Konflikt na szczycie

Obrazek użytkownika WTQ
Kraj

Wszystkie prywatne media bezustannie wmawiają nam, że jest jakiś konflikt. Bezustannie zapewniani jesteśmy, że jest on generowany przez Prezydenta, który stara się robić wszystko na przekór rządowi, ale czy tak faktycznie jest? Przeciętny zjadacz chleba, nie interesujący się polityką i kompletnie nie śledzący wydarzeń, a w dodatku opierający całą swoją wiedzę jedynie na Gazecie Wyborczej, lub relacjach TVN'owskich faktów rzeczywiście jest w stanie w takie scenariusze uwierzyć.

Nie mam jednak zamiaru rozpisywać się na temat prawdomówności powyżej wymienionych mediów, przynajmniej nie tym razem. Znacznie ważniejszą sprawą jest jasne wyłożenie kilku najprostszych faktów, które jasno pokazują czy konflikt jest, czy go nie ma i kto go generuje. W zasadzie człowiek myślący samodzielnie powinien do tych wniosków dojść już dawno, ale skoro nasze społeczeństwo popada w coraz większą prostotę, czyta coraz mniej książek, a szczytem intelektualnej rozrywki młodzieży jest "impreza" to szczerze obawiam się o poziom samodzielnego myślenia w naszym kraju. Nie bez powodu pisałem już kiedyś, że w Polsce od 2005 roku bezustannie media kreowały wygodnych sobie polityków na narodowych wieszczów. W końcu w mediokracji siłą przewodnią jest propaganda.... tfu... przepraszam, wolne media.

Wróćmy jednak do "konfliktu" pomiędzy premierem i prezydentem. Czy on faktycznie jest? Z całą pewnością tak i nie da się tego ukryć. Jednak jego źródło cały czas media umiejscawiają w osobie Lecha Kaczyńskiego. Prawdopodobnie bazują tym zabiegiem na ogólnej niechęci do tego nazwiska (która i tak została zbudowana przez media). Jednak czy prezydent faktycznie jest przyczyną tego konfliktu? Wystarczy przypomnieć sobie ostatni wywiad z Lechem Kaczyńskim w TVNie, w którym redaktor starał się wmówić głowie państwa ten konflikt.

Argument prezydenta był istotnie prosty i brzmiał mniej więcej następująco: "Gdybym chciał generować konflikt, zabrałbym samolot, bo z racji mojej funkcji mam pierwszeństwo w zajmowaniu samolotu". Proste i prawdziwe, ale obawiam się, że większość tzw. lemingów i tak tego argumentu nie słyszało, bo nie zniżają się w ich mniemaniu do oglądania Kaczyńskich czy choćby do słuchania ich słów. Tak więc argument taki może okazać się całkowicie pominięty... a biorąc pod uwagę dzisiejsze artykuły "Prezydent do Brukseli pojedzie taksówką" stwierdzam, że nie został nawet zauważony... jak mniemam, nie przez przypadek.

Skoro argumenty prezydenta nie są słuchane, to może warto przypomnieć słowa Donalda Tuska, którego każdy "prawdziwy POlak" słucha z zapartym tchem. Pamiętamy taką obietnicę: "Premier będzie latał samolotami rejsowymi" ? Bo ja pamiętam. Jak to ma się do rzeczywistości?

Całkowicie pominę już, że to głowa państwa może decydować o tym, czy gdzieś jedzie czy nie i premier mimo najszczerszych swoich chęci nie ma możliwości ustawiać prezydenta po kątach. Może dlatego ogranicza się do rzucania kłód pod nogi, które mogą przedstawić Kaczyńskiego jako awanturującego się prezydenta. Każdy jednak, kto zna kompetencje głowy państwa, uśmiecha się tylko widząc te poczynania.

Na koniec dodam tylko, że premier zapewniał, że prezydent nie pojedzie i kropka... podobnie zresztą zapierał się w sprawie kuratora w PZPN, którego po kilku dniach odwołał... Prezydent natomiast jasno oświadczył, że na szczyt w Brukseli pojedzie.

Podsumowując... Czy prezydent, który ma prawo do pierwszeństwa w wyborze samolotu i gdyby tylko taka była jego wola, mógłby zabrać Tuskowi samolot pozostawiając go na lodzie, jednak tego nie czyni, faktycznie generuje konflikt? 

Czy może jednak konflikt zaostrzają bezustannie osoby ze środowiska premiera, które nie tylko mówią, co prezydent zrobi, czy nie, ale starają się przypisać głowie pańśtwa nowe ramy obowiązków, które prezydent wykonywać może, a których robić mu nie wolno? Dorzućmy do tego jeszcze wszystkie publiczne wypowiedzi środowiska premiera dotyczące prezydenta.. z Palikotem włącznie, a następnie przeciwstawmy je krytycznym opiniom premiera przez środowisko prezydenta..., których nota bene praktycznie nie ma, lub są one wyłącznie odpowiedzią na wcześniejszy atak.

Kto jest waszym zdaniem źródłem kolejnego już konfliktu?

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

#6310