Pan Premier szlifuje języki obce

Obrazek użytkownika rewident
Kraj

Od 21 października 2007 roku jesteśmy atakowani agresywnym PR Platformy Obywatelskiej. Działanie rządu wygląda tak, jakby cały czas trwała kampania wyborcza. Nie powstają żadne realistyczne projekty reformatorskie, a dziedziny takie, jak służba zdrowia, administracja czy finanse publiczne, leżą odłogiem. Aktywność Premiera koncentruje się wokół przedsięwzięć, które mają mu zapewnić krótkoterminową popularność jak, na przykład, słynne „przekazy dnia", instrukcje przesyłane do posłów PO przez specjalnie do tego powołaną komórkę zajmującą się wizerunkiem Premiera. Jednym z bezpośrednich celów tej działalności jest ośmieszenie Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, który uważany jest przez obóz rządowy za głównego przeciwnika. Dodajmy jeszcze, że ataki na urząd Prezydenta opłacane są z pieniędzy podatników i wynikają wyłącznie z politycznych ambicji Premiera Donalda Tuska.

Koalicja PO-PSL w zasadzie tylko administruje krajem. Wszystkie obietnice wyborcze i elementy programu PO zostały odstawione w kąt. Ograniczenie wydatków publicznych polega na arbitralnej redukcji budżetów ministerstw, co oczywiście zakończy się oszczędnościami na „papierze toaletowym i długopisach". W tym samym czasie mamy eksplozję nepotyzmu i kolesiostwa w ministerstwach, spółkach Skarbu Państwa i agendach rządowych. Sprzyjające obecnej ekipie media zrzucają całą winę na mniejszy PSL, który rzekomo jest jedynym źródłem całego zła. W tym kontekście zapomina się o działaczach PO, którzy w jakiś sposób byli zamieszani w sprawy korupcyjne (Sawicka, Szczypiński, Dzikowski, Karnowski) czy też, mają problemy ze złożeniem wiarygodnego oświadczenia majątkowego (Abgarowicz).

Wpływ PO na notowane na giełdzie spółki kontrolowane przez Skarb Państwa jest bardzo negatywny. Z rady nadzorczej PKN Orlen odwołano przedstawiciela inwestorów finansowych i powołano nowego prezesa, który już dziś może czuć się zagrożony dymisją. W spółce Ruch usunięto cały apolityczny zarząd i powierzono kierowanie spółką dyrektorowi do spraw administracyjnych. Ministerstwo Skarbu jak mantrę powtarza potrzebę prywatyzacji państwowych spółek, jednak, jak na razie, nic z tego nie wychodzi. W przypływie dobrego humoru można by powiedzieć, że nieudolność Platformy w tym zakresie, wyjdzie Polsce tylko na dobre, bo unikniemy wielu afer prywatyzacyjnych, które przetoczyły się przez nasz kraj w okresie rządów liberałów, czyli protegowanych Bieleckiego, Lewandowskiego i Tuska.

Służba zdrowia dryfuje, a pasożytujące na niej lobby umacniają swoje wpływy. Minister Kopacz, która ostro atakowała poprzedni rząd i obiecywała „szuflady pełne ustaw" wygląda dziś jak osoba zagubiona i całkowicie bezradna. Przygotowany plan prywatyzacji czy komercjalizacji szpitali jest tylko próba wcielenia w życie quasi-ekonomicznych aberracji i liberalnych teoryjek, których nawet w samej PO nikt nie rozumie. Szkodliwość społeczna tego typu pomysłów, które zakończyłyby się rozparcelowaniem dochodowych oddziałów szpitalnych między krewnych i znajomych królika, przy jednoczesnej degeneracji całego systemu, musi napawać dużym niepokojem. Na szczęście bezwład organizacyjny PO i chaos decyzyjny spowoduje zapewne, że wszystkie projekty „reformy" służby zdrowia odejdą w niebyt.

