Mienszewicy kontra bolszewicy

Obrazek użytkownika Jadwiga Chmielowska
Kraj

Władimir Bukowski na spotkaniu w sali Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach na początku lat 90., powiedział – „Na Wschodzie zwyciężyli bolszewicy, na Zachodzie mieńszewicy – kakaja raznica?” Było to dla nas, Polaków ostrzeżenie: uważajcie, nie przyjmujcie bezkrytycznie nowinek zachodnich. Wpadniecie w łapy komunizmu mieńszewickiego. Nawiasem mówiąc mało kto wie, że mieńszewików było znacznie więcej, niż bolszewików. Nazwa frakcji partii była podyktowana tym, że program bolszewicki był radykalniejszy – „więcej chcieli”.

Zwykłą „pierestrojkę” nazwała Szczepkowska końcem komunizmu i ogłosiła to w telewizji.
Nie mieli natomiast złudzeń co do końca komunizmu ci, którzy zdradzali Polskę w Magdalence. Ich marzeniem było jedynie załapać się do władzy i pozwolić komunistom na uwłaszczenie - czyli rozdrapanie majątku narodowego.

"Wielu z nas sądziło, że po 1989 roku, choć nie zbudujemy od razu raju na ziemi, to przynajmniej otrząśniemy się z dawnego kłamstwa. Nie było to możliwe, ponieważ ludzie nie stworzyli języka prawdy".- twierdził Zbigniew Herbert na łamach "Tygodnika Solidarność" w 1994 r.

I tak, restrukturyzacją nazywano likwidację przemysłu. Biedni Polacy wierzyli nie tylko politykom, sprytnie podsuniętym, ale i wielkim tuzom dziennikarstwa. Nie było w interesie Michnika pisać, kim był Mazowiecki, młode pokolenie nie pamiętało o jego zwalczaniu kościoła. Ostrzeżeniem, mówiącym o zdradzie sztucznie wypromowanych elit, był wybór Jaruzelskiego na prezydenta.

Druga „Solidarność”, ze starannie wyselekcjonowanymi przez Kiszczaka przywódcami (akcja SB krypt. „Renesans”), miała osłaniać instalowanie II PRL, czyli III RP. Zachodnie korporacje przysyłały masowo swoich instruktorów, mających przekonać „Polaczków” do jedynie słusznej drogi. Wtórowały im rodzime tuzy dziennikarstwa, zarażone bakcylem dzikiego liberalizmu. Ziemkiewicz pisał, że należy wszystko sprzedać choćby za złotówkę obcym menagerom, bo my – Polacy - nie potrafimy zarządzać naszą gospodarką. Tuzy ekonomii twierdziły, że sprzedać należy wszystko za cenę nie rzeczywistą, a jedynie taką, za jaką ktoś chce kupić. I sprzedawano za bezcen. Czasem za wartość jednorocznej dywidendy i kwoty posiadanej na kontach bankowych. W ten sposób zostaliśmy pozbawieni prawie całego przemysłu i miejsc pracy. Likwidowano nawet nowo-zbudowane kopalnie i huty. W Hucie Baildon nie zdążono w pełni uruchomić zakupionej linii produkcyjnej.

Po reformach Buzka i Steinhoffa, osłanianych przez ich kolegę - szefa „Solidarności” – Krzaklewskiego, Śląsk wygląda tak, jakby przeszedł tędy główny front długotrwałej i wyniszczającej wojny. Nie można się dziwić, że wielu, widząc taką bezmyślność, wstępuje do RAŚ. Zapominają, że najwięcej szkód zrobiły reformy Ślązaka – Buzka. Reforma edukacji – drastyczne obniżenie poziomu edukacji, reforma służby zdrowia – praktyczna eutanazja, ubezpieczeń społecznych - osłabienie ZUS i wyprowadzenie naszych składek do zagranicznych OFE – skutek głodowe emerytury.

