Taktyka PO - wybić elektorat PiS

Obrazek użytkownika WTQ
Kraj

Nie od dziś wiadomo, że każda partia ma jakiś target, czyli grupę lub grupy ludzi, do których chce trafić, aby uzyskać ich poparcie. Jest to do uchwycenia podczas kampanii wyborczej, podczas wygłaszania płomiennych obietnic, w wyniku których wybrane grupy społeczne opowiadają się za lub przeciw danym partiom.

Nie jest także tajemnicą, że dwie największe dziś partie polityczne mają skrajnie odmienny elektorat. Na podstawie wyników wyborczych z lat 2005 i 2007 możemy śmiało wywnioskować, że partia Donalda Tuska cieszy się poparciem wśród ludzi młodych, z wyższym wykształceniem, pochodzących z dużych miast. Tak najogólniej można podsumować elektorat tej partii. W każdych wyborach zdarzają się także jakieś perełki. Dla przykładu podam, że w wyborach w latach 2005 i 2007 Platforma Obywatelska cieszyła się największym poparciem w zakładach karnych i było ono na poziomie 65-80% w zależności od regionu Polski.

Przyglądając się natomiast wynikom Prawa i Sprawiedliwości możemy wywnioskować, że na tą partię głos oddali głównie ludzie w wieku lat 40 i powyżej, ze znaczną przewagą ludzi o wykształceniu średnim, pochodzących głównie z miast średniej wielkości i mniejszych miejscowości. Perełką tej partii jest poparcie ludzi w wieku podeszłym, którzy słuchają toruńskiego radia, jednak fakt ten istnieje w świadomości obywateli, natomiast w statystykach nikt poparcia tych ludzi nie mierzył.

Tak więc możemy na postawie danych z GUSu naszkicować zarys elektoratu obu tych partii. Stereotypem elektoratu PO są ludzi młodzi, z kolei stereotypem elektoratu PiS są ludzie starsi. W sprawę wykształćenia czy miejsca zamieszkania póki co wchodzić nie ma sensu, albowiem nie o tym traktuje ten artykuł. 

Chciałbym w tym miejscu przypomnieć tym, którzy o tym wiedzą, a także uświadomić tych, którzy nie interesują się sytuacją w kraju tak żywo, że obecna minister zdrowia, pani Ewa Kopacz chce w najbliższym czasie sprawić, że z aptek znikną wszystkie leki które były wydawane za grosik, znacznie podrożeją te, które w wyniku refundacji NFZ kosztowały kilka złotych, a także znikną różnice w cenach mięszy różnymi aptekami na terenie całęgo kraju. Oczywiście równanie tych różnic będzie w górę, w myśl zasady by żyło się lepiej.

Świetnym przykładem drożejących leków może być insulina, którą każdy chory na cukrzycę zażywać musi. Obecnie jest ona dostępna w aptekach po średniej cenie około 30 zł. Po wprowadzeniu w życie planu pani Kopacz ten sam lek będzie kosztował jedynie 140 zł. A cukrzyków w kraju statystycznie jest całkiem sporo.

Warto także zaznaczyć interesującą zależność. Mianowicie człowiek młody (alektorat PO) w znakomitej większości nie potrzebuje częstych wizyt w aptere, co zawdzięcza głównie swojej witalności i wiekowi. Z kolei ludzie starsi (elektorat PiS) najczęściej w pewnym wieku zaczynają wymagać częstszej opieki medycznej, czasami wielu leków i w porównaniu z ludzmi młodymi zdecydowanie częstszych wizyt w aptece. Oczywiście nie jest tak w 100% przypadków, zawsze zdarzy się rzeźki staruszek, czy schoroany młodzieniec, ale nie o to chodzi by wyjątki szukać. Chodzi o zobrazowanie pewnej zasady, która w moim mniemaniu przypadkowa nie jest.

Pani minister takie działania tłumaczy "niwelowaniem różnic", czy też "znoszeniem bublów", bo przecież za każdy lek NFZ musi dokładać z własnych funduszy. Jednak dlaczego w wypadku różnic cenowych, które fundują farmaceuci w wyniku świadomego wyboru, ustawa ma ich przymusić do "równiania w górę"? Dlaczego pani minister zapomina, że każdy Polak płaci na NFZ właśnie po to, aby mieć niektóre leki tańsze?

Czy pani minister Kopacz faktycznie tak dba o budżet swojego resortu i całej sytuacji w służbie zdrowia, czy może chodzi o utrudnienie życia konkurencyjnemu elektoratowi? Wszak na ich głosy partia pani minister liczyć i tak nie może, więc czy wyniszczenie oponenta nie wydaje się rozwiązaniem korzystniejszym w perspektywie kolejnych wyborów?

Aż przypominają mi się słowa ministra Sikorskiego: "Jeszcze jedna bitwa, jeszcze dorżniemy watahy!". Jednak zawsze myślałem, że chodziło o skompromitowanie PiSu. Nigdy nie brałem tego tak dosłownie, jak zaczynam to robić teraz.

Polityka Miłości.... psia mać.

Ocena wpisu: 
Brak głosów