BEGINIZUJEMY CZY POKORNIE TRWAMY?

Obrazek użytkownika rolex
Kraj

10 kwietnia zbliża się wielkimi krokami, więc nie dziwota, że Komitet Centralny zmobilizował wszystkich sekretarzy zatrudnionych na odcinku kultury (zgodnie ze świecką tradycją uruchamiania redaktorów Mazowieckich, poetek Szymborskich i pisarzy agenturalnych Szczypiorskich w ich dzisiejszych emanacjach) do dania odporu hydrze nacjonalizmu, a już tym groźniejszej, że w czasie ostatnich obchodów Święta Odzyskania Niepodległości doszło do sojuszu narodowców z sanacjonistami, wbrew wysiłkom Giertycha w stroju Piaseckiego, za co pułkownik Putin w roli Sierowa chyba nie nagrodzi nowym Tygodnikiem Powszechnym, a co najwyżej bułką czerstwą codzienną.
Groźba, że ulicami Warszawy w dniu 10 kwietnia mogliby przejść Polacy upamiętniający rocznicę „ruskiego, gościnnego po raz kolejny, smoleńskiego przyjęcia” mobilizuje potomków „filozofów” chadzających na wykłady Kotarbińskiego z nagantem, z taką samą nieodpartą gorliwością z jaką ich protoplastów mobilizował groźny pomruk dochodzący z lasu.
Sprawa jest poważna o tyle, że dzisiaj „filozofowie i prawnicy” mogą co prawda wciąż „pogadać Ważykiem”, ale nagantem to już nie bardzo, bo umysł zniewolony pozostał, ale wola mocy się mocno spedalizowała*.
Zmobilizowanie w ramach kontrmanifestacji „aktywu robotniczego stolicy”, a więc kliku setek młodych, żerujących na quasi-kulturalnych, quasi-społecznych synekurach Ratusza, jest obarczona pewnym ryzykiem, bo póki co w Polsce (ciągle inaczej ni w Rosji) nie można tak sobie, hop siup, zastrzelić kobiety z kamerą, więc może się okazać, że będzie „kamerować” i znów w Polskę pójdzie źródło dokumentujące, że „aktyw” powiewa „Ważykiem”, ale mówi już pijanym bełkotem komunistycznego lumpenliberała, obniżając skuteczność rażenia mediami.
W tej nabrzmiałej sytuacji należy słuchać dobrych rad zza oceanu, a w szczególności rady redaktora Kłopotowskiego, że ratunek w judaizacji (czyli: zżydzeniu?). W każdym razie trzeba się takiej radzie wnikliwie przyjrzeć. A jak się człowiek przyjrzy, to mu się włosy jeżą na bicepsie, bo jak by historii nie wykręcać, to żydowskie masy żyjące w Europie stanowiły tej Europy przez długie lata najbardziej obskurancką, niepiśmienną i nieprzystosowaną do powiewów nowoczesności część społeczeństw, z czym związane było ich skuteczne trwanie. Brzemię było dla żydowskiej kasty asymilatorów na tyle duże i ciężkie, że zorganizowana przez nich akcja masowego osadnictwa w Palestynie znalazła uznanie u mniej niż 1% populacji.
I trzeba było dopiero holocaustu, żeby zmienić zatwardziałość żydowskich, wiernych własnej tradycji serc, w drodze eliminacji serc wraz z resztą ciał.
Dopiero ta sytuacja – faktycznego zniknięcia najbardziej konserwatywnej części populacji, pozwoliła „postępowcom” na skuteczne przeprowadzenie akcji „Izrael”, a więc niespotykanej w dziejach restytucji obszarów od 2000 lat niezamieszkiwanych, w oparciu o prawa własności wywodzące się ze Świetej Księgi.
Nie wiem, na którą z dwóch metod przetrwania wskazuje pan Kłopotowski. Czy na uparte trwanie w nadziei, że nie spotka nas holocaust, bo jak wiemy dopiero to pozwala na przezwyciężenie zabobonu, czy też na aktywizm terrorystyczno-militarny oświeconych Beginów?
Bo jeśli to drugie, to trzymam pana Kłopotowskiego za słowo, że będzie zza oceanu przesyłał amunicję.
Obiecuję, że po jakimś czasie wmurujemy tablicę upamiętniającą pomoc, nawet jeśli się to na Kremlu i w Pałacu nie spodoba.
Pozdrawiam

*spedalizować – chodzić na jałowym biegu

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Pan Kłopotowski błądzi - waham się czy napisac że błądzi uroczo.

Napisze jednak: błądzi uroczo.

Dziwne rzeczy dzieją się czasem z naszą diasporą. Pan Kłopotowski chyba zasymilował się.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#148551

Ja też uważam, że uroczo :) Osobiście pan Kłopotowski budzi wele mojej osobistej sympatii. Ja nawet jestem w sstanie pogodzić się z jego błądzeniem, bo jest w swoim bładzeniu niezależny, a przez to ciekawy.

Tylko moment nie jest za szczęśliwy.

Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#148592

Kłopotowski kogos tam zabanował a mnie podał jako przykład, cos w rodzaju kontrapunktu, że mozna z nim polemizować ino we formie.

Akurat formie zabanowanej nie miałem nic do zarzucenia tedy napisałem że nie ze mna te numery Bruner (oczywiście umiem napisac duzo bardziej elegancko to i tak własnie zrobiłem) i moje bezpośrednie kontakty z aktualna myslą redaktora Kłopotowskiego ustały.

Żeby było jasne - ta postać budzi we mnie takie same emocje jak redaktor Lisicki rednacz Rzepy. Czyli zblizone do emocji jakie targają mną gdy oglądam mój ulubiony sport czyli pobudząjącą zmysły wszelkie gimnastykę artystyczna, zwłaszcza poddyscypiline pt pokaz ze wstążka.

Chcę tym przydługim wstepem powiedzieć ino tyle że mam do Ciebie pewien żal Rolexie iz PRZEZ CIEBIE poswieciłem postaci pana Kłopotowskiego uwagi wiecej niz to czyniłem przez ostatnie dwa lata.

Uwolnie Ciebie przy okazji z poczucia winy i zbędnych tłumaczeń w tym względzie, składając Ci naprawde szczere podziekowania za to co robisz w sprawie 10.04.
Przepraszam że nie na temat :)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#148599