Kiedy już zniszczono Polskę ekonomicznie, przystąpiono do niszczenia jej duszy. Tym razem atak przyszedł z Zachodu. Trzeba pamiętać, że tam marsz komunistów przez instytucje kultury i edukacji trwa od kilkudziesięciu lat. Marks i Engels to nie byli Rosjanie. Po zainstalowaniu rządów bolszewickich na Kremlu, walka ideologiczna miała nowe, bogate źródło finansowania. Metodą carów kupowano agentów i pożytecznych idiotów. Komunistom chodzi o całkowite panowanie nad ludzkością. Mają wychować człowieka posłusznego i całkowicie zniewolonego.

Józef Mackiewicz - największy znawca komunizmu - pisał: „(...) wskazują sufit i mówią od razu: "Widzicie ten sufit... On jest czarny jak smoła". (...) Ty myślisz, że to jest ważne dla ludzi, że prawda jest odwrotna? (...) A oni się przekonali na podstawie praktyki, że to wcale nieważne". Niemożliwe? (…) Niemożliwe może być coś jedynie dopóty, dopóki istnieje możliwość wytknięcia kłamstwa palcem. Z chwilą "gdy palec zostanie sparaliżowany, wszystko staje się do pomyślenia". („Droga donikąd”).

Tym „palcem” są właśnie media. Dlatego od samego początku trwa walka o wolność słowa. O możliwość wskazywania palcem idiotyzmów. Kilkanaście lat temu zadekretowano „ocieplenie klimatu” i wskazano winowajcę – CO2. Ruszyła w mediach kampania na całym świecie. Nic to, że wykazano oszustwa naukowców, nic to, że kilku profesorów alarmuje, że zmiany klimatu są cykliczne i właśnie następuje globalne ochłodzenie. Bełkotu politycznej poprawności nie hamuje nawet rzeczywistość - kilkunastostopniowe mrozy na przełomie marca i kwietnia!

"I oto widzimy jak dochodzą do następnego etapu, powiadając do ludzi: >>A teraz wyobraźcie sobie, że istnieją podli kłamcy, wrogowie wszelkiej prawdy naukowej, postępu i wiedzy, którzy (...) ośmielają się łgać w żywe oczy, że sufit jest biały!<<. I zebrany tłum wyrazi swe oburzenie, wzgardę, a nawet śmiać się będzie i wykpiwać tak oczywiste kłamstwa tych wrogów prawdy". – napisał Józef Mackiewicz w „Drodze donikąd”.

Tak rodzi się totalitaryzm. Już powstają komisje do walki z mową „nienawiści” . Co jest „mową nienawiści”, a co nie, ustala samozwańcza grupa „postępu”. W Holandii już trwa dyskusja o tworzeniu obozów reedukacyjnych dla homofobów. W Polsce poseł żąda usankcjonowania pedofilii. Odbiera się rodzicom dzieci za karcenie klapsem. Obniża poziom edukacji, gdyż głupim społeczeństwem łatwiej rządzić. To nic nowego. Podburzony motłoch krzyczał już dwa tysiące lat temu – „wypuścić Barabasza – na krzyż z Jezusem!”

Na przeszkodzie w zniewoleniu człowieka, stoi jego wiara w Boga.

Na zachodzie Europy, walka z religią trwa już kilkadziesiąt lat. Teraz rozpoczęła się bezpardonowa rozprawa z Kościołem Katolickim w Polsce. Media głównego nurtu, tworzą nowy stereotyp.

Każdy, kto ośmiela się wskazywać na manipulację, nazywany jest PiSowcem, co w ustach inżynierów dusz ma być, nie wiadomo dlaczego, inwektywą. To chyba też zostało gdzieś tam, przez kogoś zadekretowane. Najwięksi siewcy nienawiści - na tropie „mowy nienawiści”! Totalitaryści tropiący faszyzm. Panie i Panowie postępowcy to już było! Akowców też nazywano faszystami!

