Superbohater z "Wilczych Ech"

Obrazek użytkownika Łażący_Łazarz
Kultura

Niegdyś, dawno temu jechałem sobie pociągiem z Wrocławia do Warszawy. Już po wejściu do przedziału moja uwagę przykuł żul o zniszczonej twarzy ćmiący papierosa za papierosem.

- mam nadzieję, że nie będzie panu przeszkadzać, że jaram - zagadnął.

 
- Wsiadłem do przedziału dla palących, moja strata 0- uśmiechnąłem się życzliwie - a poza tym też lubię sobie ZAJARAĆ przy piwku.
 
- Może, więc piwa? - sięgnął do siatki miedzy nogami.
 
- Dzięki, chętnie, tyle, że nie mam drobnych, biegłem do pociągu.
 
- Z takim plecarem? Cóż młodość. Chodzisz pan po górach.
 
- Owszem, jestem przewodnikiem beskidzkim.
 
- No to możemy sobie podać grabę, jesteśmy prawie po jednych pieniądzach. Ja jestem kartografem, razem z moimi studentami tworzę aktualne mapy turystyczne w Bieszczadach.
 
- Spojrzałem na niego jeszcze raz, zupełnie innym wzrokiem, cholera - pomyślałem - jak pozory mylą.
 
- Często pan biega z takim plecakiem? - kontynuował.
 
- Oj zdarza się, zdarza. Jak grupa się rozłazi trzeba biegać bez przerwy na koniec wycieczki i mobilizować maruderów.
 
- Był pan w Chmielu? Znam tam takiego, co ma swoje lata a tez biega z najcięższym tobołkiem jak z byle chlebakiem.
 
- Wierzę. Bieszczady są wciąż pełne ciekawych indywiduów.
- O to akurat jedna z najciekawszych postaci stamtąd. Oglądał pan „Wilcze Echa”? Taki rodzimy western o Bieszczadach.
 
- Owszem, był oczywiście zakłamany, ale na swój sposób znakomity.
- No właśnie. Tam główną rolę, chorążego Słotwiny, grał Bruno Oya, taki wysoki aktor łotewski czy estoński.
 
 
- Pamiętam. Ten, co grał w Butryma w „Potopie”.
 
- Otóż to. Ta jego postać bohatera czyszczącego Bieszczady z przemytników i bandziorów na początku lat pięćdziesiątych nie jest wymyślona. To historia prawdziwa, tyle, że – jeśli chodzi o ścisłość – z końca lat pięćdziesiątych. Opowiada o kilku epizodach właśnie z życia człowiek, o którym mówimy. Nie widziałem go kilka lat i mam nadzieję, że jeszcze żyje - Tu fałszywy „żul” wyraźnie się zamyślił.
 
- Ciekawe. Kto to jest właściwie?
 
- Może zacznę od początku. Był to młody oficer, chyba z Chmiela właśnie, który nazywał się Majewski, jako nastolatek działał w oddziale sławnego Żubryda. Przetrwał, bo prysnął na Śląsk i wcielił się w szeregi MO. Gdy wrócił w opuszczone Bieszczady otrzymał teren do uporządkowania. Taak, Kapitan Majewski był niegdyś żywą legendą. Jednym z nielicznych Milicjantów, których szanowałem. Wysportowany, wielki na 2 metry i niesłychanie odważny…
 
- Kawał chłopa, nawet na dzisiejsze standardy, a w tamtych czasach musiał robić wrażenie olbrzyma.
 
- Poznałem go osobiście w latach 80-tych. Niesamowity gość. Jeszcze w latach 90-tych, w wieku ponad 70 lat wskakiwał na konia bez pomocy rąk. Widział pan kiedyś coś takiego? A dawniej.. - niech mnie Pan posłucha cierpliwie.
 
Tu profesor żul odchylił się do tyłu i odpalił papierosa od papierosa. Ja pociągnąłem łyk piwa i zacząłem słuchać badawczo.
 
- …w ówczesnym czasie grasowała w Bieszczadach tak zwana banda „Siedmiu Wspaniałych”. Nic politycznego, normalni kryminaliści. Zagrażali drwalom i kompromitowali milicję oraz wojsko tam stacjonujące. Niewielu znało góry tak jak ta grupa, więc nie można ich było się łatwo pozbyć. Lub, chociaż uspokoić. Dlatego właśnie, zesłano tam Majewskiego. A właściwie, pozwolono mu wrócić na stare śmieci.
 
