Minister braku kultury

Obrazek użytkownika WTQ
Kultura

Od władzy wymaga się więcej. Tak przynajmniej powinno być w każdym demokratycznym kraju. Każda wieś, miasto czy region wybierają swoich reprezentantów, którzy nie tylko są ich głosem w ważnych spotkaniach, ale także są odbiciem danej ludności. Dlatego wybierany przez nas człowiek powinien świecić przykładem nie tylko przed kamerami, ale także i w życiu. W końcu ludzie zawsze patrzą.
 
Jak ocenilibyśmy miasto, w którym ludzie na swojego przedstawiciela wybierają klauna? A jak region, którego reprezentantem będzie profesor, laureat wielu nagród i jednocześnie człowiek o sinym kręgosłupie moralnym? Różnica w odbiorze zarówno kandydatów, jak i reprezentowanych przez nich społeczności będzie skrajnie odmienna.

 
Ludzie, aby uniknąć ośmieszenia i publicznych docinek najczęściej wypierają się swojego wcześniejszego wyboru, a przy okazji kolejnych wyborów zwyczajnie zmieniają kandydata. Taka sytuacja spotkała kiedyś Lecha Wałęsę, który w pojedynku z Aleksandrem Kwaśniewskim okazał się człowiekiem prostym aroganckim. Podobny los spotkał Andrzeja Leppera, który po 2 latach na salonach został zepchnięty przez niezadowolonych ludzi w polityczny niebyt.
 

 
W obecnym rozdaniu politycznego pokera na piedestale pojawiły się perełki, które w moim prywatnym odczuciu wystawiają złe świadectwo nie tylko sobie, ale i własnym wyborcom. Zaliczam do nich posła Palikota, oraz posła Niesiołowsiego. Obie te postacie brylują w mediach nieustannie atakując opozycję, a często i zwykłych ludzi. Ich publiczne popisy arogancji i braku kultury mogą zakończyć się dla obu panów politycznym matem. Czy tak się stanie? Mam taką nadzieję.
 
Dziś do grona osób, które pokazują swoje prawdziwe oblicze (a jest ich już sporo) poza obiektywem kamer dołączył Bogdan Zdrojewski, były prezydent Wrocławia oraz obecny minister kultury. Pan Zdrojewski pozwolił sobie na jawne złamanie prawa i zaparkowanie samochodu w rejonie, w którym grozi nie tylko mandat, ale także odholowanie samochodu na koszt kierowcy. Mowa tutaj o wrocławskim rynku, przy którym mieści się siedziba lokalnej Platformy Obywatelskiej. Pan minister spieszył się na spotkanie PO i nie miał czasu (albo chęci) znaleźć miejsca na zaparkowanie samochodu w miejscu do tego przeznaczonym.

 

 
Jakby tego było mało, na terenie rynku pojawił się strażnik miejski, który winien w takiej sytuacji wystawić mandat niesfornemu kierowcy. Naturalnie tak się nie stało. Całą sytuacja zakończyła się pouczeniem i prośbą (!) o przestawienie samochodu. Kulturalny minister uścisnął nawet strażnikowi dłoń w geście wdzięczności. Rzecznik miejscowej straży miejskiej broni ministra i zasłania go immunitetem poselskim.
 
Oczywiście, można się zasłonić immunitetem, każdy przeciętny człowiek by tak zrobił, gdyby tylko mógł. Jednak od władzy wymaga się więcej.  A wyborcy rozliczą się surowo z każdym, kto zawodzi ich zaufanie.
 
Panie Zdrojewski, jest Pan ministrem kultury, czy ministrem jej braku?

Ocena wpisu: 
Brak głosów