"Nasz człowiek w Warszawie"

Obrazek użytkownika WTQ
Kraj

Pamiętam jak dziś te słowa wypowiedziane przez ówczesnego prezydenta Rosji Władimira Putina. Dotyczyły one Donalda Tuska, który na początku swojej kadencji pojechał do Moskwy poprawić stosunki międzynarodowe, w wyniku których udało mu się nawet wynegocjować Festiwal Piosenki Rosyjskiej w zamian za zniesienie Polskiego Veto w sprawie współpracy Rosji z UE. To był pierwszy sukces Tuska.

Po powrocie do Warszawy premier dowiedział się o tych słowach, a następnie w wywiadzie starał się obrócić kota ogonem formułując identyczne słowa pod adresem Putina: "Nasz człowiek w Moskwie". Idea może i słuszna, albowiem obracanie poważnych spraw w żart czasami się sprawdza. Jednak mina  jaką wówczas przyjął sprawiała wrażenie, że jest co najmniej zdenerwowany tym określeniem.

Wielu do dziś jednak uważa, że za tymi słowami kryje się coś więcej niż tylko ironia rosyjskiego prezydenta. Analizując całą politykę Donalda Tuska od momentu objęcia władzy w 2007 roku możemy dopatrzeć się zdecydowanie przychylniejszego stanowiska wobec Niemiec i Rosji niż miało to miejsce za jego poprzedników. Polska oddaliła Veto w zamian za Festiwal piosenki rosyjskiej, nie sprzeciwiła się twardo budowie rurociągu Nord Stream, a także przy okazji Gruzji jedyną osobą z władz Polski sprzeciwiającą się rosyjskiej inwazji był prezydent Kaczyński... a nie premier Tusk.

Z jednej strony wszystkie te punkty można sprowadzić do przypadku, albo do ugodowego charakteru naszego premiera. Ale czy Polska powinna być ugodowa wobec sąsiadów, którzy z jednej strony cały czas widzą nas jako swoich wasali, z drugiej zaś starają się odzyskać mienie, które stracili w czasie wojny, którą sami wywołali? Osobiście uważam, że stanowisko poprzedniego rządu było lepsze, a sojusz z Ameryką jest Polsce potrzebny. Na szczęście udało się to kilka dni temu sfinalizować podpisując umowę z Amerykanami o instalacji Tarczy antyrakietowej na terenie naszego kraju. Wypadałoby także przypomnieć tutaj aferę z "torpedowaniem" przez gabinet Tuska podpisania tej umowy. Nie będę jednak się tu rozpisywał, polecam przypomnienie w postaci filmu.

Wszystkie te przypadki zdają się pokazywać, że obecny premier przychylnym okiem patrzy na politykę Rosji wobec Polski i nie poczuwa się do (jak on sam to słowo lubi) realnych działań wobec niechętnego nam kraju. 

Wojna w Gruzji, a właściwie brawura naszego prezydenta zmusiła nasz kraj, czy też nasz rząd do współdziałania. Radosław Sikorski jeszcze przed wylotem do Gruzji poprosił o zwołanie spotkania wszystkich przywódców Europy, na których prezydent Francji potępił Rosję, a następnie poleciał do Gruzji. Obecnie ma odbyć się 1 września rada Europy, na której Donald Tusk miał potępić Rosję za jej obecne działania i nakłonić Europę do wyciągnięcia sankcji politycznych i ekonomicznych wobec wschodniego mocarstwa.

Jak się jednak okazuje, Tusk nie wystąpi o sankcje dla Rosji:

Premier Donald Tusk będzie namawiał 1 września na szczycie w Brukseli na przyjęcie nowej, jednolitej strategii UE wobec Rosji. Nie wystąpi jednak o sankcje wobec Kremla - informuje "Dziennik".

Częścią wspólnego stanowiska Unii wobec Rosji miałoby być m.in. dopracowanie sześciopunktowego planu pokojowego, jaki przedstawił Moskwie Nicolas Sarkozy. W szczególności Unia miałaby domagać się wycofania Rosjan z takich strategicznych punktów, jak port w Poti czy strefy buforowe na południe od Abchazji i Osetii Południowej.

Premier ma też przekonywać przywódców UE do szybszej integracji z Unią Ukrainy i do zawarcia z nią umowy o wolnym handlu.

Według "Dziennika", Tusk nie będzie występować o sankcje wobec Kremla. Jak tłumaczą polscy dyplomaci, chodzi o to, by nie prowokować Rosji i uniknąć spełnienia przez nią gróźb dotyczących wycelowania w nasz kraj rakiet atomowych. Premiera do występowania o wprowadzenie sankcji nie zachęca także postawa innych państw Unii, które na razie nie chcą pójść aż tak daleko. [źródło]

Jak zatem można ocenić naszego premiera? Z jednej strony może się zwyczajnie obawia Rosji. Każdy człowiek ma prawo się bać. Ale czy taka osoba może godnie reprezentować interesy Polski? Z drugiej jednak strony może Donlad Tusk wcale się nie boi, a jedynie wypełnia polecenia płynące z Moskwy? Może jednak dawne słowa Putina nie były przypadkowe? Może Donald Tusk jest faktycznie "ich" człowiekiem w Warszawie?

 

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Putin, Merkel i sondaże - trzy rzeczy, które Donald uwzględnia w polityce zagranicznej.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#2936