza "Krzyżacy"

1450-             Zych z Płocka odnotowany jako rotmistrz w dokumentach polskiej piechoty zaciężnej

od ok. 1600-  nazwisko Zych rozpowszechnione po Bałtyk na północy i po Łabę na zachodzie

1939-             Wenancjusz Zych (bohater powyższego artykułu) walczy z niemieckim okupantem

1945-             wielu członków rodu Zych sukcesywnie likwidowanych przez sowieckich okupantów, n.p.:

ok. 1980-       napad bułgarskiego szwadronu na Tadeusza Zycha w Monachium

od ok. 1992-  więzienie antyfaszystowskiego aktywisty Mariusza Zycha w Wojkowicach 

                      http://www.zb.eco.pl/zb/134/prawa_cz.htm

od 1993-        napady, tortury, okaleczenia i t.p.  MariuszZycha (innego), współpracownika grupy SBB

                      http://sbb.w.interia.pl/backstage

                      http://sbb-music.jimdo.com

 

W przestępstwach wobec ostatniego udział wzięli i nadal biorą (osobiście): 

Zdzisław Tuczapski (Ukrainiec, brat Tadeusza, PZPR, przemysł ciężki) - kradzież i dewastacja majątku, zlecenia mordów na członkach rodziny (od conajmniej 1960)

Konrad Kuczyński (PZPR, przemysł ciężki) - kradzież i dewastacja majątku (od conajmniej 1960)

Aleksander Stolzman vel Kwaśniewski ("prezydent" RP) - kradzież majątku (od conajmniej 1977), zlecenie tortur i okaleczeń (od conajmniej 2003)

Georg Busseck vel Jerzy Buzek ("premier" RP, "przewodniczący" EU) - kradzież i dewastacja majątku (od ok. 1963), zlecenie tortur i okaleczeń (od conajmniej 2010)

Bronisław Szczynukowicz vel Komorowski ("prezydent" RP) - kradzież majątku (od conajmniej 1989), zlecenie tortur i okaleczeń (od conajmniej 2011

Jacek Majchrowski ("prezydent" Krakowa) - kradzież i dewastacja majątku, współ"praca" przy torturach i okaleczeniach (od conajmniej 1994), zlecenie tortur i okaleczeń?

Krzysztof Wójcik ("prezydent" Bytomia) - kradzież i dewastacja majątku (od conajmniej 1994), współ"praca" przy torturach i okaleczeniach 

Piotr Koj ("prezydent" Bytomia, mąż prokuraturwy, ojciec "księdza") - kradzież i dewastacja majątku, współ"praca" przy torturach i okaleczeniach (od conajmniej 2002)

Damian Bartyla (Ukraiński "prezydent" Bytomia) - kradzież i dewastacja majątku, współ"praca" przy torturach i okaleczeniach (od conajmniej 2002)

Jerzy Kucharek (żydowski agent, współ"pracownik" Stolzmana, przemysł cięki) - kradzież majątku (od conajmniej 2003)

 

Ponadto (jak widać na fotografiach z 2013Bronisław Szczynukowicz vel Komorowski i Georg Busseck vel Jerzy Buzek w towarzystwie "prezydentów" i "prezesów" (czytaj: sowietów) osobiście zajmują się redagowaniem sowieckiej wersji historii Śląskiego rodu Spyra (związanego z Zychami), gdy zaledwie kilkaset metrów dalej Mariusz Zych jest torturowany.

patrz komentarz do: http://niepoprawni.pl/blog/kokos26/musimy-odzyskac-msz

 
Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0
#1489938

Która szybko może się z wrogiem zmierzyć
Komputery to skuteczna broń XXI wieku
Na nią nie ma dzisiaj żadnego leku
Mogą operować szybko i zdecydowanie niszczyć przeciwnika
Nie siłą ,lecz myślącymi metodami na wartownika
Tych co pilnują wielu ważnych miejsc chronionych
Mogą być otwarte i wykorzystane dla spragnionych
Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

"Z głupim się nie dyskutuje bo się zniża do jego poziomu"

"Skąd głupi ma wiedzieć że jest głupi?"

#314967