Groźnym pomysłem jest propozycja odpisu podatkowego na Kościół. Część ludzi z lenistwa, braku wiedzy, a nawet jakiegoś wyimaginowanego strachu, nie zgłosi przynależności do Kościoła. Część nie zrozumie, że jest to odpis z podatku i będzie myślała, że to dodatkowa opłata i z biedy również nie zadeklaruje swojej wpłaty. Wygląda to niestety, na kolejny szatański pomysł walki z Kościołem.

To, że w Polsce jest źle, widzi już prawie każdy. Coraz więcej jest grup niezadowolonych.

Spotkanie w słynnej „Sali BHP” w Gdańsku, jest tego namacalnym dowodem. Trudno powiedzieć, czy chodzi tu o skanalizowanie buntu, czy koordynację działań wielu stowarzyszeń. Niepokoi jednak idea JOW. W naszej sytuacji JOW doprowadzą do jeszcze większego nieszczęścia. Wygrają celebryci - finansowi i medialni.

Niestety partie wodzowskie nie wróżą niczego dobrego. Przejęły po PZPR najgorsze cechy. Brak w nich otwartych dyskusji. Działacze partyjni są w terenie gnuśni. Ożywiają się przed wyborami, chcąc uzyskać jak najlepszą pozycję na listach. Boją się krytykować, aby nie podpaść zwierzchnikom. Osoby, mogące zagrozić obecnym funkom partyjnym są eliminowane. Dlatego właśnie idea JOW padła na podatny grunt – ograniczenia partyjniactwa. Nie wolno jednak dopuścić, aby znowu bez dyskusji – rozważenia wszystkiego za i przeciw - podejmować decyzję. Reformy „pookrągłostołowe” powinny nas czegoś nauczyć. Musimy Polskę odbudować. Jak to zrobić krok po kroku, trzeba się zastanowić. Jedną z propozycji są prawybory i stworzenie szerokiej koalicji wyborczej – naprawy państwa. II RP miała jedynie 17 lat pokoju (1922-38) - a ileż zrobiono, zbudowano! Mamy wzorce.

Politykom do sztambucha: – To naród jest suwerenem w państwie. Wy jedynie nim macie sprawnie administrować, dla dobra ogółu. Program naprawy musi być konsultowany ze społeczeństwem, a nie w zaciszu gabinetów - Mira, Zdzicha, Donka, Jara i Frania. Bo w nich właśnie zapadają decyzje - dla kogo kawior a dla kogo szczaw.

Musi nastąpić powszechna i otwarta debata o Polsce. Dobro wspólne musi łączyć Polaków.
Jadwiga Chmielowska

http://www.sdp.pl/node/8793
http://wpolityce.pl/artykuly/49873-mienszewicy-kontra-bolszewicy-druga-s...

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Dostałam mailem taki komentarz:

Cześć Jadziu
O tych mienszewikach świetne. Już mówiłem Ci kiedyś,
że nie wpisuję się na forach, bo to jest droga do nikąd.
Jak mam coś ważnego - wolę napisać maila.
Otóż "bolszewicy" zostali tak nazwani około roku 1903,
kiedy to na jednym ze zjazdów chyba w Szwajcarii
mieli o bodaj jeden głos więcej niż ta druga frakcja.
Teraz nie potrafię odszukać dokładniejszych danych.
Pamiętam to, bo kiedyś o tym pisałem.
Ta interpretacja, że "chcemy więcej" została
prawdopodobnie dorobiona później, bo skrzywienie
linii partii na podstawie jednego tylko głosowania
nie wyglądało zbyt dobrze. Szczerze mówiąc -
nie byłem przy tym obecny, więc nie mam pewności,
ale proponuję zachować w tej ważnej sprawie
ostrożność. A sprawa jest ważna, bo bolszewikiem
nazywamy nie przedstawiciela większości, ale
tego, kto raz uzyskawszy przewagę, wykorzystuje
ją nie do reformowania kraju, ale najpierw do tego,
żeby konkurenci już nigdy większości nie mogli
uzyskać.
A.J.
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, áldd meg a magyart

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, áldd meg a magyart

#346401

Świetny, tekst
pozdrawiam z 10!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#346415