Historia nie umiera nigdy, zależy tylko kto ją pisze

Obrazek użytkownika Jadwiga Chmielowska
Kraj

Nie tylko ja widzę zagrożenie RAŚ-owe na Śląsku. Spotyka mnie za to nie tylko szkalowanie ale i wylewanie pomyj.
Państwo polskie w zasadzie zapomniało o Śląsku. RAŚ-owi posłowie ulokowani we wszystkich partiach współpracują ze sobą. A "Polaczki" durne w Warszawie im wierzą. Nikt niczego nie sprawdza.
Tych, którzy protestują oblewa się pomyjami, na zasadzie - a może się wreszcie coś przyczepi. RAŚa - boi się wielu przyzwoitych ludzi - bo przecież władza, a nikt nie chce pracy stracić i tak na zapas się boją....bo lubią. Coraz więcej osób z różnych partii i stronnictw przełamuje się i zaczyna walczyć z nikłą znajomością historii i głupotą interpretacyjną ogarniającą Śląsk!
Polecam Państwu tekst sprzed 2 dni napisany przez dr. historii Andrzeja Krzystyniaka - ze Śląska.

Historia nie umiera nigdy, zależy tylko kto ją pisze

Za kilka lat przeczytamy, iż oddziały pokojowe Wehrmachtu i SS zostały 1 sierpnia 1944 r. w Warszawie zaatakowane przez polskich nacjonalistów w wyniku czego zginęło ponad 200 tys. mieszkańców, w tym 10 tyś obywateli niemieckich, oraz 20 tys. żołnierzy niemieckich próbujących rozpaczliwie przywrócić porządek.

Odrażającą naiwnością jest wiara w swoisty koniec historii, w fakt, iż nie potrzebujemy propagandy historycznej, już nawet nie polityki historycznej, bo ona nie wystarczy, potrzeba ogromnego wysiłku propagandowego by zatrzymać sunący w nas walec kłamstw. W momencie gdy niektóre kraje uruchomiły cały przemysł historyczny, chcąc przekonać nas do swojej wizji, gdy po naszej stronie prawdy historycznej broni garstka zapaleńców zazwyczaj pracująca społecznie. Gdy ci którzy winni przemówić milczą, nie dziwny się, iż powstają takie „dzieła” jak niemiecki serial „historyczny” ( który obejrzało 7 mln. widzów ) ukazujący Polaków jako zawziętych antysemitów. Myślę jednak, iż to nie koniec a początek pisania historii na nowo. Pewnego dnia obudzimy się w innej roli, nie ofiar a katów, nie napadniętych a agresorów. Za kilkanaście ba może kilka lat, gdy walec kłamstw zrówna naszą pamięć z ziemią, dowiemy się - a jestem tego niemalże pewien, iż :

1 sierpnia 1944 siły pokojowe Wehrmachtu i SS zostały zaatakowane przez polskich nacjonalistów mordujących Żydów i spokojnych mieszkańców. W wyniku zamieszek wywołanych przez nacjonalistyczną Armię Krajową zginęło ponad 200 tyś mieszkańców Warszawy i 10 tyś żołnierzy niemieckich.

Kilka lat wcześniej 1 września 1939 Niemcy odpowiedziały prewencyjnym atakiem na Polskę, który w wyniku nieodpowiedzialnej postawy polskiego dowództwa zakończył się wybuchem drugiej wojny światowej i mordowaniem Żydów przez nazistów w polskich obozach koncentracyjnych...

Po zakończeniu II wojny światowej Polacy przejęli od nazistów istniejące obozy koncentracyjne mordując w nich Niemców i innych przedstawicieli mniejszości etnicznych. Polskie obozy koncentracyjne istniały długo po zakończeniu II wojny, a Polacy ponadto bezprawnie wypędzili kilka milionów mieszkańców z ziem między Odrą i Wartą oddanym Polsce w administrowanie, które przecież nigdy nie były polskie...