W ostatnim czasie kraje naszego regionu poczyniły duże postępy na drodze informatyzacji administracji państwowej. Polska w tej grupie zajmuje jedno z ostatnich miejsc i wygląda na to, że nic nie zmieni tej opłakanej sytuacji. Rząd w zasadzie nie zajmuje się naprawą administracji, więc urzędy państwowe będą przez najbliższe kilka lat działać w ten sam, nieefektywny i uciążliwy dla obywatela sposób. Oznacza to, że na realną poprawę warunków prowadzenia działalności gospodarczej nie ma żadnych szans. Słynny ranking swobody gospodarczej, w którym Polskę deklasuje nawet Jamajka, może w najbliższym czasie zmienić się tylko na naszą niekorzyść.

Gabinet Donalda Tuska poległ również na polu budowy infrastruktury transportowej. Tempo budowy autostrad i dróg ekspresowych nie uległo nawet nieznacznemu przyspieszeniu. Co więcej, w pewnych rejonach możemy mówić nawet o opóźnieniach spowodowanych przez niezgodność polskiego prawa z prawem unijnym i pojawiające się ryzyko wstrzymania finansowania przez Brukselę. Minister rozwoju regionalnego nie ma specjalnie dużego pola manewru, gdyż sam Premier Donald Tusk publicznie wyraził zadowolenie z powyborczego spowolnienia procesu legislacyjnego. W konsekwencji posłowie zamiast stanowić prawo, uprawiają wyborczą propagandę w zaprzyjaźnionej telewizji, względnie popijają piwo w sejmowej knajpie.

O fatalnej polityce decyduje jakość ludzi powołanych do funkcji państwowych przez Platformę Obywatelską. Mamy już przykłady szalonych ekonomów (Chlebowski), którzy potrafią doprowadzić gminę do bankructwa, mamy ludzi oddelegowanych do psucia prawa (Katarasińska), mamy zawodowych opluwaczy (Niesiołowski), mamy prowincjonalnych harcowników i żuli (Palikot), mamy ministra finansów bez numeru pesel, który na dodatek nie wie jak wygląda pobór akcyzy w Polsce (Rostowski), mamy Marszalka Sejmu, który pozwala posłom na chamskie wybryki (Komorowski), mamy nieudolnych tupeciarzy (Gronkiewicz-Waltz) czy niestabilne emocjonalnie paniusie (Pitera). Marni ludzie o marnej reputacji rządzą dziś krajem. I nie są to już działacze Samoobrony, za którymi Jarosław Kaczyński kazał wysłać CBA. Są to ludzie partii przedstawianej przez media jako europejska, kompetentna i prorynkowa. Są to ludzie, którzy mieli zbudować w Polsce „cud gospodarczy".

Kiedy minister Waszczykowski ujawnił jak, tak naprawdę, wygląda sposób prowadzenia polityki przez rząd Donalda Tuska, okazało się, że jest nawet gorzej niż się spodziewaliśmy. Poświęcenie strategicznego sojuszu z USA na ołtarzu dobrych wyników sondażowych jest czymś bardzo zbliżonym do zdrady stanu. Na szczęście, kalkulacje doradców PR-owych Premiera, wskazały na potrzebę podpisania umowy o instalacji tarczy antyrakietowej w Polsce. Niestety, ci sami fachmani od mediów wymusili złamanie protokołu dyplomatycznego i, na oficjalnej uroczystości, Premier przemawiał przed Prezydentem. Co więcej, przemawiał dość niezgrabną angielszczyzną, co wywołało wesołość gawiedzi. Szczerze mówiąc w tej ostatniej sprawie byłbym skłonny do daleko idącej tolerancji. Skoro Pan Donald Tusk nie potrafi rządzić, niech przynajmniej nauczy się angielskiego. Da dobry przykład młodzieży. W niej chyba tylko jedyna szansa dla Polski.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Dla Tuska min. Hall'óween zmieniła cały program nauki języków obcych a TY sobie POdśmie.....ki robisz!
Nieładnie. trzeba pana premiera zachęcać do nauki.Jak sie nakopie tej piłki, nagłówkuje to ciężko się skupić.
pozdr i więcej wyrozumiałości

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

antysalon

#2678