I Majewski porządek zaprowadził. Sam. W parę tygodni. Trzeba przyznać, że miał facet niekonwencjonalne sposoby i był absolutnie skuteczny. Gdy na przykład namierzył ich kryjówkę to podjechał na koniu w nocy, wziął do ręki granat, zdjął z niego zawleczkę, ale nie wypuszczał z ręki. I z tym granatem wszedł przez okno, usiadł na parapecie i krzyknął: - „A teraz chłopcy oddawać broń i wyłazić pojedynczo, bo rzucę”. Zaspani bandyci widząc człowieka jak góra z odbezpieczonym granatem oddali grzecznie broń i zaczęli pojedyńczo gramolić się za drzwi. Nie wszyscy jednak zostali aresztowani. Kapitan Majewski zawsze dawał możliwość wyboru: - „do ciupy czy w mordę?”. Ta część, która wolała „w mordę” bardzo potem tego żałowała. Majewski miał łapy jak bochny i jeden podobno skończył marnie z dolną szczęką wbitą w czaszkę. Nawet trudno to sobie wyobrazić. Inni jakoś przeżyli, ale wynieśli się z Bieszczad na dobre. Po takim pokazie, zaaresztowana reszta karnie zeszła na dół. Ten, męski sposób załatwiania spraw przez Majewskiego się przyjął i był przyczyną wielkiej popularności kapitana. Także wśród przestępców. Przy mniejszych wykroczeniach każdy wolał wystawić łapy pod kajdanki i dać się zapuszkować. Przy poważniejszych, desperaci nadstawiali twarz. Podobno jeden łajdak nawet wystąpił z prośbą „Panie Majewski, ale z lewej strony, jeśli można, bo z prawej mnie strasznie boli ząb”.
 
W ogóle Majewski to kozak był. Pamięta pan scenę z filmu jak Słotwina skacze z konia do studni?
 
- Pamiętam. Tam było wejście do ukrytej ziemianki. Zrobił manekina, wsadził na konia a sam usiadł z tyłu. A potem, o zmierzchu, przegalopował obok studni z tlącą się mokrą słomą, w tej zaimprowizowanej zasłonie dymnej skoczył. Strażnicy z bandy nie zareagowali, bo wciąż widzieli galopującą postać.
 
- No właśnie. To też zdarzyło się naprawdę.
 
- Tak. To niezwykłe, że czasem jeden właściwy człowiek, o właściwym czasie i we właściwym miejscu może lepiej oczyścić atmosferę niż armia specjalistów.
 
- Ma pan rację. Takie rzeczy się zdarzają. Prawdziwi superbohaterowie istnieją. Każdy naród ma takie doświadczenia. Nie trzeba sięgać do filmowych Batmanów i Supermanów z Ameryki. A my Polacy mamy ich zatrzęsienie. Prawdziwych, nie tych z parodii.
 
 
- O wielu niestety już zapomnieliśmy.
 
- Dlatego, warto ich przypominać i tak przywracać do życia. Chociażby dla naszych dzieciaków. Niech nie sięgają po byle gówno za ocean i nie dają sobie wmawiać, że nasz naród tylko potrafi przegrywać.
 
Pokiwałem głową smutno i poprosiłem o poczęstowanie papierosem. Przez dalszą drogę piliśmy i jaraliśmy razem. Dwóch żuli.
Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

to tak gwoli wyjaśnienia

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

 
Pozdrawiam
ŁŁ
Ps. Czujcie się zaproszeni do serwisu społecznościowego dla fachowców: hey-ho.pl

#30644

Już chwaliłam w Salonie.

Tu też 10 punktów.

Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#30668

Fajna czytanka z morałem.

pzdr
Milton

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#30675

Tacy ludzie rodzą się na kamieniu.A szkoda .Bo gdyby było ich więcej może dziś mielibyśmy trochę lepszą Polskę.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#30691

Ode mnie również 10 pkt ..
To pomysł jak znalazł na komiks z kpt Majewskim w roli głównej .

pozdrawiam
............................
http://andruch.blogspot.com/

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

-----------------------------------------
Andruch z Opola
http://andruch.blogspot.com

#30732

Tyle że w jakich latach by sie dział i w jakim mundurze?

Mundur MO to nie jest to co bym chciał ogladać. Chyba, że zostałaby pokazana jego droga od Żubryda do MO i w mundurze milicyjnym działałby jak ps. Janek w mundurze Klossa.

Czyli pilnowałby prawdziwej praworządności, tłukł betonów, komuchów i ubeków (w białych rekawiczkach) oraz bandziorów ("w mordę").

Jeśli ktoś z kregu Niepoprawnych ma takie umiejetności graficzne, że mógłby się podjąć tego komiksu to moznaby zacząć pisać scenariusz.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

 
Pozdrawiam
ŁŁ
Ps. Czujcie się zaproszeni do serwisu społecznościowego dla fachowców: hey-ho.pl

#30740

cyt:
"Czyli pilnowałby prawdziwej praworządności, tłukł betonów, komuchów i ubeków (w białych rekawiczkach) oraz bandziorów ("w mordę")."
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Cała reszta to szczegóły , uważam że pomysł jest jak najbardziej godny poparcia w myśl maksymy :
" Cudze chwalicie a swego nie znacie "

pozdrawiam
............................
http://andruch.blogspot.com/

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

-----------------------------------------
Andruch z Opola
http://andruch.blogspot.com

#30742

 Szczęścia na szlaku.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#31404