Wszystko to brzmi jak sen wariata, ale myślę, że za kilkanaście lat takiej wizji historii należy się spodziewać w podręcznikach naszych sąsiadów. Po przeczytaniu opinii na temat szeroko reklamowanego w niemieckiej telewizji serialu „Nasze matki, nasi ojcowie”, trudno spodziewać się czegoś innego. Zresztą myślę, iż nasze podręczniki do historii i „nasza” prasa będą pisać zupełnie to samo, bo niby czemu miałyby przekazywać inną wersję historii ? Armia Krajowa jako antysemici, polskie obozy koncentracyjne, to nic nowego u naszych zachodnich sąsiadów, zresztą pogląd ten propaguje wielu pożytecznych idiotów w Polsce. Dwa lata temu w Katowicach w kinoteatrze „Rialto” wyświetlano film Pawła Singera „Polskie obozy koncentracyjne” opisujący komunistyczne zbrodnie po drugiej wojnie światowej, rzecz jasna jako szowinizm Polaków do mniejszości etnicznych w tym głównie do „mniejszości Śląskiej”. Wydarzenia te na Śląsku oficjalnie zostały nazwane „Tragedią Górnośląską 1945”. Za to całkowicie marginalizowane są lata okupacji Górnego Śląska przez Niemców 1939 – 1945.

Już dziś znajdziemy wielu takich, którzy kpią publicznie z określeń „polskość śląska” czy „odzyskanie Górnego Śląska przez Polskę” w 1922 r. W wytycznych do konkursu wystawy stałej w Muzeum Śląskim, mającym opisywać historię Górnego Śląska, zalecono wykonawcom pokazanie powstań śląskich jako „wojny domowej, która na długie lata podzieliła Ślązaków”. Z kolei kulturkampf zalecono ukazać jako „katalizator rozwoju życia duchowego Ślązaków”. Już dawno „uporano się” z „mitami” dotyczącymi obrony Górnego Śląska, teraz czas na pokazanie Niemców jak „wyzwolicieli” spod panowania polskiego jarzma i wyzysku.

W pracy katowickiego Instytutu Pamięci Narodowej opisującej wrzesień 1939 na Górnym Śląsku dywersantów niemieckich z Freikorpsu nazywa się „bojownikami”. O co walczyli owi bojownicy w 1939 roku ? O powrót Górnego Śląska do macierzy niemieckiej ?

Chyba powoli powinniśmy oswajać się z myślą o przeproszeniu rodziny Franza Kutschery zabitego... a raczej zamordowanego przez Armię Krajową 1 lutego 1944 roku. Jakim prawem Polacy strzelali do niemieckiego urzędnika ? Ci bezwzględni pomocnicy nazistów nie wahali się mordować również niemieckich żołnierzy ! Strzelać do nich za węgła, mordować w zasadzkach. Poza tym to byli antysemici, odrażający, brudni i źli...wystarczy obejrzeć polski film „Obława”. Wspomnianych pożytecznych idiotów u nas nie brakuje, czy to cynicznych karierowiczów, którzy czują gdzie leżą i kto rozdaje konfitury, lub tchórzy i kompletnych bałwanów afirmujących powyższą wizję historii. Zdecydowanie brak ludzi rozsądnych, albo raczej nie są dopuszczeni do głosu, lub zakrzyczeni jako „nacjonaliści” „szowiniści” „oszołomy” itp.

W takim razie, skoro nie powstrzymamy wrogiej nam machiny propagandowej, zabezpieczmy w budżecie na przyszłe lata odszkodowania dla poległych w misji pokojowej 1939 – 1945 żołnierzy wehrmachtu, oraz zadośćuczynienie dla wysiedlonych „bezprawnie” z ziem zabranych III Rzeszy po 1945 r., które jak twierdzą niektórzy oficjalnie „nigdy nie były polskie”
Andrzej Krzystyniak

16 kwiecień 2013

dr Andrzej Krzystyniak- politolog, historyk, doktor nauk historycznych. Pełnomocnik Zarządu Województwa Śląskiego ds. kontaktów z organizacjami kombatanckimi. Autor publikacji historycznych i naukowych. Inicjator powołania oraz przewodniczący Komitetu Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa w Tychach.

Żródło: http://mysl24.pl/polityka/596-historia-nie-umiera-nigdy-zalezy-tylko-kto...

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

od obalenia komuny przez Bolka a skonczywszy na zbrodni smolenskiej poprzez wystawienie ponika bandytom kacapskim w Osowie przez pacholka moskalkiego pod zyrandolem w Bulu.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#351618

Lecz widać już drogę morderczą
Usłaną kłamstwem przez obu zbrodniarzy
Bo drugi też słowa waży
Od podstaw trzeba zaczynać edukację
By Polak nie wchłaniał narrację
Izolować trzeba wrogów przy korycie
Nim odbiorą światłym Polakom Życie
Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#351665